Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święte krowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święte krowy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 września 2016

Komuś się chyba w d.... poprzewracało.

Czy jako matki mamy mieć większe prawa niż reszta społeczeństwa - tylko i wyłącznie dlatego, że urodziłyśmy/adoptowałyśmy dziecko? Czy ma się nam w związku z tym należeć coś więcej, niż każdemu innemu przeciętnemu "Kowalskiemu", mijanemu przez nas na ulicy, który dzieci nie posiada (lub ma je już względnie "odchowane") ?  

Czy zasługujemy w związku z tym na jakieś szczególne przywileje i specjalne, czołobitne traktowanie - ukłony w pas,  ołtarze i świątynie wznoszone na cześć naszego macierzyństwa? Nosz kurde, przecież ponoć samo macierzyństwo i możliwość uczestnictwa w życiu dziecka jest już tym naszym przywilejem - więc czego jeszcze niektóre z nas chcą i oczekują? 

Pierwszy lepszy przykład : wysokie krawężniki. 

Jakoś nigdy wcześniej nie pomyślałaś o tym, Matko, że zmagają się z nimi często osoby w podeszłym wieku, chore i niedołężne, dla których zrobienie jednego kroku oznacza niekiedy nadludzki wysiłek... Albo osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich czy niewidome - bo w zasadzie co Cię to mogło obchodzić, skoro przecież do żadnej z tych grup nie należysz? 

Ale teraz - UWAGA! - jesteś już Matką i pchasz przed sobą wózek! I nie dość, że taranujesz nim wszystkich po drodze (łącznie ze staruszkami i uciekającymi w popłochu cudzymi dziećmi); nie dość że przesz samym środkiem chodnika i nijak nie da się Ciebie ominąć; nie dość że wszyscy mają ustępować Ci miejsca i podziwiać Cię za ciężką pracę i trud, jaki każdego dnia wkładasz w opiekę nad swoim dzieckiem - to jeszcze trzeba ścieżkę do ratusza wydeptać, petycję napisać, wydać dla Ciebie specjalną uchwałę likwidującą te nieszczęsne krawężniki, z ziemią je równającą! 

"Precz z krawężnikami! Na pohybel im! Z drogi śledzie, bo MATKA jedzie!"  
No weź się, Kobieto, ogarnij! 

Jeśli należysz akurat do tych mniej domyślnych i nie łapiących w lot - podpowiem Ci, że krawężniki to tylko symbol. Bo tak naprawdę Twoje roszczenia dotyczą również wielu innych kwestii, które (tak Ci się wydaje) muszą zostać specjalnie uregulowane i dostosowane do Twoich matczynych, nie cierpiących zwłoki potrzeb. 

Podobno więcej Ci wolno, odkąd Twoje dziecko pojawiło się na świecie. Podobno masz prawo gorzej traktować ludzi, którzy - o zgrozo! - nie przepuszczą Cię w kolejce, nie ustąpią Ci miejsca w autobusie (choć przecież widzą, że taszczysz na rękach tych kilkanaście kilogramów swojego szczęścia), nie przyklasną entuzjastycznie Twoim "genialnym" pomysłom, by zmieniać pieluchę w samym środku restauracyjnego ogródka, przy okazji prezentując jej zawartość innym właśnie spożywającym posiłek gościom (sytuacja autentyczna - z minionego czwartkowego popołudnia, spędzonego przez nas na mieście)...


Do cholery, Matko! Nie bądź świętą krową. Zacznij dostrzegać coś jeszcze poza czubkiem swojego matczynego nosa, bo stając się matką wcale nie dołączasz do grupy szczególnie uprzywilejowanej, której wszystko wolno i której potrzeby stoją na samym szczycie wydumanej przez Ciebie hierarchii. 

I może zabrzmi to brutalnie - lecz potrzeby Twojego dziecka też nie stoją na szczycie tej hierarchii. (A w każdym razie nie dla innych ludzi, którzy mają własne problemy, własne choroby, własne kłótnie małżeńskie, rozwody, depresje, mobbingi w pracy i rwy kulszowe). 

Więc nie zadzieraj łba tak wysoko, jakbyś próbowała zahaczyć nim o kratery na Księżycu. Dla samej siebie może i jesteś matką - obiektem kultu, celem pielgrzymek, niekwestionowaną boginią domowego ogniska...Ale dla innych - bądźmy szczerzy -  jesteś TYLKO kolejną upierdliwa, roszczeniową i zapatrzoną w siebie babą, której  macierzyństwo najwyraźniej zupełnie wyprało mózg, odebrało pokorę,  trzeźwość myślenia i zdolność właściwej oceny sytuacji...

Naprawdę trudno mi zdobyć się na szacunek dla matek, które nikogo innego nie szanują...