Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspieranie odporności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspieranie odporności. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 grudnia 2016

Kilka prostych sposobów na wspieranie odporności dziecka i całej rodziny.

Dzisiaj bez charakterystycznych dla mnie, przydługich wstępów. Mamy zimę - dzieci chorują. Niekiedy bywa, że razem z nimi zainfekowana zostaje również cała bliższa i dalsza rodzina. Poniżej sprzedaję kilka naszych sprawdzonych sposobów na budowanie i wspieranie dziecięcej odporności. Oczywiście, żaden z nich nie gwarantuje 100-procentowego powodzenia oraz całkowitej eliminacji przeziębień - ale może sprawić, że będziecie chorować rzadziej, krócej i zdecydowanie mniej "boleśnie".

 1. Codziennie podajemy Bąblowi...drinka.

Ale spokojnie - ten drink nie ma nic wspólnego z alkoholem! Jego składniki to przegotowana woda, naturalny miód prosto z zaprzyjaźnionej pasieki, sok z cytryny i ewentualnie przemycony w tym wszystkim ząbek czosnku. Myślę, że akurat o wyjątkowych właściwościach odżywczych i bakteriobójczych miodu nie trzeba już nikogo przekonywać - od siebie dodam więc tylko tyle, że ponoć poza wszystkimi zastosowaniami leczniczymi wpływa też korzystnie na poprawę apetytu i pracę mózgu (ze względu na zawartość glukozy, stanowiącej paliwo dla szarych komórek).

Miksturę taką przelewam do słoika i pozostawiam przynajmniej na 4 godziny - a potem podaję Młodemu codziennie chociaż pół szklaneczki. Jest to stara, sprawdzona receptura Bąblowego dziadka - więc Junior sam wymyślił dla niej nazwę i mówi o swoim ulubionym napoju "Dziadek z miodem" ;) Równie przyjemna i fajna jak jego picie - jest też oczywiście sama pomoc przy przygotowywaniu i łączeniu wszystkich składników :)




2. Dbamy o odpowiednią temperaturę i wilgotność powietrza w mieszkaniu.

Nasz pediatra od samego początku po stokroć powtarzał nam, że zdecydowanie lepiej jest dziecko trochę wychłodzić, niż przegrzać. Jego słowa potwierdziły się, kiedy Bąbel po którejś wizycie u moich rodziców wrócił od nich do granic upocony, zakatarzony, z ogromnymi wypiekami na twarzy. Po zbadaniu sprawy okazało się, że temperaturę w mieszkaniu  podkręcili aż do 28 stopni (!) - podczas gdy u nas panuje zawsze to optymalne dla dziecka 21.

Poza tym, mamy w pokoju Juniora nawilżacz. Generuje on zupełnie inne powietrze, którym naprawdę przyjemnie się oddycha - a Bąbel nie budzi się w nocy z płaczem, wysuszonym gardłem i przytkanym noskiem. Z drugiej strony - nie polecam też ustawiania go na maksymalne obroty, bo to z kolei skutkuje charakterystyczną rosą pokrywającą przedmioty i wilgotną "mgiełką",  unoszącą się wszędzie wokoło. 

3. Rodzinnie zażywamy tran - my w kapsułkach, a Junior w płynie. 

Tran towarzyszy nam praktycznie od 6. miesiąca życia Bąbla - przy czym zaznaczam, że zawsze trzeba skonsultować jego podawanie z lekarzem i absolutnie nie wolno podawać tranu dziecku, które już przyjmuje witaminę D pod inną postacią (bo wtedy można doprowadzić do jej przedawkowania). 

Muszę przyznać, że jakiś czas temu zdecydowaliśmy się na zmianę naszego tranu. Aktualnie podajemy Bąblowi specyfiki z Domowej Apteczki - ponieważ w niczym nie przypominają one tradycyjnych tranów o oleistej konsystencji i charakterystycznym rybim posmaku, natomiast również są bogatym źródłem kwasów omega-3 i witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (A, D oraz E). Więcej informacji o zbawiennym, dobroczynnym wpływie kwasów omega znajdziecie w artykule "Kwasy omega - czym są, rodzaje, właściwości, niedobór", który stanowi pewnego rodzaju kompendium wiedzy na ten temat. 



Nasze mają pyszny smak maliny oraz owoców tropikalnych, a swoim wyglądem i konsystencją przypominają syrop. Kiedyś spróbowałam ich nawet sama w ramach eksperymentu - i faktycznie ani trochę się po nich nie "odbija", a doznania okazały się dla moich kubków smakowych bardzo przyjemne. Widać to zresztą również na zdjęciach po minie Bąbla - ponieważ zawsze podczas ich zażywania towarzyszy mu uśmiech na twarzy, okrzyki "mniam, mniam!" i dokładne oblizywanie łyżeczki aż do momentu, w którym będzie idealnie czysta ;) Prawda jest taka, że żaden z wcześniej podawanych tranów nie spotkał się u niego z aż tak entuzjastyczną reakcją.



Oprócz tego trany z Domowej Apteczki nie zawierają cukru. Jest to dla nas szczególnie ważna cecha, ponieważ nasze dziecko robi się po nim niesamowicie pobudzone, nerwowe i trudne do opanowania - toteż unikamy jakiegokolwiek "dosładzania" jak ognia piekielnego. Odpowiada nam też ich gęstość - nie spływają z łyżeczki, a więc są zdecydowanie łatwiejsze w aplikacji. Istnieje też bardzo niewielkie prawdopodobieństwo rozlania syropku przez Juniora, który aktualnie znajduje się na etapie "Ja SAM!" i nie pozwala komukolwiek wyręczyć się w tej czynności.



Wydaje mi się, że w tych czasach podawanie dziecku tranu jest jeszcze bardziej uzasadnione, niż dawniej. Kiedyś był to raczej wynik tradycji i obiegowych opinii przekazywanych sobie z pokolenia na pokolenie - natomiast w tej chwili zasadność takich działań jest już potwierdzona licznymi badaniami naukowymi.  Wskazują one zresztą nie tylko na jego zbawienne działanie na układ immunologiczny - ale również na mocne kości, pracę mózgu, pamięć i koncentrację, co w przypadku dzieci jest przecież szczególnie istotne dla ich prawidłowego rozwoju.

4. Ubieramy warstwowo i adekwatnie do warunków atmosferycznych.

Tutaj zasada dotycząca zagrożeń płynących z przegrzewania również jak najbardziej obowiązuje. W mieszkaniu ubieramy Młodego w tyle samo warstw, ile mamy na sobie - natomiast podczas spaceru zakładamy mu o jedną dodatkową warstwę więcej. Staramy się, żeby jego ubrania były raczej oddychające i przewiewne -  wykonane z bawełny lub z dodatkiem włókien bambusowych - natomiast wszelkie sztuczności i "plastikowe" domieszki ograniczamy do minimum, żeby uniknąć nadmiernego pocenia.

Z odpowiednim strojem na dwór wiąże się oczywiście potrzeba codziennych spacerów na świeżym powietrzu - ale o tym pisałam już w swoim marcowym poście, więc odsyłam Was tam, bo od tamtej pory nic się w naszym podejściu nie zmieniło :)

5. Nie wychowujemy sterylnie i w idealnej czystości. 

Kiedy Bąbel  jest czymś umorusany od stóp do głów - jest też najszczęśliwszy! ;) Ma kontakt z piachem, kurzem, błotem, wodą w kałużach czy psią sierścią - ponieważ prawda jest taka, że w pierwszych latach życia dziecko w dużej mierze kształtuje swój układ odpornościowy właśnie przez  "obcowanie" z drobnoustrojami.

Oczywiście nie oznacza to, że nasze mieszkanie obrasta brudem i kilkucentymetrową warstwą kurzu ! Ale na przykład nigdy nie dezynfekowałam Bąblowych zabawek czy gryzaków jakimiś specjalnymi płynami tudzież innymi preparatami - zawsze wystarczyła mi do tego ciepła woda z odrobiną mydła i przyznaję, że nie robiłam tego również zbyt często. Butelki i naczynia też sterylizowałam i bardzo skrupulatnie wyparzałam jedynie do 6. miesiąca życia - natomiast potem po prostu je myłam i od czasu do czasu przelewałam wrzątkiem.  

6. Dość często zmieniamy klimat. 

Jako rodzina włóczykijów uwielbiamy podróżować! Niesie to ze sobą nie tylko liczne atrakcje turystyczne i poznawanie nowych miejsc - ale również częste zmiany otoczenia i warunków atmosferycznych, do których organizm musi się przystosować. Dla odporności dziecka - to naprawdę świetne "ćwiczenie" i całe mnóstwo bodźców mobilizujących układ immunologiczny do prawidłowych reakcji obronnych. Oczywiście dla malucha w wieku Bąbla najbardziej wskazane są wycieczki nad morze (ze względu na nasycenie tamtejszego powietrza jodem) - ale dobrze zadziała też wyjazd w góry czy nad jezioro w zupełnie innym rejonie kraju.