Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak rozmawiać z dzieckiem o polityce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak rozmawiać z dzieckiem o polityce. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 listopada 2020

Nie zamierzam trzymać synka w informacyjnej bańce - czyli jak rozmawiać z dzieckiem o protestach i Strajku Kobiet?

Dzieci nie są głupie! Dużo widzą,jeszcze więcej słyszą - i doskonale zdają sobie sprawę, że "COŚ" się właśnie dzieje na ulicach ich miast. Niejednokrotnie w drodze ze szkoły czy z dodatkowych zajęć mijają manifestacje,dostrzegają symbole i transparenty wywieszone w oknach i na balkonach. Niejednokrotnie same biorą udział w protestach,towarzysząc rodzicom (choć to akurat kwestia bardzo sporna i odniosę się do niej w dalszej części mojego wpisu). Im są starsze - tym więcej rozumieją,tym bardziej zgłębiają temat,tym bardziej sprecyzowane mają poglądy i tym częściej opowiadają się po którejś ze stron. Im są starsze - tym dobitniej dociera do nich,że nie żyjemy w sielankowej krainie Troskliwych Misiów,a w naszym kraju nie panuje wszechobecna zgoda ani tolerancja dla cudzych przekonań... 

foto: www.lubin.pl

Jak rozmawiać z dzieckiem o aktualnych wydarzeniach?

Przede wszystkim uważam,że rozmowa z dzieckiem na takie tematy i wyjaśnianie mu tego typu kwestii powinna należeć wyłącznie do rodziców - a nie do dziadków,nauczycieli,katechetów czy jakichkolwiek innych postronnych osób,których poglądy mogą różnić się diametralnie od naszych i których wypowiedzi będzie potem trzeba "prostować". W końcu to my jako rodzice wychowujemy nasze dzieci w duchu określonych wartości - i choć bez wątpienia należy prezentować im różne punkty widzenia,różne postulaty oraz leżące po obu stronach argumenty, to na pewno nie w tonie uwłaczającym i dyskryminującym kogokolwiek!

Zdecydowanie warto dostosować słownictwo i długość naszych wypowiedzi do wieku dziecka - bo kilkuletni maluch z całą pewnością nie ogarnie wszystkich zawiłości prawnych ani politycznych niuansów. Czasami wystarczy po prostu zakomunikować,że ludzie wychodzą na ulice i protestują,ponieważ nie zgadzają się z nakazami osób rządzących naszym krajem - chcą zatem bronić swoich praw, mieć możliwość dokonywania wyboru i samodzielnego decydowania o swoim życiu. W trakcie rozmowy z dzieckiem można też posłużyć się literaturą - i w tym przypadku najbardziej stosowne będą książeczki o tolerancji i prawach człowieka czy też pozycje poruszające temat feminizmu i walki o równouprawnienie.

Dlaczego takie rozmowy są potrzebne? Ponieważ pozwalają dziecku na "oswojenie" całej tej sytuacji i lepsze zrozumienie realiów,w jakich przyszło nam żyć - a tym samym obniżają poziom lęku przed nieznanym. Oprócz tego pokazują,że w życiu każdego człowieka pojawiają się najróżniejsze emocje (również te negatywne) i zdecydowanie lepiej jest głośno o nich mówić czy wręcz je wykrzyczeć - niż tłamsić w sobie udając,że wszystko jest w porządku i że przecież nic takiego się nie dzieje!  

 ***

Jakich przykładowych komunikatów używamy w rozmowach z naszym Bąblem?

"Każdy ma prawo do wyrażania własnego zdania."

"Każdy ma prawo protestować i sprzeciwiać się,jeżeli zostanie źle i niesprawiedliwie potraktowany."

 "Im więcej osób protestuje przeciwko jakiejś decyzji i wyraża swoje niezadowolenie - 
tym większa szansa,że ta decyzja zostanie zmieniona."

"Protestując nie wolno wyrządzać nikomu krzywdy ani niczego niszczyć."

   Czy zabierać dziecko na manifestacje?

Przyznam szczerze, że tutaj sama mam bardzo mieszane uczucia. Nasz Bąbel był z nami na jednym takim proteście (o rozsądnej porze) - ale w trakcie nie wszystko potoczyło się tak,jak to sobie pierwotnie wyobrażaliśmy. W pewnym momencie emocje wzięły górę, zamiast sensownych postulatów pojawiło się zbyt wiele obelg i niecenzuralnych słów. Z jednej strony jest to dla mnie zrozumiałe - bo czara goryczy się przelała, "Annuszka już rozlała olej" i nastroje społeczne są takie, a nie inne. Z drugiej strony - chyba jednak lepiej,żeby dzieci nie uczestniczyły personalnie w tego typu wydarzeniach i były przez nas uświadamiane oraz obywatelsko edukowane w domowych, w pełni bezpiecznych warunkach.

 Czy wolno zabronić młodzieży wyrażania własnych poglądów?

ABSOLUTNIE NIE! I to jest dla mnie kwestia totalnie bezdyskusyjna - ponieważ zasada wolności poglądów i prawa do ich wyrażania została nam zagwarantowana m.in. w 54. artykule Konstytucji: "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji". 

Dlatego też jestem po prostu zdruzgotana i maksymalnie zniesmaczona komentarzem Ministerstwa Edukacji Narodowej - który mówi o konsekwencjach prawnych,jakie mają być wyciągane wobec nauczycieli oraz uczniów biorących udział w trwających obecnie strajkach. (I to naprawdę nie jest tylko teoria,tylko suchy jak wiór zapis - ponieważ już w tej chwili nauczyciele są prześladowani, a uczniowie z czerwoną błyskawicą w profilowym piętnowani i wyrzucani ze zdalnych lekcji, wyzywani - o ironio! - od "faszystów" oraz "chuliganów"...)

Mam wielką nadzieję, że nie przestraszą się tych wszystkich represji,nie ulegną cenzurze i pełzającej dyktaturze. Mam wielką nadzieję, że na ministerialne groźby zareagują chociażby tak,jak zrobił to Marcin Konrad Jaroszewski - Dyrektor XXX Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie.  

foto: www.reddit.com

 Jakiej Polski chciałabym dla mojego dziecka?

Chciałabym Polski naprawdę tolerancyjnej i otwartej - wolnej od ksenofobii,homofobii i innych urojonych lęków. Chciałabym Polski,w której każdy Obywatel czuje się bezpieczny i szanowany. Chciałabym Polski, w której nie dyskryminuje się nikogo ze względu na jego płeć,pochodzenie,orientację seksualną,kolor skóry,wyznanie (lub jego brak) czy jakiekolwiek inne czynniki. Chciałabym Polski,w której horyzonty myślowe nie są tak wąskie, jak pasek w stringach - i nie ograniczają się do "jedynej słusznej opcji",głoszonej w przesyconych propagandą reżimowych mediach. 

Chciałabym Polski,w której nastolatka z tęczową torbą na ramieniu nie dostaje od kiboli w twarz brukową kostką. Chciałabym Polski,w której piętnuje się i surowo karze pedofilię w każdej grupie społecznej i zawodowej (także tę wśród kleru) - zamiast od lat zamiatać ją pod dywan,tuszować i udawać,że wcale nie istnieje. Chciałabym Polski,w której obrona życia nie kończy się wyłącznie na życiu poczętym (tylko do momentu narodzin) - lecz obejmuje sobą również kompleksowe rozwiązania systemowe,gwarantujące niepełnosprawnym i porzuconym dzieciom troskliwą opiekę,sensowną terapię,powszechny dostęp do specjalistów oraz godną przyszłość.

 Reasumując...

Możemy mieć naprawdę różne przekonania. Możemy być wierzący,niewierzący lub wątpiący. Możemy głosować na taką lub inną partię - kierować się bardziej w prawo,bardziej w lewo albo pozostawać światopoglądowo gdzieś "pomiędzy"...

Ale demokracja i pluralizm społeczny polegają właśnie na tym,że mamy możliwość wyrażania swojego zdania i obrony własnych praw w sytuacji,kiedy ktoś próbuje je nam odebrać narzuconym odgórnie dyktatem. 

Bardzo możliwe,że za jakiś czas również nasze dzieci będą zmuszone wyjść na ulice i wystąpić w obronie swojej wolności,godności oraz prawa do samostanowienia. Jeśli my jako rodzice ich tego nie nauczymy i nie pokażemy im,że taka opcja istnieje - TO KTO ZROBI TO ZA NAS?