Patrząc na siebie w lustrze każdego dnia widzę osobę,
która nieuchronnie dryfuje w kierunku 30+ (to już za dwa miesiące!)
Coraz wyraźniej obwisam tu i ówdzie, coraz bardziej
się marszczę (mimicznie i nie tylko), a wieczorami siłę i chęci znajduję
najwyżej na szybki prysznic, mycie włosów i zębów, natomiast na bardziej
skomplikowane zabiegi pielęgnacyjne z czasów przed dzieckiem samozaparcia zdecydowanie
już mi nie wystarcza...
Bardzo często zdarza mi się spoglądać na świat okiem
zupełnie pozbawionym makijażu, mocno podsiniałym i podkrążonym po kolejnej
zarwanej nocy albo innym wielogodzinnym "kinderbalu". Dawniej nawet
śmieci nie wychodziłam wyrzucić nieumalowana - musiałam chociaż przeciągnąć
transparentnym błyszczykiem po ustach albo mascarą po rzęsach.
Włosy zwijam
zwykle w niedbały, zwichrowany kok na czubku głowy, a przemieszczam się po
naszym osiedlu i jego najbliższych okolicach w butach zupełnie płaskich i aseksualnych, legginsach i sportowej bluzie - z nieodłączną plamą kaszki,
marchewki albo sosu pomidorowego w centralnym punkcie ;)
***
No co tu dużo mówić - zapuściłam się trochę w tych
domowych pieleszach, zaniedbałam, pozwoliłam sobie od czasu do czasu i na
kilkucentymetrowy odrost, i na niewyregulowane brwi a'la Breżniew, i na
niewydepilowane łydki, które wypada jedynie ukryć w nogawkach starych
dżinsów...Bardzo tragicznie może ze mną nie jest, ale kiedy przeglądam swoje
zdjęcia sprzed jakichś 3-4 lat - to nie ma żadnego, absolutnie ŻADNEGO porównania...
W zasadzie mogłabym się z tym swoim nowym
"wizerunkiem" zaprzyjaźnić, a może nawet iść z nim na kebab, żeby
jeszcze dodatkowo wyhodować sobie nadprogramowe fałdki tłuszczu i cellulit
trzęsący się jak galaretka Dr. Oetkera.
W końcu jako istota ludzka wcale nie muszę wymagać od
siebie pełnej perfekcji, zajebistości i wyglądu jak z okładki Vogue'a.
To teraz przecież takie modne, by być "niedoskonałą" i miewać chwile
słabości - mogę więc spokojnie i bez wyrzutów sumienia odbywać w środku nocy
kolejne czekoladowe uczty, a wszystkie szpilki i eleganckie sukienki wrzucić do
kontenera z używaną odzieżą, by posłużyły komuś, kto jeszcze ma okazję z
nich korzystać ;)
Na szczęście zdarza mi się również trafić w
"internetach" na motywacje takie, jak ta...
...i one bardzo skutecznie przypominają mi, że poza byciem matką jestem też kobietą - i tak naprawdę chcę czuć się ładna i zadbana nawet w przyblokowej piaskownicy, choćby miał zobaczyć mnie tam tylko pies sąsiada spacerujący po skwerku i podlewający okoliczne drzewka !
Czas dać sobie porządnego kopa w tyłek, wziąć się wreszcie w garść i przestać szukać wymówek - żadna z nich nie jest wystarczająco dobra, by zupełnie zapomnieć o sobie, odstawić własne potrzeby na boczny tor i pozwolić im pokryć się grubą warstwą pajęczyn i kurzu...
A te chwile słabości? Pewnie nadal będą - ale niech pozostaną tylko CHWILAMI właśnie, a nie zjawiskiem najczęstszym tudzież permanentnym ;)
