Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielska presja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielska presja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

I Ty możesz mieć SUPER-DZIECKO ! Tylko czy faktycznie tędy droga?

"Takie teraz czasy. Każdy chce mieć super-chatę, super-samochód i super-pracę, a przy okazji również i super-dziecko." - usłyszałam ostatnio od pewnej znajomej mamy, którą notabene bardzo lubię i cenię i z której doświadczenia chętnie czerpię, bo do czynienia ma nie tylko z własnymi dziećmi, ale również z cudzymi, jako że zajmuje się zawodowo fizjoterapią i rehabilitacją maluszków. 

Powiem szczerze, że w pierwszej chwili zestawienie dziecka z przedmiotami, które można nabyć, kupić za pieniądze lub wymienić, jeśli status materialny nam na to pozwala, bardzo mi się nie spodobało - ale z perspektywy czasu chyba rozumiem, co Kasia miała na myśli...
 
***
 
Zupełnie normalne i oczywiste jest dla mnie, że jako świeżo upieczeni rodzice bardzo martwimy się i troszczymy o nasze dziecko i o jego prawidłowy rozwój. Z maniakalnym wręcz uporem wertujemy dziesiątki poradników i popadamy w czarną rozpacz, jeśli wydaje nam się, że potomek w jakikolwiek sposób odbiega od ogólnie przyjętych "norm". Może nawet w pewnym momencie zaczynamy pielgrzymować z nim po licznych gabinetach lekarskich  - zapominając, że każde dziecko ma swoje własne, indywidualne tempo i do pewnych rzeczy może dojrzewać dłużej, niż jego rówieśnicy.
 
Często bardzo gnębi nas i frustruje świadomość tego, że nasz szkrab jeszcze nie raczkuje/nie chodzi/nie gaworzy/nie mówi pełnymi zdaniami/nie zna kształtów, kolorów czy literek/nie potrafi policzyć do dziesięciu/pomimo długotrwałego treningu nie załatwia swoich potrzeb na nocniczku...Takie przykłady mogłabym chyba mnożyć w nieskończoność, bo właściwie na każdym etapie rozwoju udałoby się znaleźć coś, w czym nasze dziecko nieco "niedomaga", odstaje, nie nadąża za swoimi kolegami i koleżankami. 
 
***
 
Dodatkowo te nasze rodzicielskie obawy i wątpliwości podsycane są nieustannie przez reklamy i producentów najróżniejszych akcesoriów dla najmłodszych. Jeśli nie kupimy dziecku takiej to a takiej zabawki - jesteśmy wyrodni, bo nie dbamy o jego wszechstronny rozwój. Jeśli zamiast interaktywnego, wszystkomającego gadżetu dostanie od nas w prezencie zwykłego pluszowego misia - to błąd, bo tyle różnych sfer zaniedbujemy.  Jeśli nasze niemowlę podróżuje w wózku za zaledwie kilkaset złotych, a nie w najnowszym wehikule, który kosztuje niemal tyle, co używane auto  osobowe - shame on us! Wstydźmy się, bijmy w piersi, a przede wszystkim - sięgajmy do portfela ! 
 
Niektórzy rodzice popadają w skrajności tak straszne, że nie robią nic poza zapisywaniem i dowożeniem malucha na wciąż nowe zajęcia, warsztaty i kółka zainteresowań - bo przecież MUSI mieć jakiś talent, czymś się wyróżniać, w czymś deklasować pozostałe dzieciaki z podwórka i szkoły. I nieważne, że dziecko jest tym już do granic umęczone, że wcale nie sprawia mu to przyjemności i nie daje satysfakcji - i że bardziej realizuje w ten sposób aspiracje i oczekiwania swoich rodziców, niż spełnia własne marzenia...

Ale czy właśnie o to w życiu chodzi? Żeby zawsze nadążać, a nawet prześcigać innych - być we wszystkim najlepszym i zajmować niezmiennie pierwsze miejsce na podium? Już od najmłodszych lat brać udział w tym niemowlęcym "wyścigu szczurów"? No przecież nie ! Moim zdaniem bardziej liczą się starania, nawet niewielkie widoczne postępy, jakiś malutki progres - i to nic, że nie następuje on z prędkością światła i impetem tornada.
 
Sama mam już trzydziestkę na karku, a nadal pewnych rzeczy zrobić nie chcę lub zwyczajnie nie potrafię - i nie czuję się nawet na siłach, by próbować. Nie umiem pływać. Swoim gotowaniem prędzej kogoś otruję, niż nakarmię ;) W liceum przez całe trzy lata prosiłam naszego zaprzyjaźnionego lekarza o zwolnienie z WF-u, bo nie dawałam rady zrobić głupiego fikołka i wykonać skoku przez kozła. Wciąż nie mam prawa jazdy, choć moje nogi po kilkukilometrowym "spacerku" czasami aż krzyczą, że nie mają ochoty zasuwać wszędzie na piechotę...

Jeśli sami nie jesteśmy doskonali i utalentowani w każdej możliwej dziedzinie - 
dlaczego wymagamy tego od naszych dzieci? 
 
Bo nam samym coś  w życiu nie wyszło
 i nie powiodło się tak, jak to sobie zaplanowaliśmy? 
 
 
Osobiście marzę przede wszystkim o tym, by moje dziecko było zdrowe i szczęśliwe. Nie musi być "super" w znaczeniu takim, jak opisane powyżej - bo dla mnie jest super ZAWSZE i BEZ WZGLĘDU NA WSZYSTKO.