Czas spędzony z dzieckiem mija tak szybko ! Ani się obejrzymy, a zamiast maleńkiego i zupełnie nieświadomego zawiniątka mamy przy sobie rozbrykanego roczniaka, zbuntowanego dwulatka, zadającego mnóstwo pytań przedszkolaka, stremowanego pierwszoklasistę, chodzącego własnymi ścieżkami nastolatka, a wreszcie osobnika u progu dorosłości, który już wkrótce sam zostanie rodzicem i będzie miał przed sobą dylematy bardzo podobne do tych, z którymi aktualnie sami się mierzymy.
Gdyby tylko się dało, wszystkie wspólne chwile najchętniej
zatopilibyśmy jak muszki w bursztynie, zrobili gipsowy odlew każdej z nich
czy poddali je - niczym ślubny bukiet - zabiegowi liofilizacji, by przetrwały w naszej pamięci możliwie
długo i w jak najmniej zmienionym kształcie...
Niestety, aż tak daleko nasze magiczne rodzicielskie moce nie sięgają :) Możemy natomiast przygotować dla swojego malucha "pudełko wspomnień", które przynajmniej te najważniejsze pamiątki dzieciństwa w sobie pomieści - żeby za kilka czy kilkanaście lat uchylić jego wieko z ogromnym namaszczeniem i opowiedzieć o wszystkich ukrytych tam przedmiotach oraz historiach, które są z nimi związane.
***
W sklepach internetowych i stacjonarnych takich pudełek istne zatrzęsienie - można zamówić model posrebrzany, ze specjalnym grawerem, ryciną, zdjęciem czy dedykacją... U nas natomiast na ten moment jest to po prostu karton w kolorowe motywy, bo w mniejszym pudełeczku niestety nie zdołalibyśmy wszystkiego ulokować ;)
A w nim przechowujemy przedmioty dla Synka najważniejsze na poszczególnych etapach jego życia - te, z którymi praktycznie się nie rozstawał, które wiązały się z jakimś "kamieniem milowym" w jego rozwoju oraz takie, które po prostu najbardziej nam się z nim kojarzą (i już za chwilę przekonacie się, że nie są to wcale te najdroższe, najbardziej interaktywne i efektowne, bo dziecko na szczęście zupełnie na takie rzeczy nie zwraca uwagi ;) )
Mamy tu między innymi sweterek z misiem, w którym przywieźliśmy Bąbla z domu dziecka. Mamy organzowy woreczek z kosmykiem włosów - pozostałością po pierwszych postrzyżynach. Mamy gryzaczek, który towarzyszył nam podczas wyrzynania się pierwszego ząbka i buciki, w których Młody postawił swoje pierwsze, zupełnie samodzielne kroki. Jest też pierwszy smoczek, ulubiona butelka z owieczką, śliniaczek ze śladami pierwszej zjedzonej marchewki i ukochana przytulanka zwana "Misiem Zdzisiem", bez której Bąbel przez pierwsze półtora roku praktycznie nigdzie się nie ruszał.
Jest też zrobiona przeze mnie kronika, w której opisywałam najpierw nasze oczekiwanie na TEN telefon, potem ogromne emocje towarzyszące pierwszemu spotkaniu, a potem wszystkie kolejne etapy naszej wspólnej drogi, urozmaicane gdzieniegdzie zdjęciami i pamiątkami od osób, które towarzyszyły nam w ważnych rodzinnych uroczystościach.
Jak widać, Młody już teraz bywa bardzo zainteresowany zawartością - i wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję, by w swoim kartonie trochę pogrzebać ;)
A na koniec zostawiłam to, co jest dla nas szczególnie cenne, istotne i wzruszające. W zwyczajnej teczce formatu A4 i cienkim zeszycie w kratkę przechowujemy pamiątki z czasów, kiedy Bąbla nie było jeszcze z nami - wypis ze szpitala, wyniki badań, pierwszą książeczkę zdrowia, notatki opiekunek z domu dziecka...Natomiast ta niepozorna błękitna koperta kryje w sobie zdjęcie mamy biologicznej oraz Bąblowego starszego rodzeństwa. Tylko tyle możemy mu przekazać z tamtego okresu - i tylko tyle o pierwszych trzech miesiącach jego życia opowiedzieć...






