czwartek, 21 października 2021

Jak wspierać pierwszoklasistę i co zrobić, żeby szkoła nie kojarzyła się wyłącznie ze stresem? Wywiad z mgr Marleną Bronhard-Puchałą - psychologiem dziecięcym, pedagogiem i autorką bloga Psychologove.pl

Niedawno zaczął się nowy rok szkolny, więc mam do Pani kilka pytań odnośnie tego, jak wspierać świeżo upieczonych pierwszoklasistów. Sama jestem mamą siedmiolatka, który właśnie rozpoczął swoją przygodę ze szkołą i zupełnie szczerze przyznaję, że bardzo mocno wstrząsnęło to naszym poukładanym światem oraz wygenerowało mnóstwo stresów dla całej rodziny.

1) Zastanawiam się zatem, w jaki sposób można ułatwić dziecku adaptację w tej nowej rzeczywistości – i sprawić, żeby szkolna ławka nie kojarzyła się wyłącznie ze stresem oraz bezpowrotną utratą dotychczasowej beztroski. Czy jako doświadczony pedagog i psycholog dziecięcy ma Pani na to jakieś sprawdzone sposoby i porady dla rodziców?  

Przede wszystkim należy autentycznie wspierać dziecko i otworzyć się na to, co chce nam powiedzieć. Nie przekonujmy na siłę dziecka, że w szkole będzie super, bo tak naprawdę nie wiemy czy rzeczywiście w takich pozytywach ono tę szkolną rzeczywistość odbierze. To, czy dziecko będzie odbierać szkołę jako stres w dużej mierze zależy od tego, jak my rodzice będziemy do niej podchodzić. Jeżeli notorycznie będziemy porównywać dziecko, wmawiać mu, że musi mieć dobre oceny i wzorowe zachowanie, to z dużym prawdopodobieństwem dziecko rzeczywiście będzie się stresować, a tym samym straci dotychczasową beztroskę. 

Szkoła i edukacja są bardzo ważne owszem, ale warto pamiętać, że oceny w niej wystawiane w żaden sposób nie definiują dziecka, więc nie ma też co kłaść na nie zbytniego nacisku.  Warto z dzieckiem rozmawiać, aktywnie go słuchać, zauważać i podkreślać jego sukcesy. Nie chcąc, by szkoła kojarzyła się dziecku wyłącznie ze stresem, nie należy dziecka karać, wyśmiewać jego porażek, porównywać go z innymi. Równie ważne jest stworzenie przestrzeni na wyrażanie emocji i to, by o tych emocjach rozmawiać. Nie chcąc dziecku bezpowrotnie odbierać dziecięcej beztroski należy zadbać tez o to, by miało czas dla siebie, by mogło rozwijać swoje zainteresowania, mogło się pobawić, po prostu sprawić, by dziecko miało czas być dzieckiem. 

foto: www.pixabay.com/jarmoluk
2) Z moich doświadczeń z synkiem oraz z opowieści innych mam ewidentnie wynika, że po powrocie ze szkoły dzieci bardzo często są skrajnie zmęczone i przebodźcowane. Na szkolnych korytarzach panuje przeważnie tłok i hałas, wokół przewija się mnóstwo obcych ludzi, tak naprawdę wszystko jest nowe i napawa lękiem przed nieznanym…Czy istnieją jakieś specjalne techniki, które mogą choć trochę złagodzić to napięcie, pomóc dziecku się wyciszyć i zrelaksować po całym męczącym dniu?  

Zacznijmy od tego, że każde dziecko jest inne i każde też w inny sposób się relaksuje. Dla jednych pomocne okażą się ćwiczenia oddechowe, dla innych będzie to bajka relaksacyjna, dla jeszcze innych przeczytanie książki/opowiadania, spacer lub dawka ruchu. To prawda, że istnieją techniki relaksacyjne, ale nie jestem zwolenniczką narzucania dziecku w jaki sposób ma się relaksować. Dziecko samo, na zasadzie prób i błędów musi znaleźć sposób na wyciszenie, relaks i regenerację. My jako rodzice możemy, a nawet powinniśmy je w tym procesie poszukiwania wspierać i podpowiadać (ale nie narzucać!), jakie jeszcze sposoby mogą okazać się pomocne.

3) Odkąd nasz synek poszedł do szkoły, często słyszę od niego słowa: „Nie umiem”, „Nie dam rady”, „Nie zrobię tego tak, jak trzeba”…Sami nigdy nie oczekiwaliśmy od niego perfekcji i generalnie jesteśmy bardzo przeciwni wtłaczaniu dziecka w jakieś sztywne ramy czy schematy. Niestety, rzeczywistość szkolna w dużej mierze tak właśnie wygląda: trzeba dopasować się do określonych wymogów, wpisać w klucz odpowiedzi i „zasłużyć sobie” na pochwałę ze strony nauczyciela. Jak skutecznie budować w dziecku poczucie własnej wartości, nawet pomimo mniejszych lub większych szkolnych niepowodzeń?  

To o czym Pani mówi to jeden z powodów, dla których zarówno dzieci, jak i rodzice nie lubią szkoły. Prawda jest taka, że niewiele osób chętnie dopasowuje się do sztywnych, odgórnie narzuconych schematów. A jak wspierać w tym wszystkim poczucie własnej wartości dziecka? Zacznijmy od tego, że to poczucie własnej wartości dziecka należy budować już od pierwszych miesięcy życia dziecka. Kluczem jest dobra komunikacja, ponieważ to od komunikatów i wartości z nich płynących zależy, czy dziecko odbierze daną sytuację w sposób pozytywny czy negatywny. Zawsze warto też zauważać i doceniać sytuacje, w których dziecko zrobiło coś dobrze, w których widać jego starania. Nie mniej ważny jest też sposób w jaki chwalimy dziecko. Chcąc wzmocnić poczucie własnej wartości u dziecka warto też dać mu przyzwolenie na popełnianie błędów i potknięcia. Co ważne, dziecka należy słuchać i dawać mu poczucie bezpieczeństwa. Warto zachęcać dziecko do działania i podejmowania nowych wyzwań.

Niektórym rodzicom wciąż zdarza się pytać swoje dziecko jaką ocenę dostał kolega z klasy, mając nadzieję, że w ten sposób dziecko zmotywują. Nie, tak nie robimy, ponieważ porównywanie może wpłynąć negatywnie na poczucie własnej wartości dziecka. Chcąc dodać dziecku skrzydeł i sprawić, że będzie pewne siebie nie należy nie tylko nie porywać, ale nie można też krytykować, wyśmiewać, ani też długo rozpamiętywać niepowodzeń. 

foto: www.pixabay.com/jarmoluk
4) Nowa szkoła to również nowa grupa rówieśnicza, w której dziecko nie zawsze czuje się w pełni akceptowane. Zdarzają się niezbyt mili czy wręcz agresywni koledzy, różne nieprzyjemne i konfliktowe sytuacje…Jak reagować, kiedy nasza pociecha nie potrafi odnaleźć się wśród innych dzieci i nawiązać pozytywnych koleżeńskich relacji ze swoją klasą?   

Przede wszystkim warto pochylić się nad tym, czym te trudności w odnalezieniu się w grupie są spowodowane. Czy jest to niskie poczucie własnej wartości, nieśmiałość dziecka, trudności z odnalezieniem się w środowisku innym niż domowe czy może ten powód jest zupełnie inny.

Wiedząc, że dziecko jest odrzucone przez grupę rówieśniczą nie należy obarczać go winą za tę sytuację, zawstydzać ani też pozostawiać samemu sobie. Stanowczo nie polecam też wszelkich „dobrych” rad sugerujących, że dziecko ma się tym nie przejmować, a także motywowania typu „pokaż na co cię stać!”, ponieważ mogą one prowadzić do zachowań agresywnych.

Co zatem robić, kiedy dziecko nie potrafi odnaleźć się wśród rówieśników lub jest przez grupę nieakceptowane? Przede wszystkim uczyć dziecko szacunku, nie tylko do innych, ale też do samego siebie. Warto zadbać o to, by dziecko czuło się ważne, doceniane, kochane i akceptowane. Nie mniej istotne są też rozmowy z dzieckiem, podczas których należy okazać mu zrozumienie i akceptację. Dobrym pomysłem będzie też stwarzanie okazji do poznawania nowych osób, ale bez zmuszania do jakichkolwiek kontaktów.

Zachęcam też, by w takiej sytuacji skorzystać z pomocy psychologa, który po zapoznaniu się z konkretnym przypadkiem, pomoże znaleźć źródło problemów, podpowie jak radzić sobie w sytuacjach stresowych czy też ułatwi wprowadzenie metod reagowania w sytuacjach trudnych i stresujących.

5) Odnoszę wrażenie, że rodzicom dość trudno jest zachować odpowiedni balans. Z jednej strony chcieliby dać dziecku więcej swobody, wspierać jego samodzielność i pozwolić mu na rozwijanie skrzydeł – a z drugiej strony nadal zdarza im się być typem „helikoptera” czy też „krążownika”: nieustannie czuwać, stale trzymać rękę na pulsie i kontrolować absolutnie wszystko, co dzieje się za szkolnymi drzwiami. Czy w swojej karierze zawodowej spotkała się Pani z takimi sytuacjami – i jak poradzić sobie z tego typu rodzicielską przypadłością?  

Tak, wielokrotnie zdarzało się spotkać z takimi nadopiekuńczymi rodzicami, którzy nieustannie krążyli nad głową dziecka. Pierwszym i najważniejszym krokiem, by poradzić sobie z tego typu rodzicielską jak to Pani nazywa przypadłością, jest uświadomienie sobie, że tak naprawdę nie uchronimy w ten sposób dziecka przed porażką, trudnymi sytuacjami. Co więcej, warto mieć na uwadze, że takie nieustanne krążenie nad głową dziecka może być źródłem dziecięcych lęków. Co jeszcze? Nawet jeżeli dla rodzica helikoptera to niełatwe, trzeba dać dziecku przestrzeń wolną od siebie, małymi kroczkami. Niech szkoła stanie się miejscem bez rodzica. Trzeba pozwalać dziecku na samodzielność i wzięcie odpowiedzialności za swoje obowiązki. Ważne również, by akceptować dziecko, dawać mu możliwość popełniania błędów i dać szansę na bycie sobą. 

foto: www.pixabay.com/pexels
6) Domyślam się, że bardzo istotną kwestią jest też zaufanie do nauczyciela, nawiązanie z nim współpracy i dobry przepływ informacji na linii rodzice-grono pedagogiczne. Czasami jest tak, że nasze osobiste wspomnienia i doświadczenia z czasów szkolnych bardzo mocno rzutują na to, w jaki sposób postrzegamy placówkę naszego dziecka i pracujące w niej osoby. Jak z punktu widzenia psychologii powinna wyglądać relacja ze szkolnym wychowawcą, by przyniosła ona dziecku jak najwięcej „korzyści”?   

Przede wszystkim relacja ta powinna opierać się właśnie na tym wzajemnym zaufaniu, a także szacunku. Ważnym jest, żeby dwóm stronom zależało na stworzeniu dobrej relacji, w której będzie panować atmosfera życzliwości. Informacje, które rodzic przekazuje nauczycielowi, ale i te, które nauczyciel przekazuje rodzicowi powinny być szczere i rzeczowe. Najważniejsze, by zrozumieć, że rodzic i nauczyciel nie są w przeciwnych drużynach i nie traktować tych relacji jako próby sił, lecz ze sobą spokojnie rozmawiać i wyjaśniać wszelkie wątpliwości. Trzeba wspólnie dążyć do porozumienia i współpracy.

Rodzic powinien mieć świadomość, że nauczyciel chce dobrze dla dziecka, i że to jego sprzymierzeniec, nawet mimo pojawiających się różnic w poglądach.

7) Pozostaje jeszcze temat zajęć dodatkowych. Ich wybór jest obecnie naprawdę szeroki: basen, taniec, zajęcia sportowe, kółka teatralne, sztuki walki, języki obce, a nawet joga dla dzieci. Często rodzice wręcz prześcigają się w ilości tego typu pozalekcyjnych atrakcji – ale czy pomimo dobrych intencji nie jest to dla pierwszoklasisty zbyt obciążające? Czy nie lepiej spokojnie poczekać, aż dziecko ogarnie te obowiązkowe przedmioty, ujęte w podstawie programowej – a dopiero potem dokładać mu jakieś ewentualne, inne aktywności? 

Zdecydowanie lepiej spokojnie poczekać. Rozpoczęcie edukacji w szkole to dla dziecka nie tylko ogrom nowych wiadomości do przyswojenia czy nowe nawyki do wprowadzenia, ale również bardzo duży ładunek emocjonalny.

Dziecko, które w szkole styka się z ogromem bodźców, a które później przewożone jest na kolejne zajęcia jest po prostu przemęczone i często sfrustrowane. Nie zapominajmy o tym, że pierwszoklasista to nadal dziecko, które potrzebuje zabawy, luźnego czasu dla siebie. Oczywiście, jeżeli dziecko chce chodzić na jakieś zajęcia, a inicjatywa wychodzi od niego i te zajęcia rzeczywiście sprawiają mu frajdę to nie widzę przeciwwskazań. Ważne jednak, żeby w tym wszystkim zachować umiar i obserwować swoje dziecko.

________________________________________

mgr Marlena Bronhard-Puchała - psycholog z pasji, pedagog z powołania, terapeuta uzależnień z zamiłowania. Zawodowe doświadczenie zdobywała pracując z dziećmi i ich rodzinami na stanowiskach psychologa i wychowawcy w placówkach opiekuńczo-wychowawczych, domu dziecka i gabinecie integracji sensorycznej. Od kilku lat prowadzi prywatną praktykę, a na stronie internetowej Psychologove.pl szerzy wiedzę z zakresu psychologii, udziela profesjonalnego wsparcia podczas konsultacji online, oferuje zabawki wspierające rozwój dziecka, tworzy własne e-booki oraz bajki z przesłaniem.


25 komentarzy:

  1. Dużą ilość zajęć dodatkowych na pewno nie służy dzieciom w żadnym wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same zajęcia dodatkowe są ok, ale w rozsądnej ilości.

      Usuń
  2. tego typu wywiady mogą dużo wnieś w życie rodzicielskie sama nie mam dzieci więc na razie się nie wypowiadam

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem szczerze, że jako psycholog pracujący w szkołach, uważam, że trochę za bardzo się "ciuciamy". Szkoła zawsze była miejscem, gdzie panował hałas, gdzie dużo się działo - mam wrażenie, że gdyby dzieci nie spędzały popołudniami tyle czasu przed ekranami, nie byłyby tak przebodźcowane i zmęczone...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest też prawda, ale druga sprawa jest taka, że nagromadzenie materiału jest za duże.

      Usuń
    2. Hmmm...moje dziecko nie spędza czasu przed ekranem. Na co dzień praktycznie nie oglądamy TV, tylko okazyjnie zdarza się jakaś bajka albo teledysk dla dzieci - a przebodzcowane i zmęczone wraca właśnie ze szkoły.

      Powiem szczerze, że tekst psychologa pracującego w szkołach na temat nadmiernego "ciuciania się" trochę mnie przeraża. W sumie już się nie dziwię,że coraz więcej rodzin decyduje się na edukację domową...

      Usuń
    3. Może jeszcze doprecyzuję,żeby było jasne. Idąc do psychologa z problemem swoim czy swojego dziecka nie wyobrażam sobie,żeby ten problem został odebrany przez profesjonalistę jako "ciucianie się". W życiu bym już nie wróciła do gabinetu osoby,która w ten sposób bagatelizuje sprawy istotne dla swoich pacjentów,umniejszając ich wagę.

      Usuń
  4. Bardzo mi się podoba ten wpis, na pewno będzie bardzo przydatny dla rodziców pierwszoklasistów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak sądzę. Wiem komu polecić ten wpis w przyszłości.

      Usuń
    2. myślę, że rodzice powinni go przeczytać nawet wcześniej żeby wiedzieć z czym mierzy się ich dziecko

      Usuń
  5. Wydaje mi sie, ze jednak znakomita wiekszosc pierwszoklasistow raczej nie moze sie doczekac pojscia do szkoly i jest bardziej podekscytowana i dumna niz przestraszona, choc oczywiscie pewna doza niepewnosci tez sie moze wkrasc. W koncu to nowe miejsce. Z mojego doswiadczenia wynika tez, ze dzieciaki w pierwszej klasie szybko sie odnajduja i to nie jest jeszcze ten etap gdzie pojawiaja sie problemy z nauka. Wiem, ze pisalas w ktoryms z ostatnich postow i piszesz ponownie, ze Babel ciezko przeszedl adaptacje szkolna i mam nadzieje, ze to juz za Wami, ale jest on tutaj raczej wyjatkiem od reguly. Moze nie byl gotowy na pojscie do szkoly? Musimy pamietac, ze gotowosc szkolna to sprawa bardzo indywidualna i nie kazdy 7-latek musi koniecznie byc (choc wiekszosc jest) emocjonalnie i intelektualnie przygotowany na szkolne mury...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz,to jest pewnie bardzo indywidualna kwestia - ale z rozmów z wieloma moimi znajomymi mamami wynika,że ich dzieci wcale nie pałają nadmiernym entuzjazmem.

      Tu nie chodzi nawet o problemy z nauką czy jakiekolwiek inne potencjalne trudności - tylko po prostu o zmianę otoczenia,nową sytuację i realia jednak zupełnie inne,niż na wcześniejszych etapach edukacji. Jedno dziecko będzie tymi nowościami zachwycone,drugie - niekoniecznie. Ja osobiście byłam bardzo zagubiona w tych pierwszych latach podstawówki (pomimo rewelacyjnych ocen) i chyba znosiłam to nawet gorzej,niż Bąbel obecnie - bo on akurat już się wdrożył i przyzwyczaił :)

      Usuń
  6. Jestem nauczycielem, ale nie uczę klas I-III. Ze wszystkim powyższym się zgadzam. Dodatkowo jest wiele innych czynników, które na to wpływają. Prawda jest taka że nasz cały system szkolnictwa nadaje się do wymiany. Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to to! Ja też uważam,że system jest wadliwy,przeładowany do granic możliwości i nadaje się tylko do gruntownej reformy.

      Usuń
    2. podpisuję się rękami i nogami, że uważam, ze powinny zajść duże zmiany. Tymczasem poważnie się zastanawiam nad edukacją domową

      Usuń
  7. uważam, ze dużo zależy od nauczyciela i wcześniejszego przygotowania, to naturalne, ze stresujemy się kiedy czegoś nie potrafimy, grunt to odpowiednio zareagować

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mam dzieci, ale jestem zdecydowanie za gruntowną zmianą szkolnictwa. Mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie. Świetny artykuł :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę że bardzo pomocny wpis dla bliskich osób takiego dziecka, dobrze potrafić służyć wsparciem. Wartościowy temat.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo dobrze dobrane pytania. Myślę, że ten wywiad pomoże wielu rodzicom.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo dobry pomysł z tym wywiadem, każdy rodzic powinien to przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo interesujący wywiad, który przeczytałam z uwagą, choć temat mnie jakby obecnie nie dotyczy. Temat bardzo ważny, o którym powinno się rozmawiać i mówić, a co ważne także wspierać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Moje dwie córki to dwa różne egzemplarze (i dobrze), o ile starsza była zachwycona to młodsza wracała do domu strasznie zniechęcona i znudzona, po co ona ma chodzić do tej szkoły - była ciężka przeprawa w domu,a po rozmowie z panią pedagog okazało się że w szkole ona jest zupełnie inna, radosna, zaangażowana, aktywna na lekcjach - nawet zastanawiałam się czy to aby na pewno o moim dziecku 😂 teraz jest już w 3 klasie i jest marudzenie typu że ona tego się nigdy nie nauczy, ale to chyba wynika z tego że ona lubi sobie marudzić i potrzebuje żeby ją pogłaskać po głowie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Myślę, że wiele, wiele pracy przed rodzicami i nauczycielami. Jednak ciagle gdzieś krążymy wokół stereotypowego podejścia zniechęcając dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  15. Niby rady dla rodziców pierwszoklasistów, ale mozna tez przełożyć je na kolejne klasy i ja zamierzam tak zrobic :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie miałam o tym zielonego pojęcia. Dziękuję za garść przydatnych informacji :)

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)