Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uchodźcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uchodźcy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 marca 2022

Jak żyć normalnie, kiedy świat płonie?

W ciągu ostatnich kilkunastu dni wydarzyło się naprawdę dużo złego. Widzieliśmy w mediach mnóstwo scen, których pewnie wolelibyśmy nigdy nie oglądać.  Niepełnosprawne osoby na wózkach inwalidzkich, przygotowujące koktajle Mołotowa. Niemowlęta uwięzione z matkami w piwnicach bombardowanych budynków. Kilkuletnie dzieci koczujące na granicy w wielokilometrowych kolejkach, na mrozie i bez jedzenia. Całe rodziny ostrzeliwane w korytarzach humanitarnych podczas  pozornego, fikcyjnego "zawieszenia broni". Smutne zgliszcza - pozostałości pięknych miast, które jeszcze nie tak dawno bardzo chcieliśmy odwiedzić...

Powiem Wam, że dopóki aktywnie działałam i byłam na pełnych obrotach - jakoś dawałam radę podchodzić do tego wszystkiego zadaniowo, znajdować w sobie pokłady energii i odcinać się od pewnych rzeczy. Ale kiedy po raz drugi wróciliśmy z ukraińskiej granicy do ciepłego, bezpiecznego mieszkania - po prostu coś we mnie pękło. Przez kilka godzin siedziałam, płakałam, gapiłam się w ścianę - i wszystkie te obrazy wracały do mnie ze zdwojoną siłą...


Jak żyć normalnie, kiedy dostaje się wiadomość, że dziewczyna w pobliskiej miejscowości potrzebuje praktycznie WSZYSTKIEGO (najbardziej podstawowych rzeczy) - bo zostawiła całe swoje dotychczasowe życie na Ukrainie i uciekła przed wojną tylko z jakimś mikroskopijnym bagażem, który wystarczył dosłownie na chwilę? Może to irracjonalne - ale w tamtym momencie poczułam wręcz wyrzuty sumienia, że moje półki w łazience uginają się pod ciężarem kosmetyków, że w szafie mam kilkadziesiąt par butów i że nigdy nie zdarzało mi się chodzić na imprezy dwa razy w tej samej sukience...(Oczywiście pomogliśmy, na ile tylko byliśmy w stanie - ale jednak człowiek przez cały czas ma gdzieś z tyłu głowy, że to ciągle zbyt mało i niewystarczająco.)

Jak pójść do restauracji i delektować się posiłkiem - mając świadomość, że w niektórych rejonach Ukrainy ludzie przymierają głodem? Matka karmi niemowlę wodą, bo ze stresu nie ma już laktacji. Rodzina z dziećmi od kilku dni żywi się tylko jabłkami - bo nic innego nie udało im się dostać w sklepie. Puste półki, puste lodówki, jeszcze bardziej puste brzuchy...

Jak spać spokojnie w nocy, mając w pamięci tych wszystkich przerażonych ludzi, wysiadających z autokarów po polskiej stronie? Niejednokrotnie bez żadnego konkretnego celu, bez żadnego zagwarantowanego noclegu, bez znajomości języka, bez jakiegokolwiek planu na przyszłość - byle dalej od wojny, od śmierci i pożogi...

Jak sensownie funkcjonować, oglądając nagrania z Chersonia, gdzie cywile kładą się pod kołami wojskowych aut - i wychodzą z gołymi rękoma naprzeciw żołnierzom uzbrojonym w kałasznikowy, by uniemożliwić przejazd okupanta?

Jak dojść do siebie po kilku godzinach wolontariatu na granicy albo w punkcie recepcyjnym? Ja nawet nie jestem w stanie nic mądrego i sensownego na ten temat napisać. Jeśli raz się coś takiego zobaczy na własne oczy - to świat już chyba nigdy nie będzie wyglądał tak samo...Po wyjściu stamtąd tak się rozkleiłam, że nie umiałam znależć drogi powrotnej do naszego auta - więc co dopiero muszą czuć ludzie, którzy osobiście doświadczyli takiej wojennej traumy?

Jak nie bać się o własny los i przyszłość swojej rodziny - kiedy za tym wszystkim stoi żądny krwi ludobójca i psychopata, nieuznający jakichkolwiek kompromisów i nieprzebierający w środkach, mający głęboko w dupie wszelkie konwencje oraz międzynarodowe prawo humanitarne?

A z drugiej strony myślę sobie, że jakaś namiastka "normalności" jest nam wszystkim potrzebna, bo inaczej zwariujemy. Żeby wspierać innych -  samemu też trzeba mieć moc, być we względnie dobrym stanie psychicznym, nie rozpadać się na kawałki i nie stawać się wrakiem człowieka, który za chwilę sam będzie potrzebował pomocy!

Ostatnio usłyszałam bardzo mądre słowa, że "pomoc Ukrainie to nie będzie sprint, tylko maraton". To nie potrwa kilka dni czy tygodni, ale całe miesiące - i niemal na pewno zaowocuje kryzysem nie tylko humanitarnym, lecz również gospodarczym oraz emocjonalnym u wielu osób. Dlatego warto odpowiednio rozkładać swoje siły - bo obawiam się, że za jakiś czas zapał i entuzjazm osłabnie, zryw serc zamieni się w znużenie i rezygnację, a ludzka empatia zostanie wystawiona na naprawdę ciężką próbę...

(niestety nie wiem, czyjego autorstwa jest powyższa grafika -
ale uważam, że idealnie obrazuje to, o czym piszę) 
 

wtorek, 1 marca 2022

Solidarni z Ukrainą. Co zrobić, żeby REALNIE pomóc uchodźcom?

Pod ostatnim postem jedna z Was napisała, że wojna na Ukrainie i aktualna sytuacja to nie jest czas na symboliczne wirtualne "solidaryzowanie się"- tylko na działanie i prawdziwą, namacalną pomoc. Ja się z tym w 100% zgadzam - więc podrzucam Wam kilka informacji, jak można wesprzeć uchodźców w REALNY sposób (oczywiście na miarę swoich własnych zasobów, które niestety też szybko się wyczerpują). 

1. Wpłata na oficjalne, ZWERYFIKOWANE internetowe zbiórki. Jedne z z największych z nich prowadzą Polska Akcja Humanitarna (TUTAJ) i Fundacja Pomagam.pl (TUTAJ) - a pozostałe znajdziecie między innymi pod TYM LINKIEM.

2. Przekazywanie pomocy rzeczowej - ale tylko rozsądnej i adekwatnej do potrzeb. Niestety, niektóre osoby traktują zaistniałą sytuację jako okazję do zrobienia porządków na strychu i pozbycia się niepotrzebnych, zalegających rzeczy. Rozmawiałam z wolontariuszami na granicy i naprawdę krótkie spodenki, sandały czy imprezowe bluzeczki z cekinami to nie jest to, czego uchodźcom aktualnie najbardziej brakuje. Jeśli chcecie przekazać odzież - to grubą, zimową (okrycia wierzchnie, swetry, bluzy, czapki, szaliki, rękawiczki). Najlepiej zadzwonić do punktów recepcyjnych albo koordynatorów wolontariatu na granicy i dowiedzieć się z pierwszej ręki, jakie rzeczy najbardziej im się przydadzą

Z moich obserwacji wynika, że najbardziej potrzebne jest wszystko to, co zapewni ciepło (koce, koce termiczne, termosy z gorącą herbatą lub zupą, batony energetyczne, czekolada itd.) - ale również leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe dla dzieci i dorosłych, pampersy, nawilżone chusteczki, kremy na odparzenia dla niemowląt, woda w małych butelkach, owocowe tubki dla dzieci, kaszki i mleko modyfikowane)...Lista potrzeb jest naprawdę długa - a żeby być na bieżąco z sytuacją na poszczególnych granicach warto dołączyć do TEJ GRUPY NA FACEBOOKU, gdzie ludzie systematycznie zdają relacje z konkretnych przejść. 

3. Jeśli dysponujecie czasem i samochodem - sami jedźcie na granicę i oferujcie uchodźcom transport. Poniżej kilka wskazówek z naszego własnego doświadczenia - bo w weekend byliśmy w punktach recepcyjnych w Przemyślu i przewieźliśmy kilka osób z Podkarpacia na Dolny Śląsk:

*ludzie się boją i nie mają zaufania (zwłaszcza kobiety z dziećmi) - więc pozwólcie im zrobić zdjęcie swojego dowodu osobistego i rejestracji samochodowej, żeby mogli przesłać je do kogoś dla większego poczucia bezpieczeństwa (niestety, na granicy zdarzają się już przypadki sutenerstwa oraz zaginięć - więc nie dziwcie się, że uchodźcy mają wątpliwości, czy wsiadać do auta z zupełnie obcą osobą);

*trzymajcie kartkę z napisem, że oferujecie DARMOWY transport i z listą miast, do których możecie dowieźć (nacisk na DARMOWY - bo Ukraińcy często nie dowierzają, że ktoś chce ich tak zupełnie bezpłatnie i bezinteresownie zabrać ze sobą). Niech to będzie kartka napisana po ukraińsku, cyrylicą (my na początku wydrukowaliśmy tylko po angielsku - a potem na szybko na odwrocie zrobiliśmy markerem tłumaczenie przez Google Translate). 

*weźcie ze sobą gorącą herbatę w termosie, jakieś kanapki - albo po prostu zaproście gdzieś na obiad (ludzie są głodni i przemarznięci po godzinach/dniach koczowania na granicy);

*upewnijcie się, że macie pełen bak paliwa - bo w strefie przygranicznej może zdarzyć się sytuacja, że nie będziecie mieli gdzie zatankować (w naszym przypadku na jednej stacji paliwa nie było wcale - a na drugiej nie było diesla, z którego korzystamy - dlatego do trzeciej stacji dojechaliśmy z uchodźcami dosłownie "na oparach");

4. Jeśli macie ważny paszport - możecie spróbować przedostać się na drugą stronę i zgarnąć ze sobą kogoś, kto stoi tam w pieszej kolejce (te kolejki ciągną się kilometrami!) To już jest oczywiście opcja na własne ryzyko - nie tylko ze względu na zagrożenie wojenne, ale po prostu dlatego, że można tam potem też utknąć na długi czas. Mimo wszystko są ludzie, którzy robią takie kursy od samego początku tej wojennej zawieruchy -  i chwała im za to!

5. Jeśli dysponujecie jakimś lokum (chociażby jednym wolnym pokojem w mieszkaniu) - możecie tymczasowo przyjąć kogoś z Ukrainy pod swój dach. Ogłaszajcie się na grupach pomocowych, zapisujcie na listy w punktach recepcyjnych i zgłaszajcie taką możliwość do swoich lokalnych władz. Dopilnujcie tylko, żeby taka osoba zarejestrowała się w punkcie po przybyciu do naszego kraju - bo to umożliwia i ułatwia wiele późniejszych formalności. 

6. Jeśli mieszkacie gdzieś bliżej granicy - możecie włączyć się w wolontariat. Są potrzebne osoby do segregacji darów i ich wydawania, do rozdawania zupy, do przygotowywania miejsc noclegowych na dworcach, w szkołach itd. 

7. Wytoczcie Putinowi własną cyber-wojnę (tak jak zrobiła to międzynarodowa społeczność hakerów Anonymous).  W wielkim skrócie chodzi o to, że za sprawą putinowskiej propagandy i dezinformacji ogromna część rosyjskiego społeczeństwa wierzy w bujdy powtarzane przez Kreml: że to Ukraina jest agresorem, że Rosja tylko broni swoich obywateli itd. Dlatego ludzie zaczęli wyszukiwać w Google rosyjskie obiekty (restauracje, kawiarnie, hotele, sklepy, parki rozrywki...) - i wystawiać im 5-gwiazdkowe opinie np. "za pyszne jedzenie", a w dalszej części informować o tym, jak sytuacja wygląda naprawdę. (Więcej o tej akcji znajdziecie TUTAJ - i to nie jest fake, pomimo satyrycznego charakteru tej strony!)

8. Inne formy pomocy to chociażby tłumaczenia z ukraińskiego na polski, pomoc uchodźcom w załatwianiu spraw urzędowych (jeśli znacie język), nieodpłatne wsparcie psychologiczne i medyczne (jeśli macie odpowiednie wykształcenie i uprawnienia zawodowe), pomoc w znalezieniu pracy na terenie Polski, przyjmowanie do siebie zwierząt jako dom tymczasowy - możliwości jest naprawdę mnóstwo! 

Nawet jeśli pomożecie tylko kilku osobom - TO I TAK JEST BARDZO DUŻO!
Wdzięczność tych ludzi jest ogromna - i pamiętajcie, 
że my też możemy kiedyś potrzebować podobnego wsparcia. 

****

Nie wiem, co by Wam tu jeszcze napisać, bo mam straszny natłok myśli i próbuję dalej działać.
Jak mi się coś przypomni to wyedytuję ten post - a tymczasem jeszcze raz odsyłam Was na
grupę pomocową na Facebooku (to jest prawdziwa kopalnia cennych informacji !!!)