Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remont. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 listopada 2016

Kierunek Orient, czyli : "Kobieto, remontu Ci się zachciało!" ;)

 BACKGROUND HISTORYCZNY ;)

Pamiętacie może słynne "Złote Myśli"? Takie popularne w podstawówce zeszyty, w których odpowiadało się na różne mniej lub bardziej dziwaczne pytania. Na to o "wymarzone miejsce zamieszkania" - wpisywałam zawsze Indie,  Maroko lub jakąś inną, równie egzotyczną lokalizację. Popołudniami natomiast często chodziłam do naszej jedynej miejskiej biblioteki i przeglądałam w czytelni najróżniejsze albumy, w których aż roiło się od ilustracji indyjskich słoni, figurek Buddy i bajecznie kolorowych mandali.

Kiedy tuż po ślubie wiliśmy sobie nasze nowe, małżeńskie gniazdko - moja fascynacja Orientem przejawiała się głównie w strojach i biżuterii, którą nosiłam i noszę do tej pory (kto mnie zna, ten wie ;))  Nigdy natomiast nie odważyłam się przełożyć jej na grunt meblarsko-wnętrzarski oraz na wystrój naszego mieszkania. Ostatecznie urządziliśmy je w stylu, który wtedy oboje określaliśmy jako "klasyczny i ponadczasowy" - natomiast na dzień dzisiejszy wydaje mi się jednak nieco zbyt zachowawczy i...zwyczajnie nudny. 

Od tamtej pory minęło już kilka lat - a ja tylko czekałam na tak zwany "odpowiedni moment",
żeby stworzyć sobie chociaż małą  namiastkę Orientu w naszym domu...



CZAS DZIAŁAĆ !

Myślę, że taki moment właśnie nastąpił (no dobra, może trochę go świadomie przyspieszyłam ;) ) Ściany naszego mieszkania zostały już na tyle wyciapane brudnymi Bąblowymi łapkami i podziurawione plastikowym młotkiem z zestawu małego majsterkowicza - że nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zarządzić niewielkie odświeżenie i zmianę wystroju.

Jednocześnie przełom listopada i grudnia nie wydaje nam się zbyt dobrym czasem na jakiekolwiek większe budowlane przeróbki - więc w pierwszej kolejności postanowiłam urządzić sobie chociaż swój własny, orientalny kąt. Taki mały, prywatny azyl - w którym piszę, słucham muzyki, czytam książki albo zakuwam do kolejnych zajęć na uczelni (o ile w ogóle uda mi się znaleźć odrobinę czasu na którąkolwiek z tych wymienionych czynności ).

Kiedy znowu zrobi się cieplej, pewnie pociągniemy ściany mojej kryjówki Marakeszem albo jakimś innym ciekawym tynkiem strukturalnym.  Tymczasem klimatu nadaje tutaj głównie piękna mandala znaleziona na Pixers.pl - na którą zdecydowałam się po jakichś 4 godzinach przeglądania najróżniejszych printów, wzorów i motywów (a wybór miałam bardzo trudny, spośród ponad 30 milionów niesamowicie kuszących opcji!)



3/4 ŚWIATA NA NASZEJ ŚCIANIE

Jeżeli w sanskrycie słowo "mandala" oznacza "cały świat" - to my mamy jakieś 3/4 tego świata w zasięgu wzroku ;) Projektując swój własny obraz celowo trochę go ścięłam - bo bardzo zależało mi na tym, żeby został wydrukowany na planie prostokąta.

Naszej mandali z całą pewnością nie można określić jako dekoracyjny "drobiazg" - bo jej wymiary to aż 80 x 120 centymetrów. Mimo to okazała się bardzo lekka i łatwa w montażu (przyklejona przez Małża na taśmę Tessy) -  ponieważ wybrałam sobie akurat obraz na tworzywie PCV. Taka opcja wydawała mi się też najłatwiejsza do utrzymania w czystości - bo nie wierzę, że Bąbel będzie przechodził obok niej obojętnie i nigdy nie zechce odcisnąć na niej swoich usmarowanych dżemem paluszków ;)


 
IDEALNE DOPEŁNIENIE

Drobiazgami są natomiast figurki indyjskich słoni, ażurowane ramki i lampiony, etniczne narzuty, poduchy i chwosty - oraz wszystkie inne bibeloty, którymi się tu otaczam.

To tutaj zasiadam sobie w głębokim rattanowym fotelu, żeby każdego wieczora przerzucić chociaż kilka stron książki, notatek z wykładów albo pokolorować coś dla ukojenia skołatanych nerwów. To tutaj relaksuję się po ciężkim dniu - z kubkiem zielonej herbaty, ciepłym kocem, czasami też z otwartym laptopem.

To tutaj towarzyszą mi przedmioty, które najbardziej lubię - ponieważ każdy kojarzy mi się z jakimś konkretnym zdarzeniem, wycieczką albo historią z naszego życia. To tutaj mój ukochany Orient mam na wyciągnięcie ręki, choć jeszcze nigdy nie udało mi się odbyć podróży do żadnego z powszechnie kojarzonych z nim krajów...




CZY MAMA MOŻE BYĆ CAŁKIEM SAMA?

Jak widać na załączonych obrazkach - niekoniecznie ;)  Również Bąbel bardzo sobie ten mój "prywatny" skrawek przestrzeni upodobał - i bywa  w nim bardzo częstym gościem, choć czasami jego obecność zaznacza się jedynie czubkiem głowy widocznym zza oparcia fotela ;)

Mówiąc zupełnie szczerze, absolutnie mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie ! Uwielbiam te nasze wspólne wieczorne chwile - takie już spokojne, wyciszone i pełne skupienia, bez dzikich okrzyków i szalonej gonitwy po całym mieszkaniu - kiedy siadamy razem pod tym "pięęęęęknym oblaziem", przytulamy się do siebie i czytamy wybraną bajkę na dobranoc...Każdej mamie życzę, żeby chociaż raz w ciągu całego dnia doznawała takiego niczym niezakłóconego "stanu Zen" ;)


poniedziałek, 9 maja 2016

Zapraszamy w nasze skromne progi :)

Co zrobić, kiedy nie ma się zbyt wiele czasu na napisanie kolejnego obszernego posta ? Dodać taki z dużą ilością zdjęć ;) - i dlatego dzisiaj zapraszam Was do nowego Bąblowego królestwa, które udało nam się bez większych perypetii wyremontować podczas minionego majowego weekendu. 

Być może niektóre z Was pamiętają jeszcze dawny pokój Juniora, prezentowany przeze mnie na poprzednim blogu. Niestety nie pomyślałam o tym, żeby zrobić jakieś jego zdjęcia przed metamorfozą i wstawić je tutaj dla porównania - osoby niewtajemniczone muszą zatem uwierzyć mi na słowo, że różnica jest naprawdę diametralna :)


Urządzając pokoik po raz pierwszy nie mieliśmy żadnej konkretnej koncepcji ani szczegółowo przemyślanej i zaplanowanej strategii. Jeśli miałabym pokusić się o jakąś nazwę dla naszego ówczesnego motywu przewodniego - to chyba najbardziej odpowiednie byłoby "pomieszanie z poplątaniem", ponieważ poszczególne elementy wystroju sprawiały wrażenie, jakby zostały tu po prostu przeniesione z kilku różnych dziecięcych wnętrz i ułożone w jedną dość przypadkową, niezbyt spójną całość ;) 

Tym razem natomiast zapragnęliśmy, żeby wszystko względnie się ze sobą zgadzało (kolorystycznie i tematycznie) i było bardziej zbliżone do całej reszty pomieszczeń w naszym mieszkaniu, które urządzone jest raczej minimalistycznie i tak, żeby nie trzeba było ciągle przestawiać z miejsca na miejsce całego mnóstwa najróżniejszych bibelotów.


Najwięcej dylematów mieliśmy chyba w stosunku do nowego, "dorosłego" łóżeczka. Ponieważ do tego niemowlęcego Junior był dość mocno przywiązany - zastanawialiśmy się, czy uda nam się od razu przekonać go do sypiania w większym, inaczej ustawionym, a przede wszystkim pozbawionym szczebelków. 

Obawialiśmy się też, czy nasze wiecznie wierzgające nogami dziecię po prostu z niego nie wypadnie. Na szczęście drewniana boczna barierka doskonale pełni swoją rolę i żadna nieprzyjemna przygoda się jeszcze Bąblowi nie przydarzyła - a jako dodatkowego zabezpieczenia używamy całego mnóstwa poduszek i ogromnego pluszowego misia, który w razie czego uczyni lądowanie na dywan bardziej miękkim i bezbolesnym :)

Jak widać na zdjęciach, nowy mebel praktycznie od razu zyskał u Bąbla pełną akceptację - a i mnie zdarzyło się na nim przysnąć po pełnym wrażeń dniu, czego Małż oczywiście również nie omieszkał uwiecznić ;)


Bardzo ważne są dla mnie przesłania z plakatów, które powiesiliśmy na ścianie i ustawiliśmy w ramkach na komodzie. Długo zastanawialiśmy się nad tym, jakie ewentualne motto powinno się w pokoju Bąbla znaleźć i co chcielibyśmy mu jako rodzice najbardziej przekazać. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na słonika, który sięga po swoją upragnioną gwiazdkę z nieba i na dwa plakaty w stylu "indiańskim".



Oprócz tego chcieliśmy w jakiś sposób podkreślić znaczenie, które ma dla nas adopcja. W mniejszych ramkach umieściliśmy napis 'You were born in our hearts' oraz obrazek z datą i godziną TEGO telefonu - ponieważ dla nas jest ona symbolicznym momentem "narodzin" i pojawienia się trzymiesięcznego wówczas Bąbla w naszym życiu. Mamy wielką nadzieję, że jeśli Junior będzie od samego początku miał styczność z tego typu symbolami i informacjami - to w przyszłości przyjmie ten fakt zupełnie naturalnie, jako coś oczywistego, i będzie mu łatwiej uporać się i pogodzić z jego własną historią.

Półkę w kształcie chmurki zdobią też zrobione przeze mnie literki tworzące imię, którego niestety nie mogę tu pokazać - bo nie zostało ono nadane przez nas, nie zmieniliśmy go po przysposobieniu i stanowi jedyny łącznik oraz pamiątkę z okresu, kiedy synka jeszcze z nami nie było . 


Nie mogło też zabraknąć cotton balls, które wieczorami dają piękne, delikatne światło i wprowadzają niesamowity nastrój - i jesteśmy nimi oczarowani do tego stopnia, że chyba nawet dokupimy sobie jeszcze kilka kompletów, żeby rozłożyć je również w innych miejscach. Na szczęście pokusa ich zrzucania na podłogę okazała się tylko chwilowa i Bąbel bardzo szybko tego zaniechał, większą uwagę kierując w stronę nowego biegowego rowerka ;)


Oczywiście przy stosunkowo niewielkim metrażu pokoiku i ogromnej ilości gadżetów nie udało się uniknąć sytuacji, w której piłki, pluszaki i samochodziki przekroczyły próg Bąblowego królestwa i rozpanoszyły się również w salonie - ale generalnie rzecz biorąc misja została spełniona i jesteśmy wszyscy bardzo zadowoleni z jej końcowego efektu :)