Skąd czerpać wiedzę o pielęgnacji dziecka ?
Żyjemy w
czasach, kiedy wszelkiej maści informacje dosłownie zalewają nas z każdego
możliwego źródła. Wielu rodziców wiedzy o pielęgnacji dziecka, jego
zdrowiu i radzeniu sobie z określonymi problemami poszukuje
już nie tylko wśród uznanych autorytetów w tej dziedzinie - lekarzy,
fizjoterapeutów czy położnych - ale również na stronach internetowych, forach
dyskusyjnych oraz w rozmowach ze znajomymi, którzy mają dłuższy staż
rodzicielski i (teoretycznie) większe doświadczenie.
Z jednej strony to dobrze - bo
możemy znaleźć rozwiązanie nurtujących nas problemów szybciej, łatwiej, bez
umawiania kosztownych wizyt, a nawet bez wychodzenia z domu. W końcu o wiele
prościej zapytać o radę wujka Google czy ciotkę Wikipedię - niż przekopywać się
przez całe stosy fachowych tekstów i rzetelnych, naukowych opracowań...
Z drugiej strony - jest to podejście obarczone bardzo dużym ryzykiem ! W końcu nie wszystkie informacje znalezione w Sieci są prawdziwe, uczciwe i godne naszego zaufania - a dyskusje na forach bardzo często nie mają nic wspólnego z merytoryczną wiedzą i polegają jedynie na wzajemnych "pyskówkach" oraz przerzucaniu się zupełnie subiektywnymi, wyssanymi z palca argumentami...Podobnie jest zresztą z "dobrymi radami" naszych mam, babć i koleżanek - ponieważ nawet jeśli jakieś rozwiązanie doskonale sprawdziło się w przypadku jednego dziecka, to już w przypadku drugiego czy trzeciego może okazać się kompletnie nietrafione , a nawet wręcz szkodliwe…
Z drugiej strony - jest to podejście obarczone bardzo dużym ryzykiem ! W końcu nie wszystkie informacje znalezione w Sieci są prawdziwe, uczciwe i godne naszego zaufania - a dyskusje na forach bardzo często nie mają nic wspólnego z merytoryczną wiedzą i polegają jedynie na wzajemnych "pyskówkach" oraz przerzucaniu się zupełnie subiektywnymi, wyssanymi z palca argumentami...Podobnie jest zresztą z "dobrymi radami" naszych mam, babć i koleżanek - ponieważ nawet jeśli jakieś rozwiązanie doskonale sprawdziło się w przypadku jednego dziecka, to już w przypadku drugiego czy trzeciego może okazać się kompletnie nietrafione , a nawet wręcz szkodliwe…
Jak
więc połapać się w tym wszystkim i nie zwariować?
Jak wybrać to , co najlepsze - dla nas, naszego dziecka i całej naszej rodziny ?
Jak wybrać to , co najlepsze - dla nas, naszego dziecka i całej naszej rodziny ?
Na pewno warto wyposażyć się w wiedzę naukową, popartą wieloma
profesjonalnymi badaniami i potwierdzoną przez niezależnych ekspertów - a
dopiero potem na jej podstawie podejmować decyzje i wyrabiać sobie określone
nawyki (w tym również te konsumenckie)
Dlatego też kiedy otrzymałam
zaproszenie na spotkanie "Sprawdzone -
udowodnione!" , organizowane we Wrocławiu przez markę Johnson’s Baby - nie wahałam się ani
chwili ! W końcu to właśnie Johnson's jest autorem ponad 90% wszystkich
publikacji i recenzowanej literatury naukowej na temat skóry dzieci - i to on
od 125 lat wyznacza światowe standardy jej pielęgnacji oraz spełnia aż 15
kryteriów jakości i bezpieczeństwa obowiązujących w Unii Europejskiej i Stanach
Zjednoczonych.
Fakt, że w
tym przypadku nie wystarczyło jedynie skorzystać z wyszukiwarki ;) Musiałam
zainwestować swój czas, dojechać kilkadziesiąt kilometrów na miejsce warsztatów
i spędzić na nich kilka godzin w towarzystwie innych blogerów - a także
zawodowych chemików, studentów medycyny, pielęgniarek i położnych - ale
przekazana nam wiedza zdecydowanie była tego warta i rozwiała wiele trapiących
mnie wątpliwości.
Czym kierowałam się do tej pory,
kupując kosmetyki ?
Szczera odpowiedź brzmi : wszystkim po trochu !
Szczera odpowiedź brzmi : wszystkim po trochu !
W czasach licealnych zgarniałam z drogeryjnych półek wszystko,
jak leci. Nie zwracałam uwagi, czy dany kosmetyk jest przeznaczony akurat
do mojego rodzaju cery , nie patrzyłam na jego skład i inne właściwości. Często
decydowała za mnie cena, przyjemny zapach czy ładne opakowanie - albo opinia
koleżanek, które miały tak samo "wyrobiony
zmysł kosmetyczny" ;)
Potem na jakiś czas zafiksowałam się bardzo mocno na
kosmetykach typowo aptecznych. Wydawało mi się, że skoro są sprzedawane
właśnie w takim miejscu, przez panią w sterylnie białym fartuchu - to świadczy
to o ich lepszej jakości i przewadze nad innymi specyfikami. Dopiero rozmowa z
zaprzyjaźnioną farmaceutką uświadomiła mi , że tak naprawdę jest to po prostu
sposób dystrybucji, jaki obrały sobie konkretne marki - który nie zawsze idzie
w parze ze skutecznością produktu.
Całkiem niedawno moją uwagę przykuły jakże modne i
ekologiczne kosmetyki naturalne - a więc zaczęłam tropić z uporem maniaka
wszelkie konserwanty, parabeny i SLS-y oraz konsekwentnie eliminować je jeden
po drugim ze swojej kosmetyczki. Niektóre eko-kosmetyki rzeczywiście sprawdziły
się u mnie świetnie - ale już w przypadku żelów pod prysznic czy szamponów
czułam się jakby...nadal brudna i niedomyta. A moje zdumienie sięgnęło zenitu,
gdy jeden z takich super-hiper-naturalnych balsamów uczulił mnie i pozostawił
na mojej skórze czerwoną, swędzącą wysypkę...
![]() |
| micele w kosmetykach |
To jak to w końcu jest z tymi
konserwantami w kosmetykach ?
Nie będę tu
wymyślać jakichś niestworzonych historii ani tworzyć kolejnych teorii
spiskowych. Zamierzam podzielić się z Wami
wiedzą naukową - którą przekazały nam trzy znakomite Prelegentki,
zaproszone do udziału we wrocławskich warsztatach marki Johnson’s:
Katarzyna Bosacka - dziennikarka, znana zapewne
wszystkim z programu telewizyjnego "Wiem,
co jem - i wiem, co kupuję". Laureatka głównej nagrody Urzędu Ochrony
Konkurencji i Konsumentów w konkursie "Libertas
et Auxilium" za najlepszy program poświęcony ochronie
konsumentów. Od wielu lat edukuje Polaków, jak czytać etykiety produktów
spożywczych i kosmetycznych.
Biotechnolog dr inż. Magdalena Sikora - pracownik Politechniki Łódzkiej i
Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Ekspert w zakresie surowców i półproduktów
kosmetycznych - oraz popularyzatorka wiedzy naukowej na temat bezpieczeństwa
kosmetyków i ich działania.
Agnieszka Machnio - ekspertka marki Johnson's i
redaktor naczelna magazynu dla położnych "W
Czepku Urodzone". Autorka licznych poradników i szkoleń dla położnych
i rodziców w zakresie pielęgnacji niemowląt.
A teraz naukowe fakty - bez
domysłów, spekulacji i popularnych mitów.
1) Sama woda nie wystarczy, by dokładnie
umyć niemowlę. Często jest
bardzo twarda, nadmiernie wysusza skórę i przyczynia się do naruszenia
jej bariery ochronnej. Absolutnie niewskazane są również preparaty
dla dorosłych - w tym tradycyjne mydła w kostce.
2) Skóra dziecka ZASADNICZO
różni się od skóry dorosłego człowieka. Jest nawet o 30% cieńsza i zawiera dwukrotnie
mniejszą ilość naturalnego czynnika nawilżającego - w związku z czym łatwiej
traci wodę. Dlatego nie powinno się z nią eksperymentować i używać do jej
pielęgnacji np. oleju kokosowego, oliwy z oliwek czy innych substancji - które
są de facto produktami spożywczymi, a
nie kosmetycznymi. Dziecięca skóra wymaga łagodnego preparatu oczyszczającego o
neutralnym (lekko kwaśnym) pH, nawilżającego i natłuszczającego emolientu oraz
kosmetyku zabezpieczającego przed słońcem (najlepiej z filtrem mineralnym).
3) Składniki myjące zwane
surfaktantami w połączeniu z wodą tworzą tzw. micele. Im większe i bardziej stabilne są
micele - tym produkt jest łagodniejszy dla skóry i oczu dziecka (stąd właśnie słynna formuła Johnson's No More Tears).
4) Do zanieczyszczenia kosmetyku
może dojść na wiele różnych sposobów : poprzez przenikanie wody do produktu,
mikroorganizmy znajdujące się w powietrzu czy nawet prozaiczne wkładanie palców
do pojemników.
5) Każdy kosmetyk posiadający w
swoim składzie wodę - musi zawierać jednocześnie konserwant, by została zachowana jego czystość
chemiczna oraz (najważniejsza!) mikrobiologiczna / farmakopealna. Zbyt mała
ilość konserwantów nie chroni produktu przed rozwojem grzybów, pleśni czy
innych szkodliwych drobnoustrojów (często niewidocznych gołym okiem).
6) Konserwanty dodawane do
kosmetyków myjących i innych środków pielęgnacyjnych występują naturalnie - chociażby w owocach, które
spożywamy na co dzień (np. borówkach i truskawkach). Tak naprawdę nie ma ani
jednej rzeczy i substancji na Ziemi, która byłaby wolna od tzw. "chemii". Tak samo, jak natura
może wytwarzać substancje szkodliwe i śmiertelnie niebezpieczne (np. roślinne
alergeny albo trujące grzyby) - tak również substancje syntetyczne wytwarzane w
laboratoriach bywają w 100% bezpieczne i dobroczynne (np. witaminy,
leki).
7) Do kosmetyków naturalnych
(oznaczonych jako ECOCERT, COSMOS, BDIH itd.) również dodaje się
konserwanty oraz surowce wytwarzane w laboratoriach - przy czym ocena toksykologiczna
ich bezpieczeństwa jest znacznie trudniejsza, niż w przypadku komponentów
syntetycznych.
8) Surowce naturalne - ekstrakty
roślinne i olejki zapachowe - też mogą nas uczulić. Jest to kwestia bardzo indywidualna
- ponieważ każda skóra ma inne potrzeby i inaczej reaguje na poszczególne
komponenty.
9) Najbardziej istotna jest nie
tylko sama obecność konserwantu - ale przede wszystkim jego BEZPIECZNE stężenie,
wzajemne oddziaływanie i synergia z pozostałymi składnikami. Dlatego też składy kosmetyków należy
odczytywać całościowo, kompleksowo, holistycznie - a nie wyciągać z nich
pojedyncze substancje i analizować je w oderwaniu od całej reszty. Mówiąc
inaczej : dany konserwant sam w sobie i w wysokim stężeniu faktycznie może
zadziałać na naszą skórę niekorzystnie i spowodować jej podrażnienie - ale przy
odpowiednio zachowanych proporcjach zapewnia pełne bezpieczeństwo, nie powoduje
zbyt "agresywnego" działania
oraz chroni kosmetyk przed reakcją taką, jak zaprezentowana poniżej...
![]() |
| kosmetyk zaatakowany przez pleśń (zdjęcie : Dorota z Wielopokoleniowo ) |
Reasumując i nawiązując do tytułu
tego wpisu –
współcześni rodzice mają naprawdę trudne zadanie.
współcześni rodzice mają naprawdę trudne zadanie.
Są ciągle
pouczani, atakowani z każdej strony sprzecznymi i wykluczającymi się wzajemnie
doniesieniami. Często padają ofiarą najróżniejszych manipulacji, spekulacji i
hejtu – a w zalewie informacji i ogromnym wyborze produktów dla dzieci naprawdę
nietrudno nabawić się „nerwicy konsumenckiej”…
Dlatego
uważam, że warto wziąć osobisty udział w warsztatach „Sprawdzone-udowodnione!” , samodzielnie przygotować kosmetyki i przeanalizować krok po kroku ich skład. Tak dla własnego spokoju, zgłębienia naukowej wiedzy
i poszerzenia horyzontów. A przede wszystkim po to, by umieć podejść do tematu
z rozsądkiem, umiarem i dystansem – nie popadając w zakupowo-pielęgnacyjną histerię, paranoję oraz szkodliwe skrajności.




















