Proszę Pani,
Ja generalnie bardzo szanuję starszych ludzi. Ustępuję im miejsca w autobusie, przepuszczam w drzwiach i w kolejce w supermarkecie, noszę ciężkie siaty z zakupami na wyższe piętro. Sama mam osiemdziesięciokilkuletnich dziadków - którym zawsze staram się pomagać, regularnie odwiedzać ich i wspierać (choć demencja dziadka sprawia, że czasami nie rozpoznaje już nawet osób z najbliższej rodziny).
Nie jestem też matką nastawioną absolutnie bezkrytycznie do swojego dziecka. Potrafię krzyknąć, zakazać, odesłać do innego pokoju - i nie uważam, że wszyscy powinni bić przed Juniorem pokłony czy też traktować go jak małego bożka , zasługującego na wszelkie możliwe przywileje.
Ja generalnie bardzo szanuję starszych ludzi. Ustępuję im miejsca w autobusie, przepuszczam w drzwiach i w kolejce w supermarkecie, noszę ciężkie siaty z zakupami na wyższe piętro. Sama mam osiemdziesięciokilkuletnich dziadków - którym zawsze staram się pomagać, regularnie odwiedzać ich i wspierać (choć demencja dziadka sprawia, że czasami nie rozpoznaje już nawet osób z najbliższej rodziny).
Nie jestem też matką nastawioną absolutnie bezkrytycznie do swojego dziecka. Potrafię krzyknąć, zakazać, odesłać do innego pokoju - i nie uważam, że wszyscy powinni bić przed Juniorem pokłony czy też traktować go jak małego bożka , zasługującego na wszelkie możliwe przywileje.
Mówiąc zupełnie szczerze - nigdy nie wymagałam i nadal nie wymagam od ludzi, żeby lubili moje dziecko. Nie
wymagam, żeby się nad nim roztkliwiali i rozpływali w zachwytach. Nie
jestem zwolenniczką wychowania "bezstresowego" - nie przewidującego jakichkolwiek konsekwencji dziecięcych niewłaściwych
zachowań...
Ale ostatnio pewna sytuacja z Pani udziałem sprawiła, że dosłownie się zagotowałam - i gdybym była postacią z kreskówki to pewnie ilustrator narysowałby mi dym buchający obficie z nozdrzy i uszu.
Ale ostatnio pewna sytuacja z Pani udziałem sprawiła, że dosłownie się zagotowałam - i gdybym była postacią z kreskówki to pewnie ilustrator narysowałby mi dym buchający obficie z nozdrzy i uszu.
Myślę, że Pani również doskonale to zdarzenie pamięta
(a może nie - ponieważ codziennie prowokuje Pani takie sytuacje
i odnajduje w tym dziką przyjemność ?)
Czwartkowe
popołudnie, galeria handlowa. Synek jest ze mną w przymierzalni - ponieważ wyjątkowo wybrałam się na zakupy tylko z nim, bez towarzystwa męża. Nagle spada mi plastikowy sklepowy wieszak - więc Junior schyla się żeby mi go podać, po czym wstaje i nadal beztrosko stroi miny do znajdującego się w przymierzalni lustra.
W tym samym momencie słyszę z sąsiedniej, zajmowanej przez Panią kabiny: "Niech pani natychmiast powie temu dziecku, żeby tu do mnie nie zaglądało!"
Jestem w szoku - bo wszystko trwało dosłownie ułamek sekundy, więc o jakimkolwiek celowym "zaglądaniu" nie mogło być mowy. Mimo wszystko zwracam synkowi uwagę i tłumaczę, a Panią kulturalnie przepraszam. No ba ! On też przeprasza - tak gorliwie i najszczerzej, jak tylko kilkuletnie dziecko potrafi...
"Mały zboczeniec rośnie!
Za chwilę będzie podglądał i gwałcił koleżanki, dewiant jeden!"
SŁUCHAM!? SERIO?! Moje dziecko ma tylko 3 lata ! Jakim prawem zwraca się Pani do niego w ten sposób? ! Czy naprawdę nie widzi Pani żadnej różnicy między kilkulatkiem , który chciał pomóc mamie - a perfidnym podglądaczem i przyszłym gwałcicielem ?
Ale OK...W pewnym sensie rozumiem Pani złość i rozgoryczenie. Sama wprawdzie zareagowałabym zupełnie inaczej, gdyby to do mojej przymierzalni zajrzał przez przypadek kilkuletni chłopiec - zbyłabym to uśmiechem, żartem i wykazałabym się znacznie większym zrozumieniem... Jednak powiedzmy, że ludzie są różni - mają inne granice, barierę wstydu i próg "odporności" na takie sytuacje...Junior dostaje więc ode mnie reprymendę - ale Pani nadal nie daje za wygraną...
"Z takim CZYMŚ to nie powinno się w ogóle do ludzi wychodzić! Jak dziecko się nie umie zachować i jest ZBOCZONE - to zamyka się je w domu i nie zabiera ze sobą na zakupy!"
W tym momencie - bardzo przepraszam - ale nie wytrzymuję (choć gryzę się w język tak mocno i długo, że do tej pory jest porządnie opuchnięty). "O prawdziwym podglądaczu w przymierzalni w tym wieku to można sobie tylko pomarzyć. Na taki zwiotczały pomarszczony tyłek nikt by się już nie pokusił, niestety. A jeszcze jedno słowo - i sama tam do Ciebie wtargnę, paskudny babsztylu!" - wybucham w końcu, i jakoś absolutnie nie mam w związku z tym wyrzutów sumienia.
Nagle cisza... Już nic Pani nie mówi.
I bardzo dobrze - bo serio nie wiem, jaki byłby finał tej sytuacji w przeciwnym wypadku.
![]() |
| foto: unsplash.com / Alex Harvey |
Tak myślę sobie po tym wszystkim...Ile razy już widziałam staruszkę, która tak bardzo "nie może chodzić" - że aż biegnie do autobusu, torując sobie drogę laską, taranując i przewracając wszystkich po drodze... Ile razy widziałam starszego pana, który puszczał głośną wiązankę przekleństw w kierunku gromadki dzieci - tylko dlatego, że wrzuciły sobie kamyczek do rzeki, w której on zamierzał akurat łowić ryby....
Starsi ludzie zawsze bardzo głośno i dobitnie domagają się od młodszych pokoleń poważania oraz szacunku. A jak jest z ich szacunkiem wobec innych? I czy mamy szanować kogoś tylko z uwagi na jego bardziej zaawansowany wiek - bez względu na to, co faktycznie sobą reprezentuje?
Mój szacunek i cierpliwość do człowieka kończy się w momencie, kiedy w odpowiedzi na kulturalne zachowanie i przeprosiny doświadczam z jego strony chamstwa i bezpodstawnej napaści. W dodatku chamstwa i napaści ukierunkowanej na małe dziecko...
A Wy - jak wiele jesteście w stanie znieść?

