Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawka dla przedszkolaka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawka dla przedszkolaka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Jak zniechęcić dziecko do przedszkola ? Antyporadnik dla rodziców.


1. Strasz dziecko przedszkolem (!) Serio - niektóre mamy / tatusiowie / babcie praktykują taką "cudowną" metodę wychowawczą. Nie dalej jak dwa dni temu słyszałam, jak kobieta mówi do swojego synka :

"Uspokój się wreszcie - bo pójdziesz do przedszkola. Już jesteś taki nieznośny, że nie mogę z tobą w domu wytrzymać. I będziesz tam siedział sam z obcymi paniami - a ja w końcu będę miała chwilę spokoju".  

Ciekawa jestem, z czym po takim tekście będzie kojarzyło się dziecku przedszkole ? Raczej nie z przyjemnością, nowym doświadczeniem i zabawą w gronie rówieśników - tylko z rodzajem kary, zadośćuczynienia i przymusowej separacji od rodziców. Przypuszczam, że maluszek może poczuć się również winny - i uznać, że rodzice "oddali go", ponieważ nieodpowiednio się zachowywał. Wrażliwsze dziecko pomyśli wręcz, że jest niekochane - i że mama z tatą zwyczajnie chcieli się go pozbyć. 



2. Powtarzaj w kółko : "Nie ma się czego bać". Im częściej rodzice powtarzali mi to zdanie przed wizytą u lekarza, na szczepieniu czy na zastrzyku - tym bardziej się bałam i wiedziałam, że nie czeka mnie tam nic dobrego. 

Takie słowa zawsze sugerowały mi , że w gruncie rzeczy jest się czego bać - ale dorośli właśnie usiłują wmówić mi coś zupełnie innego i zrobić ze mnie idiotkę. 

Tymczasem - w przypadku przedszkola faktycznie nie ma żadnych poważnych podstaw czy powodów do obaw. Więc lepiej unikać wszelkich konstrukcji zdaniowych, odmieniających słowo "strach" przez wszystkie możliwe przypadki. Moim zdaniem warto skupić się raczej na pozytywach - wspominać własne dobre doświadczenia z przedszkolem i opowiadać o tym, jak wiele wspaniałych, interesujących rzeczy można tam robić. 



3. Płacz, histeryzuj i wpadaj w panikę. Kojarzysz ten moment, kiedy rodzice odprowadzali Cię po raz pierwszy pod drzwi przedszkolnej sali ? Na pewno nie było im wtedy łatwo zachować zimną krew, nie uronić choć jednej łezki wzruszenia, utrzymać się w ryzach i nadać swojemu głosowi normalne brzmienie. 

Ciebie też pewnie ściśnie w gardle. Też pewnie zaszklą Ci się oczy. Ale mimo wszystko postaraj się nie dopuścić do tego, żeby te emocje wzięły górę - i nie rozklejaj się nadmiernie przy dziecku. Pamiętaj, że ono doskonale wyczuwa wszystkie dorosłe nastroje. Jeśli dojrzy w Tobie napięcie, lęk i nerwy - samo też może poczuć się jeszcze bardziej zaniepokojone całą sytuacją. 

Dlatego lepiej poczekaj, aż zamkną się za Tobą drzwi. Wtedy już w porządku - możesz ryczeć jak bóbr, tama puściła ;)  



4. We wszystkim wyręczaj i bądź jak typowa "matka-kwoka". W moim odczuciu jednym z zasadniczych powodów, dla których posyła się dziecko do przedszkola - jest socjalizacja, nauka funkcjonowania w grupie oraz większej samodzielności. 

Jeśli pomimo podjęcia takiej decyzji nadal będziesz chciała swojego świeżo upieczonego przedszkolaka "wysiadywać", jakby był kilkumiesięcznym rozkosznym berbeciem - to żaden z powyższych celów raczej nie zostanie osiągnięty.

Kiedy miałam studenckie praktyki w przedszkolu i nauczaniu początkowym, niejednokrotnie takie matki-kwoki widywałam. "Robercik nie umie sam jeść - to ja zostanę i go pokarmię." "Kacperku, sam się nie ubieraj - ja ci założę kurtkę i zapnę rzepy w butach". Zdarzały się nawet przypadki, kiedy mama wykonywała jakąś pracę plastyczną ZAMIAST dziecka - a wystarczyło tylko trochę mu pomóc i zachęcić je do wspólnej twórczości. 

Osobiście jestem zwolenniczką podejścia, że im dziecko starsze - tym więcej swobody i okazji do samodzielnego zdobywania nowych umiejętności trzeba mu dawać. Nie usuwać spod nóg wszystkich kłód - tylko pozwolić pogłówkować , jak je przeskoczyć lub obejść :) Myślę, że wtedy dziecko będzie miało zdecydowanie więcej satysfakcji, że dokonało czegoś zupełnie samo lub tylko przy naszym niewielkim wsparciu.



5. Bądź "przedszkolnym wybawcą" swojego dziecka. Odbieraj je z przerażoną miną i mów : "Jak się czujesz, kochanie? Nic ci się nie stało przez cały dzień bez mamy? Chodź, już Cię stąd zabieram. Teraz pójdziemy do domku, będziemy do wieczora razem i porobimy wspólnie coś naprawdę fajnego".

Taaa...Zachowuj się zupełnie jak rycerz na białym rumaku, który właśnie uratował księżniczkę przed pożarciem przez ziejącego ogniem smoka ;)

6. Wymuszaj na dziecku szczegółowe relacjonowanie każdego dnia spędzonego w przedszkolu. "Co jadłeś na obiad? Jaką bajkę oglądaliście po drugim śniadaniu? Gdzie byliście na spacerze? Spałeś na leżakowaniu? Z kim i w co się bawiłeś? Co ciekawego robiła z Wami dzisiaj pani?" - krzyżowy ogień pytań, tuż po opuszczeniu przedszkolnych murów. Ciekawe, które dziecko - wyczerpane wrażeniami całego minionego dnia - będzie miało ochotę i siłę na nie wszystkie odpowiadać, nie zniechęcając się przy okazji do samej instytucji przedszkola ;)
 


7. Wymagaj natychmiastowych efektów - nie znoś sprzeciwu i porażek. Pamiętajmy, że przedszkole to dla naszych dzieci zupełnie obce, nieznane wcześniej miejsce. Jak my czuliśmy się w nowej szkole? Jak czujemy się obecnie - już jako dorośli ludzie - zmieniając pracę czy nawet stanowisko w tej samej firmie ? Czy nie potrzebujemy czasu, żeby przyzwyczaić się do nowej sytuacji ? Czy nie musimy wdrożyć się w nowe obowiązki i codzienną rutynę? Czy od razu brylujemy w nowym towarzystwie, czujemy się jak ryba w wodzie i bez żadnych potknięć realizujemy wszystkie powierzone nam obowiązki?  Nie sądzę. Dlatego dajmy dziecku przede wszystkim czas - i dajmy go również sobie :)

***

P.S. Żeby nie było, że się w tym wpisie mądrzę i wszystkie rozumy pozjadałam ;) Sama na pewno też najróżniejszych błędów nie uniknę - ale będę informować Was o tym na bieżąco, bo nasz Bąbel również od września zaczyna swoją przygodę z przedszkolem ;) 

P.S. 2. Dotychczasowe wpisy związane z elementami naszej wyprawki dla przedszkolaka znajdziecie ------->>> TUTAJ. 

Natomiast -------->>> TUTAJ podrzucam Wam kilka pomysłów na kreatywne place plastyczne z dzieckiem, wykonane przy użyciu produktów Bambino.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Do przedszkola ze Slippers Family.

Być może niektóre z Was pamiętają, że kiedy nasz Bąbel miał niespełna 12 miesięcy, pojawiły się u niego problemy z napięciem mięśniowym. Na szczęście udało się nam uporać z nimi bardzo szybko - dzięki pomocy naprawdę świetnej rehabilitantki, która jednak zwróciła nam wtedy uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz.

"Widzę tutaj spore ryzyko płaskostopia" - powiedziała, a ja na początku jakoś niespecjalnie się tym przejęłam. "To przecież nic wielkiego! Sama również mam od dziecka stwierdzoną tę przypadłość, ale w żaden sposób nie utrudnia mi ona życia i nie wpływa na moje samopoczucie." - pomyślałam.

Dopiero po dłuższej rozmowie z panią Kasią na ten temat dotarło do mnie, że moje częste bóle kręgosłupa, skurcze w łydkach i pojawiająca się na nich opuchlizna mogą być ściśle związane właśnie z tym, że nieprawidłowo ukształtowane stopy nie posiadają odpowiedniej "amortyzacji".


W moim przypadku jest już raczej zbyt późno, by cokolwiek z tym zrobić. Mogę jedynie starać się odpowiednio stawiać kroki i przenosić ciężar ciała z pięt na palce - ale po tylu latach nieprawidłowego chodzenia jest mi bardzo ciężko pozbyć się wcześniejszych złych nawyków... 

W przypadku dziecka - im wcześniejsza interwencja, tym lepiej. Można wykonywać maluszkowi masaż stópek po każdej kąpieli oraz zachęcać go do spacerowania na boso po piasku i trawie (oczywiście we w pełni bezpiecznych, sprawdzonych przez nas miejscach). Dla starszaka świetnym rozwiązaniem będzie zapisanie go na basen albo zestaw specjalnych ćwiczeń korekcyjnych, zaleconych przez ortopedę...

...W każdym wieku natomiast można (a nawet trzeba) zadbać o odpowiednie obuwie, które powinno być nie tylko dopasowane rozmiarowo, lecz również lekkie i właściwie wyprofilowane, o elastycznych podeszwach, wykonane z naturalnych tkanin...Zawsze warto zwrócić uwagę również na to, czy posiada stosowne atesty i certyfikaty - jak na przykład Certyfikat Profilaktyczny, który świadczy o jego prozdrowotnym charakterze.



Tylko dlaczego spora część rodziców odnosi wszystkie powyższe cechy wyłącznie do obuwia noszonego przez dziecko na dworze? Przecież kapciuszki naszych dzieci są dla ich stóp tak samo ważne - a nawet powiedziałabym, że odgrywają bardziej istotną rolę, ponieważ dziecko spędza w nich w ciągu dnia zdecydowanie więcej czasu. 

Niestety, podejście wielu znanych mi rodziców jest takie, że nawet jeśli bardzo dużą wagę przywiązują oni do zakupu odpowiednich adidasków, kozaków czy kaloszy dla swoich pociech - to już kwestię kapci "załatwiają" w pierwszym lepszym chińskim markecie, za symbolicznych parę złotych. O ile w przypadku niektórych produktów jest to faktycznie dobry sposób na zaoszczędzenie pieniędzy - o tyle akurat  w temacie obuwia dla dziecka nie wydaje mi się on najwłaściwszy.



Ze wszystkich wyżej wymienionych przyczyn bardzo długo zastanawiałam się, zanim wybrałam dla Bąbla kapcie do przedszkola. Wybór w Internecie jest naprawdę ogromny i każdy producent zachwala swoje towary z dokładnie takim samym, niesłabnącym entuzjazmem :) Najbardziej przekonujące wydały mi się zapewnienia marki Slippers Family, której obuwie zostało wyprodukowane w całości w Polsce, przy współpracy ze specjalistami w dziedzinie ortopedii - i spełnia dokładnie wszystkie kryteria, o których była wcześniej mowa.

Nasze kapciuszki mają kauczukową podeszwę - bardzo giętką i antypoślizgową, a więc doskonale sprawdzi się na przedszkolnych korytarzach, które niestety w przypadku naszej placówki wyłożone są kafelkami i śliskim linoleum. Oprócz tego buciki posiadają też w górnej części specjalną gumkę rozciągającą się i dopasowującą do pozycji dziecięcej stopy (co jest szczególnie istotne w przypadku dzieci z tzw. wysokim podbiciem).



Buciki obejmują kostkę i sięgają nieco powyżej, a ich usztywniony zapiętek zapewnia stopom właściwą stabilizację. Szeroki zaokrąglony czubek sprawia natomiast, że Bąbel ma w kapciuszkach odpowiednią ilość miejsca, żeby swobodnie poruszać palcami. Jednocześnie pozostaje on zabudowany, dzięki czemu zagwarantuje stosowną osłonę przed bolesnymi urazami podczas zabawy i przedszkolnych szaleństw.

Kolejne bardzo ważne kwestie to wkładka z naturalnej skóry i boczne półokrągłe wycięcia w kapciuszkach, gwarantujące właściwą cyrkulację powietrza i wentylację stópek oraz pozwalające uniknąć ich nadmiernego pocenia. Niesamowicie pomocne są także praktyczne zapięcia na suwak i rzep - dzięki którym z wkładaniem oraz ściąganiem bucików poradzą sobie również najmłodsze dzieci, nie potrafiące jeszcze samodzielnie wiązać sznurówek.



Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie skusiła się również na rajstopki i worek z wybranej przez nas kolekcji Nature Foot. Jeden worek wprawdzie już mamy w Bąblowej wyprawce, ale ten jest nieco większy i spokojnie pomieści nie tylko kapcie czy piżamkę, lecz również naszą przedszkolną pościel na leżakowanie. Cały nasz zestaw nosi nazwę KOALA - i rzeczywiście budzi mnóstwo skojarzeń z tym sympatycznym zwierzątkiem, ponieważ wykonany jest ze świetnej gatunkowo bawełny oraz weluru tak samo mięciutkiego jak szare misiowe futerko ;)




Najfajniejsze jak zwykle zostawiłam na koniec :) 
Jeżeli również chcecie zaopatrzyć swoje pociechy w Slippersy -
mam dla Was 10% rabatu na nieprzecenione modele ze strony www.slippersfamily.com
DOSTAWA GRATIS !  

Wystarczy, że na etapie dokonywania płatności 
wpiszecie w odpowiednie pole KOD RABATOWY:  95572
Zniżka obowiązuje do końca roku - więc możecie sprawić dziecku świetny 
(a przede wszystkim zdrowy) prezent pod choinkę :)

Koniecznie dajcie mi potem znać, jak buciki się u Was sprawdziły ! :)

środa, 23 listopada 2016

Co podarować na Święta dziecku, które ma już (prawie) wszystko?


Jakiś czas temu pojawił się pod naszymi drzwiami kurier 
z takim oto ślicznym, świątecznym i całkiem sporym pudełkiem.


Zawartość tego pudełka miał poznać Bąbel dopiero 6 grudnia - w trakcie buszowania w worku Mikołaja i poszukiwania ukrytych w nim skarbów. Dopiero wtedy miał zerwać z kartonu piękny ozdobny papier, przywieszkę ze swoim imieniem, błyszczącą wstążkę i generalnie wszystko to, czego używa się do pakowania prezentów. 


Jak to jednak z wszędobylskim 2,5-latkiem bywa, odnalazł tę intrygującą paczkę kilka dni wcześniej - w mojej szafie, podczas zabawy w chowanego - i oczywiście już wtedy nie omieszkał zajrzeć do środka. A jak już zajrzał - to oddać nie chciał...i nie było innej opcji, jak tylko wręczyć prezent w trybie natychmiastowym, nie czekając na pojawienie się w naszej okolicy sani ciągniętych przez zaprzęg reniferów ;) 

Tym właśnie sposobem, nasz plecaczek od marki Topgal ma swoją premierę na blogu nieco wcześniej, niż to sobie pierwotnie zaplanowałam. Zdążył już nawet wybrać się z nami na kilka spacerów i na bardzo lubiane przez Juniora wrocławskie lotnisko. Młody strasznie go sobie upodobał, niezbyt chętnie zdejmował z pleców i kroczył z nim dumnie przez cały terminal, obwieszczając głośno wszystkim wokół, że właśnie "idzie PSEDSKOLACEK !" ;)




Tym samym potwierdziło się moje wcześniejsze przekonanie, że taki kolorowy i praktyczny przedszkolny gadżet może być naprawdę świetną alternatywą dla innych prezentów, które tradycyjnie kupuje się dziecku z okazji Świąt czy Mikołaja.

W przypadku naszego Bąbla kolejne kupowane zabawki z reguły interesują go jedynie przez jakiś krótki czas od momentu ich otrzymania - natomiast potem bardzo szybko rzuca je w kąt na całą stertę podobnych, zapomnianych "reliktów przeszłości" ;) Kilkanaście różnych piłek. Kilka zestawów klocków. Całe mnóstwo pluszaków, samochodzików, robotów i interaktywnych zwierzaków. Ogromna ilość książek, od których aż uginają się regały w dziecięcym pokoju (choć tego akurat nigdy za wiele :) ) No  ile można? I czy faktycznie w sytuacji opisanej powyżej jest sens zamieniać nasze mieszkanie w hurtownię zabawkarską? 



Dlatego w tym roku postanowiliśmy podejść do kwestii prezentów nieco bardziej pragmatycznie - i okazało się to prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Topgal dodatkowo bardzo miło nas zaskoczył, zadbał o całą niezbędną oprawę i bożonarodzeniowe opakowanie prezentowe.

Generalnie plecak przedszkolaka zawsze kojarzył mi się z czymś malutkim, wiotkim, takim jeszcze "niepoważnym" i będącym bardziej symbolem wkroczenia przez dziecko w ten nowy świat - niż plecakiem z prawdziwego zdarzenia. Tymczasem dostaliśmy naprawdę konkretny, świetnie wyprofilowany produkt z mnóstwem podziałek i kieszonek - który moim zdaniem spokojnie nadałby się również dla pierwszoklasisty.



Przedstawicielka firmy  mailowo udzieliła mi też bardzo kompleksowych odpowiedzi na wszelkie pytania - za co jestem jej bardzo wdzięczna, bo sama nie do końca zdawałam sobie sprawę, że jest aż tyle różnych certyfikatów, testów i norm, które plecak musi spełnić, by okazać się tym odpowiednim dla małego człowieka i jego kręgosłupa. 

Bardzo zależało nam też na tym, żeby pierwszy plecak Bąbla nie był wynikiem jakiejś przejściowej mody na konkretną bajkę - oraz "szału" na jej bohaterów. Z doświadczenia wiem, że takie fascynacje raczej szybko się kończą - a przecież plecak w założeniu powinien wystarczyć nam na jakieś 2-3 lata przedszkolnego żywota...Wybraliśmy więc model w kolorowe zwierzątka, który wydal nam się po prostu uniwersalny i ponadczasowy.
 


Dodatkowym atutem są tutaj oczywiście odblaski, bardzo istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa - a także regulowane ramiączka i boczna kieszonka na bidon czy butelkę z napojem, podwójne zapięcie przedniej kieszeni na rzep i magnes oraz wewnętrzna wszywka z miejscem na opisanie plecaka nazwiskiem dziecka i numerem telefonu do rodziców. Wygodę i komfort noszenia gwarantują Bąblowi wyściełane specjalną siateczką plecy, natomiast porządek wewnątrz udaje się bez problemu utrzymać za sprawą świetnie przemyślanego systemu przegródek.

Na swój debiut przedszkolny nasz nowy nabytek będzie musiał wprawdzie jeszcze kilka miesięcy poczekać - ale już teraz na pewno przyda się Bąblowi w trakcie rodzinnych wycieczek czy zdarzającego się czasem weekendowego nocowania u dziadków :) A najważniejsze, że Młody w pełni podzielił nasz entuzjazm odnośnie swojego prezentu od Topgal (tfu ! od Mikołaja! ;) )



środa, 16 listopada 2016

Wyprawka dla przedszkolaka: CZAS - START !

Wiem, że do nowego roku (przed)szkolnego jeszcze szmat czasu. Z drugiej strony podejrzewam, że ten czas minie nam bardzo szybko i ani się obejrzymy, a już będziemy wyprawiać naszego 3-latka na pierwsze poważne i samodzielne spotkanie z oderwanym od domu światem. 

Poza tym, naszą przygodę z przedszkolem planujemy rozpocząć nieco wcześniej niż we wrześniu przyszłego roku. Chcielibyśmy już od wiosny posyłać Bąbla chociaż na jakieś 2-3 godzinki zajęć dziennie, żeby oswoić go z personelem i nowym miejscem i ułatwić mu w ten sposób późniejszą, pełnowymiarową adaptację. 



Dlatego też już teraz (powolutku, małymi kroczkami) zaczynamy kompletowanie naszej przedszkolnej wyprawki - a wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi oraz mądrych internetowych źródeł powinny znaleźć się w niej następujące elementy:

 - 2 komplety pościeli (plus ewentualnie śpiworek);
- śniadaniówka (zwana nowomodnie lanczówką);
- wygodny dresik albo piżamka do leżakowania;
- artykuły plastyczne + wodoodporny fartuszek;
- kubek, pasta i szczoteczka do zębów;
- strój na zajęcia sportowe;

- worek na obuwie;
- zestaw ręczników;
- plecaczek;

- kapciuchy.

Jak widać, jest tego całkiem sporo - i jeśli szuka się rzeczy naprawdę dobrych gatunkowo to taki jednorazowy wydatek może rodziców przyszłego przedszkolaka nieco przytłoczyć, zaboleć i dać im nieźle po kieszeni. W związku z tym postanowiliśmy rozłożyć sobie te wszystkie zakupy "na raty" - a na pierwszy ogień poszedł worek dla przedszkolaka od Emiko Store. 



Nasz worek miał być przede wszystkim solidny, miły dla oka, pojemny i wykonany z porządnych materiałów, które nie rozpadną się w rękach już po kilku pierwszych praniach. Tutaj akurat w składzie mamy 60% bawełny i 40% lnu - a więc tkaniny jak najbardziej naturalne, bez jakichkolwiek sztuczności i poliestrowych, "plastikowych" domieszek. 

Zanim dodałam worek do swojego wirtualnego "koszyka" - zadałam też przedstawicielce marki Emiko pytanie o dostępność tego konkretnego, wytypowanego przez Bąbla wzoru. Okazało się, że każdy model jest dostępny - ponieważ woreczki szyte są ręcznie dopiero w momencie, kiedy pojawia się na nie zapotrzebowanie. Można też każdy z nich spersonalizować i poprosić o wyhaftowanie imienia przyszłego właściciela - choć my akurat zdecydowaliśmy się na wersję bez haftu :)

Dopiero po dostarczeniu przesyłki przez listonosza okazało się, że poza tymi wszystkimi pożądanymi przez nas cechami worek ma jeszcze kilka innych, dodatkowych zalet - z których nawet nie zdawałam sobie sprawy, bo nie odnotowałam ich podczas składania zamówienia.

Posiada praktyczny wieszaczek, na którym można umocować  go chociażby w dziecięcej przedszkolnej szafce. Można też nosić go na dwa różne sposoby - po prostu w ręku lub jako lekki plecaczek z najpotrzebniejszymi drobiazgami. Oprócz tego uszyty został z wielu różnych materiałów o odmiennych fakturach - w związku z czym może okazać się pomocny przy budowaniu i rozwijaniu wrażliwości sensorycznej dziecka (nasz Bąbel bardzo lubi głaskać sympatyczną pandę po lekko chropowatych łapkach albo robić "noski, noski, Eskimoski" z jej mięciutkim futerkiem). 

Jak widać, worek już zdążył przejść swój chrzest bojowy - i póki co sprawdził się znakomicie
 jako środek transportu dla naszych ulubionych Świeżaków ;)



Żeby przedszkolnej tradycji stało się zadość, wszystkie elementy wyprawki wypadałoby jeszcze dodatkowo dyskretnie oznaczyć przynajmniej inicjałami lub imieniem dziecka - i uniknąć w ten sposób zagubienia jej poszczególnych części wśród rzeczy należących do kolegów z grupy. 
 
Tutaj na szczęście z pomocą przyszła nam strona Atojestmoje.pl, gdzie można w kilku prostych krokach wybrać własne tło, napis i motyw przewodni - czyli jednym słowem zaprojektować swoje własne naklejki i naprasowanki.  Dzięki temu nie trzeba opisywać wszystkiego ręcznie flamastrem ani wyszywać misternych inicjałów na wzór naszych mam czy babć ;)

Naklejki te można z powodzeniem umieścić  na wielu bardzo różnych powierzchniach - zabawkach, naczyniach, pojemnikach na jedzenie, pudełkach na kredki czy zeszytach lub blokach rysunkowych.  Ze względu na ich trwałość i wodoodporność nic nie stoi na przeszkodzie, by okleić nimi również przedmioty mające bezpośredni kontakt i styczność z wodą.


Jeśli chodzi o aplikację naprasowanek - nic prostszego ! Wystarczy przyłożyć je do materiału, przykryć specjalnym papierkiem i przyciskać przez kilka sekund rozgrzanym do czerwoności żelazkiem. Wszystko to kosztuje bardzo niewiele i trwa zaledwie krótką chwilkę, którą zdecydowanie warto poświęcić, żeby odpowiednio przygotować ubrania czy pościel naszego dziecka  do ich użytkowania w przedszkolnych murach.

Poza względami czysto praktycznymi - takie oznaczanie przedmiotów należących do naszego maluszka i szczególnie przez niego ulubionych ma też bardzo duże znaczenie z psychologicznego punktu widzenia. (I nie jest to żaden mój wymysł, lecz wiedza wyniesiona z kilku ostatnich zajęć  psychologii rozwojowej ;) ) Przede wszystkim w tym wieku dziecko coraz bardziej zdaje sobie sprawę ze swojej odrębności i autonomii. Posiadanie pewnych konkretnych rzeczy tylko dla siebie, na własność, jeszcze bardziej utwierdza je w przekonaniu, że jest kimś wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju - oraz pomaga w kształtowaniu się jego tożsamości.