Siedzę w fotelu otulona ciepłym kocem, jedną ręką trzymając kubek z gorącym, parującym kakao, a drugą kartkując strony. Odkąd jestem mamą, bardzo rzadko zdarzają mi się chwile tak błogie i ciche zarazem - w których słychać jedynie tykanie kuchennego zegara i które mam na wyłączność, w całości tylko dla siebie.
Spoglądam przez okno, próbując odgadnąć rozciągającą się na zewnątrz ciemność. Wytężam wzrok i widzę wydobywający się z kominów, gęsty dym; białe śnieżne czapy na okolicznych drzewach; płatki śniegu wirujące w niesamowitym tańcu w bladym świetle jedynej ulicznej latarni.
Książeczka, którą czytam, wprost idealnie wpisuje się w ten zimowy, mroźny i roziskrzony śniegiem krajobraz. Kiedy po raz pierwszy trafiła w moje ręce, automatycznie wyobraziłam sobie wszystkie szwedzkie mamy i babcie, czytające ją swoim dzieciom i wnukom w skandynawskich, przytulnych wnętrzach. Wcześniej przeglądałam ją razem z Bąblem, zanim zasnął - i śpiewałam jak kołysankę, bo właśnie taki ma w sobie rytm : spokojny, niespieszny, powtarzalny, wspaniale do snu utulający...
"Skrzat nie śpi" autorstwa Astrid Lindgren to parafraza utworu Viktora Rydberga z 1881 roku - poematu nacechowanego filozoficznie i zapewne zbyt skomplikowanego, by mógł zostać zrozumiany i odpowiednio zinterpretowany przez najmłodszych czytelników. Dlatego też zupełnie nie dziwi mnie, że to właśnie pani Lindgren podjęła się pracy nad jego nową, prozatorską wersją - bo któż inny mógłby tak przystępnie i przekonująco do naszych pociech przemówić, jeśli nie niezapomniana autorka "Pippi Pończoszanki", "Emila ze Smalandii" czy "Dzieci z Bullerbyn"?
Tytułowy skrzat to osobnik bardzo już wiekowy, zamieszkujący kąt na strychu stodoły od niepamiętnych czasów. Żaden człowiek nigdy go nie spotkał i na własne oczy nie ujrzał - lecz wszyscy doskonale zdają sobie sprawę z jego obecności, wnioskując ją z odciśniętych na śniegu, maleńkich śladów stóp.
Kiedy wszyscy ludzie pogrążają się już w spokojnym, niczym niezmąconym śnie - tylko on jeden czuwa, stoi na straży, przechadza się po całej zagrodzie, odwiedza kolejne pomieszczenia gospodarcze i dogląda mieszkających w nich zwierząt. Bardzo skrupulatnie i z wielkim oddaniem dba o to, by było im ciepło, by miały co jeść, by nie martwiły się zbytnio perspektywą kolejnych mroźnych dni i nocy. Ze wszystkimi rozmawia w zrozumiałym dla nich skrzacim języku, obiecując rychłe nadejście wiosny, wraz z którym cała przyroda na nowo zbudzi się do życia...
Próżno szukać tu wartkiej akcji, jej nieoczekiwanych zwrotów i krętych meandrów fabuły. Historia jest prosta, a zarazem niosąca pewne głębokie przesłanie i refleksję. Wszystko dzieje się w odpowiednim miejscu i we właściwym czasie - żadne niespodziewane wydarzenie nie przełamuje tej skrzaciej rutyny i nie zakłóca wyjątkowego, magicznego klimatu opowieści. Przez cały czas odnosi się wrażenie, że sympatyczny skrzat przemierza swoje obejście krokiem powolnym, majestatycznym, ale i z lekka tanecznym...
Znakomitym dopełnieniem melancholijnego tekstu są niewątpliwie ilustracje autorstwa Kitty Crowther - dość specyficzne, a jednak niesamowicie stylowe i wspaniale oddające atmosferę opisywanej historii. Nie mogę również przemilczeć faktu, że książka została pięknie i bardzo solidnie wydana - w związku z czym już samo jej pobieżne przeglądanie stanowi dla czytelnika nie lada gratkę i ogromną przyjemność.
A potem? Jestem dokładnie jak ten skrzat, który nie śpi :) Zaglądam po cichutku do Bąblowego pokoju. Podchodzę na palcach do jego niemowlęcego łóżeczka. Nasłuchuję miarowego oddechu Synka i delikatnie wyplątuję pluszową żyrafę z czułego, ale i silnego uścisku jego małych, drobniutkich rączek. Przykrywam go i otulam kołdrą w kolorowe autka, którą - jak to on - zdążył już z siebie przez sen zrzucić i spiętrzyć w zupełnie niepożądanym miejscu...
Tytułowy skrzat to osobnik bardzo już wiekowy, zamieszkujący kąt na strychu stodoły od niepamiętnych czasów. Żaden człowiek nigdy go nie spotkał i na własne oczy nie ujrzał - lecz wszyscy doskonale zdają sobie sprawę z jego obecności, wnioskując ją z odciśniętych na śniegu, maleńkich śladów stóp.
Kiedy wszyscy ludzie pogrążają się już w spokojnym, niczym niezmąconym śnie - tylko on jeden czuwa, stoi na straży, przechadza się po całej zagrodzie, odwiedza kolejne pomieszczenia gospodarcze i dogląda mieszkających w nich zwierząt. Bardzo skrupulatnie i z wielkim oddaniem dba o to, by było im ciepło, by miały co jeść, by nie martwiły się zbytnio perspektywą kolejnych mroźnych dni i nocy. Ze wszystkimi rozmawia w zrozumiałym dla nich skrzacim języku, obiecując rychłe nadejście wiosny, wraz z którym cała przyroda na nowo zbudzi się do życia...
Próżno szukać tu wartkiej akcji, jej nieoczekiwanych zwrotów i krętych meandrów fabuły. Historia jest prosta, a zarazem niosąca pewne głębokie przesłanie i refleksję. Wszystko dzieje się w odpowiednim miejscu i we właściwym czasie - żadne niespodziewane wydarzenie nie przełamuje tej skrzaciej rutyny i nie zakłóca wyjątkowego, magicznego klimatu opowieści. Przez cały czas odnosi się wrażenie, że sympatyczny skrzat przemierza swoje obejście krokiem powolnym, majestatycznym, ale i z lekka tanecznym...
Znakomitym dopełnieniem melancholijnego tekstu są niewątpliwie ilustracje autorstwa Kitty Crowther - dość specyficzne, a jednak niesamowicie stylowe i wspaniale oddające atmosferę opisywanej historii. Nie mogę również przemilczeć faktu, że książka została pięknie i bardzo solidnie wydana - w związku z czym już samo jej pobieżne przeglądanie stanowi dla czytelnika nie lada gratkę i ogromną przyjemność.
"Skrzat nie śpi"
tekst: Astrid Lindgren
ilustracje: Kitty Crowther
stron: 28
rok wydania : 2015
rok wydania : 2015
Wydawnictwo Zakamarki
***
A potem? Jestem dokładnie jak ten skrzat, który nie śpi :) Zaglądam po cichutku do Bąblowego pokoju. Podchodzę na palcach do jego niemowlęcego łóżeczka. Nasłuchuję miarowego oddechu Synka i delikatnie wyplątuję pluszową żyrafę z czułego, ale i silnego uścisku jego małych, drobniutkich rączek. Przykrywam go i otulam kołdrą w kolorowe autka, którą - jak to on - zdążył już z siebie przez sen zrzucić i spiętrzyć w zupełnie niepożądanym miejscu...


