Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 marca 2021

Tanie kupowanie, czyli jak zaoszczędzić na zakupie ubrań?

Idzie wiosna, a zatem wielu z Was zapewne przymierza się do częściowej wymiany garderoby i uzupełnienia jej o niezbędne brakujące elementy. Jeżeli przy okazji towarzyszą Wam pytania "gdzie kupować taniej?" oraz "jak zaoszczędzić na zakupie ubrań?" - to myślę,że dzisiejszy wpis może okazać się dla Was dość przydatny :) 

1. Mój pierwszy i najbardziej oczywisty wybór - to kupowanie w lumpeksach! Już niejeden raz wspominałam Wam o tym, że uwielbiam buszować po sklepach i hurtowniach z używaną odzieżą i bardzo często udaje mi się wyszperać tam oryginalne oraz zupełnie niezniszczone ciuszki. Osobiście najbardziej polecam duże sieciowe second-handy, w których ubrania kupuje się na wagę - bo niemal zawsze wychodzi to taniej niż w przypadku rzeczy wycenionych na sztuki.

Moja taktyka polega przeważnie na tym,że odwiedzam ulubione szmateksy jakieś 2-3 dni po nowej dostawie - bo wtedy z jednej strony ceny za kilogram są już znacznie niższe, a z drugiej strony towar wciąż nie jest zbyt mocno przebrany i nadal można wyłuskać z niego prawdziwe odzieżowe "perełki". 

2. Vinted, Olx i Allegro to portale, z których również często korzystam - choć od czasu do czasu okrywają się złą sławą przez grasujących tam oszustów. Na szczęście istnieją systemy ocen i komentarzy, dzięki którym możemy zweryfikować uczciwość sprzedających przed zakupem. Do tego polecam kupować na aukcjach, na których widnieją szczegółowe opisy oraz realne zdjęcia sprzedawanego przedmiotu - zamiast katalogowych, stockowych fotografii na profesjonalnych modelkach. 

3. Jeszcze innym źródłem tanich ubrań i akcesoriów mogą okazać się tematyczne grupy na Facebooku - ale podobnie jak na wymienionych wcześniej stronach trzeba tam uważać na nieetyczne praktyki. Jeżeli ktoś prowadzi sprzedaż z fejkowego,anonimowego konta bez żadnych zdjęć albo wystawia przedmioty po podejrzanie zaniżonej, nieadekwatnej cenie - powinna zapalić się nam czerwona ostrzegawcza lampka. Na szczęście z mojego doświadczenia wynika, że takie sytuacje zdarzają się stosunkowo rzadko - a jeśli nawet mają miejsce to grupowicze bardzo szybko się o nich nawzajem informują.

4. Aliexpress, czyli zakupy u chińskich przyjaciół. Wbrew pozorom, na Ali zazwyczaj udaje mi się trafić na naprawdę niezłe jakościowo i zgodne z opisem towary. Zawsze jednak sprawdzam wnikliwie opinie innych klientów, bo czasami przedmioty oferowane przez sprzedających nie mają nic wspólnego ze zdjęciami z aukcji. Trzeba też pamiętać o tym, żeby za każdym razem uważnie przestudiować tabele rozmiarów - ponieważ rozmiarówka bywa mocno zaniżona lub zawyżona i nijak ma się do tej, do której przywykliśmy w polskich sklepach.

5. Odzieżowe swapy, czyli po prostu wymiana jednych używanych rzeczy na drugie. Najczęściej są to wymiany bezgotówkowe i organizowane w dużych miastach - choć zdarzają się również w mniejszych miejscowościach. W tej chwili szyki organizatorów zostały na pewno nieco pokrzyżowane przez pandemię - ale jeśli wpiszecie w wyszukiwarkę hasło "swap" czy "ciuchowisko" to na pewno znajdziecie jakieś tego typu eventy, funkcjonujące zgodnie z obowiązującym reżimem sanitarnym. 

 
foto: https://royal-shop.pl
 
6. Nawet jeżeli wolicie drogie marki i od lat zaopatrujecie się w ubrania sygnowane nazwiskami znanych projektantów - wcale nie oznacza to, że musicie za nie przepłacać. Najlepszym wyborem będą dla Was prawdopodobnie sklepy internetowe, jak chociażby Royal Shop - gdzie znajdziecie najnowsze kolekcje oraz końcówki serii w bardzo okazyjnych, atrakcyjnych cenach (a co najważniejsze, ze sprawdzonego źródła).

Dzięki takim miejscom można zaopatrzyć się w odzież Armaniego, Hugo Bossa, Calvina Kleina, Tommy'ego Hilfigera czy Ralpha Laurena za pieniądze znacznie mniejsze niż w stacjonarnych, ekskluzywnych butikach. Tę opcję wybiera dość często Bąblowy Tato, który najbardziej ceni sobie ponadczasową klasykę - ale jednocześnie stara się nie obciążać zbyt mocno naszego domowego budżetu.

7. Istnieją również specjalne strony z kodami rabatowymi - na których znajdziecie zbiorcze zestawienia promocji, zniżek i kuponów do wykorzystania w najróżniejszych sklepach. Niektóre obniżki wynoszą tam nawet do 70%, czasami obejmują też darmową dostawę albo dodatkowe produkty gratis - także każdy na pewno znajdzie dla siebie jakąś satysfakcjonującą ofertę :) 

foto: https://royal-shop.pl

Macie jakieś swoje sprawdzone sposoby i miejsca, w których kupujecie, a jednocześnie oszczędzacie? 
Jeśli tak - podzielcie się nimi w komentarzach :) 

niedziela, 3 kwietnia 2016

Wiosenne zdobycze szmateksowe.

Kiedy wraz z nadejściem wiosny urządziłam porządne "wietrzenie" Bąblowej szafy - raptem okazało się, że praktycznie połowa ubrań jest już za mała lub z jakichś innych względów nie nadaje się do użytku. Oczywiste było dla mnie, że to do szmateksów w pierwszej kolejności skieruję swoje kroki, żeby uzupełnić dziecięcą garderobę, a przy okazji pewnie również sama wzbogacę własną kolekcję o kilka nowych "eksponatów" ;)

Tym razem trafiło mi się wyjątkowo dużo perełek z drugiej ręki. 

Przede wszystkim zaopatrzyłam nas w idealne okrycia wierzchnie, które z reguły rozchodzą się w second handach jak świeże bułki i naprawdę ciężko dostać takie, którym niczego nie można zarzucić. Dla Bąbla upolowałam czarną kurtkę H&M na kożuszku - taką nie za grubą, nie za lekką, lecz w sam raz na aktualnie panującą za oknami pogodę. Sobie natomiast wygrzebałam beżowe, flauszowe ponczo, w którym według Małża wyglądam "jak w dużym, złożonym na pól naleśniku" - ale kto by tam słuchał faceta w kwestiach modowych ;)


Oprócz tego pomyślałam też o kilku innych, w miarę ciepłych rzeczach - na wypadek gdyby wiosna nie zechciała objawić się nam od razu w pełnej krasie i jeszcze troszkę przymroziła od czasu do czasu. Czapek wprawdzie nigdy w takim miejscu nie zamierzałam kupować, ale ta akurat była nowa, jeszcze zafoliowana, i razem z rękawiczkami kosztowała mnie niecałe 2 złote :)


W moich ubraniach widać rzecz jasna ewidentne wypływy stylu boho, którego wielką fanką jestem już od kilku ładnych lat - a lumpeksy są jego prawdziwą skarbnicą, z którą nie może równać się żadna popularna sieciówka. Oczywiście nie każdemu się on podoba (mojemu M. na przykład - niekoniecznie), ale osobiście czuję się najlepiej właśnie w kolorowych, długich do samej ziemi sukienkach, frędzlach, motywach etnicznych i dużej, rzucającej się w oczy biżuterii.
  

W najbliższych miesiącach czeka nas kilka okolicznościowych imprez, weekendowych wyjazdów, urodziny mojego chrześniaka i cywilny ślub kuzynki. Dlatego wyszperałam też Bąblowi parę ubranek, które można uznać za względnie "eleganckie". W garniturki i białe koszule na pewno nie będę go na siłę wciskać, bo przekonaliśmy się już kilkukrotnie, jak kiepsko to znosi i jak niewygodnie mu w tych wszystkich idealnie odprasowanych mankietach, kołnierzykach i kancikach.




A tu już przedsmak prawdziwego, upalnego lata, którego wszyscy nie możemy się doczekać - bo w planach mamy i Orawę, i Bałtyk, i Karpacz, i nowe rowerowe trasy...Lato akurat ma to do siebie, że wszystko zdecydowanie szybciej ulega zabrudzeniu, podarciu i generalnej destrukcji, więc pewnie jeszcze niejeden taki zakupowy maraton nas czeka, żeby uzupełnić braki i zaspokoić wszystkie nasze odzieżowe potrzeby ;)



Poza tym często zdarza mi się kupować  w szmateksach również świetne zabawki i książeczki - a wszystko to za naprawdę śmieszne pieniądze, za które w normalnym sklepie dostałabym może 2-3 rzeczy, zamiast wynoszonych z second handu 2-3 reklamówek :) 

Czasami oczywiście spotykam się z komentarzami w stylu "Oj, ja to bym w życiu nic używanego nie kupiła. W końcu nigdy nie wiadomo, kto w tym wcześniej chodził, prawda?"  Najczęściej odpowiadam na takie teksty innym pytaniem :  "A wiadomo, co działo się z Twoim ubraniem prosto ze sklepowej półki, zanim ekspedientka przy kasie zapakowała Ci je do lanserskiej, logowanej reklamówki?"

Jako eks-pracownik centrum handlowego gwarantuję, że mogły dziać się z nim naprawdę bardzo różne rzeczy - i mogło być mierzone przez naprawdę bardzo różnych klientów, którzy często są na bakier i z podstawowymi zasadami higieny osobistej, i z regułami obowiązującymi w poszczególnych sklepach. (Jeśli chcecie, mogę o tym kiedyś napisać - ale uprzedzam, że tylko dla osób o mocnych nerwach i takich, które nie są na tym punkcie szczególnie przewrażliwione ;) )


Informacyjnie: za wszystkie zakupy widoczne na zdjęciach (w tym dwie pary butów - nowe, z kompletem metek) zapłaciłam łącznie troszkę ponad 200 złotych - a za zaoszczędzone w ten sposób pieniążki już wkrótce kupimy Bąblowi nowe, "dorosłe" łóżeczko i przeprowadzimy totalną metamorfozę dziecięcego pokoju, z której na pewno też zdam tu relację ;)

wtorek, 10 listopada 2015

Dlaczego lubię kupować w szmateksach.

Dla niektórych osób jedynym argumentem przemawiającym za robieniem zakupów w lumpeksach/szmateksach/second-handach będzie pewnie oszczędność. Nie ukrywam, że i dla mnie jest to argument najważniejszy, przemawiający najgłośniej i najbardziej dobitnie - zwłaszcza w sytuacji kiedy skończył się (płatny) urlop macierzyński, zaczął (bezpłatny) wychowawczy, stałam się niemal zupełnie zależna finansowo od Małża i na pewno trzeba będzie nieco zacisnąć pasa oraz poskromić swoje zakupowe żądze.


Jednak poza oszczędnością mam jeszcze kilka innych (i wydaje mi się, że równie dobrych) powodów, by to właśnie tam zaopatrywać siebie i Bąbla w markowe, zupełnie niezniszczone rzeczy, często jeszcze ze sklepowymi metkami, za których pękatą torbę płacę z reguły nie więcej niż 40-50 złotych (czyli tyle, ile w normalnej sieciówce zapłaciłabym pewnie za jeden byle jaki, bawełniany T-shirt).

No więc jakie są te równie dobre powody?
 Już spieszę je po kolei omawiać.

1. Lumpeksy to świetne miejsce spotkań towarzyskich - zwłaszcza jeśli ma się dobrą znajomą równie mocno zafiksowaną na ich punkcie jak ja, która kilka lat temu wprowadziła mnie w arkana tej swojej pasji, sama była kiedyś właścicielką podobnego biznesu i mogłaby zbudzona w środku nocy wyrecytować z pamięci adresy wszystkich second handów w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, bo ich mapę ma zapisaną w głowie jak na komputerowym twardym dysku ;)

2. Mogę wreszcie wyrwać się z domu i nie mieć wyrzutów sumienia ;) - bo przecież w końcu nie tylko dla siebie kupuję, ale i dla Bąbla, który z ubranek wyrasta w tempie iście ekspresowym i średnio raz na 2-3 miesiące trzeba urządzać mu kompleksowe "wietrzenie szafy", wymieniając rzeczy już za małe na takie "w sam raz" oraz "trochę na wyrost".

3. Jest to dla mnie bardzo skuteczna autoterapia - jedyna okazja, by na spokojnie pomyśleć o pewnych rzeczach i poukładać sobie w głowie sprawy, na które zwyczajnie nie mam czasu z Młodym uczepionym spódnicy, uwieszonym na szyi, wciąż się czegoś domagającym i czegoś ode mnie oczekującym ;) Taka odskocznia od macierzyństwa - i choć nie ma ona miejsca zbyt często, to chyba tylko zaprawione w boju mamy wiedzą, jak bardzo jest potrzebna (zwłaszcza w momentach zaburzenia proporcji, o których pisałam już wcześniej TUTAJ ;) ).

4. Dzisiejsze lumpeksy są zupełnie inne niż te sprzed 10-15 lat - w czasach licealnych nie zaciągnęliby mnie do takiego przybytku nawet siłą. Tylko raz udało się to jednej koleżance z klasy, lecz na widok tych wielkich, brudnych, śmierdzących stęchlizną hałd "odzieży" zrobiło mi się niedobrze i tylko czekałam, kiedy wyskoczy z nich jakaś pchła, zbłąkana mysz tudzież inny sympatyczny karaluch. Nie mogłam się nadziwić, jak inne kobiety są w stanie w tym wszystkim grzebać i jeszcze obwieszczać swoje kolejne "znaleziska" okrzykiem tak triumfalnym, jakby co najmniej trafiły szóstkę w Totka ;)

Dziś w większości szmateksów rzeczy wyeksponowane są na wieszakach, manekinach, półkach, ewentualnie w wyprzedażowych koszach według asortymentu. Niektóre z nich niemal niczym nie odbiegają od zwykłych, "standardowych" sklepów - powierzchnia podzielona jest na dział damski, męski i dziecięcy, w tle gra muzyka, można liczyć na najróżniejsze rabaty i promocje, a w niektórych - płacić nawet kartą płatniczą. 

Smród stęchlizny zastąpił natomiast zapach środków dezynfekujących - może też dość intensywny i nieco drażniący nozdrza, ale na pewno zdecydowanie przyjemniejszy i gwarantujący, że każda z rzeczy została uprzednio stosownie odkażona oraz przygotowana do sprzedaży.

5. W szmateksach znajduję rzeczy unikatowe, nieszablonowe, jedyne w swoim rodzaju - dzięki czemu mam pewność (lub prawie pewność), że nie spotkam na ulicy swojej wiernej kopii, "siostry ksero", osoby ubranej w identyczną sukienkę czy płaszcz (a niestety zdarzało się to dość często kiedy kupowałam jeszcze głównie w centrach handlowych, gdzie wszystkie rzeczy z danej kolekcji są do siebie bliźniaczo podobne, przekalkowane i powielone w setkach egzemplarzy). 

6. W niektórych second handach mogę pozbyć się swoich starych ubrań i powymieniać je na inne - to akurat inicjatywa dość świeża w mojej okolicy, wprowadzona na razie przez dwa szmateksy w pobliskim mieście. Coś na wzór popularnych SWAP-ów, dzięki którym można zrobić sobie miejsce we własnej garderobie, jednocześnie zaopatrując ją w to, czego akurat potrzebujemy i pilnie poszukujemy - szybko, łatwo i BEZGOTÓWKOWO.


Oczywiście nie zamierzam tym postem nakłaniać nikogo za wszelką cenę do zmiany nawyków zakupowych; tym bardziej, że wiele osób - w tym mój kochany Małż - nastawionych jest do szmateksów nadal bardzo sceptycznie lub wręcz wrogo. (Tylko ciekawe dlaczego potem tak bardzo chwali i komplementuje nabyte tam kiecki, kiedy już je wypiorę, wymrożę w zamrażarce i na sobie zaprezentuję? ;) )

Ale gdyby któraś z Was jednak dała się przekonać to gwarantuję, że do wyszukiwania tzw. "perełek" wcale nie trzeba mieć jakiegoś wielkiego daru i talentu (jak to już nie raz słyszałam od niektórych dziewczyn). Wystarczy po prostu odwiedzać właściwe miejsca:
  • second handy "ekskluzywne", niewielkie i kameralne, stylizowane na wzór butików i prowadzone najczęściej przez jakąś modową pasjonatkę (tyle, że w nich każda sztuka odzieży jest przeważnie wyceniona, a nie na wagę - i w związku z tym sporo droższa); 
  • second-handy sieciowe, mające swoje punkty w całym kraju, sprowadzające rzeczy z Anglii, Skandynawii czy Stanów, posiadające w swojej ofercie poza odzieżą i galanterią też (często nowe) zabawki, książki, płyty CD i DVD. 
Ze swojej strony polecam te poniżej i...
czekam na Wasze opinie w tym temacie :)