Kiedy pracowałam jeszcze w centrum handlowym, przynajmniej raz w tygodniu miałam okazję wysłuchiwać komunikatu nadawanego przez ochronę, o mniej więcej takiej treści: "Mała Marysia/Ola/Paulinka* czeka na swoich rodziców przy stanowisku ochrony, w centralnej części poziomu pierwszego."
(* niepotrzebne skreślić - i wstawić dowolne imię dziecka )
Jako młoda i bezdzietna dziewczyna myślałam sobie wówczas : "Kurczę...Jakim rodzicem trzeba być, żeby zgubić w sklepie własne dziecko? Jaki ogromny szał zakupów musi kogoś ogarnąć, żeby doprowadzić do takiej sytuacji? To się przecież zupełnie w głowie nie mieści !"
Oczywiście gdy już sama zostałam mamą niejeden raz biłam się w piersi za taki pochopny i niesprawiedliwy osąd - bo przekonałam się na własnej skórze, że przy energicznym kilkulatku naprawdę trzeba mieć oczy dookoła głowy. Czasami wystarczy jakiś ułamek sekundy i chwila nieuwagi, żeby dziecko zniknęło nam z zasięgu wzroku.
Nam wprawdzie nigdy nie zdarzyło się "zgubić" Bąbla w supermarkecie, na
zatłoczonym deptaku czy w innym miejscu publicznym - ale na przykład brat mojego męża w
wieku pięciu lat opuścił niepostrzeżenie przedszkolne mury,
niezauważony przez żadną z opiekunek. Dotarł do domu zupełnie sam,
przecinając dwie ruchliwe ulice i niezbyt stabilną kładkę
na pobliskiej rzecze (!) Chyba tylko jakiś niesamowity fart sprawił, że wszystko dobrze się skończyło i że wyszedł z tej swojej "przygody" bez szwanku...
Kiedy po raz pierwszy przeczytałam na którymś zaprzyjaźnionym blogu, że istnieje coś takiego jak zegarki dla dziecka z lokalizatorem GPS - pomyślałam, że przydałoby się zaopatrzyć Bąbla w takie cudo (zwłaszcza że za kilka miesięcy wyruszymy na nasze pierwsze zagraniczne wakacje, a we wrześniu Młody również dołączy do grona przedszkolaków).
Dlaczego zamiast tego nie zdecydowaliśmy się na zakup telefonu ?
Żeby taki zegarek mógł spełniać swoją rolę, potrzebna jest mu karta micro SIM dowolnej sieci. Sugeruję docisnąć ją mocno do samego końca jakimś ostrym narzędziem - żeby odpowiednio "wskoczyła" na swoje miejsce.
Po włożeniu karty oraz każdym ładowaniu zegarka trzeba pamiętać też o tym, żeby dokładnie go domknąć i uszczelnić - ponieważ jest to gwarancja jego wodoodporności , którą również kilkunastokrotnie testowaliśmy (z zegarkiem można pływać, natomiast nie należy zanurzać się z nim na duże głębokości).
test na wodoodporność
O wszystkich funkcjach i możliwościach zegarka mogłabym pisać tutaj naprawdę długo. Wszelkie bardziej szczegółowe informacje i techniczne dane znajdziecie oczywiście na stronie producenta KAMIUMI - ale chociaż w telegraficznym skrócie chciałabym opowiedzieć Wam o kilku kwestiach, które dla nas okazały się najbardziej kluczowe.
Zegarek obsługiwany jest przez aplikację telefoniczną SeTracker, która działa zarówno na urządzeniach w systemie Android, jak i iOS. Do wyboru są aż trzy różne wersje oprogramowania - spośród których wybraliśmy najbardziej zaawansowaną SeTracker3, z widokiem w formie kafelków.
W moim odczuciu najbardziej przydatną i znaczącą opcją jest sama lokalizacja - czyli namierzanie pozycji dziecka na mapie oraz śledzenie i pokazywanie trasy, jaką pokonało w określonym odcinku czasu. Jeżeli w danym momencie nie ma nas przy dziecku i zostawiamy je pod opieką dziadków albo pań w przedszkolu to na mapce w naszym telefonie możemy obserwować i kontrolować, gdzie konkretnie się ono znajduje.
Mamy również możliwość wysyłania z telefonu wiadomości głosowych (oraz tekstowych - do piętnastu słów) , które dziecko odsłuchuje po naciśnięciu przycisku na zegarku. Możemy także wykonać "utajnione" połączenie, podczas którego słyszymy wszystko, co dzieje się w otoczeniu dziecka - ale ono samo nie jest świadome, że właśnie do niego dzwonimy.
Jeżeli z jakichś przyczyn zegarek zostanie przez dziecko zdjęty lub znajdzie się poza wyznaczoną przez nas "strefą bezpieczeństwa" - automatycznie dostaniemy takie powiadomienie. Dziecko natomiast w sytuacji zagrożenia może wysłać sygnał SOS na wszystkie numery zdefiniowane w pamięci zegarka. Książka telefoniczna pozwala na zapisanie trzech numerów alarmowych oraz dziesięciu dodatkowych kontaktów, z którymi dziecko będzie mogło zrealizować połączenie i porozmawiać.
Wszystkie pozostałe funkcje - jak na przykład wysyłanie do dziecka
nagród w postaci serduszek, pomiar kroków, przebytego dystansu i
spalonych kalorii - również są bardzo sympatycznym dodatkiem. Przyznaję
bez bicia, że z niektórych z nich sama korzystam - i czasami podkradam
Bąblowi zegarek wybierając się na spacer albo pobiegać, żeby monitorować swoje postępy
i mieć motywację do bicia kolejnych rekordów :)
Niestety, nie ma urządzeń idealnych. W naszym zegarku początkowo największą bolączką okazał się zasięg, który czasami "pojawiał się i znikał". W zamkniętych pomieszczeniach dość często wcale go nie było, natomiast na dworze też zdarzało mu się ginąć albo oscylować gdzieś w okolicach jednej kreski. Dopiero po jakimś czasie urządzenie zaczęło sprawniej logować się do sieci, a jego użytkowanie stało się bardziej płynne i mniej problematyczne.
To na pewno wymaga drobnej korekty i dopracowania przez KAMIUMI - ponieważ bez zasięgu stosowanie takiego sprzętu jest po prostu niemożliwe, a jego misja związana z bezpieczeństwem najzwyczajniej w świecie traci sens.
Niestety, nie ma urządzeń idealnych. W naszym zegarku początkowo największą bolączką okazał się zasięg, który czasami "pojawiał się i znikał". W zamkniętych pomieszczeniach dość często wcale go nie było, natomiast na dworze też zdarzało mu się ginąć albo oscylować gdzieś w okolicach jednej kreski. Dopiero po jakimś czasie urządzenie zaczęło sprawniej logować się do sieci, a jego użytkowanie stało się bardziej płynne i mniej problematyczne.
To na pewno wymaga drobnej korekty i dopracowania przez KAMIUMI - ponieważ bez zasięgu stosowanie takiego sprzętu jest po prostu niemożliwe, a jego misja związana z bezpieczeństwem najzwyczajniej w świecie traci sens.














