Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anadara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anadara. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Wszystkie narodziny mojego dziecka...


Pierwszy raz urodziłeś się, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy o Twoim istnieniu. 

Nie było nas na tej szpitalnej sali, nie wzięliśmy Cię wtedy w ramiona, nie słyszeliśmy pierwszego krzyku i ominął nas moment, w którym nabierałeś swój pierwszy haust powietrza...

Zajrzałam kiedyś do swoich starych notatek i próbowałam ustalić, co robiłam tego dnia trzy lata temu, gdy Ty witałeś się ze światem. Najprawdopodobniej siedziałam na parkowej ławce w drodze do pracy i płakałam - bo już tak długo czekaliśmy na Ciebie, a Ciebie wciąż nie było w naszym życiu...Bo kolejna para z naszych warsztatów cieszyła się swoim upragnionym maleństwem - a my nadal trwaliśmy w niepewności i nadal nie mogliśmy ogłosić wszystkim wokół radosnej nowiny...

Po tych narodzinach została nam tylko dokumentacja - wypis ze szpitala i Twoja książeczka zdrowia z adnotacją, że kontakt "skóra do skóry" trwał krótko. Za każdym razem kiedy o tym czytam - szklą mi się oczy. I jakieś takie dziwne przekonanie mi towarzyszy, że Ona też wtedy płakała.

Bo jak można nie płakać, kiedy tuli się do siebie taki mały-wielki Cud ? I jak można nie płakać mając świadomość, że za chwilę ten mały-wielki Cud zniknie z pielęgniarką za zamkniętymi drzwiami i że już więcej się go nie zobaczy?  

Drugi raz urodziłeś się - już dla nas - kiedy miałeś niespełna trzy miesiące.  

TEN telefon z ośrodka adopcyjnego zadzwonił zupełnie niespodziewanie i zastał mnie - o ironio! - na pooperacyjnej sali. Przez przypadek wyrwałam sobie kroplówkę z przegubu dłoni, bo chciałam wstawać od razu i do Ciebie jechać. Zapomniałam tylko o tych kilkunastu świeżych szwach, które skutecznie utrudniały mi zwleczenie z łóżka obolałego ciała.

Na mój histeryczny płacz wielkiego wzruszenia zbiegły się pielęgniarki - i zaczęły pocieszać, że "przecież trzeba żyć dalej" i "że taka operacja to jeszcze nie koniec świata". A ja patrzyłam na nie ogłupiała, oczami wielkimi ze zdziwienia i pytałam "Kobiety , ale o co Wam chodzi? Przecież to nie przez operację. Płaczę, bo wreszcie jest! Nasz Synek! Nasz Synek na nas czeka!" 

Twoje trzecie narodziny...

...już do końca życia będą kojarzyły mi się z zapachem deszczu, świeżo skoszonej trawy i zupy pomidorowej - bo właśnie takie zmieszane aromaty unosiły się w domu dziecka tego dnia, kiedy Cię z niego zabieraliśmy.

I chciałabym umieć  napisać o tych chwilach coś więcej - ale wszystkie wspomnienia mam takie porwane, postrzępione i niekompletne, jak człowiek upojony alkoholem, któremu w pewnym momencie urywa się film. Jedyna różnica - że ja upojona byłam szczęściem i zalana w sztok endorfinami. A jednocześnie taka przejęta i przerażona tą ogromną odpowiedzialnością, którą jedna z opiekunek właśnie złożyła w polarowym kocyku na moje ręce...

***

Teraz jesteś - kochany, jedyny, wyjątkowy...
I ja też urodziłam się i rodzę każdego dnia na nowo, 
odkrywając w sobie coraz większe pokłady miłości i cierpliwości, troski i zrozumienia. 

Dziękuję Ci za to drugie życie, które mi podarowałeś... 
Być Twoją  mamą - to dla mnie wielka duma i ogromny zaszczyt ! 
 

adopcja dziecka - child adoption


 Ponieważ mój nastrój jest ostatnio bardzo refleksyjny -
dzielę się z Wami garstką naszych wspomnień...

Obejrzyjcie koniecznie z dźwiękiem -
bo w tle najpiękniejsza Anadara i jej "Orphan's Lullaby"