sobota, 30 stycznia 2016

Styczniowi ulubieńcy.

TYPY BĄBLOWEJ MAMY:

"Słaba płeć?" (2015)

Niby tylko lekka, niespecjalnie ambitna komedyjka, lecz właśnie o to nam chodziło, kiedy się na nią wybieraliśmy. Uśmiałam się, ale i wzruszyłam. Niektóre momenty doprowadziły mnie do łez (bardzo smutna scena pożegnania z najwierniejszym psim przyjacielem), a w innych doszukałam się też zupełnie NIE-komediowego drugiego dna, do którego (jak to ja) podeszłam bardzo emocjonalnie. Generalnie wizja drobnej kobietki, biorącej odwet na swoim szefie - tyranie i typowym męskim szowiniście - niesamowicie przypadła mi do gustu :)

Miejsce w Sieci: www.calareszta.pl

Tutaj trafiłam kiedyś zupełnym przypadkiem, zachęcona jednym z postów Czupurkowej Mamy (dzięki, dzięki, dzięki !!!) Dagmara Hicks pisze o macierzyństwie (i wielu innych sprawach) tak, że mam ochotę nauczyć się jej tekstów na pamięć albo okleić nimi każdą wolną powierzchnię naszego mieszkania - żeby mieć je przed oczami zawsze w chwilach zwątpienia, kryzysu, matczynej niedyspozycji. Szczerze i prosto z mostu, bez lukru i mdłej różowej posypki. Bez kreowania się na matkę-wyrocznię, która wszystkie rozumy pozjadała. Jakkolwiek to zabrzmi, zakochałam się w jej poglądach od pierwszego przeczytanego zdania - i każdy kolejny wpis tylko mnie w tej "miłości" utwierdza ;)



Miejsce w "realu" : sieć designerskich sklepów Tiger

Odkryta podczas ostatniej wizyty we Wrocławiu (ul. Szewska 6). Kiedy tam weszłam, to już wyjść nie mogłam - i Małż musiał mnie niemal siłą wyciągać, bo inaczej z pewnością puściłabym nas w tym przybytku z torbami ;) W sumie to taki "dżem, mydło i powidło", ale za to bardzo oryginalny i w skandynawskim stylu - a to jest coś, co bardzo, bardzo lubię ostatnimi czasy :)




TYPY BĄBLOWEGO TATY:

Tato trochę nam się "migał" i usiłował za wszelką cenę uniknąć podawania swoich typów. Zaczęłam nawet podejrzewać, że ma w zanadrzu coś nielegalnego, jakieś strony internetowe tylko dla dorosłych albo inne rzeczy, które niekoniecznie nadają się do publikacji ;)

Ostatecznie został przeze mnie lekko przyparty do muru i stwierdził, że najbardziej  zasmakowało mu jedzenie z pewnej małej, włoskiej restauracyjki, do której zawiódł nas wilczy głód po zakończonym kinowym seansie - a szczególnie gnocchi ze szpinakiem i sosem serowym oraz spaghetti bolognese.

U niego chyba faktycznie "przez żołądek do serca" - nie mam w takim razie bladego pojęcia, dlaczego związał się akurat ze mną: totalną kulinarną kaleką ;)
TYPY BĄBLA:

Wodne kolorowanki.

Pamiętacie z dzieciństwa? Ja mogłam malować w nieskończoność! :) Nawet dla niewprawnych małych rączek nie ma tu nic trudnego - wystarczy zamoczyć pędzelek w wodzie i przeciągnąć po stronie, a pigment w niej ukryty sam zabarwi nasz obrazek. Można ciapać z fantazją i zamaszyście - i wcale nie obawiać się, że pobrudzimy coś tak koszmarnie, jak w przypadku zwykłych farbek.



Moim skromnym zdaniem malowanka z pieskami fajniejsza, bo strony ma bardziej sztywne i "nieprzemakalne", a pigment jest skupiony w tych malutkich, widocznych na zdjęciu kropeczkach, dzięki czemu nie rozmazuje się i nie spływa po całej kartce.




Książeczki - rozkładanki.

Tu pozostajemy jeszcze w klimatach typowo świątecznych - na każdej stronie zaskakują nas bowiem trójwymiarowe postaci Mikołaja, reniferów, bałwanków i elfów, które poruszają się i robią różne ciekawe sztuczki w momencie, kiedy przekłada się kartki :)

W książeczce "Noc Świętego Mikołaja" umieszczone są dodatkowo elementy, za które dziecko może pociągnąć - a wtedy Święty pomacha do niego przyjaźnie, fotel na biegunach zacznie się bujać, renifer poruszy głową i zatrzepocze porożem, a prezent powędruje prosto do zawieszonej na kominku skarpety :)






Niekwestionowanym ulubieńcem Bąbla stał się natomiast ten koń (osioł?), który wciąż przeżuwa i rozdziawia paszczę - w związku z czym Młody ma tendencję do jego ciągłego dokarmiania (płatkami kukurydzianymi, rodzynkami, a nawet z lekka wyeksploatowanymi i wyplutymi fragmentami własnego obiadu ;) )

29 komentarzy:

  1. Czy Bąbel nie niszczy tych elementów wystających w książeczce? Mój Podopieczny rozwalił w pt książeczkę taką jakby piankową która miała naklejone kartki, i wkładane elementy(Disney owoce, z Puchatkiem). I taką z której coś wystaje, próbuje rozwarstwić kartkę i się dostać do tego elementu :/
    A u Was jak jest?:))) fajne te wodne kolorowanki! Może pracodawcy kupią Maluchowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, czasem zdarza mu się pociągnąć za te elementy zbyt mocno - i w niektórych książeczkach już troszkę naderwał - ale generalnie zaczyna chyba rozumieć, że nie powinien tego robić ;) Trzeba go czasami przypilnować podczas oglądania i powtarzać do znudzenia, że o książeczki należy dbać i nie wolo ich niszczyć ;)

      Podejrzewam, że prędzej Ty kupisz, niż pracodawcy ;) - sądząc po wcześniejszych wpisach, zwykle dbasz osobiście o tego typu rozrywki dla dzieciaków...Ale możesz zawsze podrzucić im taki pomysł - i poczekać na reakcję ;)

      Usuń
  2. Pierwsza!
    Pozycje dziecięce warte
    nie wiedziałam,że istnieje coś takiego jak wodne kolorowanki.Muszę koniecznie nabyć!
    bardzo mi się spodobało "totalną kulinarną kaleką ;)" sorry hhehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga, hehe - tym razem Anula Cię wyprzedziła ;)

      Z tą "kaleką" piszę zupełnie szczerze - żadna ze mnie Magda Gessler niestety i jakoś nigdy nie czułam się do gotowania stworzona :) Dla Bąbla oczywiście bardziej się staram i coś tam pichcę, ale sama mogłabym żywić się wyłącznie czekoladą i kanapkami ;)

      My nasze kolorowanki kupiliśmy w Pepco, ale podejrzewam, że w każdym markecie czy kiosku powinnaś bez problemu znaleźć :)

      Usuń
  3. Ooo dobrze, że mi przypominasz o tych kolorowankach! Muszę koniecznie takie nam sprawić :-) z książkami znów - mamy co po niektóre :-) i też lubimy.
    A ten sklep... Tiger, jest w jednym centrum handlowym, ale niestety niezbyt nam tam po drodze, a też uwielbiam! tam jest wszystko!
    Ściskamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie o kolorowankach przypomniała siostra, która kupiła podobne dla swoich wychowanków, bodajże z okazji Mikołajek (jest nauczycielem klas 1-3).

      Mnie Tiger zachwycił po prostu ! A może nawet nieco przytłoczył ogromną ilością tych wszystkich cudeniek, bo dalej z szoku wyjść nie mogę i już tworzę w głowie swoją wishlistę na następny wypad do Wrocławia ;)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Rozumiem, Elu...A jednak myślę, że coś/kogoś dałoby się znaleźć - tego domowego Anioła, który czuwa, troszczy się i wspiera w kiepskich momentach...Tulę mocno :*

      Usuń
    2. Oki, masz 100% rację! Do tego dojdzie jeszcze kisiel żurawinowy z owocami, który pochłaniałam ostatnio litrami:)

      Usuń
    3. Też lubię :) I na pewno skutecznie rozgania smuteczki - a przynajmniej niektóre z nich :)

      Usuń
  5. Wodne kolorowanki?! W życiu o tym nie slyszalam... chyba muszę zacząć się doksztalcac w tym kierunku :) Swoja droga, super to ktoś wymyslil.
    Tiger... z chęcią bym odwiedzila, ale troszkę za daleko.. na pewno czulabym się w tym sklepie jak w raju :)
    Buziule :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już my Cię tu odpowiednio dokształcimy i zainspirujemy - a niedługo będziemy się nawzajem doświadczeniami i pomysłami wymieniać ;) A Tiger to sieciówka, mają swoje sklepy też w innych miastach. Wejdź sobie na ich stronkę (www.tiger-stores.pl) i może gdzieś w Twojej okolicy też są :)Pozdrowienia :*

      Usuń
  6. Ale fajna seria! Koniecznie piszcie co miesiąc :)
    dzięki za podpowiedź z kolorowankami, zapomniałam o nich!
    A ta knajpka gdzie??? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No piszemy, piszemy - już od listopada bodajże, i postaramy się utrzymać systematyczność :)
      Knajpka na naszej głębokiej prowincji, od Poznania dość daleko - podrzucę Ci namiary na maila, co by tu za bardzo wszystkich kart nie odkrywać ;)

      Usuń
  7. Cała reszta - blog który również i mnie uwiódł 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba niewiele jest osób, które potrafiłyby pozostać wobec niego obojętne :)

      Usuń
  8. "Słaba płeć" - wpisana na listę "warte obejrzenia". Jeśli chodzi o Tigera - ubolewam, że nie ma go w moim mieście. Choć z drugiej strony mój portfel jest mi pewnie za to wdzięczny hehe.
    Spodobały mi się także wodne kolorowanki. Sama bym takie sobie pokolorowała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój portfel z kolei został tam zdecydowanie zbyt mocno odchudzony - a to dopiero jeden wypad, więc naprawdę nie wiem, co będzie dalej ;)
      No właśnie pamiętam, że kolorujesz sobie czasami - i ja z kolei zastanawiałam się nad takimi zwykłymi kolorowankami, podobnymi do Twoich :)

      Usuń
  9. Jak wiesz na mnie tez wrażenie zrobil ten film. A co do kolorowanek musze zakupić bo jeszcze nie mieliśmy takowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie możemy się na jakiś seans filmowy razem wybrać ;/

      Usuń
  10. pierwsze słyszę o wodnych kolorowankach...
    już szukam!Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę obejrzeć "Słabą płeć". Chętnie zajrzałabym do "Tigera", chociaż obawiam się, że byłoby mi smutno ze świadomością, że nie mogę wziąć wszystkiego, co mi się podoba. A malowanki oraz książeczki podbiły moje serce - kiedyś kupię takie Jasiowi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film naprawdę polecam, "Tigera" najchętniej całego przeniosłabym do naszego mieszkania (albo w nim zamieszkała, alternatywnie ;) ), a z malowanek Jaś na pewno będzie zadowolony :)`

      Usuń
  12. Muszę koniecznie zobaczyć "Słabą płeć". W Tigerze zakochałam się już lata temu, kiedy mieszkałam w Londynie, i jaka była moja radość kiedy otworzyli w moim mieście w Polsce :D (odkryłam to w grudniu). I mamy takie same świąteczne książeczki, i córcia uwielbia, najbardziej tą o Świętym Mikołaju. A co do wodnych kolorowanek to nigdy nie słyszałam, i myślę że to genialne dla dzieci w wieku mojej, więc na pewno będę się rozglądać za taką. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę. A ja myślałam, że jakąś nową Amerykę tu odkryłam - nie sądziłam, ze to taka popularna sieć o takim dużym zasięgu :)

      Usuń
  13. Wodne kolorowanki sama pamiętam z dzieciństwa. Były produkcji radzieckiej, ale rzecz działa się 30 lat temu, więc nie ma co się dziwić. I przyznam się, że używałam do malowania śliny. Chyba mama nie wpadła na to, że można użyć pędzelka :) Za rozkładankami sama przepadałam i Tygrys ma już niezłą kolekcję, m.in. te z Wyd. Wilga.
    Dobrze, że Mąż się jednak uzewnętrznił. Włoskie jedzonko... Pychota. I tak na noc dostałam ślinotoku :)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje też radzieckie, pamiętam z nich rosyjski alfabet ;) Takich zbiorów książeczek jak Twój Tygrys to chyba żaden blogowy maluszek nie posiada - więc nie spodziewam się, że jakąś książeczką uda mi się Was zaskoczyć ;) Mąż generalnie z tych skrytych i introwertycznych - trochę żałuję, że nie chce się na łamach bloga i własnymi przemyśleniami od czasu do czasu podzielić ;)

      Usuń
  14. Oj, kocham Tigery! i strasznie podoba mi się format cen w nich. Nie ma magicznych 0,99 zł, zawsze są równe złotówki. Zauważyliście?

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)