Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 stycznia 2018

"I nie zrozumie człek ponury - tych, co idą zdobywać góry."


Na co dzień nie  oglądam  telewizji. Przestałam, kiedy zaczęła zalewać mnie  płynąca z ekranu  fala  paradokumentalnego  shitu w stylu "Dlaczego ja?" , rolników szukających  żon  i innych  "Trudnych  spraw". Ale  ostatnie  wydarzenia  z Nanga  Parbat  śledziłam  z zapartym  tchem, ze  łzami  w oczach i z dłońmi  zaciśniętymi  kurczowo  na  telewizyjnym  pilocie. Ta  tragedia  dotknęła  mnie  wyjątkowo  boleśnie i w pewnym  sensie osobiście , ponieważ kilka  lat  temu  w górach  zginął mój bliski  znajomy - bardzo zresztą podobny w swoich  przekonaniach  do  tych, które  wyznawał Tomek "Czapkins" Mackiewicz...

Pamiętam, że wtedy też wielu ludzi pytało, po co taki młody chłopak tam wchodził i igrał ze śmiercią - i nigdy nie zapomnę odpowiedzi jego narzeczonej: "bo to kochał; bo to była jego największa pasja i nie wyobrażał sobie życia bez niej - nawet jeśli tym życiem ryzykował"...

Tomek Mackiewicz - Tomasz Mackiewicz - Czapinks - Nanga Parbat
national-geographic.com

Mówiąc  całkiem szczerze - przeraża  mnie  fala  hejtu, 
która  przetacza się przez internet i polskie  społeczeństwo 
w obliczu  tak  wielkiego i niewyobrażalnego ludzkiego dramatu.

Mogę się założyć i dać sobie za to rękę uciąć,  że gdyby Mackiewicz zdobył szczyt i zszedł z niego o własnych siłach, cały i zdrowy - to przez wielu z tych aktualnie plujących jadem zostałby okrzyknięty wręcz bohaterem narodowym. Tymczasem nie udało się, za swoją wyprawę zapłacił cenę najwyższą z możliwych - a więc automatycznie trzeba uznać go za nieodpowiedzialnego głupka, który naraził swoje życie dla idei? No cóż, typowa mentalność sporej części naszego społeczeństwa - które nie rozumie pasji, karmi się nienawiścią i fermentem...A dodatkowo wyznaje zasadę "nie znam się - to się wypowiem" - bo tylu "ekspertów" od himalaizmu jak w ciągu ostatnich trzech dni to nasz polski internet chyba jeszcze nigdy nie widział...

Piszą zatem: "I po  co  tam  włazili? Dobrze  im  tak  - bo  to  kara  za bezmyślność, brak  rozsądku i szukanie  rozgłosu za  wszelką cenę." Jeszcze  inni psioczą i skomlą , że to  z ich  podatków  finansuje  się akcje  ratunkowe w takich  sytuacjach... A nawet  jeśli? Przecież z podatków finansuje  się również więzienną michę dla  morderców, gwałcicieli i innych  zwyrodnialców.  Więc  co  jest  bardziej  szczytnym  celem  i lepszym  przeznaczeniem  pieniędzy, które  i tak musimy wszyscy odprowadzać do Skarbu  Państwa? Poza tym - czy to właśnie pieniądze są tutaj najważniejsze ?! Dla niektórych widocznie tak - ponieważ w międzyczasie  pojawiły się nawet fałszywe zbiórki, mające rzekomo pokryć koszty akcji. Chciałoby się rzec: nikczemność ludzka nie zna granic...

Generalnie  cholernie  mierzi  mnie  to, 
w jakich  kategoriach  rozpatrywana  jest  tu  kwestia  ludzkiego życia i ludzkiej śmierci.

Człowiek umiera  - w samotności i przeszywającym  zimnie , na  wysokości ponad 7 tysięcy metrów n.p.m. , z odmrożonymi  kończynami  - a ci  wszyscy  samozwańczy  "specjaliści" od  wspinaczki wysokogórskiej mają czelność wytykać mu  brak myślenia i dywagować nad  popełnionymi  przez  niego  błędami ( oczywiście leżąc do  góry  brzuchem  w miękkim  fotelu, napchani  po  brzegi niedzielnym  obiadkiem...)

Że miał żonę, trójkę dzieci, rodzinę na  utrzymaniu? Że cała ta wyprawa była tylko próbą nakarmienia jego niezaspokojonego, rozbuchanego ego?  Że  "na własne  życzenie  poszedł na  śmierć", "popełnił samobójstwo" i "zostawił ich  na  pastwę losu"? Sorry  - ale chyba  nie  nam  to  oceniać. Na  ten  temat  mają prawo wypowiadać się tylko  osoby bezpośrednio  z nim  związane  - a więc właśnie  żona, dzieci i reszta rodziny. Sama bym nie poszła, swojemu mężowi też starałabym się za wszelką cenę wyperswadować - ale czy mogę rościć sobie prawo do potępiania, ubliżania, mieszania z błotem?

Nie  masz  do  tego  prawa  Ty, polski Januszu : dla  którego  jedyną życiową namiętnością jest hejtowanie na  Fejsie z fałszywego  konta - i który mierzy się nie z ośmiotysięcznikami, lecz co najwyżej z gigantycznym poimprezowym kacem. Nie  masz  do  tego  prawa  również Ty, Grażynko  - dla  której  największym i najbardziej  wiekopomnym wyczynem była "wyprawa" nad  Morskie  Oko, wozem  zaprzężonym  w udręczone konie  i z zimnym  browarem w dłoni...

Zamiast  judzić, mącić i zniesławiać  - 
lepiej  spuść głowę z pokorą nad  ludzką śmiercią. 

Przemilcz. Uszanuj wielką pracę nad sobą, przekraczanie granic i cudzą pasję - 
nawet jeśli jej nie rozumiesz i uważasz za obsesję... 



*tytułowy cytat - Porysunki 
* film - Klonu 
  

piątek, 3 listopada 2017

A co, jeśli będzie ZA PÓŹNO ?

Nie odwiedziłam go w tamte święta. Był straszny mróz, zawierucha, chodniki wyślizgane do granic możliwości - wyglądały jak miejskie lodowisko. Wolałam zostać w domu, napić się gorącej herbaty, zakopać pod kocem po samą szyję. Pomyślałam sobie: "przecież za rok też będzie Boże Narodzenie - i na pewno jeszcze niejedno takie spotkanie przed nami".

Dwa dni później mój brat już nie żył - 
zginął na miejscu, w tragicznym wypadku samochodowym...

Kiedy mijałem ją ostatnio na ulicy - odwróciłem wzrok i udawałem, że wcale nie zauważam. Chciałem wyglądać jak cholernie zaaferowany, urobiony po łokcie pracownik korporacji, który niesamowicie spieszy się na ważną rozmowę i nie ma czasu na kurtuazyjne pogawędki z przyjaciółką ze szkolnych lat. Obiecywałem sobie, że napiszę do niej któregoś dnia na Facebooku.

W zeszłym miesiącu dowiedziałem się od naszego wspólnego znajomego, 
że mąż-alkoholik zakatował ją na śmierć.

Nie powiedziałam mu, że go kocham, kiedy wyjeżdżał w delegację. Byłam na niego wściekła - i zawiedziona, że znowu sprawy służbowe pokrzyżowały nasze weekendowe plany. Warknęłam tylko "jedź już!" - i na pożegnanie z całej siły zatrzasnęłam mu drzwi wejściowe przed nosem.

Okazało się, że to był jego ostatni wyjazd. 
Bomba na lotnisku wybuchła o 7:30 - 
krzyżując nasz najważniejszy plan na wspólne, długie i szczęśliwe życie.

cmentarz - życie - śmierć - przemijanie - Święto Zmarłych - relacje międzyludzkie

Jak wiele jest takich historii? Jak często - już po fakcie - wyrzucamy sobie, że nie zdążyliśmy? Jak często żałujemy, że zamiast być przy kimś dla nas istotnym - zajmowaliśmy się własnymi sprawami, pierdołami i poszukiwaniem coraz to bardziej finezyjnych wymówek?Jak bardzo musimy dostać po dupie i jak wiele stracić - żeby wreszcie zacząć doceniać to, co mamy (lub może raczej to, co MIELIŚMY?)

"Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..." Większość z nas pozwoli tym słowom wybrzmieć, zaduma się nad nimi przez chwilę i pokiwa głową w zamyśleniu - a potem szybko strzepnie z siebie myśli o śmierci i przemijaniu tak samo, jak strzepuje się pyłek z rękawa jesiennego płaszcza.  Większość z nas po prostu powróci do swoich zajęć, utartych schematów, rytualnej gonitwy i wyścigu szczurów - nie analizując zbyt dogłębnie, ile tak naprawdę jest tych "aktów miłości" w naszym codziennym życiu...

cmentarz - życie - śmierć - przemijanie - Święto Zmarłych - relacje międzyludzkie

Tak sobie czasem myślę, że sami dla siebie tworzymy więzienia. Zamykamy się we własnych mikroświatach i nie dopuszczamy do siebie nikogo z zewnątrz. Jesteśmy jak pakowana hermetycznie żywność - szczelnie zamknięci, skutecznie odizolowani, nieprzepuszczalni i świetnie zaimpregnowani na własne oraz cudze uczucia.

Dopiero kiedy telefon milczy...Kiedy na przedpokoju stoją te znajome buty, których już nikt nigdy nie założy...Kiedy zapach ukochanej osoby staramy się uchwycić bezskutecznie, tuląc się w środku nocy do jej opuszczonych ubrań wiszących w szafie - to wtedy nasze maski opadają, a emocje stają się autentyczne i nieudawane...

Gdyby życie łączyło nas wszystkich i poruszało tak bardzo, jak robi to śmierć - to może wreszcie nauczylibyśmy się kochać ważnych dla nas ludzi gorąco, co tchu i na bieżąco - bez odkładania czegokolwiek "na później", by nie okazało się ZBYT PÓŹNO...