Wybierając się na kolejne studia - oczywiście miałam co do tego mojego studiowania, godzenia go z macierzyństwem oraz dalszej ścieżki zawodowej kariery pewne wyobrażenia. W zasadzie równie dobrze mogłabym napisać "złudzenia" - ponieważ już pierwsze weekendowe zjazdy uświadomiły mi, że będzie to wyglądało zgoła inaczej, niż sobie w myślach zaplanowałam...
ZŁUDZENIE NUMER 1
"Nie będę tęsknić. W końcu to tylko dwa dni w tygodniu. Dwa dni, w ciągu których nawet zatęsknić nie zdążę. Dwa dni, które są mi wręcz bardzo potrzebne, żeby wyrwać się z domowych pieleszy, znaleźć sobie odskocznię od macierzyństwa i poprzebywać dla odmiany w towarzystwie dorosłych ludzi, którzy etap lepienia z plasteliny i sikania do nocnika mają już dawno za sobą."
A jednak, tęsknię jak cholera ! Jadę busem. Telepię się jak galaretka Dr Oetkera na jednym z jego pozbawionych amortyzacji foteli - i myślę sobie: "O, godzina 7:30. Bąbel pewnie właśnie wstał i je śniadanie. Pewnie domaga się od Małża dolewki kakao i próbuje wynegocjować ciastko, zanim jeszcze zdąży ugryźć choć kęs kanapki".
A jednak, tęsknię jak cholera ! Jadę busem. Telepię się jak galaretka Dr Oetkera na jednym z jego pozbawionych amortyzacji foteli - i myślę sobie: "O, godzina 7:30. Bąbel pewnie właśnie wstał i je śniadanie. Pewnie domaga się od Małża dolewki kakao i próbuje wynegocjować ciastko, zanim jeszcze zdąży ugryźć choć kęs kanapki".
Siedzę na wykładach - a z tyłu głowy tłucze mi się myśl, że pogoda wręcz idealna na rodzinny spacer. Że pewnie poszli sobie do parku, kasztany zbierają, a może kaczki karmią nad naszym miejscowym bajorem... I żal straszny mnie ogarnia, że mnie z nimi nie ma. I że nie słyszę, jak woła "Kaczkooo, kaczkooo!" - kiedy ta ucieka w popłochu i boi się podpłynąć bliżej.
Grzebię w torebce w poszukiwaniu studenckiej legitymacji - a zamiast tego znajduję na wpół zjedzonego, zawiniętego w papierek lizaka, którego najpierw chciał, a potem mi oddał i krzywił się, że kwaśny. I nawet przez taką pierdołę mam ochotę rzucić to wszystko w diabły i wracać do domu - zdążyć jeszcze chociaż go przytulić, zanim zaśnie...
ZŁUDZENIE NUMER 2
"Na pewno uda mi się wygospodarować odpowiednią ilość czasu, który będę mogła spożytkować na przygotowywanie się do zajęć poza domem - żeby tej mojej nauki nie przenosić zbyt często na nasz rodzinny grunt i żeby nie odbywała się ona kosztem Juniora. Podczytywać skrypty i zakuwać do egzaminów można przecież w komunikacji publicznej albo w trakcie okienek i wymagających najmniejszego skupienia wykładów."
Przez ten kilkuletni okres przerwy w studiowaniu zdążyłam już chyba zapomnieć, jak bardzo przeładowane potrafią być busy naszego lokalnego przewoźnika. Dopchać się do nich na tyle szybko, żeby zdobyć miejsce siedzące - najczęściej graniczy z cudem. Ścisk panuje przeważnie taki, że w plątaninie rąk i nóg czasami już sama nie jestem w stanie stwierdzić, które z nich należą do mnie ;)
Przez ten kilkuletni okres przerwy w studiowaniu zdążyłam już chyba zapomnieć, jak bardzo przeładowane potrafią być busy naszego lokalnego przewoźnika. Dopchać się do nich na tyle szybko, żeby zdobyć miejsce siedzące - najczęściej graniczy z cudem. Ścisk panuje przeważnie taki, że w plątaninie rąk i nóg czasami już sama nie jestem w stanie stwierdzić, które z nich należą do mnie ;)
"Okienek" w moim aktualnym harmonogramie po prostu nie mam. Zajęcia trwają od 9 rano do 19 wieczorem - zdarzają się ledwie jakieś 15-minutowe przerwy na zjedzoną w biegu kanapkę albo wizytę w ksero czy wydziałowej bibliotece. A podczas najmniej interesujących i wymagających
najmniejszego skupienia wykładów klepię przecież pod ławką w klawiaturę
telefonu i tworzę dla Was kolejne posty...Między innymi ten, który
właśnie czytacie ! ;)
W nocy? Hmmm...raczej też nie dam rady - bo w
przypadku tak skrajnego zmęczenia pomogłyby chyba jedynie jakieś
nielegalne środki, po które rzecz jasna sięgać nie zamierzam ;)
ZŁUDZENIE NUMER 3
"Kończę studia, bronię się, roznoszę CV we wszystkie możliwe i
związane z moją specjalnością miejsca... Pracuję z dziećmi ! Wreszcie robię
to, co już od tak dawna chciałam robić! Podyplomówka? Dopiero za jakiś czas -
kiedy sama uznam, że jest mi potrzebna i że nadszedł właśnie ten
odpowiedni moment".
Okazuje się, że zgodnie z najnowszym rozporządzeniem po uzyskaniu samego tytułu magistra...nadal nie mam
uprawnień do wykonywania zawodu ! Bezpośrednio po ukończeniu jednych studiów muszę przenieść się na następne - i przez kolejne półtora roku zdobywać
kwalifikacje, zanim ktokolwiek zdecyduje się mnie zatrudnić...
W takiej sytuacji trochę obawiam się, że popularne określenie "wiecznego studenta" przylgnie do mnie na dobre i wcale nie będzie jedynie używaną w żartobliwym kontekście przenośnią...A czy nie wystarczy mi, że jestem już "studentem-bumerangiem" - który powrócił w uczelniane mury po ponad 6 latach akademickiej posuchy i któremu wydaje się, że już nijak do tego studenckiego świata nie przystaje? ;)
![]() |
| Foto: Internet |
