Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odpowiedzialność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odpowiedzialność. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2020

Czego nauczyło mnie kilka ostatnich dni z koronawirusem w tle?

Wiem, że temat koronawirusa wylewa się już Wam pewnie uszami, wygląda dosłownie z Waszych lodówek i ze wszystkich możliwych mediów, jakich jesteście użytkownikami - ale dzisiaj podejdę do niego trochę inaczej. Jeżeli chcecie wiedzieć, do jakich refleksji skłoniło mnie kilka ostatnich dni z koronawirusem w tle - zapraszam do lektury.

Społeczeństwo zawsze będzie podzielone.  

Jedni pochwalą decyzje rządu, inni je zbojkotują. Jedni będą przestrzegać zaleceń WHO, ministerstwa oraz sanepidu, izolować się od ludzi i spędzać ten trudny czas głównie w domu - a inni wylegną gromadnie na place zabaw i do marketów budowlanych. Jedni rodzice będą oburzeni, że muszą przerabiać z dzieckiem materiał, jaki jest przerabiany w szkole - a inni podejdą do tego z pełnym zaangażowaniem. Jedni nauczyciele postawią na zdrowy rozsądek i nie będą szarżować z ilością zadań domowych - a inni właśnie teraz postanowią się "wykazać" i zrealizować w kilka tygodni program z połowy roku szkolnego. Jedni zrozumieją, że znaleźliśmy się w zupełnie wyjątkowych, niecodziennych okolicznościach - a inni totalnie je zbagatelizują. Jeżeli kiedyś faktycznie umieliśmy zjednoczyć się w obliczu zagrożenia - to odnoszę wrażenie, że te czasy już dawno minęły i bezpowrotnie odeszły w zapomnienie...

koronawirus - pandemia - kwarantanna - coronavirus - covid19 - Czego nauczyło mnie kilka ostatnich dni z koronawirusem w tle? Czego uczy nas koronawirus i kwarantanna?
foto: pixabay/Alexandra_Koch
 
Dla choroby wszyscy są sobie równi.  

Naprawdę nie ma znaczenia, czy jesteś osobą publiczną, znanym aktorem, internetowym celebrytą - czy zupełnie zwyczajnym, przeciętnym "zjadaczem chleba". Możesz zachorować niezależnie od swojej profesji, statusu społecznego i liczby zer na bankowym koncie. Wszystkie materialne dobra, jakie do tej pory zgromadziłeś - okazują się nagle nic nieznaczącym shitem, kiedy lądujesz z niewydolnością oddechową na szpitalnym oddziale. Dlatego jestem pełna zdumienia wobec tych, którzy uważają, że chroni ich jakaś magiczna, antywirusowa tarcza - i przypominam, że nikt nie jest nieśmiertelny.

Jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do konsumpcyjnego stylu życia, 
że nie umiemy zrezygnować z niego nawet w sytuacji wyższej konieczności. 

Wielu z nas uznało, że stan zagrożenia epidemicznego to akurat najwłaściwszy moment, żeby zrobić kapitalny remont, nadgonić zaległości w kontaktach towarzyskich, zorganizować kinderbal z piniatą, rozejrzeć się po sklepach za nowymi ciuszkami z wiosennej kolekcji albo ponapinać muskuły na osiedlowej siłowni. Przywykliśmy też do tego, że możemy bez żadnych ograniczeń podróżować, zwiedzać świat, kursować do jego najbardziej odległych i egzotycznych zakątków.  W momencie, kiedy zostało nam to utrudnione lub całkowicie zabronione - zachowujemy się jak małe rozkapryszone dziecko, któremu ktoś odebrał ulubionego cukierka.

Tak naprawdę wiele mi do szczęścia nie trzeba. 

Okazuje się, że w czasie zalecanej kwarantanny wystarczą cztery ściany oraz mąż i synek - dwie najważniejsze osoby mojego życia. Nie potrzebuję tony wysypujących się z szafy ubrań - bo i tak nie mam ich gdzie założyć. Nie potrzebuję koncertów, imprez w klubach i muzycznych festiwali - bo zawsze mogę posłuchać muzyki w domu i potańczyć do niej, dzierżąc w dłoni odkurzacz albo kij od mopa. Nie potrzebuję wypełnionych po brzegi kosmetykami łazienkowych szafek - bo w najbardziej newralgicznych momentach i tak kluczowe okazuje się zwykłe mydło, pasta do zębów oraz...papier toaletowy. 

koronawirus - pandemia - kwarantanna - coronavirus - covid19 - Czego nauczyło mnie kilka ostatnich dni z koronawirusem w tle? Czego uczy nas koronawirus i kwarantanna?
foto: pixabay/congerdesign

Nawet pewność niepewna...

...i ogromną część swoich wcześniejszych planów musieliśmy albo przełożyć, albo zupełnie z nich zrezygnować. Mąż tymczasowo zamknął firmę. Przesunęliśmy kwietniowy, zalecony przez lekarza pobyt z Bąblem nad morzem. Odpuściliśmy wakacje w Chorwacji. Wprawdzie nie jesteśmy z tego powodu zachwyceni - ale w tej chwili priorytetem jest dla nas zdrowie i troska zarówno o siebie, jak i o inne osoby w naszym otoczeniu (zwłaszcza te starsze, schorowane, o obniżonej odporności).

Do podróży i innych wojaży będzie jeszcze przecież niejedna okazja! Postanowiliśmy, że  kiedy sytuacja już się unormuje - znajdziemy niedrogi domek holenderski na sprzedaż albo na wynajem w jakiejś malowniczej okolicy, żeby nadrobić stracony czas i odreagować te wszystkie stresy. Blisko natury, z możliwością urządzania sobie wycieczek do wielu ciekawych miejsc - a jednocześnie bardziej komfortowo niż w hotelu, przestronnie i ze wszystkimi niezbędnymi instalacjami oraz udogodnieniami. Nie wiadomo wprawdzie, kiedy obecny kryzys się skończy - ale na szczęście niektóre domki holenderskie są ocieplane i wyposażone w systemy ogrzewania. Dzięki temu mogą służyć jako lokum całoroczne, niezależnie od panującej za oknem pogody. Zdaje się, że to naprawdę sympatyczna, zupełnie nowa i bardzo kusząca alternatywa dla naszych dotychczasowych planów, które byliśmy zmuszeni odwołać.

Kiedy się zbyt szybko pędzi - można naprawdę wiele przegapić.  

Każdy normalny dzień to przeważnie mniejsza lub większa gonitwa. Praca - przedszkole - szkoła - zakupy. Urząd - trening - zajęcia dodatkowe. Ciągle mnóstwo spraw do załatwienia, które niejednokrotnie sami sobie sztucznie narzucamy. W tym wszystkim często nawet nie zauważamy, że przyszła wiosna, że ptaki śpiewają, że nasi bliscy wyglądają na zmęczonych i że już dawno z nimi tak NAPRAWDĘ - szczerze i uważnie - nie rozmawialiśmy, bo ciągle tylko mijaliśmy się w biegu...

Nie doceniamy normalności i codziennej rutyny, 
dopóki nie zostanie w jakiś sposób zaburzona. 

Niby tak zwana oczywista oczywistość - ale jednak na co dzień człowiek się nad tym nie zastanawia. Dopiero kiedy nastają czasy tak zmienne i niestabilne jak teraz - zaczynamy tęsknić za rzeczywistością, na którą jeszcze kilka dni temu tak bardzo narzekaliśmy. I dopiero teraz dociera do nas, że ta nasza normalność to był wielki przywilej, za który powinniśmy być wdzięczni - a nie powód do ciągłych utyskiwań...

środa, 11 marca 2020

Koronawirus a podróże - czyli o tym, dlaczego powinniśmy SIEDZIEĆ NA TYŁKACH w obliczu epidemii.


Do tej pory nie wypowiadałam się w kwestii koronawirusa
ale w ciągu ostatnich kilku dni zostałam do tego poniekąd sprowokowana.

Weszłam sobie ostatnio na fanpage jednego z bardzo poczytnych i zasięgowych blogów podróżniczych oraz na kilka grup związanych z podróżowaniem, do których należę. A tam w komentarzach niektórzy ludzie wręcz prześcigają się w pomysłach, dokąd jechać i co zwiedzić w czasach zarazy - tudzież skąd właśnie całymi rodzinami wrócili (bo przecież wszyscy teraz obniżają ceny lotów, noclegów oraz innych atrakcji, więc aż szkoda byłoby przepuścić taką niepowtarzalną okazję...) #facepalm

Na tego typu relacje trochę chce mi się rzucać inwektywami, a trochę nóż się w kieszeni otwiera. Zdawać by się mogło, że osoby takie inteligentne, obyte i światowe - a mimo to nie dociera do nich, że w tak dynamicznie zmieniającej się sytuacji epidemiologicznej podstawową zasadą powinno być (poza wzmożonym dbaniem o higienę) unikanie dużych skupisk ludzkich, ograniczenie przemieszczania się i - mówiąc kolokwialnie - SIEDZENIE NA TYŁKU W DOMU / w jego najbliższych okolicach!

koronawirus, coronavirus, podróże, podróże małe i duże, epidemia, podróże z dzieckiem, odpowiedzialność, świadome podróżowanie, etyka podróżnika, koronawirus w Polsce, koronawirus na świecie
foto: dailymail.co.uk

Dlaczego Chińczycy pomimo początkowej kiepskiej sytuacji
 tak dobrze radzą sobie z koronawirusem?

Właśnie dlatego, że umieli na tym tyłku usiąść, zdyscyplinować się, podjąć radykalne działania i dostosować swój tryb życia do aktualnie panujących warunków - zamiast udawać, że w sumie to nic się nie dzieje i że mają do czynienia z jakąś tam "trochę cięższą grypą".

Dla kontrastu - Włosi już tego nie potrafili. Potraktowali wszelkie ograniczenia jako zamach na ich osobistą wolność, dalej spotykali się swoim dawnym zwyczajem stłoczeni jak sardynki w puszce i aktualnie sytuacja wygląda u nich tak dramatycznie, jak opisuje to jeden z lekarzy pracujących w Bergamo (a także potwierdzają inne osoby zatrudnione we włoskiej służbie zdrowia) >>>> TUTAJ   Chyba dopiero teraz, w obliczu takiej tragedii zaczyna cokolwiek do nich docierać - i oby nie było zbyt późno na tego typu refleksje...(Bardzo rzetelnie przebieg zdarzeń relacjonuje u siebie Sabina z bloga Przystanek Italia).

***

 Zgadzam się, że panika jest zła i szkodliwa - 
ALE JESZCZE GORSZA JEST IGNORANCJA ORAZ TOTALNY BRAK WYOBRAŹNI!

Moim zdaniem znaleźliśmy się w takim punkcie, w którym nie można sobie nadal tak po prostu śmiało podróżować do każdego dowolnie wybranego zakątka świata bez jakichkolwiek konsekwencji i bez ponoszenia odpowiedzialności za własne decyzje.

Sytuacja zaszła już zbyt daleko, by móc pozwolić sobie na pełen chillout i lekceważenie. Uważam, że obecnie jakiekolwiek podróże (zwłaszcza te podyktowane nie wyższą koniecznością - a jedynie chęcią zwiedzania oraz niskimi cenami biletów) to po prostu SKRAJNA LEKKOMYŚLNOŚĆ.

Zabytki stoją od wieków - i będą stały nadal. Malownicze krajobrazy też nie zając - nie uciekną!Jestem w szoku, że niektórzy nie potrafią odpuścić sobie ich podziwiania w tak newralgicznym i "gorącym" momencie - kładąc na szalę zdrowie swoje, swoich bliskich oraz wszystkich innych osób, które potencjalnie mogą zainfekować...(Pomijam już psychiczny "komfort" takiego podróżowania - oraz fakt, że nasza destynacja może praktycznie z dnia na dzień stać się "czerwoną strefą", poza granice której już nikt nas z powrotem nie wypuści.)

koronawirus, coronavirus, podróże, podróże małe i duże, epidemia, podróże z dzieckiem, odpowiedzialność, świadome podróżowanie, etyka podróżnika, koronawirus w Polsce, koronawirus na świecie
foto: economictimes.indiatimes.com
 
A teraz jeszcze mój ulubiony tekst komentatorów: "Zarazić się można wszędzie - tak samo jak wszędzie można chociażby zginąć w wypadku samochodowym. To co, mam w ogóle z domu nie wychodzić?!"

Odpowiadam, stosując analogię:

Żeby nie zginąć w wypadku samochodowym - starasz się uważać i postępować według pewnych zasad. Jeździsz ostrożnie, przestrzegasz przepisów, zapinasz pasy bezpieczeństwa i zdejmujesz nogę z gazu. Oczywiście zawsze możesz trafić na jakiegoś idiotę, który będzie szarżował i wjedzie w Ciebie z całym impetem na czołówkę - ale sam próbujesz za wszelką cenę takie ryzyko zminimalizować...

Żeby nie złapać koronawirusa - też powinieneś się choć "ciut" postarać. Często myć ręce, dezynfekować je płynem antybakteryjnym, zakładać lateksowe rękawiczki, nie dotykać twarzy. W miarę możliwości unikać kontaktu z ludźmi, bezwzględnie odpuścić sobie masowe imprezy, zrezygnować z komunikacji publicznej i - jak już wcześniej wspomniałam - SIEDZIEĆ NA TYŁKU, zamiast bezrefleksyjnie kursować po całym świecie!Oczywiście zawsze może trafić się jakiś podróżnik, który już nie mógł wytrzymać i właśnie wrócił z nart we Włoszech, a zaraz potem nakichał prosto na Ciebie w sklepowej kolejce - ale myśląc logicznie prawdopodobieństwo zarażenia się w takich okolicznościach jest zdecydowanie mniejsze, niż gdybyś sam na te narty do Włoch pojechał...

***

 Reasumując, w obliczu koronawirusa przynajmniej przez jakiś czas SIEDŹMY NA TYŁKACH 
i skończmy wreszcie z całym tym podróżniczym hurraoptymizmem