sobota, 3 września 2016

Komuś się chyba w d.... poprzewracało.

Czy jako matki mamy mieć większe prawa niż reszta społeczeństwa - tylko i wyłącznie dlatego, że urodziłyśmy/adoptowałyśmy dziecko? Czy ma się nam w związku z tym należeć coś więcej, niż każdemu innemu przeciętnemu "Kowalskiemu", mijanemu przez nas na ulicy, który dzieci nie posiada (lub ma je już względnie "odchowane") ?  

Czy zasługujemy w związku z tym na jakieś szczególne przywileje i specjalne, czołobitne traktowanie - ukłony w pas,  ołtarze i świątynie wznoszone na cześć naszego macierzyństwa? Nosz kurde, przecież ponoć samo macierzyństwo i możliwość uczestnictwa w życiu dziecka jest już tym naszym przywilejem - więc czego jeszcze niektóre z nas chcą i oczekują? 

Pierwszy lepszy przykład : wysokie krawężniki. 

Jakoś nigdy wcześniej nie pomyślałaś o tym, Matko, że zmagają się z nimi często osoby w podeszłym wieku, chore i niedołężne, dla których zrobienie jednego kroku oznacza niekiedy nadludzki wysiłek... Albo osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich czy niewidome - bo w zasadzie co Cię to mogło obchodzić, skoro przecież do żadnej z tych grup nie należysz? 

Ale teraz - UWAGA! - jesteś już Matką i pchasz przed sobą wózek! I nie dość, że taranujesz nim wszystkich po drodze (łącznie ze staruszkami i uciekającymi w popłochu cudzymi dziećmi); nie dość że przesz samym środkiem chodnika i nijak nie da się Ciebie ominąć; nie dość że wszyscy mają ustępować Ci miejsca i podziwiać Cię za ciężką pracę i trud, jaki każdego dnia wkładasz w opiekę nad swoim dzieckiem - to jeszcze trzeba ścieżkę do ratusza wydeptać, petycję napisać, wydać dla Ciebie specjalną uchwałę likwidującą te nieszczęsne krawężniki, z ziemią je równającą! 

"Precz z krawężnikami! Na pohybel im! Z drogi śledzie, bo MATKA jedzie!"  
No weź się, Kobieto, ogarnij! 

Jeśli należysz akurat do tych mniej domyślnych i nie łapiących w lot - podpowiem Ci, że krawężniki to tylko symbol. Bo tak naprawdę Twoje roszczenia dotyczą również wielu innych kwestii, które (tak Ci się wydaje) muszą zostać specjalnie uregulowane i dostosowane do Twoich matczynych, nie cierpiących zwłoki potrzeb. 

Podobno więcej Ci wolno, odkąd Twoje dziecko pojawiło się na świecie. Podobno masz prawo gorzej traktować ludzi, którzy - o zgrozo! - nie przepuszczą Cię w kolejce, nie ustąpią Ci miejsca w autobusie (choć przecież widzą, że taszczysz na rękach tych kilkanaście kilogramów swojego szczęścia), nie przyklasną entuzjastycznie Twoim "genialnym" pomysłom, by zmieniać pieluchę w samym środku restauracyjnego ogródka, przy okazji prezentując jej zawartość innym właśnie spożywającym posiłek gościom (sytuacja autentyczna - z minionego czwartkowego popołudnia, spędzonego przez nas na mieście)...


Do cholery, Matko! Nie bądź świętą krową. Zacznij dostrzegać coś jeszcze poza czubkiem swojego matczynego nosa, bo stając się matką wcale nie dołączasz do grupy szczególnie uprzywilejowanej, której wszystko wolno i której potrzeby stoją na samym szczycie wydumanej przez Ciebie hierarchii. 

I może zabrzmi to brutalnie - lecz potrzeby Twojego dziecka też nie stoją na szczycie tej hierarchii. (A w każdym razie nie dla innych ludzi, którzy mają własne problemy, własne choroby, własne kłótnie małżeńskie, rozwody, depresje, mobbingi w pracy i rwy kulszowe). 

Więc nie zadzieraj łba tak wysoko, jakbyś próbowała zahaczyć nim o kratery na Księżycu. Dla samej siebie może i jesteś matką - obiektem kultu, celem pielgrzymek, niekwestionowaną boginią domowego ogniska...Ale dla innych - bądźmy szczerzy -  jesteś TYLKO kolejną upierdliwa, roszczeniową i zapatrzoną w siebie babą, której  macierzyństwo najwyraźniej zupełnie wyprało mózg, odebrało pokorę,  trzeźwość myślenia i zdolność właściwej oceny sytuacji...

Naprawdę trudno mi zdobyć się na szacunek dla matek, które nikogo innego nie szanują... 

 

55 komentarzy:

  1. Jesteś cudowna, oj ile razy miałam pojechać w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze możesz, temat zdaje się niewyczerpany ;)

      Usuń
  2. Ktoś musiał Cie bardzo zirytować ;) Myślę, że nie wszystkie matki (na szczęście) takie są, a te co nie widzą nic oprócz siebie - szczerze współczuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt konkretny mnie nie zirytował, te przemyślenia to efekt moich wcześniejszych wielomiesięcznych obserwacji i podczytywania niektórych mam na forach i FB (choć przyznam, że sytuacja z czwartku nieco przelała czarę ;) ) Zgadzam się, że nie wszystkie matki takie postawy prezentują - ale niestety jest też spora grupa, której się wszystko i zawsze "należy".

      Usuń
  3. Brawo, brawo, brawo...
    O to chodzi by matką być i człowiekiem rozumnym pozostać!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super podsumowanie ! Lepiej bym tego nie umiała ująć :)

      Usuń
  4. Jest w tych słowach dużo prawdy, nie wiem skąd się to wzięło w niektórych kobietach ... ale jest ..m okropne śmierdzące ... poczucie wyższości. .m znam też jednego takiego ojca ... wiec może to znak naszych czasów.

    Bo macierzyństwo zaczyna być specjalnym ... tym bardziej ze coraz częściej przeszkadzają w tym choroby... :( przykro mi ... i współczuję tym ludzia... jak tak pomyślę ile rzeczy musi ich irytować i denerwować... i przez to wszystko nie mogą być szczęśliwi bo są zapatrzeni we własną osobę. .. 😐😐😐

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, co jest najzabawniejsze? Że kobiety, które kiedyś dokładnie na tego typu zachowania narzekały, obserwując je u innych mam - po pojawieniu się dziecka same zaczynają się w ten sposób "panoszyć" i zupełnie nie zauważają analogii...

      Usuń
  5. Prawdę prawisz. Dużo widuje się takich mamusiek ;) miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdej grupie jakieś takie "rodzynki" się znajdą - ale odnoszę wrażenie, że wielu mamom jednak szczególnie mocno sodówa uderza do głowy. Wzajemnie, miłego ! :*

      Usuń
  6. Wkurzył cię ktoś i to mocno :)
    Wiesz, kiedyś kobiety nie miały wielu ułatwień i żyły, a w dzisiejszych czasach każdy stał się roszczeniowy i ludzie dziwią się, że i dzieci takie się robią!
    Wysokie krawężniki czy za wysokie stopnie w tramwaju-ja o to będe się pluć mimo, że już nie pcham wózka, ale sa rzeczy, które można odpuścić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wcześniej pisałam - ten post nie jest efektem jakiegoś jednorazowego, epizodycznego zdarzenia :)

      Ja również wolałabym nie pokonywać tych krawężników, tych głębokich dziur na drodze, tych obluzowanych płytek chodnikowych - ale też nie zamierzam się o to specjalnie "sadzić", łokciami rozpychać, sprawiedliwości szukać - i nie uważam, żeby matce należało się cokolwiek bardziej, niż jakiemukolwiek innemu obywatelowi ;) Dlatego nie domagam się, żeby ktoś wygospodarował (z mocno już obciążonego budżetu) dodatkowe środki tylko po to, żeby mi było łatwiej ten wózek pchać. Są ważniejsze wydatki i bardziej palące potrzeby :)

      Usuń
  7. Hmmm, a weźmy to z drugiej strony, to znaczy krawężniki. Jeżeli już tej matce uda się zrównać je z ziemią to czy wtedy niepełnosprawni i osoby starsze nie skorzystają na tym? Resztę popieram, bo sama mając trójkę dzieci, nienawidzę" widoku zawartości pieluchy" prezentowanej w miejscu publicznym. Rzeczywiście niektóre matki za bardzo biorą sobie do siebie macierzyństwo. Owszem, dziecko to przyszłość narodu, ale reszta narodu już jest w tej fazie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te krawężniki to tylko jeden z wielu przykładów - w przypadku niektórych matek będący tak naprawdę wierzchołkiem góry lodowej. Mając kontakt z innymi mamami co rusz słyszę, że coś im nie odpowiada - a przecież trudno wymagać żeby cała infrastruktura uległa raptem zmianie, bo jedna czy druga właśnie urodziła dziecko. A jeszcze inna sprawa, że naprawdę życzę nam tych wszelkich udogodnień ułatwiających opiekę nad maluchem w warunkach poza domem - ale taka roszczeniowa postawa, "gwiazdorzenie" i domaganie się za wszelką cenę szczególnego traktowania w miejscach publicznych niekoniecznie mi się podoba.

      Usuń
    2. Jak to mówią, są ludzi i parapety :).

      Usuń
  8. Brawo, świetny post :) I nieźle się przy nim uśmiałam, super napisany :) Faktycznie, niektórym z nas brakuje pokory... ale mam nadzieję, że to tylko mały odsetek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję, bo mnie osobiście dość mocno to razi. Jakoś wśród ojców tego typu zachowań nie obserwuję (albo bardzo, bardzo rzadko) - więc nie wiem, czy to jakieś kobiece hormony są za to odpowiedzialne, czy co... ;)

      Usuń
  9. No to pojechałaś.Nie ze wszystkim się zgadzam. Z wielu tzw. udogodnień dla matek z dziećmi korzystają tez inne osoby, choćby niepełnosprawni ruchowo. Te nieszczęsne krawężniki, miejsce w autobusie czy pierwszeństwo w kolejce. I tak powinno być.Teraz ktoś mi ustąpi miejsca, bo stoję z dwulatkiem w komunikacji miejskiej,co nie jest dla niego bezpieczne, kiedyś on ustąpi innej mamie z synkiem. Tego przynajmniej mam zamiar go uczyć. (Nie)święta krowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Isa, ja się z Tobą zgadzam! Sama zawsze ustępowałam miejsca w autobusie czy osobom starszym, czy ciężarnym, czy komukolwiek innemu, kto był w potrzebie (np. poczuł się słabo) - i też zamierzam uczyć swoje dziecko, że tak właśnie powinno wyglądać kulturalne zachowanie. (Zresztą mi również jest miło, jeśli faktycznie znajdzie się ktoś, kto mi tego miejsca ustępuje czy w tej kolejce przepuści.)

      Ale z drugiej strony - nawet jako mama obładowana ciężkimi siatami i z dzieckiem pod pachą nie pojawiam się w miejscach publicznych z nastawieniem pod tytułem: "MASZ OBOWIĄZEK coś dla mnie zrobić, bo jestem matką i mi się należy - a jak nie to cię zbluzgam, zlinczuję, bęcki ode mnie dostaniesz - i jeszcze Twoją fotkę na FB wstawię, jaki to niekulturalny z Ciebie cham". (Oczywiście przerysowane - choć niektórym matkom wiele do tego nie brakuje).

      Usuń
    2. Wiesz, mi tu jakimś takim hejtem za bardzo poleciało. I nie lubię strasznie jak matka matce wilkiem, tudzież krową ;) szanujmy się i wspierajmy. Nie popieram roszczeniowosci, ale nie popieram tez chamstwa i bezmyslnosci, a zastawienie chodnika, nieustapienie miejsca osobie bardziej tego potrzebujacej to jest właśnie chamstwo i bezmyślność. I niezależnie czy efekty tego padną na matkę czy na ojca czy staruszka o kulach, należy to pietnowac. A że akurat jakaś zmęczona mama wybuchnie pchając wózek z dzieckiem i zakupami pod enty krawężnik tego dnia... cóż. Rozumiem i nie potępiam.

      Usuń
    3. No fakt, ulało mi się dość porządnie. Z reguły staram się wobec innych matek tym wilkiem (czy też krową) nie być - jednak niektóre po prostu przeginają i zachowują się tak, jakby wszyscy mieli przed nimi czerwone dywany rozkładać (i już te nieszczęsne krawężniki zostawmy ;) - chodzi mi bardziej o samo podejście i postawę).

      Usuń
    4. Chciałam napisać komentarz, ale już nie muszę, bo Isa ujęła wspaniale wszystko, co chciałam przekazać, zatem podpisuję się pod jej wypowiedziami.

      Usuń
  10. "Traktuj kogos tak, jak chcialabys aby traktowano Ciebie". Z takiego zalozenia wychodze I tym sie w zyciu kieruje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobre założenie i życiowe motto :)

      Usuń
  11. Krawężniki mnie wkurzaja. Pieluche zmieniam na uboczu ze względu N prywatność moich dzieci - choć ze względu na innych trochę też ;-)

    Ale jak mam zrozumieć taką sytuację:
    Idziemy najkrotsza droga prosto do parku 3 matki 4 dzieci 2 wózki ulica wąską więc gęsiego. Przepuszczamy idace z przeciwka małżeństwo z dzieckiem (niepelnosprawnym) w wózku. A ojciec mija nas i mówi 'trzy pi*dy środkiem idą z bachorami'. Moje zrozumienie dla trudnej sytuacji innych tu miało swoją granicę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zmieniałam na uboczu (w toalecie lub ewentualnie w naszym samochodzie, kiedy ta nie była dostępna) w bardzo dużej mierze właśnie ze względu na innych - bo jestem w stanie uwierzyć, że nikt nie ma ochoty oglądać kupy mojego dziecka i czuć tych wszystkich aromatów, kiedy przychodzi się gdzieś zrelaksować, a tym bardziej coś zjeść ;) No i generalnie jeśli osoby dorosłe załatwiają swoje potrzeby tego typu w toalecie - to optymalnie by było, gdyby przebieranie dziecka również tam się odbywało ;)

      A ta opisana przez Ciebie sytuacja to już "druga strona medalu" - też bardzo niefajna i nieprzyjemna i myślę, że moje granice również zostałyby w takim momencie przekroczone. Bo chyba właśnie o to tutaj chodzi - żeby nie przekraczać granic, nie naruszać czyjejś przestrzeni i czyjejś strefy komfortu.

      Usuń
  12. Ostatnio koleżanka, mieszkająca na drugim końcu miasta matka dwójki dzieci, zażądała ode mnie, żebym przyjechała po nią samochodem i podwiozła ją wraz z dziećmi na wspólne spotkanie do innej znajomej, będącej prawie moją sąsiadką. Chętnie bym nawet po nią pojechała, gdyby nie to, że żądała, a nie prosiła. Poza tym nie mam w aucie fotelików, a bagażnik akurat miałam zawalony i musiałabym go specjalnie opróżniać, żeby wsadzić wózek. Poza tym spod bloku (dosłownie, niemal spod samej klatki!) tej koleżanki prosto do celu jeździ jeden autobus, zwykle niskopodłogowy. I zapakowanie się do niego z dziećmi wymaga mniej zabiegów, niż montowanie w samochodzie fotelików, składanie wózka i szukanie przeze mnie wolnego miejsca na ciasnym parkingu. Grzecznie odmówiłam i oczywiście się nasłuchałam, że nie mam dzieci, to nie rozumiem. Być może tak jest, ale czy z kolei posiadanie dzieci uprawnia do wykorzystywania innych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutną rację, że zupełnie co innego prosić - a co innego żądać i się domagać (często na chama i po prostacku). Trzeba zrozumieć, że ani ja jako matka nie jestem dla kogoś pępkiem świata, ani moje dziecko tym pępkiem nie jest - i nie mogę sobie ze względu na swoje macierzyństwo pozwalać na wszystko, na co tylko mam ochotę - zupełnie nie zastanawiając się, jakie są odczucia innych ludzi wokół.

      Usuń
    2. Miałam wówczas w bagażniku 5 kół samochodowych z zimowymi oponami, które kilka godzin wcześniej sama wytaszczyłam z piwnicy, żeby je następnego dnia przewieźć do znajomego mechanika na przechowanie. Nadgarstki mnie bolały jak nie wiem co, więc tym bardziej nie wyobrażałam sobie, że miałabym te koła wyładowywać, a potem znowu targać do piwnicy i z powrotem tylko po to, żeby przewieźć ten wózek. Już pomijam fakt, że koleżanka do i z autobusu miała bliżej niż na parking, na którym miałabym stanąć. No cóż...

      Usuń
  13. Nie tylko matki nie szanują, ale również inne osoby. Rok temu miałam taką sytaucję: włączyłam zielone światło, bo chciałam przejść przez pasy z wózkiem. Nagle kierowca zaczął na mnie trąbić, a do tego ledwo przeszłam przez pasy. Masakra jakaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, ale akurat mój post jest o matkach (niektórych, zbyt daleko idących w swoich roszczeniach) - więc to ich zachowanie tutaj opisywałam i "analizowałam" :)

      Usuń
  14. Dwa słowa: dobre i mocne. Fajny, mądry tekst dający do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Przeczytać coś takiego właśnie od Ciebie - słynącej z dobrych i mocnych tekstów - fajne uczucie :)

      Usuń
  15. Matką jeszcze nie jestem, ale zgadzam się w 100% :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, czy Ci się jeszcze nie odmieni z czasem ;) Pozdrawiam :)

      Usuń
  16. Dla mnie kluczową sprawą jest szacunek! Szanujmy się wszyscy a życie będzie od razu przyjemniejsze. Tylko często jest też odwrotnie i to matki szanują społeczeństwo, nie dają odczuć wszystkim dookoła, że jest dziecko. Nie narzekają "na krawężniki", dzieci wychowują w sposób taki, żeby nikomu nie przeszkadzały, uczą jak zachowywać się w miejscach publicznych. A ludzie i tak krytykują przez sam fakt posiadania dziecka. Dwie sytuacje: czekamy w kolejce do samolotu, córka stoi grzecznie za rękę i rozmawiamy, o tym co dzieje się na płycie lotniska, i zza pleców słyszę komentarz "mam nadzieje, że ten pieprzony bachor będzie na drugim końcu siedział, i nie będzie darł japy przez cały lot." i bardzo przykro mi się zrobiło, bo nie daliśmy powodu do takiej oceny, a na lot byliśmy tak przygotowani, żeby nikomu nie przeszkadzać, i tak było gdyby ktoś nie widział, że jest dziecko nie usłyszałby ;) (chociaż po tym komentarzu miałam ochotę, żeby płakała pół lotu) druga sytuacja, ja zaawansowana ciąża, drugie dziecko w wózku wchodzę do autobusu, oczywiście odganiam się od ludzi chętnych do pomocy (jak zawsze ludzie mnie nie widzą, jestem niewidzialna). Wybierając się gdzieś autobusem liczę się z tym, że będę muszę liczyć TYLKO NA SIEBIE, gdybym miała liczyć na pomoc innych nigdzie bym się nie ruszyła. Kiedy wychodziłyśmy dwóch młodych mężczyzn stało tuż przy wyjściu, musieli wyjść żeby zrobić mi drogę, nie pomogli. Nie oczekiwałam tego. Jednak usłyszałam komentarz - który brzmiał mniej więcej tak - jak się tu pchała to niech sobie radzi, i niech się cieszy, że dupę ruszyłem żeby mogła wyjść. Nikogo nie zmuszam do pomagania, nie oczekuje tego, bo to kwestia dobrej woli, ale takie komentarze niech ludzie zostawią tylko dla siebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutni nie pisałam tego posta o wszystkich matkach - bo gdyby wszystkie takie były to funkcjonowanie naszego społeczeństwa w codziennych sytuacjach stałoby się naprawdę utrudnione i nie do wytrzymania ;) Ale wiesz, jest taka grupa, która ostatnimi czasy nawet własnego nazewnictwa się już doczekała ("maDki") - i one ostatnio dość mocno mi się w oczy rzucają (niestety, nie tylko wirtualnie).

      Niemniej jednak jak najbardziej zgadzam się z Tobą, że komentarze takie jak zacytowane są naprawdę paskudne. Zareagowałaś na nie jakoś, czy raczej puściłaś mimo uszu? Sama czasami mam problem, jak się w tego typu sytuacjach zachować (choć nie zdarzają się one często) - czy odpowiedzieć, czy siedzieć cicho i robić swoje?

      Usuń
  17. :D chyba taki post na Twoim blogu dzisiaj chciałam przeczytać :-)

    Zgadzam sie w 100%...

    Najbardziej denerwuje mnie takie roszczeniowe podejście wlasnie, ze mi sie należy, bo mam dziecko. Te dziecko nie jest pępkiem świata, nie jest moim dzieckiem, ze musze sie przed Wami kłaniać...

    Dzis jestem po rodzinnej imprezie gdzie wpychano mi pod nos dziecko zobacz jaka jestem śliczna itd.. O włos miałam powiedziec "no tylko dla Twojej mamusi"...

    Ja uwielbiam jeszcze teksty gdy ktoś młody umiera np kobieta. I jest tekst wypowiadany przez mamę malutkiego dziecka "oj dobrze, ze sie dziecka nie doczekała" . Takie cos ostatnio usłyszałam. Oczywiście wiem o co chodzi o osierocenie itd. Ale jasna cholera, to, ze ona tego nie przeżyła to nie ważne.

    Takie sa w większości dzisiejsze matki .Uważające, ze liczą sie tylko one i ich dzieci ,tylko macierzyństwo jest sensem życia- wg nich wszystkich kobiet , mimo, ze ktoś moze tego nie czuć. Jesli nie chce miec dzieci moze umierać. Bo po co mu życ.

    Albo nie raz usłyszałam w swoim kierunku "po co im ten dom, ja mam dzieci i nie moge sie doczekać domu, a oni nie maja to po cholerę. Takie to niesprawiedliwe" ...:-) (mimo, ze wiedza ze mamy problem)

    Zahaczyłam o temat nieposiadania dzieci, ale nakręciłam sie bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nigdy nie lubiłam takiego "wpychania" mi cudzych dzieci w ramiona - i nadal nie lubię, więc raczej niewiele wspólnego miało to z przeżywaniem niepłodności. Zgadzam się z Tobą, że dziecko jest najpiękniejsze i najcudowniejsze pod słońcem głównie dla swoich rodziców - oczywiście nie znaczy to, że mam cokolwiek przeciwko obecności innych dzieci wokół mnie. Lubię sobie z nimi "porozmawiać", poobserwować ich pocieszne zachowania, ich interakcje z Bąblem - ale niekoniecznie mam chęć je tulić, brać na ręce i rozpływać się nad nimi, jakbym to ja była ich mamą ;)

      A te pozostałe wypowiedzi to już w ogóle dramat. Każde życie ma sens, każde dążenie do realizacji życiowych planów i spełniania marzeń ma sens - niezależnie od tego, czy ktoś mam dzieci, czy nie ma (lub czy chce je w ogóle mieć, czy też absolutnie mu na tym nie zależy).

      Usuń
  18. BRAWO, BRAWO, BRAWO- trafnie, celnie i z kultura!
    Bardzo mi sie podoba twoj wpis- powiekszylabym go jeszcze tylko o to,ze dziecko- to tylko dziecko, a nie krolowa angielska np. ktora nalezy wynosic na pomniki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym również się zgadzam - i właśnie zahaczyłyśmy o to z Moniką, powyżej ;)

      Usuń
  19. Z tym krawężnikami, to ja akurat kiedyś byłam w szoku. Prawie nie korzystaliśmy z wózka i jak raz zdarzyło mi się z wózkiem wybrać na miasto, to sobie myślałam - jak niepełnosprawni dają na co dzień radę?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, bo Ty masz w sobie empatię - i pomyślałaś o innych w pierwszym odruchu. A NIEKTÓRE mamy pchające wózki to chyba nie tylko marudzą na krawężniki - ale jeszcze zachowują się, jakby cały chodnik i generalnie cała przestrzeń publiczna do nich należała.

      Usuń
  20. Hmmm.. post na czasie dla mnie, bo od niedawna czasem po mieście pociskam z wozkiem. Pierwsza refleksja była taka: jak tu k... a ktoś niepełnosprawny ma jeździć.... Kolejna: często chodniki są wąskie i czuje skrępowanie kiedy ktoś schodzi mi,, z drogi,, ale trudno zaskakiwać wozkiem z krawężników... W byciu matką, jak w soczewce widać jakim ktoś jest człowiekiem. Znaczy sie- bycie matka nie zmienia osobowości, ale chyba uwypukla jej cechy.... chyba niektórzy mają spore deficyty w zakresie osobowości i poprzez rolę mamy i dziecko na chorągwi sobie kompensują te braki (,, mnie się należy bo jestem mamą...,, )...
    I jeszcze mam spostrzezenie: niedawne pr blemy z laktacją i brak odpowiedniego przyrostu wagi u córki skierowaly mnie do doradcy laktacyjnego i na fora o karmieniu piersią. Co też czasem można tam było wyczytać między wierszami-niektóre komentarze ziały brakiem zrozumienia, krytycyzmem, brakiem elementarnej empati i zwyklego wsparcia...
    A walczące mamuśki? Jeśli tylko coś wywalcza dla ogólnego dobra to i Love it:)ale jeśli to jest matko-terroryzm, to nie podoba mi się ten klimat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja natomiast często zeskakuję - jak widzę osobę starszą, ledwie się poruszającą albo z kolei inną mamę z kilkorgiem dzieci to jednak mam wrażenie, że mi będzie łatwiej zejść z tym wózkiem, niż jej z całą gromadką. Może to właśnie przez skrępowanie, że ktoś chce mi ustąpić, a sam wcale nie ma łatwiej z przemieszczaniem się. No Ale tak jak w poście napisałam - to tylko wierzchołek całej góry (i pewnie również wspomnianej przez Ciebie "kompensacji").

      Jeśli o ten lakto-terroryzm chodzi - to sama z oczywistych względów go nie doświadczyłam, ale wiem od znajomych dziewczyn, że czasami osiąga naprawdę absurdalne rozmiary. Ja natomiast jestem zdania, że matka może karmić piersią - lecz wcale nie musi (i nie chodzi w tym wszystkim tylko o dziecko, ale również o własne zdrowie czy własną psychikę, która w trakcie takich problemów z laktacją u niektórych moich koleżanek naprawdę mocno oberwała).

      Ostatnim zdanie trafiłaś w samo sedno - jeśli coś tam próbujemy wywalczyć dla dobra sprawy, dla dobra tego szeroko pojętego "ogółu" - świetnie! Ale jeśli tylko dlatego, żeby komuś udowodnić swoją rzekomą "wyższość" nad innymi ludźmi (czy innymi matkami) - to już jest żałosne.

      Usuń
  21. To mi trochę przypomina klimatem słynną serię postów o matkach i ich dzieciach w restauracjach :) Ale ogólnie- zgadzam się!
    Szanujmy się nawzajem, bez względu czy mamy dzieci, czy nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba niezbyt uważnie te posty śledziłam - bo nie wiedziałam, że była ich aż cała słynna seria ;) Ale właśnie szanujmy się i potrafmy też zrozumieć, że dla niektórych osób macierzyństwo nie jest niczym wyjątkowym, nadzwyczajnym, nie jest też spełnieniem marzeń i ambicji - a więc nie każdy musi je ( i nas razem z nim) gloryfikować i na ołtarze wynosić ;)

      Usuń
  22. I ja na swojej drodze spotkałam takie matki, ale nie zawracam sobie takimi głowy, bo szkoda czasu. Zmienić możemy tylko siebie, innych niestety nie, a szkoda bo pół świata bym uporządkowała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmienić możemy siebie i może jakiś niewielki kawałek przestrzeni wokół siebie - dlatego postanowiłam sobie następnym razem zareagować, jak mi ktoś (na przykład) dziecięcą kupę przed oczy wyciągnie w restauracji ;)

      Usuń
  23. Najważniejszy to szacunek dla drugiej osoby ale też trochę empatii. Ja nie jestem z tych roszczeniowych. Z moim niespełna 3 latkiem stoję w kolejkach, bo korona nam z głowy nie spadnie. W ciąży nie przepychałam się na poczcie do okienka poza kolejką. Jednak strasznie wkurzają mnie sytuacje, kiedy np. w jednym z marketów, który świeci po oczach plakatami KASA RODZINNA, panie mają piękne koszulki z takimi samymi napisami, nikt nie respektuje przywilejów matek. Ostatnio stałam na szarym końcu kolejki do takiej kasy. Tuż przede mną stała dziewczyna w zaawansowanej ciąży, z zakupami w ręce, bo nie miała jak trzymać koszyka, bo prowadziła wózek na oko z 1,5 roczniakiem. Przed nami panie i panowie w kwiecie wieku, obładowani zakupami po brzegi koszyków i NIKT nawet nie zaproponował, że tą dziewczynę przepuści, a miała w ręku raptem banany i soczek.. Więc nie dziwię się, że matki czasami są sfrustrowane i walczą o te przysłowiowe krawężniki. Bo moim zdaniem jednak łatwiej jest stać w kolejce panu, który kupuje czteropak piwa i nic mu raczej nie dolaga, niż matce prawie dwójki dzieci..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, prawda. Najbardziej optymalnie byłoby, gdyby wszyscy podchodzili do siebie po ludzku - a mamy ani nie "osaczały" nikogo swoim macierzyństwem i nie epatowały nim nadmiernie (lub niekiedy wręcz chamsko), ani też nie musiały "wychodzić na barykady" ze względu na nieodpowiednie traktowanie ze strony innych ludzi.

      Usuń
  24. Myślę, że i tutaj działa zasada: różni są ludzie, różne są i matki. Na swojej drodze miałam okazję spotkać te całkiem w porządku, jak i te trochę bardziej wywyższające się. Jakby zostając matką, dostałyby i jakiś immunitet [chyba I-mummy-nitet ;)] ;).
    Gdybym miała szacować na oko, to stosunek jednych do drugich wynosił 50:50. Takie książkowe pół na pół.

    Mnie jednak najbardziej powalają niektóre zakochane w swoich pociechach (to akurat naturalne ;)) mamuśki podróżujące z nimi środkami komunikacji miejskiej [tramwaje, autobusy, pociągi]. Wiem, że niekiedy takie wyprawy, a wręcz przeprawy z Maluchem nie są proste. Mimo to nie rozumiem, dlaczego niektóre kobiety na aż tyle pozwalają swoim Dzieciom [bieganie po całym wagonie, krzyki, zaczepianie ludzi, kopanie siedzeń, zabawa mega głośnymi i irytującymi zabawkami, itp.] tym samym mając w... poważaniu resztę pasażerów. Nikt z podróżujących nie zwróci uwagi takiej matuli, jednak to nie przeszkadza, aby zwykłe spojrzenie odwzajemniły werbalnym atakiem lub miną największej męczennicy świata.

    Inna kwestia... Rozumiem, że macierzyństwo, choć to jedno z najpiękniejszych przeżyć, potrafi i zmęczyć, ale... Bardzo [bardzo, bardzo, bardzo!] nie lubię, gdy mamuśki stawiają się najwyżej w rankingu umęczonych i niemających czasu ludzi. Albo nie! To jeszcze pół biedy, bo i zapewne w tej kwestii nie kłamią. Irytuje mnie dopiero wtedy, kiedy mamy z góry oceniają, że bezdzietne osoby nie mają pojęcia o braku czasu i "prawdziwych obowiązkach". Yyy, yhy.

    Największy hicior ostatniego czasu u mnie... Jestem nianią, wiadome spędzam czas z Dziećmi, jest to dla mnie tzw. chleb powszedni i ba, uważam nawet, że jestem w tym całkiem niezła, ale... Akurat wypadło, że mam urlop i już się zaczęło. Kobiety-mamuśki z najbliższego mi otoczenia wręcz już mnie męczą, abym przez kilka dni im pomogła i zajęła się ich Maluchami. Chciałabym wszystkim pomóc, ale chciałabym i skorzystać z własnego czasu wolnego. No, to czasami właśnie jedna z drugą zaserwują mi, czego to ja niby nie wiem o życiu... Albo w najlepszym wypadku, tak jak dziś usłyszę: "Ty już miałaś swój urlop, spędziłaś go na wyjazdach. Teraz jak już jesteś w mieście rodzinnym to wcale nie urlop, mogłabyś coś więcej pomóc" :O. Szczyt bezczelności, ale co poradzę ;). Muszę z tym jakoś żyć ;).

    Dobrze, że po Tobie od razu widać, do której grupy kobiet-mam się zaliczasz :). Z miłą chęcią śledzę Twoje wpisy. Pozostaje mi czekać na kolejne :)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnośnie tego "rankingu" - wiadomo, że punkt widzenia zwykle zależy do punktu siedzenia. Ale zgadzam się z Tobą, ze co innego od czasu do czasu poprosić kogoś o pomoc w jakiejś podbramkowej sytuacji, kiedy same już nie dajemy rady, nie wytrzymujemy fizycznie i psychicznie - a co innego narzucać się w opisany przez Ciebie sposób. Dla mnie to nie na miejscu - i naprawdę nie rozumiem, dlaczego ktokolwiek (poza dziadkami - okazjonalnie, od czasu do czasu) miałby być zobligowany do tego, żeby zajmować się moim dzieckiem.

      Dziękuję za miłe słowa :) Z pewnością nie zaliczam się do świętych krów, Matek Polek Uciemiężonych i wiecznych cierpiętnic ;)

      Usuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)