niedziela, 21 czerwca 2020

Nauczanie zdalne - spostrzeżenia, refleksje, plusy i minusy...

Jak wiadomo, od 25 marca 2020 szkoły miały formalny obowiązek zdalnego nauczania w związku z pandemią koronawirusa. Zdania na ten temat od samego początku były bardzo podzielone, atmosfera podgrzana do czerwoności, a internetowe dyskusje niejednokrotnie niosły ze sobą falę hejtu, wyzwisk i wzajemnego obrzucania się błotem.  

Wielu nauczycieli skarżyło się, że praca zdalna oraz cała związana z nią papierologia zajmuje im zdecydowanie więcej czasu, niż prowadzenie lekcji w normalnym trybie. Niektórzy rodzice narzekali z kolei, że nagle z dnia na dzień muszą stać się pedagogami dla własnych dzieci i pracować na dwóch różnych etatach - choć za jeden z nich nikt im przecież nie płaci. 

Dzieci również nie miały lekko: zostały totalnie "wyrwane z kontekstu", ze swojej codziennej rutyny i dobrze znanej rzeczywistości, pozbawione kontaktu z rówieśnikami oraz postawione przed wieloma nowymi wyzwaniami, których jeszcze kilka miesięcy wcześniej nikt by się przecież nie spodziewał...

nauczanie zdalne - edukacja domowa - nauczanie online - nauczanie w domu - koronawirus - koniec roku szkolnego 2020 - nauczanie zdalne plusy i minusy - pandemia
foto: www.pixabay.com/congerdesign

Nauczanie zdalne - z naszej perspektywy. 

Jeśli chodzi o nas - uczenie Bąbla w domu to nasz chleb powszedni, niezależnie od całej obecnej sytuacji epidemiologicznej. Poprzedni rok w przedszkolu Junior też w bardzo dużej mierze przechorował, więc sporo tematów przerabialiśmy po prostu we własnym zakresie. Można powiedzieć, że jesteśmy do tego już przyzwyczajeni i że te trzy dodatkowe miesiące nie sprawiły nam jakiejś wielkiej różnicy (do tego stopnia, że wręcz coraz poważniej zaczynam zastanawiać się nad zupełnie dobrowolną i niewymuszoną, oficjalną kontynuacją edukacji domowej)...

Dzięki zdalnemu nauczaniu spędzamy jeszcze więcej czasu razem, jestem w stanie uważniej obserwować moje dziecko i "podciągnąć" jego ewentualne braki. Dodatkowo w ciągu ostatnich kilku miesięcy nie towarzyszył nam nawet najlżejszy katar czy przeziębienie, ponieważ mamy kontakt wyłącznie z dziećmi na naszym własnym, dobrze znanym "podwórku" - a nie z dużym przedszkolnym skupiskiem, do którego często przyprowadza się te chore, kaszlące i z zielonymi glutami wiszącymi do samego pasa...

ALE prawda jest taka, że akurat nasza rodzina na ten moment może sobie na to pozwolić - ponieważ ja już od kilku lat realizuję swoje zlecenia i dzieła "na odległość" i na tak zwanym freelansie nie dotyczą mnie ani określone godziny pracy, ani obowiązek jej świadczenia w konkretnym miejscu...

Niesamowicie współczuję natomiast wszystkim, którzy rzeczywiście mają w tej chwili przysłowiowy nóż na gardle - i muszą albo posłać swoje pociechy do przedszkola w warunkach zaostrzonego reżimu sanitarnego, albo dwoić się i troić, by w tych nietypowych okolicznościach pogodzić ze sobą pracę na etacie, zdalne nauczanie oraz dziesiątki innych, codziennych spraw. 

nauczanie zdalne - edukacja domowa - nauczanie online - nauczanie w domu - koronawirus - koniec roku szkolnego 2020 - nauczanie zdalne plusy i minusy - pandemia
foto: pixabay.com/congerdesign

Czy nauczanie zdalne faktycznie można nazwać "nauczaniem"

Moim zdaniem, niekoniecznie. U nas polegało ono na tym, że raz w tygodniu na internetowej stronie przedszkola pojawiał się kolejny plik z tematami zajęć, propozycjami zabaw i prac plastycznych. Z jednej strony niesamowicie cieszę się, że nikt nie wpadł na pomysł regularnych chatów, live'ów czy wideokonferencji - bo przecież nie każdy rodzic może być z dzieckiem przy komputerze o narzuconej odgórnie, ściśle określonej porze. Z drugiej strony - nauczanie pozbawione elementu interakcji pomiędzy uczniem a nauczycielem to w gruncie rzeczy fikcja, sprowadzająca się do jednego wielkiego "zadania domowego" i ze swoją pierwotną ideą nie mająca de facto zbyt wiele wspólnego...

Nauczanie zdalne, a wykluczenie edukacyjne  

Patrząc szerzej: zastanawiam się, ilu uczniów faktycznie realizowało swój szkolny program, a ilu po prostu "wypadło z obiegu" i znalazło się niejako poza systemem oświaty. W sprawie tego typu przypadków alarmował między innymi Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, a w samej Warszawie nauczyciele stracili kontakt z około 600 dziećmi, objętymi obowiązkiem szkolnym...

Trzeba też pamiętać o uczniach z rodzin ubogich (którzy często nie mają w domu dostępu do internetu,komputera czy nawet podstawowych artykułów plastycznych i papierniczych) oraz o dzieciach wychowywanych w środowiskach patologicznych (w obliczu koronawirusa szczególnie narażonych na przemoc, agresję i przebywanie ze swoimi oprawcami pod jednym dachem). Pobyt w szkole czy przedszkolu niejednokrotnie był dla takich dzieci jedyną odskocznią od domowych problemów, jedyną szansą na względną "normalność" czy chociażby na zjedzenie jednego ciepłego posiłku w ciągu dnia... Zdaje się, że to właśnie tych dwóch grup wykluczenie edukacyjne dotyczy najbardziej - i będzie postępowało w zastraszającym tempie, jeżeli od września znowu czeka nas nauka zdalna (co jest w sumie dość realne, wedle wszelkich najświeższych prognoz).

Poza tym, sam fakt uczęszczania do placówki wiąże się bardzo często z dodatkową terapią logopedyczną, pedagogiczną czy psychologiczną. W obecnej sytuacji spora część dzieci została tego typu świadczeń zwyczajnie pozbawiona - co może w bardzo dużym stopniu zaważyć na ich dalszym funkcjonowaniu i ogólnym rozwoju. (Nie oszukujmy się - nie każdego rodzica stać na prywatną terapię i nie każdy rodzic w ogóle wpadnie na pomysł, by się o taką terapię w jakikolwiek sposób postarać...)
  
nauczanie zdalne - edukacja domowa - nauczanie online - nauczanie w domu - koronawirus - koniec roku szkolnego 2020 - nauczanie zdalne plusy i minusy - pandemia
foto: pixabay.com/congerdesign

 Dlatego też - o ile nam osobiście nauczanie zdalne jakoś zbyt mocno nie dopiekło 
i nie postawiło naszego życia rodzinnego czy zawodowego do góry nogami - 
to i tak jestem mocno zatroskana kierunkiem, w jakim to wszystko zmierza,
a także bardzo ciekawa Waszego zdania na ten temat!

 Co sądzicie o zdalnym nauczaniu oraz jak sobie z nim radziliście? 
Czy Wasze dzieci wróciły do przedszkola, kiedy częściowo zniesiono obostrzenia? 

Jak zapatrujecie się na kolejne miesiące?
Jakie są dla Was plusy oraz minusy obecnej sytuacji?

38 komentarzy:

  1. Jak wszystko w życiu - są wady i zalety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne - w życiu nic nie jest tylko czarne lub tylko białe :)

      Usuń
  2. Ja uważam, że dziecku potrzebny jest kontakt z rówieśnikami w tak zwanej zorganizowanej grupie społecznej, dlatego jestem przeciwniczka nauczania domowego - ale to moje osobiste zdanie i nikogo nie zmuszam, aby je podzielał :) z moich doświadczeń wynika, że dzieci bardzo dużo biorą od siebie nawzajem, jeśli chodzi o rozwój społeczny i emocjonalny. Tego nie da się zastąpić nauka zdalną ani indywidualną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko prawda gdyby nie tp, ze szkoly juz nigdy nie wroca do 'normalnosci' i o socjalizowaniu sie dzieci mozna zapomniec. Nie wiemy do konca jak beda funkcjonowaly szkoly od wrzesnia, ale nie zapowiada sie na wspolne bieganie na przerwach czy siedzenie w tej samej lawce. . Poza tym homeschooling nie onacza, ze dziecko nie ma kontaktu z rowiesnikami czy innymi dziecmi
      Sa zajecia pozalekcyjne, sa kluby mam, ktore nauczaja z domu i spotykaja sie co tydzien z dziecmi w jakims miejscu, by przebywaly miedzy soba.

      Usuń
    2. Powiem Wam szczerze, że moim zdaniem ta przedszkolna i szkolna socjalizacja jest czasami mocno przereklamowana - a wzorce jakie wynosi się od rówieśników bywają różne (nie zawsze dobre). W homeschoolingu podoba mi się to, że dziecko ma kontakt z rówieśnikami, z którymi naprawdę chce go mieć - a nie z tymi, z którymi musi (ze względu na odgórne przypisanie do tej samej grupy czy klasy). Sama widzę po naszym Bąblu, że teraz ma np. o wiele lepsze relacje z dziećmi, niż będąc w przedszkolu - bo jest to fajna i zgrana wąska grupa, którą polubił i z którą nadaje na tych samych falach. W dużej grupie przedszkolnej tego zżycia nie dostrzegałam, a i on też często się skarżył. Ostatecznie jeszcze nie wiem, jakie decyzje zapadną - ale na pewno będziemy się kierowali Jego dobrem i będzie uczestniczył w ich podejmowaniu razem z nami.

      Usuń
    3. Bardzo dużo zależy od samego dziecka, każde inaczej się rozwija i inne ma potrzeby, jedne uwielbiają, kiedy otoczone są dziećmi, inne pomimo starań personelu przedszkola nie odnajdują się w grupie, a wówczas godziny spędzone w przedszkolu są dla nich pewną traumą. Uważam, że trzeba po prostu sprawdzić rozwiązania, które wydają się nam najlepsze dla dziecka, jeśli się nie sprawdzą, czegoś będzie brakować, wówczas można popracować nad uzupełnieniem luk.

      Usuń
  3. Ja przez te trzy miesiace stwierdzilam, ze bez szkoly mozna zyc. Moich synow nauczyciel wysylal co tydzien bezsensowne zestawy zadan, ktore trzeba bylo ladowac na specjalnie stworzonej platformie. Nie popieram zdalnego nauczania, nie zgodzilam sie na wykonywanie zadan domowych na komputerze, poniewaz nie jestem fanka komunikacji elektronicznej kiedy chodzi o dzieci, wiec robilam lekcje z nimi. Dojrzalam do decyzji, ze w przyszlym roku moi chlopcy nie wroca do szkoly i zlozylam podanie o homeschooling. Nie wiem jak w Polscd, ale w Irlandii kazdy rodzic/prawny opiekun moze zostac nauczycielem wlasnego dziecka, bez kompetencji i odpowidniego wyksztalcenia. Jedyne co musi to spelniac miniumum czyli poswiecic swoj czas i energie do nauki dla dziecka. Dzieki lockdown spedzilam cudowne chwile blizej swoich dzieci. Mozemy razem pez presji i wyscigu szczurow poznawac i uczyc sie nowych rzeczy z przyjemnoscia i radoscia. Ciesze sie, ze Wam tez dobrze bylo uczyc sie z domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie godziny spędzone przed komputerem też przerażają, bo również ograniczamy elektronikę do minimum i gapienie się w monitor kompletnie nie pasuje do naszych dotychczasowych rodzinnych aktywności. Na szczęście na tym etapie jeszcze nie musieliśmy tego robić - ale na przyszłość taka opcja mocno mnie niepokoi.

      Usuń
  4. U nas widac bardzo tesknote córek za rówieśnikami, ciesza się ze są ze mną..ale jednak koleżanki to koleżanki. Osobiście u nas to wszytsko wywróciło do góry nogami nasze plany.Zaczęłam prace i niestety musiałam z niej zerzygnowac bo nie miałam komu dzieci do opiewki dać. Jak dla mnie to jest wiele więcej minusów niz plusów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie mi przykro, że musiałaś zrezygnować z pracy :( Masz rację, że nie zawsze da się to wszystko ze sobą pogodzić. A odnośnie tęsknoty za rówieśnikami - u nas teraz jest fajny kontakt z wąską grupą kolegów i widzę, że takie rozwiązanie bardzo Bąblowi pasuje. Wszystko chyba zależy od konkretnego dziecka, jego potrzeb i charakteru.

      Usuń
  5. Moja córka chodzi do zerówki przedszkolnej. Odkąd jest pandemia, siedzi w domu. Dostajemy maile z przedszkola średnio raz w tygodniu plus mamy grupę na fb, gdzie pani podrzuca prace. Przedszkole, zerówka, wydaje mi się, że to luzik, ale jeśli zdalne nauczanie będzie od wrześnie w pierwszej klasie, to chyba osiwieję, bo najzwyczajniej w świecie brakuje mi cierpliwości. Cieszę się, że moje dziecko dobrze liczy i płynnie czyta, chociaż o tyle będziemy mieć łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, że na etapie przedszkola czy zerówki na pewno jest łatwiej, niż w póżniejszych klasach. Nam po głowie chodzi jeszcze ED + szkoła demokratyczna (niesystemowa). Problem w tym, że w naszej okolicy nie ma ich zbyt wielu i rakie rozwiązanie wiązałoby się z dość dalekimi dojazdami (męczące i dla nas, i dla synka). Zobaczymy, jak się sprawy potoczą...

      Usuń
  6. ... wydaje mi się, że większość dzieci nie jest zadowolona z nauczania zdalnego, nie jest na nie gotowa ... w końcu szkoła to w dużej mierze przyjaźnie, a nie tylko nauka ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to bardzo indywidualna kwestia. Znam dzieci, którym faktycznie brakuje szkoły czy przedszkola - ale również takie, którym szkoła mocno podcina skrzydła i w nauczaniu zdalnym/edukacji domowej funkcjonują o wiele lepiej (żadna z tych opcji nie wyklucza kontaktu z rówieśnikami - można go mieć również poza szkołą).

      Usuń
  7. Mam syna w szkolnej zerówce. Szkoła dość dobrze poradziła sobie ze zdalnym nauczaniem, co dziennie mieliśmy kontakt z wychowawcą przez zooma + dwie lekcje angielskiego w tygodniu w ten sposób + reszta zadań do wykonania samodzielnie w domu. Do tego raz w tygodniu indywidualne konsultacje. Spokojnie ogarnialiśmy w dwie – trzy godziny. To duży plus edukacji domowej/zdalnego nauczania – opanowanie materiału zajmuje dużo mniej czasu niż w szkole gdzie nauczyciel musi podzielić uwagę na kilkanaście albo i więcej dzieci. Kolejny plus – nie jesteśmy ograniczeni feriami szkolnymi i wakacjami co znaczenie zwiększa możliwości podróżnicze.

    Ale jak już ktoś zauważył szkoła to nie tylko nauka tylko przede wszystkim relacje i nauka funkcjonowania w grupie. Widzę, że bez tego pewne umiejętności społeczne związane choćby z cywilizowanym wyrażaniem negatywnych emocji, radzeniem sobie z porażką itp. na nauczaniu zdalnym mocno ucierpiały i syn w pierwszym możliwym momencie do szkoły wrócił ku radości jego i nas.

    Nie porównywałabym tak łatwo relacji rówieśniczych nawiązywanych w ramach homeschooling i zwykłej szkoły. W tym pierwszym przypadku spotykamy się z wyselekcjonowanymi dziećmi, których rodzice zazwyczaj podzielają nasz system wartości, nadajemy na tych samych falach, ogólnie się lubimy i tworzymy kółko wzajemnej adoracji. Szkoła uczy w tym względzie dużo więcej – dzieci są różne – jedne lubimy bardziej, inne mniej, jedni nas lubią bardziej a inni mniej (i trzeba sobie z tym radzić). Ze szkoły nie zawsze przynosi się dobre wzorce i z tym też trzeba sobie radzić – zarówno rodzice jak i dzieci. W życiu nie spotykamy się tylko z osobami, które lubimy, które nas lubią i które podzielają/szanują nasz system wartości.

    W szkole są dzieci utalentowane w różnych kierunkach. Zuzia ładnie rysuje ale słabo gra w piłkę, Krzyś super liczy ale gorzej czyta, Maks super gra w piłkę ale nauka języków obcych to dla niego duży wysiłek. Na zajęciach dodatkowych spotykamy się już z grupą dzieci, która zazwyczaj interesuje się danym tematem i być może przejawia jakieś talenty w tym zakresie. Powstaje wtedy mylne wrażenie, że każdy jest geniuszem. Trudno zaobserwować, że właściwie nikt nie jest geniuszem i każdy ma jakiś obszar, w którym jest słabszy.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym troszke polenizowala z twoja wypowiedzia, chociaz kazdy ma prawo do swojej opinii. Nauka w szkole ma swoje plusy i minusy i na pewni socjalizacja z roznymi dziecmi jest jej glownym aspektem aczkolwiek nie zapominajmy, ze szkolaoraz nasze socjalne zycie zostalo zaburzone od kiedy na swiecie pojawil sie Covid i w co niektorych krajach szkola to cztery mury, wlasne biurko, cogodzinne mycie rak i sprawdzanie temperatury. Nie wiemy jak ta sytuacja wplynie na psychike dzieci, ktore zamiast cieszyc sie swoimi rowniesnikami, bedzie balo sie pozyczyc kretke nie mowiac juz w zabawe w gonianego. Wiec nasze wyobrazenie o szkole zmieni sie i dlatego ja np zdecydowalam sie na nauczanie z domu. Moi synowie socjalizuja sie z sasiadami, z moimi dziecmi znajomymi, chodzili na basen, pilke nozna i zajecia artystyczne, gdzie moga miec kontakt z plcia przeciwna. Chyba wole 'kontrolowana grupe dzieci'. Ja ze szkoly nie pamietam nic, oprocz tego, ze sie wiecznie stresowalam. Jeden wielki lek, milion zadan i kontrolowane myslenie.

      Usuń
    2. https://youtu.be/XnPaz5e-uD8
      Fajne wytlumaczenie sensu szkolnictwa dla zainteresowanych.

      Usuń
    3. Miniu, mam ze szkoły podobne wspomnienia - mimo że byłam wzorową uczennicą, miałam niemal same piątki i wszystko zdawałam śpiewająco. Ale mimo to chyba do końca będę pamiętać gulę w gardle i ucisk w żołądku przed lekcjami z niektórymi nauczycielami, którzy wyładowywali na uczniach swoje frustracje i ewidentnie minęli się z powołaniem. Co jeszcze pamiętam? Zachowania przemocowe wśród dzieci, wyzwiska, potajemne popalanie papierosów i picie alkoholu w toaletach przez starsze roczniki, wyśmiewanie się z osób biedniejszych, gorzej ubranych...Mogłabym tak długo wymieniać - ale generalnie są to rzeczy, przed którymi wolałabym uchronić mojego synka. I z jednej strony wiem, że dziecka nie da się zamknąć pod kloszem - a z drugiej kiedy słyszę i czytam o akcjach, jakie obecnie mają w szkołach miejsce (zwłaszcza chodzi mi o gnębienie jednych uczniów przez drugich do tego stopnia, że aż dochodzi do samobójstw na tym tle) to niestety obraz polskiej szkoły nie wygląda dla mnie ani trochę zachęcająco. Do tego jeszcze skostniały sposób przekazywania wiedzy, który w wielu przypadkach nie zmienił się od kilkudziesięciu lat, mnóstwo niepotrzebnej teorii, zakuwania regułek na pamięć... - to wszystko mnie strasznie odrzuca. Jestem w tej chwili w kontakcie z założycielami autorskiej szkoły niesystemowej, bazującej na fińskim modelu edukacji - chyba umówię się z nimi na wstępną rozmowę, bo bardzo mnie ciekawią ich metody i założenia.

      Usuń
    4. Przykro mi dziewczyny, że macie słabe skojarzenia ze szkołą na podstawie swoich doświadczeń ale pytanie czy warto te lęki i uprzedzenia przenosić na dzieci? Pytanie też jak długo będziecie w stanie funkcjonować w modelu home schoolingu w zakresie merytorycznym. Edukację początkową ogarnie średnio rozgarnięty rodzic, na język obcy można chodzić gdzieś na zewnątrz. Pytanie kiedy przestaniecie sobie radzić z przedmiotami ścisłymi (jeśli jesteście typem humanistycznym) albo z humanistycznymi (jeśli jesteście typem ścisłym)? Ostatecznie nawet home schooling podlega jakiejś tam formie sprawdzenia wiedzy na koniec roku przez szkolną komisję.
      Ja widzę jeszcze jedno wyzwanie takiej formy edukacji – zachowanie balansu pomiędzy tym co dziecko interesuje a innymi umiejętnościami, które też są ważne. Patrząc na moje podwórko – syn jest zdecydowanie bardziej uzdolniony matematycznie-sportowo. Czyta ale nie jest to jego ulubione zajęcie (chyba że my mu czytamy). Jeszcze gorzej z pisaniem. Obawiam się, że w modelu domowym być może super rozwinęlibyśmy się matematycznie ale czytelniczo by leżał nie mówiąc już o jakimś kanonie lektur (bo jak na razie gust czytelniczy, jak na 7-latka miewa specyficzny). Pisanie literek byłoby dla nas koszmarem. O dłuższych formach myślę z przerażeniem. Bardziej sformalizowana edukacja wymusza tutaj większy balans.

      Druga moja obawa – tendencja rodzica do narzucania własnych zainteresowań(nie koniecznie musi to być uświadomione). Lubimy malarstwo, sztuki piękne – chodzimy z dzieckiem po muzeach, koncertach, oglądamy albumy, rysujemy, lepimy z gliny, plumkamy na domowym pianinie itp. – fajnie spędzamy czas (i dziecko pewnie nawet to lubi). Ale nie lubimy sportu więc nie chce nam się kopać piłki, pograć w badmintona, pójść na basen i przez to być może nigdy nie odkryjemy drzemiącego w dziecku sportowego talentu…

      Mi się wydaje, że warto poszukać dobrej szkoły (idealnej nie ma) – takiej która odpowiada nam jako rodzicom, i w której dziecko dobrze się czuje (wiadomo z góry tego nie wiemy ale warto dać sobie i dziecku szansę). Wybór teraz jest bardzo duży. A jak dziecko nie może się wpasować w ramy sformalizowanej edukacji przejść na domowe nauczanie.

      Usuń
    5. Właśnie dlatego rozważam też szkołę alternatywną/wolnościową/funkcjonującą poza systemem. Bez tradycyjnych zadań domowych, bez długich godzin spędzonych w ławce, z mnóstwem kreatywnych zajęć i nauką metodą projektową. Tylko egzaminy zdaje się wtedy w oficjalnej placówce, przed komisją - natomiast cała nauka odbywa się w domu + w kameralnych, kilkuosobowych grupach.

      Usuń
  8. Fajny tekst. Widzę, że stał się pretekstem do fajnej merytorycznej dyskusji. Mnie temat nie dotyczy, ale fajnie poczytać interesujące komentarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też te komentarze bardzo cieszą i inspirują, bo dają spojrzenie z wielu różnych perspektyw.

      Usuń
  9. Mój Syn to bardzo społeczne Dziecko i izolacja źle na Niego wpłynęła. Ale edukacyjnie jesteśmy bardzo do przodu. Czyli w placówce coś szwankuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei odnoszę wrażenie,że naszemu teraz łatwiej znależć wspólny język z dziećmi - bo lepiej funkcjonuje w małych grupach. Edukacyjnie też podgoniliśmy, także u nas plusy przeważają nad minusami.

      Usuń
    2. U mnie jedno dziecko fantastycznie się odnalazło w nowej formule nauczania, która siłą rzeczy została nam narzucona, natomiast drugie zupełnie zgubiło rytm nauki, nie ogarniało dodatkowych obowiązków, wypadło z terminarza, co przeniosło się na spadek ocen.

      Usuń
  10. Moje dziecko dopiero chodzi do najmłodszej grupy w przedszkolu. A właściwie to tam bywał... Nasze przedszkole praktycznie w ogóle (w moim odczuciu) nie realizowało zajęć zdalnie z dziećmi. Nie dostawaliśmy nic na maila ani inną bezpośrednią drogą. Jedynie raz w tygodniu wrzucali coś na stronę internetową. Było to trochę smutne. Szczególnie jak czytałam o innych placówkach które robiły to lepiej. Więc nauczanie domowe w ogóle nas nie dotyczyło, nawet w formie zabaw. Sami organizowaliśmy je w domu. Jednak widzę, że synkowi bardzo brakuje dzieci i grupy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wy akurat jesteście tak zaangażowani i kreatywni, że na pewno świetnie sobie poradziliście we własnym zakresie. Z drugiej strony bardzo przykre, że przedszkole nie stanęło na wysokości zadania - w końcu nauczyciele za ten okres otrzymują swoje pensje, a w takich przypadkach wychodzi na to, że dostają pieniądze praktycznie za "nicnierobienie"...

      Usuń
  11. Ja Karolina jestem przerażona jeśli nie wrócimy do szkoły od września a na to sie zanosi. U nas to totalna olewka jak bym nie siedziała nad Młody to sam nic by znie zrobił. U nas zdalne lekcje polegaja na tym za rano na platformie mamy spis co mamy zrobic w danym dniu. Ja sie nie nadaje do tlumaczenia za nerwowa jestem.... Ale i tak lepiej mi to wychodzi niz W. Wieczny stres i krzyk. Nie tak to powinno wygladac. Inne szkoly maja z panią lekcje niestety nie my....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli tak jak pisałam - jedno wielkie zadanie domowe dla dziecka i rodzica... :( O ile jeszcze w przedszkolu rozumiem, że spokojnie można ogarnąć jakieś wierszyki, piosenki, zabawy ruchowe czy prace plastyczne - o tyle już w sytuacji większej ilości przedmiotów i obszernego materiału do przerobienia to musi być znacznie twardszy orzech do zgryzienia.

      Usuń
  12. zgadzam się z Tobą, moje dzieciaki też są w domu i razem realizowaliśmy różne tematy, było różnie, ale jakoś bez tragedii, dla nich to, co teraz stało się rutyną i dobrze się z tym mają ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też gładko weszliśmy w nowy rytm, ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu rodzin jest to bardzo problematyczne. Nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na rozwój wydarzeń - ale na razie (jeśli chodzi o podejmowane "na szczycie" decyzje) paradoks goni paradoks.

      Usuń
  13. Mam dzieci w edukacji domowej- jednak tworzymy grupe nauczania domowego i dzieci maja lekcje, wycieczki itd...widze w szkole duzo plusow i minusow. moja corka bardzo chce byc w szkole- chce grupe i juz, moj syn chce sie uczyc w domu. Dzieci sa rozne- jednakze patrzac na dzieci ktore wychowaly sie w edukacji domowej widze ze sa silniejsze psychicznie i bardziej swiadome wlasnych wyborow. Jest w nich wiecej rozumnego podejscia do zycia i zrozumienia granic, maja tez lepszy kontakt z rodzina. To mocno przemawia za. Obecnie tez nie wiem co robic. Chetnie bym dziecko dala do szkoly bo to latwiejsze ale ...no wlasnie ja pracuje w szkole.i wiem o tych minusach...trudne rozwazania...chyba jednak edukacja domowa

    OdpowiedzUsuń
  14. Nauczanie zdalne to temat rzeka. U mas akurat sprawdziło się z kilku względów. Pozwoliło mi wyłapać pewne problemy na które nauczyciele nie zwracali uwagi. Moje dziecko jest bardzo pozytywnie nastawione do nauki zdalnej, bo wypracowaliśmy system. A we wrześniu cóż póki co najważniejsze jest zdrowie

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak wszystko ma swoje plusy i minusy ale na pewno dla rodziców to męczące

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mam małych już dzieci, ale widzę,że problemów z tym związanych było sporo i jest...

    OdpowiedzUsuń
  17. Niestety nie wszystcy pracują na freelansie i wiem od znajomych, że nauczanie zdalne było totalną klapą. Wielu rodziców miotało się między uczeniem dzieci a pracą. Niektórzy nauczyciele sobie olewali sprawę, wysyłając jedynie tematy do przyswojenia (to nie jest hejt, sama jestem nauczycielką i po prostu stwierdzam fakt). Poza tym wiele dzieci po prostu tęskniło za kolegami. Jak dla mnie więcej minusów niż plusów.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja się cieszyłam, że moje dzieci miały tylko zajęcia przedszkolne, bo jakby to była szkoła, to bym chyba się wykończyła.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nasza szkoła prowadziła regularne lekcje online. Nie mam poczucia, że córka zmarnowała te trzy miesiące. Przeciwnie, bardzo wiele się nauczyła. Jeśli nadal miałabym pracować zdalnie, to nie miałabym nic przeciwko temu, żeby od września lekcje nadal były prowadzone online:)
    Wiem jednak, że jesteśmy wyjątkiem i wielu szkołach sytuacja tak różowa nie była.

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)