poniedziałek, 17 października 2016

Z pamiętnika studiującej mamy : wyobrażenia kontra rzeczywistość.

Wybierając się na kolejne studia - oczywiście miałam co do tego mojego studiowania, godzenia go z macierzyństwem oraz dalszej ścieżki zawodowej kariery pewne wyobrażenia. W zasadzie równie dobrze mogłabym napisać "złudzenia" - ponieważ już pierwsze weekendowe zjazdy uświadomiły mi, że będzie to wyglądało zgoła inaczej, niż sobie w myślach zaplanowałam...

ZŁUDZENIE NUMER 1

"Nie będę tęsknić. W końcu to tylko dwa dni w tygodniu. Dwa dni, w ciągu których nawet zatęsknić nie zdążę. Dwa dni, które są mi wręcz bardzo potrzebne, żeby wyrwać się z domowych pieleszy, znaleźć sobie odskocznię od macierzyństwa i poprzebywać dla odmiany w towarzystwie dorosłych ludzi, którzy etap lepienia z plasteliny i sikania do nocnika mają już dawno za sobą."  

A jednak, tęsknię jak cholera !  Jadę busem. Telepię się jak galaretka Dr Oetkera na jednym z jego pozbawionych amortyzacji foteli - i myślę sobie: "O, godzina 7:30. Bąbel pewnie właśnie wstał i je śniadanie. Pewnie domaga się od Małża dolewki kakao i próbuje wynegocjować ciastko, zanim jeszcze zdąży ugryźć choć kęs kanapki". 

Siedzę na wykładach - a z tyłu głowy tłucze mi się myśl, że pogoda wręcz idealna na rodzinny spacer. Że pewnie poszli sobie do parku, kasztany zbierają, a może kaczki karmią nad naszym miejscowym bajorem... I żal straszny mnie ogarnia, że mnie z nimi nie ma. I że nie słyszę, jak woła "Kaczkooo, kaczkooo!" - kiedy ta ucieka w popłochu i boi się podpłynąć bliżej.

Grzebię w torebce w poszukiwaniu studenckiej legitymacji - a zamiast tego znajduję na wpół zjedzonego, zawiniętego w papierek lizaka, którego najpierw chciał, a potem mi oddał i krzywił się, że kwaśny. I nawet przez taką pierdołę mam ochotę rzucić to wszystko w diabły i wracać do domu - zdążyć jeszcze chociaż go przytulić, zanim zaśnie...

ZŁUDZENIE NUMER 2

"Na pewno uda mi się wygospodarować odpowiednią ilość czasu, który będę mogła spożytkować na przygotowywanie się do zajęć poza domem - żeby tej mojej nauki nie przenosić zbyt często na nasz rodzinny grunt i żeby nie odbywała się ona kosztem Juniora. Podczytywać skrypty i zakuwać do egzaminów można przecież w komunikacji publicznej albo w trakcie okienek i wymagających najmniejszego skupienia wykładów."

Przez ten kilkuletni okres przerwy w studiowaniu zdążyłam już chyba zapomnieć, jak bardzo przeładowane potrafią być busy naszego lokalnego przewoźnika. Dopchać się do nich na tyle szybko, żeby zdobyć miejsce siedzące - najczęściej graniczy z cudem. Ścisk panuje przeważnie taki, że w plątaninie rąk i nóg czasami już sama nie jestem w stanie stwierdzić, które z nich należą do mnie ;)

"Okienek" w moim aktualnym harmonogramie po prostu nie mam. Zajęcia trwają od 9 rano do 19 wieczorem - zdarzają się ledwie jakieś 15-minutowe przerwy na zjedzoną w biegu kanapkę albo wizytę w ksero czy wydziałowej bibliotece. A podczas najmniej interesujących i wymagających najmniejszego skupienia wykładów klepię przecież pod ławką w klawiaturę telefonu i tworzę dla Was kolejne posty...Między innymi ten, który właśnie czytacie ! ;)

W nocy? Hmmm...raczej też nie dam rady - bo w przypadku tak skrajnego zmęczenia pomogłyby chyba jedynie jakieś nielegalne środki, po które rzecz jasna sięgać nie zamierzam ;)

ZŁUDZENIE NUMER 3

"Kończę studia, bronię się, roznoszę CV we wszystkie możliwe i związane z moją specjalnością miejsca... Pracuję z dziećmi ! Wreszcie robię to, co już od tak dawna chciałam robić! Podyplomówka?  Dopiero za jakiś czas - kiedy sama uznam, że jest mi potrzebna i że nadszedł właśnie ten odpowiedni moment".  

Okazuje się, że zgodnie z najnowszym rozporządzeniem po uzyskaniu samego tytułu magistra...nadal nie mam uprawnień do wykonywania zawodu ! Bezpośrednio po ukończeniu jednych studiów muszę przenieść się na następne - i przez kolejne półtora roku zdobywać kwalifikacje, zanim ktokolwiek zdecyduje się mnie zatrudnić...

W takiej sytuacji trochę obawiam się, że popularne określenie "wiecznego studenta" przylgnie do mnie na dobre i wcale nie będzie jedynie używaną w żartobliwym kontekście przenośnią...A czy nie wystarczy mi, że jestem już "studentem-bumerangiem" - który powrócił w uczelniane mury po ponad 6 latach akademickiej posuchy i któremu wydaje się, że już nijak do tego studenckiego świata nie przystaje? ;)

Foto: Internet

47 komentarzy:

  1. Często nasze wyobrażenia weryfikuje życie.
    Ja kiedy jechałam miesiac temu na jeden dzień do Lublina to ryczałam w busie tak tęskniłam za córką. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w tej chwili też wyjątkowo łatwo do płaczu doprowadzić - więc ostrzeżenie dla wykładowców, bo mają do czynienia z kobietą na skraju histerii i załamania ;)

      Usuń
  2. O jaa! Pamiętam kiedyś na studia przyjeżdżała dziewczyna z noworodkiem! Nie miała go z kim zostawić i na wykłady miała go w foteliku... :) na szczęście bobo było cichutkie ;)

    Powodzenia na studiach!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiej akcji w toku swojego dotychczasowego studiowania jeszcze nie miałam okazji oglądać ;) Jedno jest pewne: nasz Bąbel do tych cichutkich i spokojnych nigdy nie należał, więc tego typu rozwiązanie z góry odpada ;)

      (Nie) dziękuję ! :*

      Usuń
  3. O mamusiu niestety plany swoje a życie swoje ale mocno trzymam kciuki za ukończenie studiów. Nie poddawaj się!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas pokaże, na razie jeszcze transzy za pierwszy semestr nie przelałam na uczelniane konto...Ciągle rozważam argumenty za i przeciw, kilka osób już po pierwszych zajęciach powiedziało "pas". Bardzo możliwe, że na końcu zostanie nas naprawdę niewielka garstka, bo generalnie rok nie jest zbyt liczny.

      Usuń
  4. Może to moje złudzenie, ale wierzę, że z czasem będzie lepiej. Początki bywają trudne, zwłaszcza po przerwie i z rodziną u boku. Co do wieku, ostatnio mieliśmy praktykantkę- studentkę rocznik 62'. Także się nie martw, choć wierzę, że szybciej uporasz się ze studiami i kwalifikacjami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie wiem, czy uda mi się cokolwiek przyspieszyć. Po prostu nie będę miała gdzie upchnąć dodatkowych przedmiotów (nie wspominając o godzinach praktyk) - bo zajęcia lecą ciurkiem jedne po drugich, a Młody idzie do przedszkola dopiero za rok. Więc albo uzbroję się w wyjątkową cierpliwość - albo polegnę i odpuszczę.

      Usuń
  5. Z tą tęsknotą to ja mam tak samo jak pracuję w weekendy, wtedy myślę, co córcia teraz robi z tatusiem, że pewnie spacerują, bo ciepło, że pewnie teraz się bawią, a mnie tam nie ma. Takie życie kurcze! Powodzenia życzę i cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, bardzo ciężko się przyzwyczaić do tej (w moim przypadku dwudniowej) rozłąki. Zwłaszcza że u nas Bąbel spędza ten czas częściowo z tatą, częściowo z jednymi dziadkami, częściowo z drugimi...Taki jest przewożony z miejsca na miejsce - a mnie aż serce boli, bo innej opcji nie mamy...

      Usuń
  6. Znam temat "od podszewki". Ja ciągle gdzieś tam, coś dorabiam. I zawsze sobie obiecuję, że to ostatni raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie czasy ;) Z jednej strony wieczna presja ze strony otoczenia, żeby się doskonalić i podnosić kwalifikacje - a z drugiej własna chęć i obawa przed tym, że człowiek "zgnuśnieje", jeśli niczego nowego robił nie będzie ;)

      Usuń
  7. Życzę powodzenia i wytrwałości, ja studia mam za sobą, ale pamiętam, że kiedy studiowałam też miałyśmy w grupie chyba 2 mamy, jedna kilka razy przychodziła na uczelnię z córką - na pewno nie było jej łatwo.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też jedne mam już za sobą - i jeszcze do niedawna nie spodziewałam się, że przyjdzie mi rozpocząć kolejne ;) Na szczęście do pomocy jest u mnie mąż i dziadkowie - więc chociaż tyle, że nie muszę Bąbla ze sobą ciągać (zresztą, pewnie bym się na to w życiu nie zdecydowała)...

      Usuń
  8. Ja wielokrotnie swoje plany zmieniałam, bo rzeczywistość ukształtowała się zupełnie inaczej. Nie mniej jednak nie żałuję żadnej decyzji, a to już dużo ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda, to prawda. Często jest tak, że my sobie - a życie sobie; i potrafi nam taki scenariusz napisać, jakiego nawet w najśmielszych fantazjach byśmy sobie sami nie wymyślili ;)

      Usuń
  9. Oj nie jest lekko... Twoja tesknote rozumie :)
    Twoje samozaparcie podziwiam!
    Trzymam kciuki za "normalnosc" i rutyne, ktora kiedys ;) nadejdzie- a co do pracy, kto wie czy znowu sie gdzies przepisy nie zmienia i bedzie "po Twojemu"
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo się zmienią - i po ukończeniu tych drugich studiów...będę musiała zrobić jeszcze trzecie! ;) To byłby dopiero horror...Lepiej siedzieć cicho i nie prorokować, bo jeszcze się te moje prognozy spełnią...

      Usuń
  10. Początki są zawsze trudne :) więc głowa do góry :) prawda jest taka, że i Młodemu i tobie taka rozłąka się przyda i wyjdzie na dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się okaże. Na razie nie był zbyt zadowolony i wymyślał na poczekaniu sto tysięcy najróżniejszych wymówek, żeby tylko mnie z domu nie wypuścić ;)

      Usuń
  11. Życzę powodzenia i trzymam kciuki za wytrwałość. :) Dasz radę na pewno.
    Nasze wyobrażenia często rozmijają się z rzeczywistością.Ja jeszcze nie zaczęłam angielskiego a już zaczynam się zastanawiać czy to był dobry pomysł skoro ja popołudniami jestem nieprzytomna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mogę napisać Ci dokładnie to samo, co Ty mi w pierwszym akapicie: powodzenia i kciuki za wytrwałość mocno zaciśnięte ! :*

      Usuń
  12. Ja zawsze mysle o chlopcach, gdy jestem w pracy. Tak my, Mamuski mamy. Dasz sobie ze wszystkim rade. Pierwszy krok juz zrobiony... teraz powolutki do przodu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, powolutku ! Niech jak najszybciej zleci, bo się zamęczę fizycznie i psychicznie ;)

      Usuń
  13. Nie wiedziałam, że tak się przepisy zmieniły.. Jestem w szoku. Ale to tylko na pedagogice czy w ogóle? A co po magisterkę trzeba teraz półtora roku studiować dalej??

    Powodzenia ci życzę, wytrwałości i cierpliwości! 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmieniły się dopiero miesiąc temu na dobrą sprawę - akurat teraz, kiedy zdecydowałam się kontynuować studia :/ Po magisterce trzeba zrobić jeszcze podyplomowe "przygotowanie pedagogiczne", gdzie jest sporo dydaktyki i ileś godzin praktycznych do przepracowania. Z jednej strony dobrze, bo może uda się w ten sposób trochę odsiać ziarno od plew i zlikwidować bylejakość edukacji - a z drugiej strony, kolejne półtora roku studiowania trochę mnie przeraża...

      Usuń
  14. Początki zazwyczaj bywają trudne, a zwłaszcza dla mam zostawiających swoją pociechę na dłużej niż kilka godzin :) ale wierzę, że po czasie adaptacji wszyscy przyzwyczaicie się do nowego, a za kilka lat z sentymentem wspomisz czasy studiowania :)
    Wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotychczasowego studiowania raczej nie wspominam z sentymentem - ale może tym razem faktycznie będzie inaczej, bo wreszcie wybrałam się na kierunek, który mnie naprawdę interesuje i pociąga. Zobaczymy tylko, czy na nim wytrwam :)

      Usuń
  15. Ja tam i tak Cię podziwiam, bo dla mnie studia były złem koniecznym i starałam się być na uczelni, jak najrzadziej się dało ;) Ale z drugiej strony - były jedną z najlepszych rzeczy w moim życiu, bo to właśnie tam poznałam mojego wspaniałego męża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei zawsze lubiłam się uczyć i wiele rzeczy robiłam na studiach nawet "ponadprogramowo", dla własnej satysfakcji - jednak kiedyś te realia były nieco inne, nie miałam dziecka i nie odbywało się to wszystko kosztem czasu spędzonego z rodziną. Nie wiem naprawdę, jak uda mi się to wszystko ogarnąć przy takiej ogromnej ilości materiału.

      Natomiast odnośnie męża: gdybym go jeszcze nie miała - to na pedagogice raczej szukać nie należy ;) Prawie same dziewczyny ;)

      Usuń
  16. Ja swoje studia rzuciłam po miesiącu, ale od samego początku wiedziałam, że studia dzienne nie są dla mnie. Na uczelnie ani trochę mnie nie ciągnie i chyba nigdy się nie zdecyduje. Najlepsze jest to, że po studiach chciałam iść na kolej i pracuję tam mimo, że nie skończyłam tych studiów. Bardzo Cię podziwiam i trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam już za sobą i dzienne, i zaoczne - i zdecydowanie uważam, że dzienne są fajniejsze, a ich klimat bardziej sprzyja systematyczności i chłonięciu tej studenckiej atmosfery :)

      Fajnie, że Ci się udało. Ja na razie nie miałam szczęścia jeśli chodzi o pracę w zawodzie związanym z moim kierunkiem - może po kolejnych kilku latach edukacji się to zmieni :)

      Usuń
  17. Bardzo Ci kibicuję, ale rozumiem też rozterki. I jeszcze to najnowsze rozporządzenie... Na pewno trochę to podcina skrzydła. Co innego, gdyby się miało pewność, że poświęcenie tego czasu na naukę zaowocuje tą wymarzoną pracą. Ale trzeba też pamiętać o sobie w tym całym macierzyństwie i znaleźć czas na rozwój osobisty. To na pewno wpływa też z korzyścią na dziecko. Ech, trudna decyzja. Życzę, byś podjęła ją w zgodzie z sobą i by w perspektywie okazało się, że to była słuszna decyzja.

    Ja to studiowania mam już po dziurki w nosie. Magisterskie to był cudowny czas, poczucie spełnienia itp., aż zachciało mi się potem doktoranckich, które ukończyłam, bo za daleko zabrnęłam, by rezygnować, ale robiłam to wbrew sobie i powtórnie nie zdecydowałabym się na to. A w międzyczasie jeszcze była podyplomówka. Limit wyczerpałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak to wyczerpałaś ? Przecież jeszcze się można habilitować ;) Moja promotorka swoją pracę habilitacyjną pisała łącznie przez 14 lat - więc w sumie przy tym 3,5 roku to naprawdę pikuś ;)

      Na początku też miałam ambitne plany i założenia na doktorat - jednak realia na poprzednim kierunku skutecznie podcięły mi skrzydła i sprowadziły mnie na ziemię ;)

      Usuń
  18. Życzę powodzenia :) Na pewno szybko wejdziecie w nowy rytm tygodnia, a za parę lat nie będziesz pamiętać o tych wszystkich minusach, i trudnościach. Wykształcenia nic Ci nie odbierze i w przyszłości zaprocentuje :) no i Bąbel będzie dumny z mamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym "procentowaniem" może być naprawdę różnie, już się o tym przekonałam na własnej skórze. Moja wcześniejsza wiara odnośnie szerokich perspektyw, jakie daje ukończenie studiów - okazała się niestety mocno na wyrost. Ot, naiwność taka ;)

      Usuń
  19. Rozumiem Cię doskonale. Mam za sobą pierwsze zajęcia na studiach podyplomowych. Nie lubię rozstawać się z synkiem i już kombinuję, żeby na następny zjazd zabrać moich chłopaków ze sobą. Nie na wykłady oczywiście, ale mam to szczęście, że po pierwsze zajęcia mam tylko w piątki popołudniu i w sobotę do ok 17, a po drugie studiuje w Trójmieście, wiec w miejscu, w którym jest co robić, a najważniejsze, że chociaż w nocy bylibyśmy razem ;)Ja nie tracę za dużo czasu, bo po części zwalniam się z pracy (i tak byłabym zajęta). Staram się nie wizualizować co robią moi panowie, zresztą wiem, ze oni nie próżnują, bo mąż wciąż pracuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to faktycznie Twoje zajęcia rozkładają się w miarę komfortowo. Ja mam ciągiem od rana do wieczora - nawet nie miałabym po co moich facetów ze sobą zabierać, bo i tak całe dnie spędzilibyśmy osobno. Życzę Ci powodzenia i wytrwałości - sama mam jej już zdecydowanie mniej niż na pierwszym studiowanym kierunku ;)

      Usuń
  20. Wszystko się uda,przyzwyczaicie się a i będziesz dłużej młoda;) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  21. Wszystko się uda,przyzwyczaicie się a i będziesz dłużej młoda;) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, czy się do tego jeszcze nadaję. Jednak tych 6 lat przerwy skutecznie wybiło mnie z właściwego uczelnianego rytmu ;)

      Usuń
  22. Tęsknisz mówisz? Ja jakoś nie tęsknię, kiedy tylko mam okazje wybyć z domu :), może dlatego,że ja mam trójkę bąbli :). Dasz radę Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wybywam wyłącznie dla przyjemności i na własnych zasadach - to jakoś mniej tę tęsknotę odczuwam ;)

      Usuń
  23. Kilka razy zdarzyło mi się, że dziewczyna przyjechała na wykłady z malutkim dzieckiem, mnie to nie przeszkadzało, a ona dzięki temu zajęć nie traciła. :) Ogromnej wytrwałości życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A piszesz z pozycji studentki czy wykładowcy? :) Bo jeśli to drugie - super, że są jeszcze tacy wyrozumiali pracownicy na uczelniach :)

      Usuń
  24. Ach, jak ja Ciebie Kochana rozumiem. To znaczy nie- ja jeszcze nie wróciłam na studia, ale chodzi mi ta myśl po głowie... Jednak, no właśnie - w wyobrażeniach i założeniach zawsze wygląda to lepiej... łatwiej jakoś. Także, chociaż i bym bardzo chciała, i na pewno byłoby to mile widziane, sto razy się jednak zastanowię.
    A Tobie życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorzej chyba taką długą przerwę sobie zrobić - bo się człowiek rozleniwia, odzwyczaja i już d... z tego wychodzi ;) Ale na szczęście mam na swoim roku fajny kolektyw, który bardzo intensywnie mnie motywował i zachęcał - i dzięki niemu ostatecznie zdecydowałam się kontynuować edukację z nieco większym zapałem :)Dziękuję!

      Usuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)