Ostatni czas jest w moim odczuciu pełen najróżniejszych decyzyjnych absurdów.
Politycy błądzą jak dzieci we mgle, co chwilę zmieniają swoje zalecenia i coraz częściej odnoszę wrażenie, że z ich strony to bardziej element politycznej gry oraz rywalizacji, niż faktyczna troska o zdrowie i życie obywateli...Jeszcze niedawno trzymano nas w domach jak w klatkach i nie pozwalano wychodzić nawet do lasu, w którym mogliśmy spotkać najwyżej dzięcioła, sarnę albo stado wędrujących mrówek... Teraz nagle otwiera się żłobki i przedszkola,gdzie zachowanie tak zwanego "reżimu sanitarnego" graniczy wręcz z cudem (kto przepracował tam choć jeden dzień - ten doskonale wie,o czym mówię!)
Na szczęście można już przemieszczać się w celach rekreacyjnych i po prawie dwumiesięcznej izolacji zamierzamy z tej opcji ODPOWIEDZIALNIE korzystać! Co oznacza dla nas "ODPOWIEDZIALNIE"? Dowiecie się w dalszej części wpisu.
Według wszelkich prognoz epidemiologów - koronawirus zostanie z nami już na zawsze.
Będzie powracał podobnie jak grypa czy inne choroby, które pojawiają się i nasilają sezonowo. Wynalezienie skutecznego leku i szczepionki może potrwać aż półtora roku - lub nawet dłużej, jeżeli wirus będzie mutował...Nie ma możliwości, by zamknąć wszystkich w domach na tak długi czas - całkowicie wstrzymać gospodarkę i zakazać ludziom aktywności na świeżym powietrzu. Nie potrzebujemy wszak jeszcze głębszej zapaści gospodarczej, jeszcze większej ilości samobójstw i przypadków depresji...:(
Dlatego też trzeba powoli przyzwyczajać się do funkcjonowania w nowych, utrudnionych warunkach - choć nasze życie, praca i podróże z całą pewnością jeszcze długo nie będą wyglądały tak, jak przed wybuchem pandemii! Poniżej kilka punktów dotyczących rodzinnych wycieczek, które wydają nam się najrozsądniejszą opcją...
Podróże w dobie pandemii - zasady, którymi się kierujemy.
1. Wybieramy szlaki niezbyt popularne i mało uczęszczane
- takie jak chociażby ten na Borową w Górach Wałbrzyskich (w trakcie
całej naszej 12-kilometrowej wędrówki spotkaliśmy zaledwie trzech innych
turystów, których minęliśmy z daleka, w odległości znacznie większej
niż zalecana).
2.Odwiedzamy nasze ukochane góry tylko w ciągu tygodnia i w godzinach porannych - w weekendy i wszelkie święta zostajemy w domu, bo właśnie wtedy natężeniu ruchu turystycznego jest z reguły największe.
3. Nie korzystamy z miejsc wypoczynku takich jak ogólnodostępne ławki czy wiaty. Jeżeli już siadamy gdzieś, żeby odetchnąć i odpocząć - to raczej na zwalonych pniach albo bezpośrednio na trawie.
4. Wchodząc na jakiekolwiek wieże i punkty widokowe - niczego nie dotykamy. Na wszelki wypadek mamy też przy sobie żel odkażający, którym dezynfekujemy ręce.
5. Trzymamy społeczny dystans i ograniczamy kontakty do absolutnego minimum. Jeśli z daleka widzimy, że zagęszczenie ludzi jest zbyt duże - po prostu rezygnujemy z dalszego zwiedzania lub diametralnie zmieniamy trasę naszej wyprawy.
6. Oczywiście jesteśmy wyposażeni w maseczki - których wprawdzie w lesie stosować nie trzeba, ale zawsze warto się w nie uzbroić, gdybyśmy wracając ze szlaku napotkali na parkingu innych turystów.
Jeśli chodzi o samą Borową w Górach Wałbrzyskich - to trasa na nią jest stosunkowo krótka i zajmuje niespełna godzinę, ale mimo wszystko nieźle dała nam w kość ;) Naszą wędrówkę zaczęliśmy od parkingu w Jedlinie-Zdroju: maszerując najpierw wybrukowaną drogą, a potem leśnym szutrowym traktem. Szlak jest dobrze i czytelnie oznakowany, raczej nie sposób się na nim zgubić - i dopiero na Rozdrożu pod Borową czekały na nas pewne komplikacje.
Mówiąc krótko: nieświadomi istnienia alternatywnej, dłuższej ścieżki - wybraliśmy drogę na skróty. Ta z kolei okazała się niemal pionowym, najbardziej stromym górskim podejściem, z jakim przyszło zmierzyć się nam w całej naszej wspinaczkowej "karierze". W końcowej fazie pokonywaliśmy je praktycznie na czworakach, asekurując Bąbla i dbając o jego bezpieczeństwo - ale za to jestem pewna, że do końca życia będziemy mieli co wspominać.
Wieża widokowa na Borowej została wybudowana stosunkowo niedawno, bo dopiero w 2017 roku. To ponad 16-metrowa stalowa konstrukcja, z której roztacza się przepiękny panoramiczny widok na całą okolicę. By dojść na jej szczyt, trzeba pokonać aż 90 kręconych schodów. Momentami może zakręcić się nam w głowie i nie wiedzieć czemu akurat tutaj uaktywnił się mój dawno nieodczuwany lęk wysokości - lecz mimo wszystko uważam, że piękne krajobrazy były warte tych wszystkich poświęceń ;)
W drodze powrotnej z Borowej skręciliśmy w prawo, w kierunku Pałacu Jedlinka. Tutaj było już bardzo spokojnie i bez większych sensacji. Droga wiedzie wzdłuż wąskiego strumyka, prowadzi do zbiornika uzdatniania wody oraz granicy Parku Krajobrazowego Sudetów Wałbrzyskich. Zaznaczę od razu, że podążając w tym kierunku trzeba przygotować się na dość długi, 10-kilometrowy spacer - a potem powrót albo tą samą trasą, albo poboczem przy stosunkowo ruchliwej głównej drodze.
![]() |
| źródło zdjęcia: TUTAJ |
Kolejną atrakcją, o którą warto zahaczyć w Jedlinie-Zdroju jest Tunel pod Małym Wołowcem: najdłuższy tunel kolejowy w Polsce, łączący Wałbrzych z Kłodzkiem. W zasadzie składa się on z dwóch różnych tuneli, znajdujących się obok siebie. Dłuższy z nich ma ponad 1600 metrów, a jego budowę prowadzono w latach 1909-1912.
A jaki jest Wasz stosunek do podróży w tym trudnym, wyjątkowym czasie?
Naszym zdaniem nie trzeba kompletnie z nich rezygnować -
ale na pewno warto podejść do tematu rozsądnie,
z zachowaniem wszelkich środków ostrożności !



















