Wiem, miało nie być w tym roku żadnych wielkich postanowień - ale umówmy
się, że wybór wakacyjnych destynacji i odpowiedniego miejsca na wczasy to już zupełnie inna para kaloszy :)
Uznaliśmy więc zgodnie, że nasze wakacje 2017 warto zaplanować już teraz - z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Zwłaszcza że całkiem prawdopodobne jest, iż zrealizujemy wreszcie nasze wieloletnie marzenia i tegoroczne lato spędzimy gdzieś zagranicą - w nieco bardziej egzotycznej i nieznanej nam dotąd scenerii.
Last minute czy first minute?
Zawsze byłam święcie przekonana, że najkorzystniejszą opcją w ramach wakacji
zagranicznych jest ta last minute - kiedy rezerwujemy miejsca i
kupujemy bilety lotnicze nawet zaledwie 2-3 dni przed planowanym
terminem wycieczki. Jednak im dłużej o tym czytam i przeglądam różne
oferty biur podróży, tym częściej odnoszę wrażenie, że to first minute jest
dla nas - rodziców trzylatka - najbardziej optymalnym rozwiązaniem...
Dlaczego doszłam właśnie do takich, a nie innych wniosków?
Po
pierwsze - korzystając z first minute mamy zawsze dużo szerszy wybór
wycieczek, hoteli i miejsc noclegowych. Czekając zbyt długo możemy
natomiast znaleźć się w sytuacji, kiedy wybierzemy jakąś opcję nie
dlatego, że faktycznie bardzo się nam ona podoba i jest tą wymarzoną - lecz
dlatego, że zwyczajnie nic innego nam nie pozostało.
Po
drugie - to będą wakacje z dzieckiem ! Jedziemy z Bąblem! Trzylatkiem! I mówiąc zupełnie szczerze
jakoś nie wyobrażam sobie załatwiania wszystkiego w trybie last minute. Na
pełnym spontanie, bez jakichkolwiek wcześniejszych ustaleń, odpowiedniej ilości czasu na pakowanie walizek i dziesięciokrotną selekcję bagaży...Nie, jakoś to do mnie nie przemawia - wydaje mi się, że wakacje z dzieckiem same w sobie są już wystarczającym wyzwaniem ;)
![]() |
| zdjęcie: Internet |
Po trzecie - w tym roku sytuacja nieco się zmieniła w związku z moimi studiami. W poprzednich latach mogliśmy wyjechać na rodzinne wakacje praktycznie w każdym wybranym przez siebie terminie - a w tej chwili mamy jednak pewne ograniczenia, narzucone nam przez sesję egzaminacyjną. Nasze wakacyjne pole manewru zostało nagle zawężone do okresu czerwiec-wrzesień. Z oczywistych względów wyjazdy zagraniczne są wtedy najdroższe - a first minute daje nam gwarancję sporych oszczędności nawet w tym najbardziej gorącym i tłumnie obleganym sezonie.
Po czwarte - właśnie zorientowałam się, że wykupując first minute można trafić na naprawdę konkretne promocje i rabaty. Itaka ma w swojej ofercie nawet do 40 % zniżki od cen katalogowych - a dodatkowo gwarantuje najniższą cenę, jej niezmienność i możliwość bezkosztowej zmiany rezerwacji, gdybyśmy jednak (odpukać!) musieli z jakichś względów zmodyfikować nasze wakacyjne plany.
Po piąte - na nasze rodzinne wakacje 2017 nie zabieramy ze sobą dziadków...A mimo to miło byłoby faktycznie odpocząć od czasu do czasu - więc Klub Przyjaciół Itaki wydaje nam się rozwiązaniem wręcz idealnym ;)
Myślę sobie zresztą, że niejeden rodzic wiele oddałby za kilku sympatycznych i uśmiechniętych animatorów, którzy porywają dziecko chociaż na godzinkę dziennie i pozwalają wyżyć mu się tanecznie, sportowo i artystycznie w trakcie licznych zajęć i zabaw w dziecięcym mini klubie ;) Mama i tato leżą sobie w tym czasie pod palmami z książką w dłoni i delektują się bardzo rzadko spotykaną ciszą oraz delikatnym szumem fal...Mmmm...rozmarzyłam się - i najchętniej jechałabym już dzisiaj !
Myślę sobie zresztą, że niejeden rodzic wiele oddałby za kilku sympatycznych i uśmiechniętych animatorów, którzy porywają dziecko chociaż na godzinkę dziennie i pozwalają wyżyć mu się tanecznie, sportowo i artystycznie w trakcie licznych zajęć i zabaw w dziecięcym mini klubie ;) Mama i tato leżą sobie w tym czasie pod palmami z książką w dłoni i delektują się bardzo rzadko spotykaną ciszą oraz delikatnym szumem fal...Mmmm...rozmarzyłam się - i najchętniej jechałabym już dzisiaj !
Jedyna wada opcji first minute polega jak dla mnie chyba na tym,
że po dokonaniu rezerwacji trzeba aż przez kilka miesięcy
czekać, tęsknić, marzyć i sobie wyobrażać ;)


