Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystkich Świętych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystkich Świętych. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 listopada 2017

A co, jeśli będzie ZA PÓŹNO ?

Nie odwiedziłam go w tamte święta. Był straszny mróz, zawierucha, chodniki wyślizgane do granic możliwości - wyglądały jak miejskie lodowisko. Wolałam zostać w domu, napić się gorącej herbaty, zakopać pod kocem po samą szyję. Pomyślałam sobie: "przecież za rok też będzie Boże Narodzenie - i na pewno jeszcze niejedno takie spotkanie przed nami".

Dwa dni później mój brat już nie żył - 
zginął na miejscu, w tragicznym wypadku samochodowym...

Kiedy mijałem ją ostatnio na ulicy - odwróciłem wzrok i udawałem, że wcale nie zauważam. Chciałem wyglądać jak cholernie zaaferowany, urobiony po łokcie pracownik korporacji, który niesamowicie spieszy się na ważną rozmowę i nie ma czasu na kurtuazyjne pogawędki z przyjaciółką ze szkolnych lat. Obiecywałem sobie, że napiszę do niej któregoś dnia na Facebooku.

W zeszłym miesiącu dowiedziałem się od naszego wspólnego znajomego, 
że mąż-alkoholik zakatował ją na śmierć.

Nie powiedziałam mu, że go kocham, kiedy wyjeżdżał w delegację. Byłam na niego wściekła - i zawiedziona, że znowu sprawy służbowe pokrzyżowały nasze weekendowe plany. Warknęłam tylko "jedź już!" - i na pożegnanie z całej siły zatrzasnęłam mu drzwi wejściowe przed nosem.

Okazało się, że to był jego ostatni wyjazd. 
Bomba na lotnisku wybuchła o 7:30 - 
krzyżując nasz najważniejszy plan na wspólne, długie i szczęśliwe życie.

cmentarz - życie - śmierć - przemijanie - Święto Zmarłych - relacje międzyludzkie

Jak wiele jest takich historii? Jak często - już po fakcie - wyrzucamy sobie, że nie zdążyliśmy? Jak często żałujemy, że zamiast być przy kimś dla nas istotnym - zajmowaliśmy się własnymi sprawami, pierdołami i poszukiwaniem coraz to bardziej finezyjnych wymówek?Jak bardzo musimy dostać po dupie i jak wiele stracić - żeby wreszcie zacząć doceniać to, co mamy (lub może raczej to, co MIELIŚMY?)

"Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..." Większość z nas pozwoli tym słowom wybrzmieć, zaduma się nad nimi przez chwilę i pokiwa głową w zamyśleniu - a potem szybko strzepnie z siebie myśli o śmierci i przemijaniu tak samo, jak strzepuje się pyłek z rękawa jesiennego płaszcza.  Większość z nas po prostu powróci do swoich zajęć, utartych schematów, rytualnej gonitwy i wyścigu szczurów - nie analizując zbyt dogłębnie, ile tak naprawdę jest tych "aktów miłości" w naszym codziennym życiu...

cmentarz - życie - śmierć - przemijanie - Święto Zmarłych - relacje międzyludzkie

Tak sobie czasem myślę, że sami dla siebie tworzymy więzienia. Zamykamy się we własnych mikroświatach i nie dopuszczamy do siebie nikogo z zewnątrz. Jesteśmy jak pakowana hermetycznie żywność - szczelnie zamknięci, skutecznie odizolowani, nieprzepuszczalni i świetnie zaimpregnowani na własne oraz cudze uczucia.

Dopiero kiedy telefon milczy...Kiedy na przedpokoju stoją te znajome buty, których już nikt nigdy nie założy...Kiedy zapach ukochanej osoby staramy się uchwycić bezskutecznie, tuląc się w środku nocy do jej opuszczonych ubrań wiszących w szafie - to wtedy nasze maski opadają, a emocje stają się autentyczne i nieudawane...

Gdyby życie łączyło nas wszystkich i poruszało tak bardzo, jak robi to śmierć - to może wreszcie nauczylibyśmy się kochać ważnych dla nas ludzi gorąco, co tchu i na bieżąco - bez odkładania czegokolwiek "na później", by nie okazało się ZBYT PÓŹNO...

sobota, 31 października 2015

1 listopada

Mogłabym napisać cały długi post o tym, co mnie w tym dniu u niektórych ludzi wkurza. O cmentarnej rewii mody albo nowych furach zaparkowanych tuż pod bramą i blokujących przejście (ale najważniejsze przecież, by je wszyscy widzieli). Chociażby o mojej wiekowej ciotce, która specjalnie z tej okazji biegnie co roku do wypożyczalni po "nowe" futro i kapelusz z szerokim rondem. Oraz o innych jej podobnych, które przechadzają się po cmentarnych alejkach niczym jakaś Paris Hilton po czerwonym dywanie - z obowiązkowym yorkiem pod pachą i szpanując coraz bardziej udziwnionymi stylizacjami, niestety niezbyt adekwatnymi do powagi tego święta  i na widok których aż chciałoby się rzec, że się umarli w grobach przewracają (czytaj: kozaki prawie do samej pupy plus minispódniczka, która tej pupy nawet w całości nie przykrywa).

Daruję sobie jednak szersze wywody i dalsze uszczypliwości w tym temacie. Łudzę się i po cichu mam nadzieję, że to tylko znak naszej małomiasteczkowości. Taki stygmat życia w zabitej deskami dziurze, w której 1 listopada jest dla niektórych osób jedną z naprawdę niewielu okazji, by się "wylansować", "zabłysnąć" i "zrobić wrażenie". Może w innych, większych miejscowościach tak nie jest...oby...

A tak z zupełnie innej - zadumanej i refleksyjnej - beczki: na przełomie października i listopada chyba najczęściej wracam myślami do poezji mojej ulubionej Haliny Poświatowskiej.

Niech zatem Janusz Radek wyśpiewa to, co chodziło mi dziś po głowie 
podczas porządkowania z mamą kolejnych grobów...
 

kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym 
 czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny (...) 
patrząc w płomień kochanie
myślę - co też się stanie
z moim sercem miłości głodnym
 a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który jest chłodny