Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja poporodowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja poporodowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lipca 2017

"Macierzyństwo mnie przerosło" - czyli depresja poadopcyjna, poporodowa i baby blues.


"Czytam Twojego bloga już od dawna - podobnie jak blogi innych adopcyjnych mam. Tak pięknie opisujecie swoje macierzyństwo. Tak bardzo kochacie swoje dzieci i jesteście takie szczęśliwe. Mam wyrzuty sumienia, bo ja tak nie potrafię. Czasami nie chce mi się wstawać rano z łóżka, kiedy znów słyszę dziecięcy płacz (...) Czasami zastanawiam się, po co mi to było - i mam wrażenie, że opieka nad córeczką kompletnie mnie przerosła. Czuję się przybita, wiecznie smutna, kompletnie załamana. Powinnam się przecież cieszyć, bo tak długo czekaliśmy z mężem na naszą kruszynkę - a jakoś nie umiem...Powiedz mi, czy Ty też tak miałaś na początku? Czy to kiedyś minie ? Już nie daję rady..." *

________________

*fragment maila zamieszczony za zgodą jego Autorki

Myślę, że wiele kobiet ma podobnie - i mi tez nie do końca udało się tego uniknąć. Najpierw zalała mnie fala miłości i euforii po tym, jak nasz Bąbelek się odnalazł... Potem mój mąż wrócił do pracy po urlopie, a ja zostałam z dzieckiem w domu. Dopadła mnie tak zwana "proza życia" i...byłam bliska postradania zmysłów ! 

Oczywiście, kocham synka nad życie.  Zdecydowałam się być z nim nie tylko na urlopie macierzyńskim, ale również wychowawczym - i absolutnie tego nie żałuję, a gdybym miała wybierać po raz drugi, podjęłabym identyczną decyzję. A jednocześnie - jestem bardzo daleka od gloryfikacji macierzyństwa i wynoszenia go na ołtarze. 

depresja poporodowa baby blues postnatal depression
zdjęcie: pixabay

Wciąż  bardzo niewiele mówi się o depresji poporodowej, poadopcyjnej czy generalnie o jakichkolwiek negatywnych emocjach towarzyszących macierzyństwu.  Choć powoli ulega to zmianie, nadal zewsząd bombardują nas raczej idealne i wymuskane obrazki perfekcyjnej pani domu - która tuli w ramionach uroczego, rumianego i uśmiechniętego od ucha do ucha bobaska.

I nie mówię tu nawet o telewizyjnych reklamach, niektórych parentingowych blogach czy rodzinnych sesjach zdjęciowych celebrytów - bo wiadomo, że tam jest to po prostu element autopromocji i szczegółowo przemyślana, zaplanowana w każdym detalu strategia marketingowa...

Mówię o tym, że często same przed sobą zakłamujemy rzeczywistość. Nie potrafimy powiedzieć wprost, iż macierzyństwo dało nam jak obuchem w łeb - i że niejednokrotnie czujemy się w związku z nim skrajnie wyczerpane, do granic możliwości umęczone i - o zgrozo! - nie do końca szczęśliwe.

depresja poporodowa baby blues postnatal depression

Tymczasem, statystyki są alarmujące. Według  nich klasyczny poporodowy "baby blues" dotyczy aż  65% kobiet - a u 15-20% z nich przeradza się  w bardziej długotrwałe zaburzenia i prowadzi do poważniejszej w skutkach depresji poporodowej. Nie inaczej sprawa ma się  w przypadku rodziców adopcyjnych. Tutaj wprawdzie nie mamy do czynienia z pociążowymi szalejącymi hormonami - lecz mimo to chroniczny smutek, najróżniejsze lęki  czy znaczne obniżenie nastroju towarzyszy aż 60 % adopcyjnych mam. (źródło: Keck, Kupecky - "Wychowanie zranionego dziecka") 

Śmiem  przypuszczać, że  powyższe liczby są  zaniżone. Niejedna mama pewnie nigdy nie przyzna się  do tego, że  macierzyństwo  w swojej początkowej fazie najzwyczajniej w świecie  ją rozczarowało, przygniotło i kompletnie minęło się z jej wcześniejszymi wyobrażeniami. Niejedna mama będzie wolała  tłumić emocje, wypłakiwać się  nocami w poduszkę  i udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku  - żeby nie spotkać  się  z ostracyzmem i krytyką ze strony otoczenia. 

W naszym społeczeństwie wciąż pokutuje przekonanie o "boskości" tej życiowej roli - a przecież nie wypada uskarżać się na to, co "boskie" i "mistyczne". Tym bardziej nie wypada narzekać, jeśli z jakichś względów czekało się na dziecko dłużej i z jeszcze większym utęsknieniem, niż pozostałe pary - i jeśli na drodze do rodzicielstwa przyszło nam pokonać najróżniejsze przeszkody natury medycznej, psychologicznej czy biurokratycznej...

***

Ale wiecie co? Ja naprawdę nie wierzę, że istnieje na świecie jakakolwiek mama, która postrzega swoją rolę wyłącznie jako słodki tort, posypany brokatem i oblany fontanną różowego lukru. Nie wierzę, że przynajmniej od czasu do czasu nie towarzyszy każdej z nas frustracja, żal i rozgoryczenie - ponieważ życie "po dziecku" wyobrażałyśmy sobie jednak nieco inaczej, niż ono rzeczywiście wygląda.

I już  słyszę  te wszystkie podniesione głosy oburzenia świętych  Matek Polek : 

"Przecież chyba wiedziały, na co się  decydują. 
Nie jest łatwo, ale nie mają  prawa narzekać  - 
bo dziecko wszystkie te trudy z nawiązką wynagradza."

No właśnie nie. Nie wiedziały. Bo dowiadujesz się o tym wszystkim dopiero wtedy, kiedy masz dziecko - i kiedy Twoje życie zmienia się o 180 stopni. Wcześniej - jest tylko teoria, nie mająca z prawdziwym życiem zbyt wiele wspólnego. Zamiast tortu - masz chleb powszedni. Zamiast różowego lukru,  czasami ulewa Ci się żółcią - ale nie ma w tym absolutnie niczego złego. 


depresja poporodowa baby blues postnatal depression
zdjęcie: pixabay

Jesteś matką - ale nie nadczłowiekiem. Nie automatem i cyborgiem, ustawionym wyłącznie na Tryb Zachwytów, Ochów i Achów. Masz prawo być zmęczona, zirytowana, zła czy smutna. Masz prawo narzekać, płakać i kląć pod nosem - jeśli w jakiś sposób pomoże Ci to uporać się z nagromadzonymi uczuciami. Masz prawo oczekiwać wsparcia od męża i prosić o pomoc inne bliskie osoby z Twojego otoczenia  - jeśli czujesz, że sama nie dajesz sobie rady. Masz też prawo szukać pomocy u specjalisty - psychologa czy terapeuty - jeśli uważasz, że Twój kiepski psychiczny stan trwa już zbyt długo, a jego przejawy są coraz bardziej nasilone. 

NIE JESTEŚ PRZEZ TO WSZYSTKO GORSZĄ MATKĄ ! -
ale za to z całą pewnością jesteś dla mnie bardziej autentyczna i świetnie Cię rozumiem...