Zaledwie kilka dni temu obiegła całą Polskę wiadomość o półtorarocznej dziewczynce, pozostawionej przez matkę we wrocławskim "oknie życia".
Sytuacja dość nietypowa, bo w założeniu jest to miejsce przewidziane dla noworodków i rzadko zdarza się, by znalazło się w nim dziecko starsze, już "odchowane" i nieanonimowe.
Osobiście nie wiem, co musiałoby się wydarzyć w moim życiu i jak trudna musiałaby być moja sytuacja, bym jako matka zdecydowała się na tak drastyczny i desperacki krok. Ale zdaję sobie sprawę, że bywa naprawdę różnie; że pewne okoliczności czasami nas przytłaczają, przerastają i zmuszają do rzeczy, na które nigdy nie zdecydowalibyśmy się w "normalnych" warunkach - dlatego też daleka jestem od osądzania, hejtowania i potępienia. W końcu "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono..."
***
Dziś piszę do Ciebie, droga Mamo, która rozważasz podobną decyzję.
Domyślam się, że jest Ci niesamowicie ciężko.
Być może jesteś zupełnie sama ze swoim dzieckiem i problemami, masz bardzo trudną sytuację mieszkaniową i finansową, ledwie wiążesz koniec z końcem i nie możesz liczyć znikąd na żadną pomoc.
A może doświadczasz przemocy fizycznej, psychicznej i traktowania tak strasznego, że chcesz za wszelką cenę uchronić przed tym swoje dziecko. Może Twój partner nigdy nie trzeźwieje, coraz częściej podnosi na Ciebie rękę, coraz częściej musisz maskować podbite oczy wielkimi okularami przeciwsłonecznymi, a sińce na szyi ukrywać pod kolorową apaszką.
Może jesteś poważnie chora i wiesz, że pozostało Ci już niewiele czasu, że lekarze nie dają już żadnej nadziei na wyleczenie, że już wkrótce nie będziesz w stanie zaopiekować się swoim maluszkiem - a nie masz nikogo, kto mógłby podjąć się jego wychowania.
Może tkwisz w szponach okropnego uzależnienia i nie potrafisz wyplątać się z matni, w której z jakichś przyczyn i w wyniku wielu bardzo złych splotów zdarzeń się znalazłaś.
A może po prostu czujesz, że nie umiesz dać swojemu dziecku miłości, troski, akceptacji i poczucia bezpieczeństwa. Może go nie kochasz, nie chcesz, wcale nie planowałaś. Tak, to też się zdarza - i może nie potrafisz wzbudzić w sobie tych wszystkich pozytywnych emocji niezależnie od głosów oburzenia, które krzyczą zewsząd: "Jak to?! Przecież każda matka POWINNA i MUSI kochać swoje dziecko!"
Jeśli faktycznie się nad tym zastanawiasz, wahasz, analizujesz - to prawdopodobnie los Twojej córeczki/synka nie jest Ci obojętny. Przemyśl to jeszcze, daj sobie i swojemu dziecku szansę, rozważ wszystkie inne możliwości, wszystkie argumenty "za" i "przeciw". To bardzo poważna decyzja. Poważna i nieodwołalna. Spróbuj wyobrazić sobie, czy będziesz w stanie potem nosić taki ciężar w sercu przez całe życie. Spójrz na tę małą, kruchą istotkę i zastanów się, czy to naprawdę jedyne wyjście z sytuacji - i czy tak rzeczywiście będzie DLA NIEJ najlepiej?
I pamiętaj, że są różne instytucje, do których możesz zwrócić się z prośbą o wsparcie. Są ośrodki pomocy społecznej, telefony zaufania, domy samotnej matki. Jest "Niebieska Linia" dla ofiar przemocy w rodzinie oraz najróżniejsze terapie i ośrodki leczenia uzależnień. Może jeszcze nie wszystko stracone! Może jeszcze uda Ci się wyjść na prostą i nie będziesz musiała decydować się na tak dramatyczne i bolesne rozwiązanie.
Ale jeśli faktycznie nie widzisz już dla siebie/dla Was innej opcji - to bardzo Ci współczuję i mam do Ciebie dużo szacunku. Nie porzucisz swojego maleństwa byle gdzie, nie ułożysz w nosidełku w przypadkowej bramie, nie zabijesz, nie zostawisz w reklamówce na śmietniku. Przyniesiesz go w miejsce, które właśnie po to zostało stworzone i do tego przeznaczone - zapewniając mu tym samym troskliwą opiekę już w kilka sekund po tym, jak naciśniesz na dzwonek i oddalisz się szybkim krokiem...
I może to dla Ciebie w tym momencie marna pociecha, ale właśnie zadbałaś o jego los najlepiej, jak umiałaś i byłaś w stanie w swojej trudnej życiowej sytuacji. Bądź szczęśliwa i niech Twoje dziecko będzie szczęśliwe. Najprawdopodobniej właśnie dałaś szczęście komuś jeszcze - jednej z par, które od lat czekają i bezskutecznie walczą o własny "cud narodzin" (nawet, jeśli to szczęście ma zostać zbudowane poniekąd na Twojej własnej, osobistej tragedii)...
Jeśli faktycznie się nad tym zastanawiasz, wahasz, analizujesz - to prawdopodobnie los Twojej córeczki/synka nie jest Ci obojętny. Przemyśl to jeszcze, daj sobie i swojemu dziecku szansę, rozważ wszystkie inne możliwości, wszystkie argumenty "za" i "przeciw". To bardzo poważna decyzja. Poważna i nieodwołalna. Spróbuj wyobrazić sobie, czy będziesz w stanie potem nosić taki ciężar w sercu przez całe życie. Spójrz na tę małą, kruchą istotkę i zastanów się, czy to naprawdę jedyne wyjście z sytuacji - i czy tak rzeczywiście będzie DLA NIEJ najlepiej?
I pamiętaj, że są różne instytucje, do których możesz zwrócić się z prośbą o wsparcie. Są ośrodki pomocy społecznej, telefony zaufania, domy samotnej matki. Jest "Niebieska Linia" dla ofiar przemocy w rodzinie oraz najróżniejsze terapie i ośrodki leczenia uzależnień. Może jeszcze nie wszystko stracone! Może jeszcze uda Ci się wyjść na prostą i nie będziesz musiała decydować się na tak dramatyczne i bolesne rozwiązanie.
Ale jeśli faktycznie nie widzisz już dla siebie/dla Was innej opcji - to bardzo Ci współczuję i mam do Ciebie dużo szacunku. Nie porzucisz swojego maleństwa byle gdzie, nie ułożysz w nosidełku w przypadkowej bramie, nie zabijesz, nie zostawisz w reklamówce na śmietniku. Przyniesiesz go w miejsce, które właśnie po to zostało stworzone i do tego przeznaczone - zapewniając mu tym samym troskliwą opiekę już w kilka sekund po tym, jak naciśniesz na dzwonek i oddalisz się szybkim krokiem...
I może to dla Ciebie w tym momencie marna pociecha, ale właśnie zadbałaś o jego los najlepiej, jak umiałaś i byłaś w stanie w swojej trudnej życiowej sytuacji. Bądź szczęśliwa i niech Twoje dziecko będzie szczęśliwe. Najprawdopodobniej właśnie dałaś szczęście komuś jeszcze - jednej z par, które od lat czekają i bezskutecznie walczą o własny "cud narodzin" (nawet, jeśli to szczęście ma zostać zbudowane poniekąd na Twojej własnej, osobistej tragedii)...

