Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawa kobiet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawa kobiet. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 listopada 2021

Jak to dobrze, Synku, że nie jesteś dziewczynką... #AniJednejWięcej !

Jest 21 września 2021 roku. Do Szpitala Powiatowego w Pszczynie trafia 30-letnia Izabela, będąca w 22. tygodniu ciąży. Przyczyną skierowania na oddział jest stwierdzone bezwodzie - czyli brak wód płodowych, prowadzący nieuchronnie do obumarcia płodu. W trakcie pobytu w szpitalu Izabela wymienia się SMS-ami ze swoją rodziną. 

"Dziecko waży 485 gram. Na razie dzięki ustawie antyaobrcyjnej muszę leżeć i nic nie mogą zrobić. Zaczekają, aż umrze lub coś się zacznie - a jeśli nie to extra, mogę spodziewać się sepsy. Musi albo przestać bić serce, albo się coś zacząć (...)Nie mogą nic zrobić, bo by było, że specjalnie (...)A mi się chyba stan zapalny robi (...)Oby nie dostać sepsy, bo wtedy stąd nie wyjdę (...)Moje życie zagrożone."

Z czasem stan zdrowia Izabeli drastycznie się pogarsza. Z relacji innej pacjentki wynika, że około godziny dwudziestej kobieta siedzi na łóżku po turecku i cała się trzęsie. Ma prawie 40 stopni gorączki, kilkukrotnie zgłasza personelowi medycznemu swoje złe samopoczucie i niepokojące zielone upławy - ale w odpowiedzi słyszy, że pewnie jest przeziębiona. Dostaje kroplówkę z lekiem przeciwgorączkowym, jednak po dwóch godzinach temperatura znów gwałtownie rośnie. W międzyczasie lekarz wykonuje jej wziernikowanie oraz stwierdza, że serce płodu nadal bije - i że trzeba po prostu czekać. 

W nocy Iza klęczy na szpitalnej podłodze i wymiotuje. Swoim znajomym z sali cały czas powtarza, że nie chce umierać - bo ma dla kogo żyć (w domu czekają na nią mąż oraz kilkuletnia córeczka). Boi się zasnąć, ponieważ może już nigdy więcej się nie obudzić. W końcu zostaje wywieziona z sali i to ostatni moment, kiedy relacjonujące koleżanki widzą ją żywą. Następnego dnia rano rodzina otrzymuje ze szpitala wiadomość o jej śmierci - do której przecież najprawdopodobniej by nie doszło, gdyby lekarze nie bali się w porę zareagować...

Opisane przez mnie wydarzenia zostały nagłośnione kilka dni temu przez rodzinę i przyjaciół Izy oraz ich pełnomocników. Od tamtej pory jej tragiczną historię poznał już chyba cały kraj, przez polskie ulice przetoczyła się fala mniejszych i większych protestów, a media społecznościowe opanował hashtag #AniJednejWięcej - odnoszący się do zaostrzonego prawa antyaborcyjnego.

Długo zastanawiałam się, czy wypowiadać się o tej sprawie na blogu - bo już niejednokrotnie miałam tu do czynienia z hejtem, wyzwiskami i pogróżkami, kiedy podejmowałam tematy ważne społecznie, związane z aktualną sytuacją panującą w Polsce. Ale wiecie co? Jakoś nie potrafię milczeć i przejść nad tym do porządku dziennego - zwłaszcza, że takie rzeczy dzieją się w samym centrum Europy, w XXI wieku i w (teoretycznie) cywilizowanym kraju...Abstrahując od mojego światopoglądu i sympatii politycznych, które zapewne spora część z Was zdążyła już w jakimś stopniu poznać - chciałam napisać tylko jedno:

 JAK TO DOBRZE, SYNKU, ŻE NIE JESTEŚ DZIEWCZYNKĄ...

Jak to dobrze, że nigdy nie zajdziesz w ciążę i nie doświadczysz podobnej sytuacji.

Jak to dobrze, że nigdy nie będziesz leżał samotnie na szpitalnej sali z pełną świadomością, że rozwijające się w Tobie dziecko właśnie zabija Cię od środka - a lekarze przyjmują postawę wyczekującą i nie robią absolutnie niczego, by ratować Twoje życie.

Jak to dobrze, że nigdy bezpośrednio nie dotkną Cię projekty zrodzone w chorych głowach religijnych fanatyków - którzy kobietę traktują wyłącznie jak inkubator, a jej śmierć potrafią skomentować cynicznie słowami: "to jest biologia (...) niestety wciąż czasem przy porodach kobiety umierają."

A jednocześnie JAK TO ŹLE, że być może kiedyś w przyszłości będziesz miał żonę lub córkę, które w obowiązującym porządku prawnym zostaną narażone właśnie na takie ryzyko.

A jednocześnie JAK TO ŹLE, że w naszej propagandowej "mlekiem i miodem płynącej" Polsce zwyczajnie strach zachodzić w ciążę i rodzić dzieci - i żadne "plusy" obiecywane przez rządzących tego nie zmienią.

A jednocześnie JAK TO ŹLE, że mamy tutaj galopujący radykalny katotalibanizm, który wprawdzie nie podrzyna kobietom głów na samym środku ulicy - ale za to morduje je po cichu i w białych rękawiczkach, na sterylnych szpitalnych salach...


I jeszcze kilka zdań do tych wszystkich "obrończyń życia", które przeważnie zlatują się pod takimi postami niczym sępy krążące nad padliną, by bronić swoich racji:

TO MOGŁA BYĆ RÓWNIE DOBRZE KAŻDA Z WAS

- albo Wasza córka, siostra, mama, przyjaciółka. Czy wtedy również skwitowałybyście jej śmierć obojętnym wzruszeniem ramion, prychnięciem "no cóż, biologia" albo stwierdzeniem "widocznie Bóg tak chciał" ? Czyjego życia bronicie - i jakim kosztem? Zostawiam Was z tymi pytaniami - same sobie na nie odpowiedzcie...

 _____________________________

 reportaż o Izabeli: TUTAJ i TUTAJ 

wtorek, 17 listopada 2020

Nie zamierzam trzymać synka w informacyjnej bańce - czyli jak rozmawiać z dzieckiem o protestach i Strajku Kobiet?

Dzieci nie są głupie! Dużo widzą,jeszcze więcej słyszą - i doskonale zdają sobie sprawę, że "COŚ" się właśnie dzieje na ulicach ich miast. Niejednokrotnie w drodze ze szkoły czy z dodatkowych zajęć mijają manifestacje,dostrzegają symbole i transparenty wywieszone w oknach i na balkonach. Niejednokrotnie same biorą udział w protestach,towarzysząc rodzicom (choć to akurat kwestia bardzo sporna i odniosę się do niej w dalszej części mojego wpisu). Im są starsze - tym więcej rozumieją,tym bardziej zgłębiają temat,tym bardziej sprecyzowane mają poglądy i tym częściej opowiadają się po którejś ze stron. Im są starsze - tym dobitniej dociera do nich,że nie żyjemy w sielankowej krainie Troskliwych Misiów,a w naszym kraju nie panuje wszechobecna zgoda ani tolerancja dla cudzych przekonań... 

foto: www.lubin.pl

Jak rozmawiać z dzieckiem o aktualnych wydarzeniach?

Przede wszystkim uważam,że rozmowa z dzieckiem na takie tematy i wyjaśnianie mu tego typu kwestii powinna należeć wyłącznie do rodziców - a nie do dziadków,nauczycieli,katechetów czy jakichkolwiek innych postronnych osób,których poglądy mogą różnić się diametralnie od naszych i których wypowiedzi będzie potem trzeba "prostować". W końcu to my jako rodzice wychowujemy nasze dzieci w duchu określonych wartości - i choć bez wątpienia należy prezentować im różne punkty widzenia,różne postulaty oraz leżące po obu stronach argumenty, to na pewno nie w tonie uwłaczającym i dyskryminującym kogokolwiek!

Zdecydowanie warto dostosować słownictwo i długość naszych wypowiedzi do wieku dziecka - bo kilkuletni maluch z całą pewnością nie ogarnie wszystkich zawiłości prawnych ani politycznych niuansów. Czasami wystarczy po prostu zakomunikować,że ludzie wychodzą na ulice i protestują,ponieważ nie zgadzają się z nakazami osób rządzących naszym krajem - chcą zatem bronić swoich praw, mieć możliwość dokonywania wyboru i samodzielnego decydowania o swoim życiu. W trakcie rozmowy z dzieckiem można też posłużyć się literaturą - i w tym przypadku najbardziej stosowne będą książeczki o tolerancji i prawach człowieka czy też pozycje poruszające temat feminizmu i walki o równouprawnienie.

Dlaczego takie rozmowy są potrzebne? Ponieważ pozwalają dziecku na "oswojenie" całej tej sytuacji i lepsze zrozumienie realiów,w jakich przyszło nam żyć - a tym samym obniżają poziom lęku przed nieznanym. Oprócz tego pokazują,że w życiu każdego człowieka pojawiają się najróżniejsze emocje (również te negatywne) i zdecydowanie lepiej jest głośno o nich mówić czy wręcz je wykrzyczeć - niż tłamsić w sobie udając,że wszystko jest w porządku i że przecież nic takiego się nie dzieje!  

 ***

Jakich przykładowych komunikatów używamy w rozmowach z naszym Bąblem?

"Każdy ma prawo do wyrażania własnego zdania."

"Każdy ma prawo protestować i sprzeciwiać się,jeżeli zostanie źle i niesprawiedliwie potraktowany."

 "Im więcej osób protestuje przeciwko jakiejś decyzji i wyraża swoje niezadowolenie - 
tym większa szansa,że ta decyzja zostanie zmieniona."

"Protestując nie wolno wyrządzać nikomu krzywdy ani niczego niszczyć."

   Czy zabierać dziecko na manifestacje?

Przyznam szczerze, że tutaj sama mam bardzo mieszane uczucia. Nasz Bąbel był z nami na jednym takim proteście (o rozsądnej porze) - ale w trakcie nie wszystko potoczyło się tak,jak to sobie pierwotnie wyobrażaliśmy. W pewnym momencie emocje wzięły górę, zamiast sensownych postulatów pojawiło się zbyt wiele obelg i niecenzuralnych słów. Z jednej strony jest to dla mnie zrozumiałe - bo czara goryczy się przelała, "Annuszka już rozlała olej" i nastroje społeczne są takie, a nie inne. Z drugiej strony - chyba jednak lepiej,żeby dzieci nie uczestniczyły personalnie w tego typu wydarzeniach i były przez nas uświadamiane oraz obywatelsko edukowane w domowych, w pełni bezpiecznych warunkach.

 Czy wolno zabronić młodzieży wyrażania własnych poglądów?

ABSOLUTNIE NIE! I to jest dla mnie kwestia totalnie bezdyskusyjna - ponieważ zasada wolności poglądów i prawa do ich wyrażania została nam zagwarantowana m.in. w 54. artykule Konstytucji: "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji". 

Dlatego też jestem po prostu zdruzgotana i maksymalnie zniesmaczona komentarzem Ministerstwa Edukacji Narodowej - który mówi o konsekwencjach prawnych,jakie mają być wyciągane wobec nauczycieli oraz uczniów biorących udział w trwających obecnie strajkach. (I to naprawdę nie jest tylko teoria,tylko suchy jak wiór zapis - ponieważ już w tej chwili nauczyciele są prześladowani, a uczniowie z czerwoną błyskawicą w profilowym piętnowani i wyrzucani ze zdalnych lekcji, wyzywani - o ironio! - od "faszystów" oraz "chuliganów"...)

Mam wielką nadzieję, że nie przestraszą się tych wszystkich represji,nie ulegną cenzurze i pełzającej dyktaturze. Mam wielką nadzieję, że na ministerialne groźby zareagują chociażby tak,jak zrobił to Marcin Konrad Jaroszewski - Dyrektor XXX Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie.  

foto: www.reddit.com

 Jakiej Polski chciałabym dla mojego dziecka?

Chciałabym Polski naprawdę tolerancyjnej i otwartej - wolnej od ksenofobii,homofobii i innych urojonych lęków. Chciałabym Polski,w której każdy Obywatel czuje się bezpieczny i szanowany. Chciałabym Polski, w której nie dyskryminuje się nikogo ze względu na jego płeć,pochodzenie,orientację seksualną,kolor skóry,wyznanie (lub jego brak) czy jakiekolwiek inne czynniki. Chciałabym Polski,w której horyzonty myślowe nie są tak wąskie, jak pasek w stringach - i nie ograniczają się do "jedynej słusznej opcji",głoszonej w przesyconych propagandą reżimowych mediach. 

Chciałabym Polski,w której nastolatka z tęczową torbą na ramieniu nie dostaje od kiboli w twarz brukową kostką. Chciałabym Polski,w której piętnuje się i surowo karze pedofilię w każdej grupie społecznej i zawodowej (także tę wśród kleru) - zamiast od lat zamiatać ją pod dywan,tuszować i udawać,że wcale nie istnieje. Chciałabym Polski,w której obrona życia nie kończy się wyłącznie na życiu poczętym (tylko do momentu narodzin) - lecz obejmuje sobą również kompleksowe rozwiązania systemowe,gwarantujące niepełnosprawnym i porzuconym dzieciom troskliwą opiekę,sensowną terapię,powszechny dostęp do specjalistów oraz godną przyszłość.

 Reasumując...

Możemy mieć naprawdę różne przekonania. Możemy być wierzący,niewierzący lub wątpiący. Możemy głosować na taką lub inną partię - kierować się bardziej w prawo,bardziej w lewo albo pozostawać światopoglądowo gdzieś "pomiędzy"...

Ale demokracja i pluralizm społeczny polegają właśnie na tym,że mamy możliwość wyrażania swojego zdania i obrony własnych praw w sytuacji,kiedy ktoś próbuje je nam odebrać narzuconym odgórnie dyktatem. 

Bardzo możliwe,że za jakiś czas również nasze dzieci będą zmuszone wyjść na ulice i wystąpić w obronie swojej wolności,godności oraz prawa do samostanowienia. Jeśli my jako rodzice ich tego nie nauczymy i nie pokażemy im,że taka opcja istnieje - TO KTO ZROBI TO ZA NAS?


wtorek, 7 maja 2019

"Niezła d***a!" - TO NIE KOMPLEMENT ! Kobiety kontra catcalling i wolf whistling.


"Niezły tyłek!" i "Fajne cycki!" - TO NIE KOMPLEMENT.
"Ale z Ciebie gorąca suczka!" - TO NIE KOMPLEMENT.
"Puknąłbym!" i "Brałbym!" - TO NIE KOMPLEMENT.
Prostackie gwizdy i obsceniczne gesty - TO TEŻ NIE KOMPLEMENT !

A jeżeli kiedyś, drogi Kolego, nabierzesz ochoty, by właśnie takie "komplementy" prawić...Lub jeżeli czytając ten tekst pomyślisz sobie, że "tym głupim feministkom to już się chyba całkiem we łbach poprzewracało"...

...to zastanów się przez chwilę i zdobądź na odrobinę refleksji. Czy osobiście chciałbyś, żeby jakiś typ na ulicy "komplementował" w ten sposób Twoją matkę, siostrę albo nastoletnią córkę ? A może wolałbyś sam usłyszeć tego typu "komplementy" - na przykład od jakiegoś napakowanego i wyższego od siebie o głowę "znajomego" z siłowni? 

to nie komplement - kampania społeczna - catcalling - wolf whistling - street harrasment - kobieta - prawa kobiet - molestowanie
foto : pixabay

Czym tak właściwie jest 
CATCALLING i WOLF WHISTLING ?

Oba te pojęcia można zaliczyć do znacznie obszerniejszego terminu street harassment - czyli wulgarnych i krępujących ulicznych zaczepek ze strony zupełnie obcych osób. Catcalling i wolf whistling to przeważnie gwizdy i przemoc słowna, komentarze o wyraźnym zabarwieniu seksualnym - a ofiarami tego typu zachowań najczęściej padają kobiety, a nawet kilku- i kilkunastoletnie dziewczynki.

foto: toniekomplement.pl

Powiem Wam tak, uliczni catcallers...Mężczyzna dojrzały, pewny siebie i znający swoją wartość nigdy nie zagai w ten sposób rozmowy z kobietą. Mężczyzna na poziomie nigdy nie rozpocznie znajomości od prostackiego ujadania niczym napalony kojot - bo on w przeciwieństwie do Was potrafi się zachować i doskonale wie, w jaki sposób zainteresować sobą kobietę oraz okazać jej swoją aprobatę. 

Bo wiecie - tak to się w sumie zachowują tylko przegrywy. PRZE-GRY-WY - dobrze czytacie! Może w Waszym życiu coś "nie pykło", może macie za sobą jakieś nieudane relacje albo traumy związane z kobietami - a teraz postanowiliście, że to sobie "odbijecie" i poweźmiecie na nich pewnego rodzaju żałosną vendettę...A może wydaje się Wam, że faktycznie "tak trzeba" - i że jest to dla nas miłe, dowartościowujące, że przyjemnie łechce nasze ego i wprawia nas w stan euforycznego uniesienia? Otóż, JESTEŚCIE W BŁĘDZIE - bo rzeczony catcalling wywołuje w kobietach głównie :

1. Niesmak, odrazę i zażenowanie - ponieważ właśnie taki jest: niesmaczny, odrażający i żenujący.

2. Poczucie totalnego uprzedmiotowienia - bo żadna kobieta idąc ulicą nie daje Wam automatycznie prawa i przyzwolenia do głośnego, natarczywego oceniania jej ciała, figury i innych elementów powierzchowności ani do traktowania jej w kategoriach obiektu seksualnego!

3. Lęk i zaburzone poczucie bezpieczeństwa - bo nigdy nie wiadomo, co takiemu obcemu, natrętnemu catcallerowi wpadnie jeszcze do głowy. Być może za chwilę zechce przejść od słów do czynów - w końcu niejedno pobicie i niejeden gwałt dokonany na kobiecie zaczął się właśnie od tego typu niewybrednych żartów i werbalnych zaczepek.

4. Poczucie winy (choć absolutnie nie powinno tak być!) - bo padając ofiarami catcallingu niejednokrotnie nadal mamy tendencję do samobiczowania się i zastanawiania, czy przypadkiem nie wyglądamy zbyt wyzywająco, nie założyłyśmy za krótkiej sukienki, nie odsłoniłyśmy za dużo ciała itd., itp. Takie społecznie wdrukowane brzemię odpowiedzialności - bo przecież żyjemy na świecie, na którym w XXI wieku nadal wybiela się oprawców i agresorów, a piętnuje i odsądza od wszelkiej czci ich ofiary... (kliknijcie w link i poczytajcie - to nie jedyny taki przypadek...)

to nie komplement - kampania społeczna - catcalling - wolf whistling - street harrasment - kobieta - prawa kobiet - molestowanie
foto : pixabay

STOP ! Pozwólcie, że wytłumaczę Wam różnicę 
pomiędzy komplementem a NIE-komplementem.

Komplementem jest, kiedy sympatyczny pan w autobusie zwraca się bezpośrednio do mnie i mówi : "Ma pani piękny uśmiech - od razu aż miło zaczynać dzień w takim towarzystwie." 
  
Komplementem NIE JEST, kiedy inny pan na ulicy puszcza do mnie oko, lubieżnie oblizuje usta i zagaja: "Cześć lala, może pójdziemy do mnie ? Nawet sobie nie wyobrażasz, co miałbym ochotę z tobą zrobić." 

Komplementem jest, kiedy w klubie chłopak podchodzi do dziewczyny ze słowami: "Świetnie tańczysz. Gdybyś była tutaj ze mną, na pewno nie zostawiłbym cię samej na parkiecie." 

Komplementem NIE JEST, kiedy inny chłopak w tańcu zaczyna bez pardonu ocierać się o nią jak niedźwiedź o drzewo i uskutecznia jakiś pijacki bełkot o tym, że "chętnie sprawdziłby, jaka jest tam na dole". 

Czaicie różnicę pomiędzy opisanymi przeze mnie sytuacjami - czy nadal nie ? 

to nie komplement - kampania społeczna - catcalling - wolf whistling - street harrasment - kobieta - prawa kobiet - molestowanie
foto : toniekomplement.pl

A teraz jeszcze najgłupsze rzeczy, 
jakie słyszałam na temat catcallignu - również z ust...innych kobiet.

 Że to przesada, objaw skrajnego przewrażliwienia i zbiorowej kobiecej histerii. 
 Że takie zjawisko w sumie w ogóle nie istnieje - i jest wymysłem skrajnych "feminazistek".  

Że w gruncie rzeczy kobietom się takie seksistowskie zaczepki podobają - 
a burzą się przeciwko nim tylko te niezbyt urodziwe, których "nikt nie chce molestować" (sic!)

Moje Drogie! Jeżeli nawet Wam nigdy się taka sytuacja nie zdarzyła...Jeżeli nigdy na ulicy żaden nachalny typ za Wami nie gwizdał, nie szczekał, nie wydzierał się na cały głos o Waszej "wąskiej szparce" i nie wykonywał w Waszym kierunku żadnych dwuznacznych ruchów - to naprawdę nie znaczy, że zjawisko catcallingu nie istnieje! (według statystyk spotyka się z nim 8 na 10 ankietowanych). 

Być może po prostu miałyście w życiu tyle szczęścia, że nie trafiłyście na tego typu ulicznych amantów, obleśnych staruchów, wylansowanych cynicznych cwaniaków i podchmielonych "boskich Alvarów"...Tylko Wam pozazdrościć! - ale nie przyłączajcie się do nich, nie działajcie na szkodę innych kobiet i nie mówcie im, że mają reagować na tego typu zaczepki promiennym uśmiechem i czołobitną postawą wdzięczności za to, iż ktoś właśnie w taki sposób "wyraził im swoje uznanie".

No chyba, że naprawdę lubicie być tak traktowane - i że dodaje Wam to 100 punktów do pewności siebie oraz do przekonania o własnej zajebistości.  Wtedy z kolei nic, tylko współczuć - bo takim typom przeważnie wcale nie chodzi o sprawienie Wam przyjemności i faktyczne skomplementowanie, tylko raczej o Wasze upokorzenie, popisanie się przed kumplami i sprowadzenie Was do roli apetycznego kawałka mięsa, które "szarpaliby jak Reksio szynkę"...(Zdajecie sobie z tego sprawę, prawda?)

***

Zmierzając do brzegu, tutaj znajdziecie oficjalną stronę kampanii
której inicjatorkami są trzy licealistki z Warszawy.

 Świetnie, że ktoś wreszcie nagłaśnia ten temat na szerszą skalę ! 
Moim zdaniem istnieje ogromna potrzeba mówienia o takich zjawiskach - 
o czym świadczy chociażby to, co wyczynia się w komentarzach na ich fanpage'u. 

A jakie są Wasze spostrzeżenia ?
Również spotykacie się z catcallingiem ?
Jak czujecie się w takich sytuacjach - i jak na nie reagujecie ? 

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość i prawa kobiet.


Były wyszydzane, bite, obrzucane zgniłymi jajkami i z premedytacją karane za zakłócanie porządku publicznego. W więzieniach torturowano je i w obrzydliwy sposób karmiono na siłę przez lejek, żeby udaremnić ich głodowe strajki. Mimo to nie poddały się - i po wieloletniej batalii wywalczyły prawa wyborcze dla kobiet. 

Sufrażystki i sufrażetki. 
Niejednokrotnie poświęcały własną wolność, zdrowie czy nawet życie - 
byśmy mogły korzystać z "przywilejów", które obecnie wydają nam się tak normalne i oczywiste! 






***

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Wyobraźcie sobie, że jesteście kobietami z początków XIX wieku. Waszym światem rządzą niepodzielnie mężczyźni, według których nadajecie się tylko do rodzenia i wychowywania dzieci oraz prowadzenia domu. Zdaniem męskiej części populacji nie jesteście dość inteligentne, by pracować na równi z mężczyznami czy uczęszczać do dobrych szkół - a już na pewno nie na tyle kompetentne i odpowiedzialne, by wyrażać swoje opinie w kwestiach społecznych i politycznych.

W przysiędze małżeńskiej musicie deklarować ślepe posłuszeństwo mężowi.  Po ślubie stajecie się jego własnością i nie możecie nawet rozwieść się z nim bez jego zgody. Aż do 1839 roku nie macie również absolutnie żadnych praw do dzieci, które są owocem takiego nieudanego związku. Na każdym kroku spotykają Was szykany,  represje i przejawy niesprawiedliwości ze względu na Waszą płeć...


Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Dziś możemy tylko przeczuwać i domyślać się, jak bardzo sfrustrowane  i nieszczęśliwe były kobiety żyjące w tamtych patriarchalnych czasach. Nie powinno zatem dziwić, że z roku na rok ich bunt narastał, wołanie o prawa stawało się coraz bardziej donośne - aż w końcu zaowocowało powstaniem dwóch kobiecych ruchów społecznych, opisanych przez Davida Robertsa w książce "Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość". 

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Sufrażystki i sufrażetki różniły się swoimi wewnętrznymi strukturami, sposobami pozyskiwania członków oraz preferowanymi metodami działań. Te pierwsze przyjmowały w swoje szeregi również mężczyzn, stroniły od agresji, skupiały się na organizacji pokojowych protestów i manifestacji. Te drugie wyrażały pełną gotowość na nieposłuszeństwo obywatelskie, łamanie prawa i akty przemocy wobec mienia - uznając to za jedyny skuteczny sposób, by zwrócić uwagę na sytuację kobiet i wymusić na władzach powszechne prawa wyborcze.

Ich wspólną cechą był natomiast fakt, że ramię w ramię stanęły obok siebie kobiety ze wszystkich warstw społecznych - zarówno ubogie robotnice i krawcowe, jak i księżniczki oraz damy z bogatych rodów. Być może ich działania nie zawsze były w pełni przemyślane i skuteczne, niejednokrotnie stanowiły akty desperacji i nosiły znamiona chaosu - ale ostatecznie odegrały niebagatelną rolę w budowie tego, co nazywamy obecnie RÓWNOUPRAWNIENIEM.

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

David Roberts w swojej książce przeprowadza nas przez wszystkie najważniejsze etapy aktywności angielskich sufrażystek i sufrażetek - od roku 1832 aż do 1928, kiedy to "Prawo o równouprawnieniu wyborczym" przyznało głos wszystkim kobietom powyżej 21. roku życia. Autor przedstawia w przystępny sposób postulaty obu ruchów, prezentuje sylwetki ich założycielek oraz najsłynniejszych członkiń - a także najistotniejsze wydarzenia, protesty i akty nieposłuszeństwa, które zaważyły na dalszych losach kobiet na całym świecie.

Opisane zostały między innymi dantejskie sceny manifestacji i starć z policją, więzienne tortury czy też ataki sufrażetek na siedzibę ówczesnego premiera, inne budynki rządowe, a nawet Pałac Buckingham. Są to fakty dość mało znane  i niepopularne, o których oficjalnie historia zdaje się milczeć - a jednak miały przecież niebagatelny wpływ na to, jak obecnie wyglądają prawa kobiet, ich samostanowienie oraz wolność słowa i poglądów.

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

"Sufrażystki i sufrażetki..." to bardzo przejrzysty, chronologiczny zapis niemal stu lat mozolnej i heroicznej walki o kobiecą godność i równość. Dodatkowo - zapis pięknie wydany, bogato ilustrowany, przekazany Czytelnikowi z dbałością o każdy szczegół i kunszt, charakterystyczny dla wszystkich publikacji z serii ART Egmont.

W mojej opinii : jest to LEKTURA OBOWIĄZKOWA dla każdej dorastającej dziewczynki - 
ale i dla wszystkich chłopców, których chcemy wychowywać w poszanowaniu kobiecych praw.

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość. - recenzja - David Roberts - Egmont - Art Egmont - książeczki dla dzieci - blog rodzicielski - blog parentingowy - prawa kobiet - prawa wyborcze - prawo do głosowania

sobota, 1 października 2016

To już mój ostatni post...

...dotyczący tego tematu. Chciałam napisać o czymś radosnym i zabawnym, związanym z Bąblem albo przypadającym na koniec września Dniem Chłopaka. Ale nie umiem milczeć, kiedy wszystko we mnie chce krzyczeć. Nie umiem przełączyć się na tych kilka dni w tryb off-line ani skierować swoich myśli na inne, przyjemniejsze tory...

To już mój ostatni post w tym temacie - bo 3 października nie będę już o tym pisać, tylko wyjdę na ulicę z tysiącami innych ludzi i zaprotestuję przeciwko odzieraniu kobiet z ich godności, ich ubezwłasnowolnieniu i odbieraniu im prawa wyboru...


 Dla tych, którzy nadal mają wątpliwości:

Tu nie chodzi o legalizację aborcji 
i traktowanie jej jako antykoncepcji !

To nie jest tak, że "dzisiaj kupię sobie nową kieckę, potem będę miała aborcję, a potem pójdę z koleżankami potańczyć do klubu" ! Tu chodzi o wyjątkowo dramatyczne i traumatyczne sytuacje - którym już naprawdę więcej dramatyzmu dodawać nie potrzeba.  Tu chodzi o bestialski gwałt (również ten kazirodczy). Tu chodzi o zagrożenie życia matki. Tu chodzi o dzieci rodzące się z wadami letalnymi, które skazują je na konanie w męczarniach i w wyniku których ich szanse na przeżycie są równe zeru. 

Sama na szczęście nigdy się w takich sytuacjach nie znalazłam - 
więc tak naprawdę NIE WIEM, jak bym ostatecznie w każdej z nich postąpiła.

Może urodziłabym dziecko z gwałtu i kochała je równie mocno, jak to zrodzone z miłości. W końcu ono nie jest niczemu winne. A może znienawidziłabym je już w momencie, kiedy byłoby nadal w moim łonie - i nie chciałabym rozpoznawać w nim każdego dnia rysów zwyrodnialca, który mi to zrobił i okaleczył mnie nieodwracalnie na resztę mojego życia.

Może chciałabym powitać moje dziecko na świecie tylko po to, by je przez chwilę utulić, a zaraz potem pożegnać i wyprawić mu pogrzeb. A może nie byłabym na tyle silna, może przypłaciłabym to chorobą psychiczną albo chęcią targnięcia się na własne życie. 

Może faktycznie wolałabym umrzeć zamiast dziecka, które tylko dzięki takiemu poświęceniu z mojej strony miałoby szansę przeżyć. A może jednak wszystko we mnie krzyczałoby, że 30 lat to jeszcze zbyt wcześnie, by umierać - i nie chciałabym odchodzić, gasnąć na oczach mojego męża oraz dziecka, które już jest na tym świecie.

NIE WIEM, co bym zrobiła - ale wiem na pewno, 
że nie chciałabym zostać w takich sytuacjach 
pozbawiona prawa wyboru. 

Wiem też, że nie chcę żyć w kraju, w którym urodzenie dziecka przez 12-letnią dziewczynkę określane jest mianem "heroizmu". I nie chcę żyć w kraju, w którym jakiekolwiek przepisy będą nas do takiego "heroizmu" zmuszały. Bo heroizm to coś, co wynika z własnej nieprzymuszonej woli i świadomej decyzji - a nie z czyjegoś nakazu czy zakazu. 

Nie chcę żyć w kraju, w którym przy łóżku pacjentki po poronieniu staje prokurator i dokłada kolejną "cegiełkę" do ogromu jej nieszczęścia i cierpienia, grożąc postępowaniem karnym i więzieniem. Ani w kraju, w którym księdza przenosi się za pedofilię na inną parafię - natomiast kobietę po tak ciężkich przejściach chce się posłać za kratki.

Nie chcę żyć w kraju, w którym kobieta będzie traktowana wyłącznie jako inkubator bez prawa do głosu, samostanowienia, decydowania o sobie, swoim ciele, zdrowiu i życiu. Gdzie pomocy medycznej zacznie się jej udzielać (lub nie) dopiero w "sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia" - a więc wtedy, kiedy na ratunek może być już zdecydowanie zbyt późno.

Nie chcę żyć w kraju, w którym  wszelkie zapisy o badaniach prenatalnych staną się de facto jedynie martwą literą prawa - ponieważ żaden lekarz nie odważy się ich wykonać z obawy o możliwość uszkodzenia płodu (a niektórzy już teraz zupełnie otwarcie i wprost oświadczają, że nie zamierzają ryzykować własną wolnością, by ratować obcą kobietę czy obce dziecko). 

Nie chcę żyć w kraju, w którym tak naprawdę "ochrona życia" trwa jedynie do momentu, kiedy znajduje się ono w łonie matki. Potem natomiast całymi rzeszami dzieci nieuleczalnie chorych, głęboko upośledzonych czy w jakiejkolwiek innej trudnej sytuacji nikt się już jakoś specjalnie nie interesuje - i zarówno rząd, jak i przedstawiciele ruchów pro-life mają te dzieci i ich rodziców głęboko w dupie.

Nie chcę żyć w kraju, gdzie o niepłodności mówi się jako o efekcie "złego prowadzenia się", na który osoby niepłodne same sobie zasłużyły. 

Nie chcę żyć w kraju, gdzie rodzinom z dziećmi oferuje się 500 +, żeby "zachęcić" je w ten sposób do płodzenia większej liczby potomstwa - natomiast osobom niepłodnym odbiera się jedyną szansę na posiadanie dziecka, jaką było dla nich in vitro. 

 Niech nikt nie zmusza kobiety do męczeństwa i bohaterstwa za wszelką cenę, wbrew jej woli.  
Niech nikt nie skazuje jej na utratę zdrowia i życia w imię swoich konserwatywnych poglądów. 
 Niech za nasze personalne decyzje i wybory osądza nas ta jedna, Najwyższa Instancja. 
 Nie Kościół, nie księża, nie rząd, nie pan Terlikowski, nie członkowie Ordo Iuris !!!

***

 To nie jest sprawa jakichś tam "rozwścieczonych feministek z pianą na ustach", jak to już niejeden raz zdarzało mi się usłyszeć. Podczas pierwszego "czarnego protestu" we Wrocławiu stały obok mnie osoby obu płci, osoby w każdym wieku, rodziny z małymi dziećmi...Sama też nie jestem feministką, nie jestem związana z żadnym ruchem ani ugrupowaniem politycznym. Co więcej - jestem przecież mamą adopcyjną i zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby mama biologiczna mojego synka usunęła ciążę, Bąbelka nie byłoby w tej chwili z nami...

A mimo to uważam, że proponowany nam projekt jest barbarzyński i stawia nasze państwo bardzo blisko tych, których ponoć tak się wystrzegamy i nie chcemy ich "inwazji" na Polskę.  Zresztą - ostatnie dni bardzo jasno i wyraźnie pokazały, że budzi kontrowersje oraz sprzeciw nawet wśród duchownych, nawet wśród wielu ludzi głęboko wierzących i mocno związanych z Kościołem...

Dlatego też moim zdaniem samo "solidaryzowanie się" ze strajkiem i zmiana zdjęcia profilowego w mediach społecznościowych to może być w tym przypadku zdecydowanie za mało. Nie szukajmy wymówek. Nie zasłaniajmy się obowiązkami w pracy, w szkole i w domu. Nawet jeśli jesteśmy przekonani, że z jakichś względów nas ta kwestia nie dotyczy - pomyślmy, że już wkrótce może dotyczyć naszej córki, wnuczki, siostry, bliskiej przyjaciółki...Wyjdźmy na ulice i wyraźmy swój protest na tyle dobitnie, żebyśmy zostały wreszcie zauważone, usłyszane i na długo zapamiętane! 

Są sprawy, o które trzeba zawalczyć TU i TERAZ - bo drugiej szansy już nie będzie...