Nawet kiedy jeszcze nie było z nami Bąbla - założyliśmy sobie ,
że spanie z dzieckiem w jednym łóżku absolutnie nie wchodzi w grę.
Najbardziej wymowną przestrogą przed zachęcaniem maluszka do takiej opcji były dla nas doświadczenia moich teściów - którzy młodszą siostrę męża (a moją szwagierkę) zdołali wyeksmitować do jej własnego, osobnego pokoju i łóżka dopiero w wieku 10 czy 11 lat (!) W związku z powyższym my również nie chcieliśmy Bąbla do wspólnego spania przyzwyczajać - a i on jakoś niespecjalnie się tego domagał i najlepiej czuł się we własnym łóżeczku, przykryty ulubionym kocykiem i otoczony całą armią ukochanych pluszaków.
Dodatkowo rozkład naszego mieszkania (przerobionego przez budowlańców na nasze specjalne życzenie i pozbawionego największej ścianki działowej) pozwalał na naprawdę natychmiastową reakcję, kiedy słyszeliśmy jakiekolwiek niepokojące sygnały dobiegające z dziecięcego pokoju. Nie potrzebowaliśmy do tego nawet elektrycznej niani, ponieważ oboje śpimy czujnie i płytko, jak przysłowiowe zające pod miedzą.
Dlaczego ostatecznie zdecydowaliśmy się na spanie z dzieckiem?
Sytuacja uległa zmianie wręcz diametralnie w momencie, kiedy u Młodego zaczęły pojawiać się koszmary, nocne lęki i strach przed potworami mieszkającymi pod łóżkiem. Na początku któreś z nas kładło się z Bąblem na jego wąskim tapczaniku albo na dywanie obok - i drzemało w ten niezbyt wygodny sposób aż do rana, a potem chodziło nieprzytomne przez cały następny dzień.
Po jakimś czasie Junior sam zaczął decydować o nocnych przenosinach i przeprowadzce do naszej sypialni - i muszę Wam powiedzieć, że nie ma dla mnie niczego piękniejszego i wspanialszego niż widok dziecka zasypiającego tuż obok Ciebie, wtulonego w Twoje ramiona, zaciskającego małą piąstkę na Twoim placu z całych sił...(Choć nadal absolutnie nie jestem w związku z tym wypoczęta - ponieważ zamiast spać, większość czasu spędzam na wgapianiu się w to cudowne i rozczulające zjawisko ;) )
Początkowo podchodziliśmy do tego nowego "systemu" z pewną nutką rezygnacji. "No trudno...Skoro nasze dziecko tego potrzebuje, czuje się dzięki temu bezpieczne i właściwie zaopiekowane - to przecież nie będziemy się sprzeciwiać, pozbawiać go tego poczucia bezpieczeństwa i podkopywać w nim zaufania". Po jakimś czasie jednak stwierdziliśmy, że sami odnajdujemy w tej sytuacji całe mnóstwo radości, plusów i pozytywów - i że ten nowy rodzaj rodzinnej bliskości naprawdę dobrze na nas wpływa.
Młody śpi z nami zdecydowanie spokojniej, nie budzi się z płaczem i krzykiem. Jednocześnie nie należy do osobników, którzy w trakcie snu bardzo intensywnie kopią, wierzgają, wbijają nam łokcie w brzuch albo zarzucają swoje nogi na nasze głowy ;) W weekendowe poranki (kiedy ja akurat nie jadę na studia, a Bąblowy Tato nie wybywa do pracy) znosimy do sypialni całe mnóstwo pyszności, książeczek i układanek - i po przebudzeniu spędzamy w łóżku kolejną leniwą godzinę, urządzając sobie rodzinne "pidżama party" ;)
A jak to wygląda u Was ?
Śpicie razem z dziećmi, czy osobno ?
Czy są jakieś szczególne czynniki,
które zadecydowały o wyborze takiej, a nie innej opcji?


