W tym roku mieliśmy do wyboru trzy mikołajkowe imprezy w naszej najbliższej okolicy. Każda z nich oferowała nieco inne atrakcje dla maluszków, więc wybór był naprawdę trudny i aż szkoda było z którejś z nich zrezygnować.
Ostatecznie postanowiliśmy zatem być wszędzie po trochu - i w związku z tym Bąbel mógł obejrzeć sobie aż trzech różnych Świętych w czerwonych kubrakach, ale tylko u jednego zdecydował się usiąść na kolanach i przyjąć od niego skromny, słodki upominek. Na szczęście nie jesteśmy jeszcze na etapie, kiedy musimy tłumaczyć Juniorowi, dlaczego każdy z tych Mikołajów wyglądał inaczej oraz który był tym "prawdziwym", a który tylko jego "pomocnikiem" ;)
Pierwsza impreza była najbardziej kameralna i swojska, bo zorganizowana przez nasz miejscowy dom kultury. Na drugiej - w centrum handlowym - Mikołajowi towarzyszyły bardzo sympatyczne, roztańczone elfy, natomiast trzecia - poprowadzona chyba z największym rozmachem - uświetniona została występami jednego z popularnych teatrów dla dzieci.
Pierwsza impreza była najbardziej kameralna i swojska, bo zorganizowana przez nasz miejscowy dom kultury. Na drugiej - w centrum handlowym - Mikołajowi towarzyszyły bardzo sympatyczne, roztańczone elfy, natomiast trzecia - poprowadzona chyba z największym rozmachem - uświetniona została występami jednego z popularnych teatrów dla dzieci.
Po powrocie do domu przyszedł czas na rozpakowywanie prezentów od dziadków, chrzestnych i od nas. Bąbel jakoś średnio był tym wszystkim zainteresowany i pewnie jeszcze parę lat minie, zanim będzie z wypiekami na twarzy wypatrywał gościa z pękatym workiem na plecach, pierwszej gwiazdki i sunących po niebie sań zaprzężonych w renifery ;)
Na razie zdecydowanie największą frajdę sprawiły mu znalezione w jednej z paczek...pomarańcze, które potraktował najwyraźniej jako piłki, bo zaczął toczyć je po podłodze, transportować na przyczepce swojej ciężarówki i usiłował rzucać nimi do celu, jakim była nasza niczego nie spodziewająca się psina ;)
I my uszczknęliśmy coś dla siebie z tej mikołajkowej, radosnej atmosfery - a mianowicie wybraliśmy się z Małżem na "Listy do M.2" (film, o którym jedna z Was pisała jakiś czas temu, że "nie widzi na nim zadowolonego faceta" ;) ) No a mój jednak był zadowolony, bo na co dzień katuję go najczęściej kinem bardzo ambitnym i psychologicznym (ostatnio głównie skandynawskim), więc taka lekka i przyjemna komedia na "odmóżdżenie" okazała się dla niego całkiem sympatyczną odmianą ;)
P.S. Zdublował nam się jeden prezent. Może któraś z Was ma dziecię zafascynowane tak jak nasze strażą pożarną, bo bardzo chętnie oddamy w dobre ręce wóz strażacki z ostatniego zdjęcia. (Wyje, mruga światełkami, rusza oczami i wystawia język, zmienia kierunek jazdy po napotkaniu przeszkody, a do tego puszcza całe mnóstwo baniek mydlanych. No generalnie fajny jest, więc jakby coś, to dajcie znać w komentarzach lub na priv ;) )
P.S. Zdublował nam się jeden prezent. Może któraś z Was ma dziecię zafascynowane tak jak nasze strażą pożarną, bo bardzo chętnie oddamy w dobre ręce wóz strażacki z ostatniego zdjęcia. (Wyje, mruga światełkami, rusza oczami i wystawia język, zmienia kierunek jazdy po napotkaniu przeszkody, a do tego puszcza całe mnóstwo baniek mydlanych. No generalnie fajny jest, więc jakby coś, to dajcie znać w komentarzach lub na priv ;) )


