Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kształtowanie odporności dziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kształtowanie odporności dziecka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 marca 2016

Mamo, nie zabieraj mi powietrza!

Idzie wiosna. W ogródku Bąblowej prababci pojawiły się pierwsze przebiśniegi, wczoraj widzieliśmy przynajmniej trzy klucze ptactwa wracającego do nas z ciepłych krajów, słońce coraz częściej wyłazi zza chmur i tylko czekać, kiedy nasz balkon oraz parapety zostaną znów upstrzone "pamiątkami", jakie zostawiają po sobie jaskółki. 

Dla mnie oczywiste jest więc, że już wkrótce większość naszego czasu będziemy spędzać z Juniorem na świeżym powietrzu - jeżdżąc na rowerach, szalejąc na miejscowym placu zabaw, klepiąc babki w piaskownicy, spacerując po parku albo wędrując po okolicy z konewką i podlewając każdą roślinkę, jaką napotkamy na swojej trasie (nawet jeśli będzie to tylko niezbyt piękny, przydrożny chwast ;) ) 

Zresztą, bez względu na porę roku staramy się opuszczać nasze mieszkanie jak najczęściej i rezygnujemy z wyjścia na podwórko tylko w sytuacji choroby albo wtedy, kiedy warunki na zewnątrz okazują się NAPRAWDĘ niesprzyjające.  "Grasujemy" i w dni deszczowe, i w te mroźne, i kiedy z nieba leje się żar - tyle że w każdym z tych przypadków zachowujemy umiar i zdrowy rozsądek. 

Ale znam też dzieci, które na dworze pojawiają się wyłącznie od wielkiego święta. Zimą jest zbyt zimno, jesienią można się przemoczyć, ubłocić buty i kurtkę, latem z kolei zbyt gorąco i duszno, więc optymalna pora na wyjście to ten moment po zmroku, kiedy już prawie nic nie widać, a wokół krążą nietoperze ;) 

Poza tym przecież niezależnie od pogody w powietrzu unosi się tyle różnych wirusów i bakterii, że najlepiej zrobić tylko szybką 15-minutową rundkę wokół osiedla i zaraz zaganiać maluchy z powrotem, coby żadnego paskudztwa nie "złapały". A nie daj Boże wejść jedną nogą do kałuży, usiąść bezpośrednio na trawie, dotknąć śniegu rączką bez rękawiczki czy wykąpać się w jeziorze - to przecież cała wylęgarnia najróżniejszych chorób, drobnoustrojów, nie wiadomo czego! 


Tyle mówi się na temat kształtowania właściwych, pozytywnych przyzwyczajeń już od najmłodszych, najwcześniejszych lat - ale jest to najczęściej dyskusja w kontekście nawyków żywieniowych albo czytelniczych, a już zdecydowanie  rzadziej wspomina się o tym, jak ważne jest dla dziecka przebywanie na świeżym powietrzu. 

Czasami odnoszę wrażenie, że niektórzy rodzice postępują tak nie z troski czy faktycznych obaw o zdrowie swojej pociechy, tylko ze względu na własne wygodnictwo i plany - bo przecież lepiej spędzić cały dzień w galerii handlowej, niż spakować plecaki, jechać na długą rowerową wycieczkę albo urządzić sobie rodzinny piknik na łące.

W porządku. Niech każdy robi to, co uważa za słuszne - tylko niech potem nie dziwi się, że niezahartowane, pozbawione odporności dziecko łapie każdą możliwą infekcję, a w późniejszym wieku nawet siłą trudno je z domu wyciągnąć, bo woli spędzać czas przyklejone do telewizora, komputera albo konsoli. I niestety (a może właśnie STETY!) prawda jest taka, że w warunkach sterylnych też nie da się wychowywać - choćbyśmy non stop biegali za potomkiem z całą gamą środków dezynfekujących i rzucali kamieniami we wszystkie mijane psy i koty, które nasza latorośl zechce pogłaskać.