Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezenty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lipca 2024

Sezon ślubny w pełni! Najpiękniejsze prezenty dla Młodej Pary od Murrano.pl

Sezon ślubny w pełni i zapewne wielu z Was zastanawia się, co dać w prezencie Młodej Parze. Sami również całkiem niedawno mieliśmy podobny dylemat - tym bardziej, że na ślubnym kobiercu stanęła siostra mojego męża, a więc osoba bardzo nam bliska i istotna. W pierwszej kolejności do głowy przychodzi oczywiście koperta wypełniona gotówką - ponieważ odnoszę wrażenie, że epoka prezentów materialnych i "fizycznie namacalnych" powoli dobiega już końca. Sama zresztą nadal posiadam takie ślubne relikty sprzed czternastu lat, z których przez cały ten czas NIGDY nie skorzystałam (między innymi dwa ogromne komplety sztućców, nadal fabrycznie zapakowane ;))

Mimo wszystko wydaje mi się, że poza pieniędzmi warto zadbać też o jakiś drobny upominek, który w przyszłości będzie miał dla Nowożeńców wartość sentymentalną: będzie kojarzył się z charakterem i oprawą całego wydarzenia oraz przywodził na myśl miłe wspomnienia z nim związane. Wszystkie te warunki spełniają w moim odczuciu personalizowane prezenty z Murrano.pl - przygotowane specjalnie z myślą o obdarowywanych osobach, z możliwością wygrawerowania ich imion, konkretnej daty czy też wykorzystania autorskich ślubnych zdjęć. 

foto: www.pixabay.com/OlcayErtem
 

Prym wiodą tutaj oczywiście foto-prezenty takie jak ramki, personalizowane plakaty, drukowane na płótnie obrazy czy ślubne albumy. Oprócz tego do wyboru mamy również prezenty ceramiczne, drewniane bądź kryształowe - wszystkie bardzo estetyczne, wykonane z dbałością o najdrobniejszy szczegół i przy wykorzystaniu specjalnej techniki laserowej. Dzięki temu zachowają swój piękny wygląd przez naprawdę długie lata i z całą pewnością okażą się zdecydowanie bardziej trwałe niż zwyczajna, tradycyjna kartka z gratulacjami. 

W ofercie znajdziemy też personalizowane przedmioty codziennego użytku, stanowiące nieodzowny element wyposażenia domu czy mieszkania. Akcesoria takie jak deski do krojenia, kieliszki na wino, pojemniki do przechowywania przypraw czy żywności...Wszystko to na pewno okaże się niezwykle przydatne dla każdej pary na tak zwanym "dorobku" i sprawi, że nie będzie konieczności kompletowania wspólnego dobytku zupełnie od zera. 

Oczywiście można pójść też zupełnie inną drogą: zainwestować w kupony Lotto, zafundować Młodej Parze udział w ciekawych tematycznych warsztatach albo razem z innymi gośćmi zrzucić się na podróż poślubną w jakieś odległe egzotyczne miejsce. Jestem bardzo ciekawa, co sądzicie na ten temat - i jakie ślubne prezenty królują w Waszym najbliższym otoczeniu :)


foto: www.murrano.pl

_____________________________________

*wpis powstał w ramach współpracy 


czwartek, 30 listopada 2017

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym - czy warto ją odwiedzić ? Nasze wrażenia po wizycie.


W minioną sobotę odwiedziliśmy z Bąblem Wielką Fabrykę Elfów na warszawskim PGE Narodowym. Jechaliśmy tam aż z Dolnego Śląska, pokonaliśmy ponad 400 kilometrów - a więc pokładaliśmy w tym przedsięwzięciu naprawdę ogromne nadzieje. Czy było warto ? Czy Wielka Fabryka Elfów faktycznie wprowadziła nas w świąteczną , magiczną atmosferę ?  Przekonajcie się sami, czytając naszą relację.

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym w Warszawie

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym w Warszawie

Pierwszym niemałym zaskoczeniem była dla nas cena parkingu na PGE Narodowym. 25 złotych to na mój gust całkiem sporo - choć być może warszawskie realia są inne niż te nasze, prowincjonalne ;) Wabieni obietnicami wspaniałej zabawy i licznych rozrywek dla całej rodziny - uiściliśmy grzecznie opłatę i udaliśmy się do wskazanej nam przez obsługę strefy. 

Na miejscu - w oczekiwaniu na oficjalne otwarcie Wielkiej Fabryki Elfów -  zajęły się nami przesympatyczne animatorki. Panie miały naprawdę świetne podejście do dzieci, potrafiły skutecznie wciągnąć je do wspólnej zabawy - i widać, że były doskonale przygotowane do pełnienia swojej roli.

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym w Warszawie

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym w Warszawie

Następnie z innymi oczekującymi rodzicami i dziećmi podjechaliśmy windą na wyższe piętro - gdzie tym razem elfy płci męskiej zaprezentowały nam swoje krótkie przedstawienie, wokół którego toczyły się wszystkie późniejsze wydarzenia. 

Okazało się, że maszyneria w Wielkiej Fabryce Elfów zaliczyła małą awarię - i zaczęła produkować wadliwe, niekompletne zabawki. Naszym zadaniem było odnaleźć brakujące części drewnianego żołnierzyka - a w tym celu musieliśmy sprostać najróżniejszym wyzwaniom, rzucanym nam przez nasze elfie przewodniczki.

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym w Warszawie

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym w Warszawie

Nie będę oczywiście zdradzać Wam wszystkich szczegółów, żeby nie ominęły Was przygotowane przez Wielką Fabrykę Elfów niespodzianki. Powiem tylko tyle, że mieliśmy okazję napisać list do Mikołaja, pobawić się elfią taśmą produkcyjną, ugotować z elfami kolorową zupę i wyszaleć się na dmuchańcach - ponieważ dowiedzieliśmy się, że cała fabryka napędzana jest dziecięcą energią, śmiechem i podskokami ;)

Muszę pochwalić bogactwo zgromadzonych rekwizytów, z których każdy znajdował się w ściśle określonym miejscu - dzięki czemu udało się uniknąć organizacyjnego chaosu. Ciekawym pomysłem było również wykorzystanie technik i elementów multimedialnych - jak chociażby elf "rozmawiający" z dziećmi i wydający im polecenia z ekranu telewizora. Po stworzeniu listów wrzuciliśmy je natomiast do specjalnie przygotowanych w tym celu skrzynek pocztowych - by mogły trafić stamtąd prosto do adresata. 

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym w Warszawie

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym w Warszawie

Żeby nie było jednak tak całkiem różowo i cukierkowo - momentami dawało się dostrzec znużenie zarówno wśród rodziców, jak i dzieci. W moim odczuciu 2,5-godzinne zwiedzanie Wielkiej Fabryki Elfów trwało nieco zbyt długo. Mniej więcej w połowie program się troszkę "rozjechał" i grupa stawała się coraz trudniejsza do ogarnięcia, pomimo bohaterskich wysiłków animatorek. 

Naszemu Bąblowi niestety nie udało się dotrwać do końca i doczekać do spotkania ze Świętym Mikołajem. Mówiąc całkiem szczerze - my też mieliśmy już dosyć czekania, więc woleliśmy wsiąść w samochód i wrócić do domu o w miarę rozsądnej porze. Generalnie uważam, że można było całą akcję przynajmniej minimalnie przyspieszyć - i zrezygnować chociażby z tak długiego pobytu na dmuchańcach. 

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym w Warszawie

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym w Warszawie

Ostatecznie całą Wielką Fabrykę Elfów odbieramy pozytywnie - choć troszkę zabrakło nam w niej takiej prawdziwej magii, czarodziejskiego klimatu, powiewu autentycznej świątecznej atmosfery. Naszym zdaniem program był ciekawy - lecz nieco zbyt przeładowany i za mocno rozciągnięty w czasie. 

Ogromne brawa należą się z całą pewnością dla pań animatorek - które dokładały wszelkich starań, żeby zachęcić dzieci do kooperacji, zapewnić im pełen komfort i poczucie bezpieczeństwa. Na plus oceniamy też całe tamtejsze zaplecze : sklepiki ze świątecznymi pamiątkami, drobnymi przekąskami i ciepłymi napojami - a także umieszczone na sali samochodziki TwistCar, napędzane ruchami kierownicy.

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym w Warszawie

Wielka Fabryka Elfów na PGE Narodowym w Warszawie

Reasumując : Wielka Fabryka Elfów to miejsce warte odwiedzenia -
jednak nie wywołało w nas spodziewanego "efektu WOW".

Polecamy przede wszystkim osobom, które mieszkają w Warszawie, Gdańsku lub Katowicach 
(bo właśnie w tych miastach  fabryka posiada swoje siedziby) -
i nie muszą pokonywać aż tak długiego dystansu, by tam dotrzeć.  

Jeżeli macie ochotę ją odwiedzić - możecie skorzystać z kuponu rabatowego na stronie ebilet.pl
 Wystarczy użyć kodu PREZENT17, który obniży cenę biletu o 10 zł w dni powszednie.

niedziela, 6 grudnia 2015

Mikołajki.


W tym roku mieliśmy do wyboru trzy mikołajkowe imprezy w naszej najbliższej okolicy. Każda z nich oferowała nieco inne atrakcje dla maluszków, więc wybór był naprawdę trudny i aż szkoda było z którejś z nich zrezygnować. 

Ostatecznie postanowiliśmy zatem być wszędzie po trochu - i w związku z tym Bąbel mógł obejrzeć sobie aż trzech różnych Świętych w czerwonych kubrakach, ale tylko u jednego zdecydował się usiąść na kolanach i przyjąć od niego skromny, słodki upominek. Na szczęście nie jesteśmy jeszcze na etapie, kiedy musimy tłumaczyć Juniorowi, dlaczego każdy z tych Mikołajów wyglądał inaczej oraz który był tym "prawdziwym", a który tylko jego "pomocnikiem" ;)

Pierwsza impreza była najbardziej kameralna i swojska, bo zorganizowana przez nasz miejscowy dom kultury. Na drugiej - w centrum handlowym - Mikołajowi towarzyszyły bardzo sympatyczne, roztańczone elfy, natomiast trzecia - poprowadzona chyba z największym rozmachem - uświetniona została występami jednego z popularnych teatrów dla dzieci.

Po powrocie do domu przyszedł czas na rozpakowywanie prezentów od dziadków, chrzestnych i od nas. Bąbel jakoś średnio był tym wszystkim zainteresowany i pewnie jeszcze parę lat minie, zanim będzie z wypiekami na twarzy wypatrywał gościa z pękatym workiem na plecach, pierwszej gwiazdki i sunących po niebie sań zaprzężonych w renifery ;)

Na razie zdecydowanie największą frajdę sprawiły mu znalezione w jednej z paczek...pomarańcze, które potraktował najwyraźniej jako piłki, bo zaczął toczyć je po podłodze, transportować na przyczepce swojej ciężarówki i usiłował rzucać nimi do celu, jakim była nasza niczego nie spodziewająca się psina ;)

I my uszczknęliśmy coś dla siebie z tej mikołajkowej, radosnej atmosfery - a mianowicie wybraliśmy się z Małżem na "Listy do M.2" (film, o którym jedna z Was pisała jakiś czas temu, że "nie widzi na nim zadowolonego faceta" ;) ) No a mój jednak był zadowolony, bo na co dzień katuję go najczęściej kinem bardzo ambitnym i psychologicznym (ostatnio głównie skandynawskim), więc taka lekka i przyjemna komedia na "odmóżdżenie" okazała się dla niego całkiem sympatyczną odmianą ;)


P.S. Zdublował nam się jeden prezent. Może któraś z Was ma dziecię zafascynowane tak jak nasze strażą pożarną, bo bardzo chętnie oddamy w dobre ręce wóz strażacki z ostatniego zdjęcia. (Wyje, mruga światełkami, rusza oczami i wystawia język, zmienia kierunek jazdy po napotkaniu przeszkody, a do tego puszcza całe mnóstwo baniek mydlanych. No generalnie fajny jest, więc jakby coś, to dajcie znać w komentarzach lub na priv ;) )