Oglądamy z Bąblem "Obrazki dla maluchów". Na jednej ze stron bardzo świątecznie - czteroosobowa rodzina przy choince, podczas rozpakowywania prezentów. Bąbel wskazuje palcem na poszczególne osoby i nazywa je po kolei.
Rudowłosą kobietę : "mama". Jej męża - blondyna: "tata". Pokazuje również kotka i pieska, czyli "miał" i "ahau", a na końcu małego chłopca, klepiąc się rączką po głowie i sygnalizując, że to on :) Kiedy przychodzi kolej na dziewczynkę, która bawi się misiem, Młody sprawia wrażenie nieco skonsternowanego. Mówi "lala", rozgląda się po naszym mieszkaniu i rozkłada ręce w geście oznaczającym "nie ma".
Powtarza ten rytuał kilkukrotnie, aż w końcu czuję się zobowiązana, by spytać: " A chciałbyś, żeby była u nas taka mała dziewczynka? Lala? Siostrzyczka?" - na co Bąbel energicznie kiwa głową na TAK. Kiedy Małż wpraca z pracy, do niego również biegnie z tą samą książeczką, by zapewnić, że się już tej siostrzyczki po prostu doczekać nie może ;)
Dobrze, że przynajmniej on jeden wie, czego chce.
Bo nam do tej decyzji z biegiem czasu raczej dalej, niż bliżej;
i teraz - dla odmiany - coraz częściej widzimy się docelowo jako rodzinę 2+1...
| "Obrazki dla maluchów. Dom i mieszkanie.", Wyd. Olesiejuk |
A tak poza tym - i nas dopadło choróbsko. Nie jakieś poważne, ale za to mocno dokuczliwe. Małż od kilku dni skarży się na "kluchę" w gardle. Bąbel ma katar tak obfity i uciążliwy, że jak na razie dominującą ozdobę świąteczną w naszym mieszkaniu stanowią...zielone, ciągnące się gluty. A mnie głowa łupie, jakby ktoś w środku urządzał sobie remont i wbijał olbrzymie gwoździe jeszcze większym młotkiem (choć może w sumie taki mały remoncik byłby wskazany, bo odkąd pamiętam straszny mętlik tam panuje i ciągła gonitwa zwichrowanych myśli ;) ).
Gdyby choć centymetr śniegu, choć kilka skrzących się płatków za oknem, choć cieniutka warstwa białego puchu pokryła tę wszechobecną, szaro-burą brzydotę - na pewno poczułabym się zdecydowanie lepiej !