Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyktatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyktatura. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 czerwca 2022

Książki dla dzieci o demokracji (i dyktaturze) - czyli jak wychowywać dziecko na świadomego Obywatela.

Pewnie słyszeliście już, że w najbliższym czasie zapowiadają się spore zmiany w szkolnictwie i podstawie programowej. Dotychczasowa wiedza o społeczeństwie ma zostać wyparta przez nowy przedmiot Historia i Teraźniejszość - będący zresztą inicjatywą ministra Czarnka, co już samo w sobie budzi w wielu środowiskach najróżniejsze obawy oraz skrajne emocje. Ja również, słysząc po raz pierwszy o planowanych modyfikacjach, od samego początku miałam wobec nich bardzo ambiwalentne odczucia. Przy okazji robienia researchu do tego wpisu trafiłam na wypowiedź pani Dyrektor Beaty Molik, którą pozwolę sobie tutaj zacytować:

"Z obecnej podstawy programowej wiedzy o społeczeństwie nie zostało prawie nic. Uczniowie nie dowiedzą się między innymi o tym, jak przestrzegać form demokracji, rozwijać w sobie postawy obywatelskie, rozpoznawać przypadki łamania praw człowieka, współpracować w grupie. Młody człowiek nie dowie się też, jak funkcjonują poszczególne instytucje życia publicznego i jak należy się z nimi komunikować w swoich sprawach oraz na jakich zasadach odbywa się proces socjalizacji. Nie ma ani słowa o skutkach nietolerancji i stygmatyzacji, o różnych metodach rozwiązywania konfliktów. Uczeń nie pozna systemu partyjnego obowiązującego w Polsce, zasad przeprowadzania wyborów i kampanii wyborczych, krytycznej analizy przekazów medialnych, czy przejawów patologii życia publicznego. Wiedza o społeczeństwie była niebezpieczna, bo kształciła świadomego, myślącego samodzielnie, młodego i aktywnego obywatela - dlatego postanowiono ją zlikwidować."

Wprawdzie przedmiot Historia i Teraźniejszość ma być realizowany dopiero w szkołach ponadpodstawowych - ale moim zdaniem postawy obywatelskie warto krzewić w dziecku już od najwcześniejszych lat życia. Postanowiłam zatem zebrać i zrecenzować dla Was kilka książek dla dzieci o demokracji (i dyktaturze) - dopóki jeszcze są w ogóle dostępne i nie zostały ocenzurowane czy też spalone na stosie.




"Myszolandia"
Wydawnictwo Kinderkulka  
tekst: Alice Mericourt
ilustracje: Ma Sanjin
stron: 32 / wiek: 4+
 
W Myszolandii  raz na 5 lat wszystkie myszy decydują, kto będzie rządził ich krajem - a ich wybór zawsze pada na wielkie, spasione CZARNE koty. Koty z kolei czują się coraz bardziej bezkarne i ustanawiają coraz to bardziej absurdalne prawa - uderzające w mysią godność, wolność oraz bezpieczeństwo. Życie myszy staje się zatem niezwykle trudne, a wręcz zagrożone - ponieważ niektóre wprowadzone przepisy zabraniają im chociażby...zbyt szybko biegać (by koty nie musiały wysilać się nadmiernie przy zdobywaniu śniadania). W związku z tym narasta w nich sprzeciw i wspólnie dochodzą do wniosku, że od tej pory będą głosowały wyłącznie na BIAŁE koty. Jak można się łatwo domyślić, ich sytuacja nadal pozostaje patowa. Białe koty są jeszcze bardziej okrutne, a w końcu dogadują się z czarnymi i zawiązują swoją kocią koalicję. Wszyscy buntownicy trafiają do więzienia - ale swoją niezłomnością, odwagą i walecznością wywierają ogromny wpływ na sposób myślenia całej mysiej społeczności...
 


 

"Myszolandia" to alegoryczna opowieść, która moim zdaniem bardzo celnie i dosadnie prezentuje nie tylko popisy wiodących partii politycznych w wielu krajach - ale również samą istotę władzy i demokracji. Książka została zainspirowana przemówieniem Tommy'ego Douglasa, wygłoszonym w Kanadzie w 1944 roku. Tommy wychował się w szkockiej robotniczej rodzinie, ale wspólnie z rodzicami wyemigrował właśnie do Kanady. Był tam świadkiem obywatelskich protestów, brutalnie tłumionych przez policję. Miało to niebagatelny wpływ na jego dalsze życie oraz karierę polityczną: zdecydował się wstąpić w szeregi partii socjalistycznej i został premierem kanadyjskiej prowincji Saskatchewan. O ile z niektórymi jego poglądami nie zgadzam się kompletnie, nawet w najmniejszym stopniu - o tyle akurat historię Myszolandii uważam za niezwykle trafioną, a jej przekaz za bardzo silny i skłaniający do refleksji.




 
Wydawnictwo Dwukropek
tekst: André Rodrigues, Larissa Ribeiro, Paula Desgualdo, Pedro Markun
ilustracje: Estúdio Rebimboca
stron: 48 / wiek: 4+ 
 
Wśród zwierząt narasta coraz większe niezadowolenie z autorytarnych i niesprawiedliwych rządów lwa. Czarę goryczy przelewa zawrócenie przez niego biegu rzeki tylko po to, by mógł wybudować sobie luksusowy basen. W całym lesie panuje straszna susza, poddani cierpią z pragnienia - a kiedy ich manifestacje nie przynoszą żadnych efektów, decydują się na przeprowadzenie kolejnych wyborów. Ostatecznie do rywalizacji o fotel prezydenta staje czterech kandydatów: Małpa, Leniwiec, Kobra oraz Lew, który za nic w świecie nie chce zrezygnować ze swojego stanowiska. Każdy z kandydatów przygotowuje swoje plakaty, przemówienia, udziela wywiadów, organizuje leśne wiece i prowadzi regularną kampanię wyborczą. Wszyscy biorą również udział w debacie, w której usiłują przekonać pozostałych mieszkańców lasu do swoich racji.
 
 



Książka w naprawdę czytelny i zabawny sposób pokazuje dziecku, na czym polegają wybory prezydenckie. Na końcu znajdziemy słowniczek z wyjaśnieniem najtrudniejszych pojęć odnoszących się bezpośrednio do polityki - takich jak "manifestacja", "urna", "kampania wyborcza", "wiec" czy "demokracja". Najmłodsi mają również możliwość wskazania własnego kandydata - ponieważ tak właśnie zrobiły dzieci, które zaproszono do współpracy przy tworzeniu tej publikacji w Sao Paulo i Florianopolis. Swego czasu zorganizowano tam pięć spotkań z małymi czytelnikami, w trakcie których wspólnie opracowano fabułę, sylwetki głównych bohaterów i przeprowadzono głosowanie wśród wszystkich zaproszonych gości. Książka będąca owocem tego eksperymentu uczy wielkiej odpowiedzialności za słowa, czyny oraz obietnice - a także dobitnie pokazuje, że każdy oddany głos się liczy i ma taką samą wartość.





Wydawnictwo Tako
tekst: Equipo Plantel
ilustracje: Mikel Casal
stron: 48 / wiek: 7+
 
 "Dyktatura jest jak dyktando. Jakiś pan mówi, co należy robić, i wszyscy to robią. Bo tak." Ludzie są posłuszni, inwigilowani i zastraszeni - a z tego strachu przestają myśleć samodzielnie, poddając się bezrefleksyjnie rozkazom wąskiej grupy politycznych elit. Dyktator manipuluje informacjami, fałszuje wyniki wyborów i dane statystyczne, uprawia swoją własną propagandę, stopniowo przejmuje władzę nad wojskiem, szkolnictwem i wymiarem sprawiedliwości. Z każdym dniem zagarnia dla siebie coraz większe bogactwa, wydaje potajemnie coraz bardziej absurdalne dekrety i ingeruje coraz głębiej w niemal każdą dziedzinę ludzkiego życia - ale nikt się nie skarży i nie protestuje w obawie przed grożącymi za to represjami. W końcu jednak dyktator umiera albo zostaje siłą odsunięty od władzy - i wtedy zaczyna się wolność (aż do momentu, kiedy na jego miejsce pojawi się następny...)





 
"Oto jest dyktatura" to jedna z czterech "Książek jutra", poruszających bardzo istotne zagadnienia związane ze współczesnym światem, społeczeństwem, demokracją i równouprawnieniem. Wprawdzie cała seria ukazała się w Hiszpanii w latach 1977-1978, ale jej tematyka nadal pozostaje bardzo aktualna - a to przepowiadane przełomowe "jutro" wcale nie różni się jakoś diametralnie od stanu rzeczy sprzed niemal pięćdziesięciu lat. Nadal istnieją na świecie monarchie absolutystyczne i reżimy nieparlamentarne, w których nie przeprowadza się wolnych wyborów. Są też państwa oficjalnie nieuznawane za dyktatury, ale tak naprawdę posiadające niemal wszystkie cechy autorytaryzmu. Nie szanuje się w nich praw człowieka, rządy nie działają w sposób transparentny i możliwy do rozliczenia przez obywateli, a wolność odbiera się powolutku i małymi kroczkami - zostawiając ludziom tylko częściowe swobody, których ubywa z każdym rokiem...

Ciekawostka: Według rankingu przygotowanego przez Wydział Nauk Politycznych szwedzkiego Uniwersytetu w Goteborgu, w ciągu ostatnich 10 lat Polska w najwyższym stopniu zmieniła swój wskaźnik liberalnej demokracji, najszybciej kierując się w stronę autorytaryzmu. Obecnie nasz kraj uznawany jest przez badaczy za tzw. "demokrację wadliwą". 




I jeszcze jedno ogłoszenie parafialne dla osób, które po każdym tekście natury politycznej 
wypisują do mnie, że "nawet na blog parentingowy wdarła się polityka"...

Otóż, polityka zawsze tu była i prawdopodobnie będzie. Z wykształcenia jestem magistrem Politologii, a działania rządzącej ekipy mają REALNY WPŁYW na życie moje, mojej rodziny i innych bliskich mi osób - więc nie znajduję żadnych powodów, dla których miałabym nie komentować ich zgodnie z własnymi przekonaniami. To, że mój blog jest z założenia parentingowy - nie oznacza, że będę pisała na nim tylko o zupkach, dziecięcych kupkach i "zimnej kawie". Tak, jak chyba każdy myślący człowiek, mam określone poglądy, sympatie oraz antypatie polityczne - i nie zamierzam robić z nich tematu tabu tylko po to, żeby sztucznie ocieplać swój internetowy wizerunek ;) Jeżeli szukacie tutaj wyłącznie matczynego "słodkopierdzenia" - to zdecydowanie trafiliście pod niewłaściwy adres.
____________________________
 
* Ten post pierwotnie miał dotyczyć tylko PiS-u i jego zaplanowanych reform. Biorąc pod uwagę aktualną sytuację na Ukrainie - nabiera jeszcze mocniejszego wydźwięku. Każda z tych książek pokazuje, czym jest dyktatura, jakie są mechanizmy jej działania i do czego mogą doprowadzić zapędy autorytarnej władzy - a obecnie niestety możemy obserwować to wszystko niemal "na żywo", tuż za naszą wschodnią granicą.
 

czwartek, 24 lutego 2022

"Mamo, co można zrobić, żeby nie było wojny?"

Był 24 lutego. Słoneczny i mroźny Tłusty Czwartek. Tato pojechał do sklepu z samego rana, żeby przywieźć nam świeże pączki. Kupił te z lukrem, marmoladą i bitą śmietaną. Mama wyjątkowo pozwoliła mi zjeść jednego na śniadanie - a potem poszliśmy całą klasą do ośrodka kultury, gdzie również częstowali nas pączkami.

Tego samego dnia na Ukrainie wybuchła wojna. Widziałem w telewizji jadące czołgi, lecące samoloty i płonące budynki. Kiedy ja oblizywałem przed telewizorem palce lepkie od lukru, na lotnisku w Kijowie mała dziewczynka w różowej kurtce siedziała na wypchanej walizce i czekała z rodzicami na samolot, żeby uciec jak najdalej od bomb i pocisków...

***

- Mamo, co można zrobić, żeby nie było wojny?
- Obawiam się, że my nic nie możemy zrobić - bo to niestety nie od nas zależy...
- A wiesz, jak wygląda flaga Ukrainy?
- Wiem, Skarbie...
- To może chociaż ją namaluję i będę nosił? Bo ja się na żadną wojnę nie zgadzam!

***

Tak sobie myślę, że jedyne, co możemy zrobić jako ludzkość - to wyciągać odpowiednie wnioski z historii, która lubi zataczać kręgi...Przekazywać następnym pokoleniom wiedzę o reżimach i dyktaturach - oraz o tym, do czego prowadzą.

"A zamiast uczyć dzieci, że wojna oznacza chwałę i bohaterstwo - należałoby je uczyć, że prawdziwą chwałą jest zapobieganie wojnie, a bohaterami ludzie, którzy potrafią tego dokonać. A nie ci, którzy ją wszczynają."

Bo inaczej będziemy jeszcze niejeden raz budzić się rano tak, jak dzisiaj - i stwierdzać z przerażeniem, że świat znów stał się jeszcze bardziej pojebanym miejscem. 

***

Jesteśmy myślami z Ukrainą. 
Możliwe, że potem przyjdzie kolej na nas. 
A świat nadal będzie bezczynnie stał i patrzył...