Od czasu do czasu macie okazję obejrzeć na blogu jakieś
moje zdjęcia. Wyglądam, jak wyglądam - i pewnie nie każdemu musi się to
podobać, ale ja akurat czuję się dobrze w swoim ciele i zazwyczaj
patrząc w lustro (nawet pomimo pewnych niedoskonałości i mankamentów)
jestem w stanie uśmiechnąć się do własnego odbicia.
Jednak
musicie wiedzieć, że do takiego poziomu zadowolenia z własnego wyglądu
wiodła mnie dosyć długa i kręta droga.
Kiedy miałam jakieś 20 lat lat -
nie było chyba ani jednej rzeczy, którą bym w sobie
lubiła i z której byłabym naprawdę dumna i usatysfakcjonowana. Moja łazienkowa waga
wskazywała o jakieś 10 kilogramów więcej, niż w tej chwili - natomiast w szafie wisiały ubrania o dwa rozmiary obszerniejsze, niż aktualne 36.
W związku z powyższym, tamte czasy wspominam raczej kiepsko. Miałam wprawdzie świetne oceny na studiach, zgarniałam naukowe stypendia i zawsze należałam do tak zwanej "czołówki" - ale mimo to spoglądałam z zazdrością na piękne i szczupłe dziewczyny z równoległych grup. Sama prezentowałam się na ich tle jak typowe brzydkie kaczątko.
Nawet pełna akceptacja mojego ówczesnego chłopaka i obecnego męża - Bąblowego Taty - nie wystarczała, żeby pokonać wszystkie moje kompleksy. On nieustannie przekonywał mnie, że wcale nie muszę chudnąć - że podobam mu się taka jaka jestem i że sama siebie też powinnam taką zaakceptować. Ja z kolei zawsze odpowiadałam mu:
Nawet pełna akceptacja mojego ówczesnego chłopaka i obecnego męża - Bąblowego Taty - nie wystarczała, żeby pokonać wszystkie moje kompleksy. On nieustannie przekonywał mnie, że wcale nie muszę chudnąć - że podobam mu się taka jaka jestem i że sama siebie też powinnam taką zaakceptować. Ja z kolei zawsze odpowiadałam mu:
" Po co akceptować
to, czego się w sobie nie lubi -
skoro można to po prostu zmienić? "
Pamiętam, że niesamowicie się wtedy zawzięłam - i postanowiłam
schudnąć nie "do ślubu", nie "do wakacji" ani nie na jakąkolwiek inną
specjalną okazję. Postanowiłam schudnąć raz na zawsze - i już nigdy
nie wracać ani do dawnej wagi, ani do wcześniejszych zgubnych nawyków.
1. Zmieniłam sposób odżywiania i polubiłam się bardzo z zieloną herbatą, którą popijam chętnie do tej pory. Oczywiście nie oznacza to, że nie zdarzają mi się pewne drobne grzeszki, fast-foody czy czekoladowe desery - ale zdecydowanie nie objadam się nimi wieczorem i nie pozwalam sobie na takie odstępstwa zbyt często.
2. Zaczęłam regularnie biegać, jeździć na rowerze i spacerować przynajmniej przez 1-2 godziny dziennie. Jeżeli miałam do wyboru podjechać gdzieś autobusem albo przejść ten sam dystans na piechotę - zawsze decydowałam się na tę drugą opcję.
3. Odkryłam fenomen kilku prostych ćwiczeń - polegający na tym, że można wykonywać je nawet leżąc na podłodze obok bawiącego się dziecka, oglądając ulubiony serial w telewizji czy siedząc w uczelnianej ławce.
4. Przez początkowy okres zapisywałam swój jadłospis i przynajmniej przybliżoną wartość kaloryczną każdego posiłku w tabelkach i arkuszach - ponieważ takie notatki pozwalały mi porównać i ocenić moje postępy.
Okazało się, że to nie sama utrata wagi jest najbardziej problematyczna -
tylko odpowiednia motywacja, wytrwałość i konsekwencja w działaniu.
Czasami bardzo potrzebny jest ktoś, kto będzie nam o wyznaczonym celu systematycznie i uparcie przypominał - i dopingował do dalszych działań za każdym razem, kiedy już będziemy mieli ochotę machnąć na wszystko ręką oraz wrócić do dawnych przyzwyczajeń.
Jeżeli Wy również odczuwacie potrzebę, żeby schudnąć - i potrzebujecie takiego motywacyjnego "bata" nad sobą - polecam Wam Poradnik Odchudzania. Jest to 100 stron przystępnej i skondensowanej wiedzy - oraz zestaw ponad 50 porad na temat zbilansowanej diety, aktywności fizycznej i zdrowego trybu życia. Znajdziecie tam między innymi:
- tabele kaloryczne i wskazówki dotyczące dietetycznych zamienników,
- pełne zestawy ćwiczeń i porady na temat bezpiecznego treningu,
- tipy odnośnie obliczania BMI i dokonywania pomiarów ciała,
- sprawdzone sposoby na to, jak uniknąć efektu jo-jo
- oraz konkretne zadania do wykonania.
Co ważne, poradnik opracowany został przez profesjonalistów - dietetyczkę i trenerkę fitness Annę Szymanek oraz trenera Krav Maga Radosława Klimka. Najfajniejsze jest w nim to, że wszystkie kompleksowe porady zebrane zostały w jednym miejscu - i można pobrać je w całości jako plik pdf lub też dawkować sobie w mniejszych "porcjach", przychodzących regularnie na naszą skrzynkę mailową. Ja akurat preferuję wersję papierową - więc po prostu wydrukowałam sobie interesujące mnie rozdziały oraz tabele i zaglądam do nich za każdym razem, kiedy potrzebuję coś sprawdzić.
Jeszcze lepsza wiadomość jest taka, że za dostęp do poradnika płaci się tylko raz - natomiast wszelkie późniejsze aktualizacje są już zupełnie darmowe. Autorzy planują na ten rok około 30-40 nowych tematów, które będą spływały do mnie już automatycznie - bez konieczności jakiejkolwiek dopłaty. Właśnie dlatego poradnik ma formę elektroniczną - by móc bez żadnego problemu dokonywać jego aktualizacji i uzupełniać go o kolejne podrozdziały.
Dodatkowo dla osób zamawiających poradnik dostępna jest też dieta odchudzająca z 50-procentowym rabatem. Obejmuje ona 100 przepisów podzielonych na 5 posiłków dziennie, które możemy dowolnie ze sobą zestawiać i komponować pełnowartościowe menu dla siebie oraz dla całej swojej rodziny. Wszystkie wydają się proste i smaczne, a także są opatrzone tabelkami z ich wartością odżywczą.
Ponieważ kwiecień to już ostatni dzwonek, żeby zrzucić nadmiar ciałka przed wakacjami
i bez żadnych oporów pojawić się na plaży w bikini -
aktualnie na hasło "wielkanoc" można zasubskrybować poradnik aż o 20% taniej.
Być może przyda się Wam jako antidotum na świąteczne obżarstwo -
i motywacja, by zadbać o formę przed zbliżającym się latem :)








