Staram się nie oglądać telewizji (bo i po co się denerwować?) - ale najnowszy spot przygotowany na zlecenie Ministerstwa Zdrowia wynurzył się do mnie z czeluści internetu. Pewnie miało być zabawnie, uroczo (bo przecież króliczki to takie sympatyczne zwierzątka) i zachęcająco do zdrowego trybu życia. Niestety, wyszło jak zwykle - czyli głupio, żenująco i obraźliwie...
Zanim zacznę się na dobre rozkręcać -
obejrzyjcie sobie, o jaki spot konkretnie chodzi.
I co Wy na to ? Ja przyznam szczerze, że po pierwszym seansie po prostu nie mogłam uwierzyć własnym oczom i uszom. Po kolejnych natomiast jedyną słuszną reakcją wydawało mi się przywalenie sobie solidnego facepalma w sam środek czoła - albo zmówienie modlitwy za zdrowie psychiczne polityków i ich marketingowców, by już nigdy więcej nie zaserwowali Polakom takiej pożałowania godnej pseudokampanii.
Sporo tu na blogu piszę o dystansie. O dystansie do świata, do samej siebie, nawet i do swojej niepłodności czy innych życiowych, niezbyt przyjemnych faktów. Naprawdę wiele rzeczy potrafię przyjąć na klatę, potraktować z humorem i z przymrużeniem oka. Ale sorry - jakoś nie jestem w stanie zdobyć się na dystans wobec ludzi rządzących tym krajem, którzy porównują nasze społeczeństwo do królików i obrażają w ten sposób nie tylko osoby niepłodne, lecz i (w moim odczuciu) ogół obywateli w wieku reprodukcyjnym.
![]() |
| www.aliexpress.com |
Dlaczego uważam, że obrażają ?
Już wyjaśniam.
Po pierwsze...Czy jest na sali ktoś, w kim wyrażenie "mnożyć się jak króliki" faktycznie budzi jakiekolwiek pozytywne, ciepłe i miłe skojarzenia? No raczej nie...Bardziej kojarzy się to z nierozważnym seksem na potęgę - byle jak, byle gdzie i byle z kim - a dodatkowo ze sprowadzeniem tego aktu do zwierzęcej, bezrefleksyjnej kopulacji, której nie towarzyszą żadne wyższe uczucia.
Odkąd tylko pamiętam - o mnożeniu się jak króliki najczęściej mówiono prześmiewczo i w odniesieniu do patologii, która rzeczywiście sobie tych dzieci bezmyślnie "naklepie" - a potem je karygodnie zaniedbuje i w sumie nie za bardzo wie, co powinna z nimi zrobić...Natomiast rodziny wielodzietne, które są bardzo odpowiedzialne oraz decydują się na dzieci i wychowują je w pełni świadomie - również sprowadza się w tym spocie do...króliczej familii.
Odkąd tylko pamiętam - o mnożeniu się jak króliki najczęściej mówiono prześmiewczo i w odniesieniu do patologii, która rzeczywiście sobie tych dzieci bezmyślnie "naklepie" - a potem je karygodnie zaniedbuje i w sumie nie za bardzo wie, co powinna z nimi zrobić...Natomiast rodziny wielodzietne, które są bardzo odpowiedzialne oraz decydują się na dzieci i wychowują je w pełni świadomie - również sprowadza się w tym spocie do...króliczej familii.
Po drugie...Patrząc na to z perspektywy osób niepłodnych spot sugeruje ewidentnie, że płodność lub jej brak zależy tylko i włącznie od nas i naszego trybu życia. Że wystarczy sobie wpierniczać marchewkę czy inne warzywka, aktywnie kicać po łące i "nie używać" zanadto - a już dzieci będą nam wyskakiwały jedno za drugim niczym...króliki z kapelusza. Tymczasem - to gówno prawda. Oczywiście w niektórych przypadkach tryb życia ma dla płodności spore znaczenie - ale równie często jest to kwestia zdrowotna zupełnie niezależna od nas i "złote rady" Ministerstwa są tak naprawdę o kant dupy rozbić.
Bardzo trafnie ubrali to w słowa przedstawiciele Stowarzyszenia Nasz Bocian,
których pozwolę sobie tutaj krótko zacytować:
"(...) dużo ruchu i zdrowe jedzenie, zgodnie ze współczesną wiedzą
medyczną, nie wpłynęły na udrożnienie jajowodów i usunięcie endometriozy
u matek tych dzieci, ani nie zwiększyły liczby i morfologii plemników
ich ojców. Natomiast prawdopodobnie poziom stresu u niepłodnych
pacjentów był w tamtych latach niższy, ponieważ Ministerstwo Zdrowia
wspierało leczenie niepłodności zgodnie z medycyną opartą na dowodach
(Evidence Based Medicine) i nie proponowało nam zamiast terapii
inspirowania się królikami, w przypadku których jeden samiec zapładnia
wiele samiczek, co słownikowo nie nazywa się „monogamią”, a w istocie
jest skakaniem z kwiatka na kwiatek, używając frazeologii kampanii zrealizowanej przez Ministerstwo Zdrowia (...)"
![]() |
| www.cio.co.ke |
Po trzecie...No właśnie, jest jeszcze hasło przewodnie kampanii, umieszczone na billboardach : "Nie skacz z kwiatka na kwiatek… bo prędzej dokicasz się lekarza niż króLicznej rodziny”. Pomijam już fakt, że sama gra słów rozkłada na łopatki i taka jest "prześmieszna" , że aż boki zrywać...Ale jeśli jakiemuś naszemu rodzimemu "mądrali" odpowiednie złącze w mózgu nie styknie we właściwym momencie to bez dwóch zdań uzna właśnie "skakanie z kwiatka na kwiatek" za jedną z głównych przyczyn niepłodności (sic!) - a stąd już bardzo blisko do stworzenia sobie w głowie obrazu niepłodnych jako rozwiązłych seksualnie, prowadzących szkodliwy tryb życia i w sumie samym sobie winnych.
(Czy
to moja nadinterpretacja? Nie sądzę. Zdziwilibyście się, jak często
takie poglądy nadal w naszym społeczeństwie funkcjonują - a ta pseudokampania Ministerstwa Zdrowia ma ogromne szanse w dalszym ciągu je pogłębiać).
Reasumując, żal tylko królików i pieniędzy wydanych na tak nieudolną kampanię.
A kosztowała ona - bagatela ! - 2,7 miliona złotych...

