czwartek, 25 lutego 2016

Nasze wrażenia po wizycie w żłobku.


Jeszcze całkiem niedawno zarzekałam się, że absolutnie Bąbla do żadnego żłobka nie poślę - że będę trwała na swoim domowym posterunku aż do końca urlopu wychowawczego i nawet nie pomyślę o szybszym powrocie do pracy, skoro z punktu widzenia naszych finansów nie jest to konieczne.

Jak to zwykle bywa, sytuacja okazała się bardzo dynamiczna - a wraz z nią i moje wcześniejsze podejście uległo pewnym zmianom.  Na horyzoncie pojawiły się nowe perspektywy, ja zaczęłam już powoli wariować w czterech ścianach, a poza tym stwierdziliśmy z Małżem, że towarzystwo innych dzieci może mieć na Młodego dobry, a nawet zbawienny wpływ.

Najpierw przez kilka tygodni badaliśmy temat i rozważaliśmy wszystkie argumenty "za" i "przeciw", jakie tylko przyszły nam do głowy albo zostały przez kogoś podsunięte. Grzebaliśmy w internecie, zasięgaliśmy języka na forach i wśród znajomych rodziców, porównywaliśmy wszystkie placówki w naszej okolicy i w końcu wybraliśmy tę, która wydała nam się najbardziej optymalna - prywatną, z niezbyt licznymi grupami i personelem wzbudzającym nasze największe zaufanie.

Potem umówiliśmy się na pierwsze spotkanie i tzw. "dni adaptacyjne", których w założeniu miało być aż siedem, a skończyło się...zaledwie na trzech. Skąd taka duża rozbieżność? Już wyjaśniam...

***

Na pierwszy rzut oka wszystko było w najlepszym porządku. Świetnie wyposażone sale, sympatyczne opiekunki, bogata oferta dodatkowych zajęć, w których można przebierać jak w ulęgałkach i pyszne posiłki, które często - muszę to przyznać - biły na głowę to, co mnie samej udaje się w domu upichcić. 

Gdybyśmy tylko chcieli, Bąbel mógłby uczęszczać z innymi maluszkami na logorytmikę i bajkoterapię, ćwiczyć wszystkie zmysły w ramach zabawy z żywiołami, szaleć w żłobkowym małpim gaju, korzystać z dobrodziejstw ruchu rozwijającego Sherborne oraz innych innowacyjnych metod i szkól pedagogiki.
 
A jednak było coś, czego zabrakło nam w tej całej idealnej, instytucjonalnej otoczce. Tym czymś było...serce. I myślę, że tego nie zastąpi ani najbardziej troskliwa opieka obcych osób, ani spełnione wszelkie normy bezpieczeństwa, ani zatrudnienie całej rzeszy specjalistów z wieloletnim doświadczeniem i niesamowitym podejściem do dzieci...

***

Zdaję sobie sprawę, że w końcu nadejdzie taki moment, kiedy trzeba będzie pozostawić Bąbla pod opieką żłobkowych lub przedszkolnych "cioć",  a samemu zakasać rękawy i wziąć się z powrotem do roboty innej niż na "urlopie", który aktualnie jeszcze wciąż nam przysługuje.

A jednak patrząc na moje dziecko wiem, że to jeszcze nie jest TEN moment.  Jeszcze za wcześnie - i dla mnie, i dla niego. I pal sześć moją potencjalną pracę, karierę, sukcesy na polu zawodowym - na razie robię karierę jako mama, a żłobkowy "cyrograf" leży wciąż na kuchennym blacie, nietknięty i nawet częściowo niewypełniony.

Już wiemy, że nie poślemy go do dyrekcji we wstępnie umówionym terminie, nie dokonamy przelewu kwoty adekwatnej do wybranego przez nas pakietu. Na razie nie jesteśmy gotowi na taką rozłąkę - i wciąż mamy przed oczami obraz tych wszystkich maluchów, które czekały na swoich rodziców pod wejściowymi drzwiami. I wciąż wydaje nam się, że - pomimo licznych zapewnionych im atrakcji - były po prostu cholernie, ale to cholernie smutne...




68 komentarzy:

  1. Ja nie neguję żłobków wiadomo różnie to w życiu bywa. Ja sama byłam z Przemkiem długo bylo nas ba takie rozwiązanie stać. Inna sprawa że potem pracy juz nie było. Nie żałuję jednak tego tego czasu we dwoje. Wiadomo dziecko inaczej rozwiaja się wśród dzieci i tego się trzymam. Żałuję że Mlody nie poszedł do przedszkola jako 3 latek. Ale z drugiej strony ominęły nasz wszelkie sensacje przedszkole bo z radością wskoczył sam w wir przedszkolny kiedy przyszła jego pora. A bąbelek jest jeszcze ta malutki😊
    PS. Co do Twojej propozycji. Jestem bardzo zainteresowana😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie neguję, bo na pewno są dzieci (i rodzice ;) ), dla których taka aklimatyzacja w nowym miejscu nie stanowi problemu i przebiega zupełnie bezstresowo i naturalnie. Ale my z pewnością do takich nie należymy - mnie i Mężowi było strasznie ciężko na sercu, a Bąbel wczepiał się w nas kurczowo przy każdej nadarzającej się okazji i nie odstępował nas nawet na krok. Dlatego jeszcze poczekamy i będziemy musieli wszyscy "dojrzeć" do takiego rozwiązania - cieszę się niesamowicie, że nie jesteśmy do tego zmuszeni już w tej chwili przez niezależne od nas okoliczności.

      P.S. W takim razie cyknę jutro jakieś foty i wyślę Ci na maila ;)

      Usuń
  2. Ufff;-)
    Ja absolutnie nie neguje, jeżeli ktoś nie ma wyboru to DOBRY żłobek jest wybawieniem.
    Ja mam zamiar wykorzystać czas maksymalnie czyli te 3 lata,a u nas dokładnie 3.5
    Nie narzekamy z córką na nudę (ma 23mc) jestem z tych kreatywnych mam (nie chcę absolutnie żeby to źle zabrzmiało)
    Prawie codziennie gdzieś wybywamy,do babć,do koleżanek z dziećmi,a w końcu raz w tyg na basen i raz w tyg na dwugodzinne zajęcia w takim mini klubie.
    Nie jesteśmy jakoś bardzo majętni, chociaż nie łapiemy siè na 500+ ;-) ale to jest NASZ CZAS i cieszę się,że dajemy radę:-)
    Co do przebywania z dziećmi...ja z moim bratem chodziliśmy już do żłobka,a moja siostra była z moją mamą 'w domu' do 4lat,a to ona najbardziej z nas jest przebojowa,garściami bierze życie,ma mnóstwo znajomych.
    Ostatecznie każda mama wie najlepiej co ma zrobić (jeżeli ma wybór)
    Pozdrawiam WAS!
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jednak myślę sobie czasami, że potrzebuję czegoś jeszcze poza macierzyństwem, żeby czuć się spełnioną i zadowoloną z życia kobietą - ale przekonałam się, że mój powrót do pracy w tym momencie odbywałby się kosztem dziecka, a tego na pewno nie chcę i nie zamierzam Bąblowi (ani sobie) fundować.

      Co do tego codziennego wybywania - koleżanek z dziećmi na miejscu nie mam, a z dziadkami relacje ostatnio mocno podupadły. Mimo to staramy się bywać gdzieś poza domem jak najczęściej - ale u siebie nie możemy niestety liczyć na rozrywki dla maluszków, o których piszesz, i zawsze wiąże się to z dość dalekimi dojazdami.

      Usuń
  3. Szkoda by było i bąbla i Was a jak nie ma musu to spokojnie poczekajcie. Aż " zobaczyłam" te maluszki pod drzwiami,smutne to ale wiadomo że czasem tak musi być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, też mi się zrobiło bardzo przykro, żal i szkoda. Dopóki nie przekroczyliśmy progu tego przybytku, nastawienie miałam w miarę pozytywne - ale po tych trzech dniach wymiękłam zupełnie i jedyne czego chciałam - to zwiać stamtąd jak najprędzej.

      Tak sobie myślę, że albo powtórzymy próbę za jakiś czas, kiedy Bąbel będzie już trochę starszy i bardziej samodzielny, albo w ogóle poczekamy w domu aż do wieku przedszkolnego.

      Usuń
  4. Nie mam nic przeciwko dobremu zlobkowi, pod warunkiem, ze dziecko oraz rodzice sa na niego gotowi. ;)
    Ja musialam wrocic do pracy kiedy Potworki mialy po 12 tygodni. Tyle trwa tutaj macierzynski, a nie bylo opcji, zebym zrezygnowala z pracy. Nie dalibysmy rady finansowo. Ja, nie widzac wyjscia, gotowa bylam oddac Bi do zlobka. M. jednak stanal na wysokosci zadania, znalazl prace na nocna zmiane i zajal sie w dzien corka. Mielismy krotki epizod z tutejszym zlobkiem kiedy Bi byla troche mlodsza od Babla, bo maz musial przejsc szkolenie, odbywajace sie w dzien. Te 3 tygodnie to byla wiecznosc, a po tym co widzielismy, oswiadczylismy, ze nigdy wiecej! Za to poszukalismy zaufanej, poleconej opiekunki. Pani Marysia zajmuje sie grupka dzieci u siebie w domu. Bierze maluchy juz chodzace, ktore najczesciej zostaja u niej dopoki nie pojda do przedszkola lub szkoly. I to byl strzal w 10! Dzieci zaopiekowane, nakarmione, zadbane. Nazywaja opiekunke "babcia" (to pani okolo 60tki) i sa traktowane wlasnie jak u dziadkow. Wysciskane, wypieszczone, jak trzeba ubrane cieplej, jak trzeba dodatkowo nakarmione, bo P. Marysia po babciowemu uwaza, ze jak dzieci nie chca jesc, to zoladek im sie skurczy. ;) Poczatki nie byly latwe, oboje Bi i Nik urzadzali histerie przy oddawaniu, ale jak sie przyzwyczaili, szli (Nik do dzisiaj idzie) w podskokach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że tak się Wam udało z tą opiekunką :) U nas też jest jedna taka starsza pani, której bylibyśmy w stanie zaufać, ale ma już kilku podopiecznych pod swoimi skrzydłami i w rozmowie z nią wywnioskowałam, że więcej nie udźwignie ;)

      Nie ma tragedii - spróbowaliśmy, nie wyszło, ale myślę, że nawet to nieudane podejście było nam potrzebne, żeby wyciągnąć pewne wnioski :)

      Usuń
  5. Jak sama wiesz, drzwi "kariery" stały przede mną jeszcze nie tak dawno otworem. I chociaż Smerf zostałby z najlepszą opieką (czyt. Małżem) to jakoś nie potrafiłam sobie tego w głowie poukładać. Ciągle kołatało mi się pytanie, w imię czego? Samorealizacji, dodatkowej gotówki, wytchnienia? Czy nie można tego jakoś obejść, aby to nie odbyło się kosztem dziecka? Tym bardziej, że widziałam ile tracę pracując trzy miesiące w projekcie.
    Nie żałuję ani trochę, że zostałam ze Smerfem.
    Co do żłobków, nie mam zdania. Wierzę, że są takie "z prawdziwego zdarzenia", gdzie i nawet to serce się dziecku okazuje. Ja jednak nie znam takiego, u nas zresztą bardzo okorojony wybór i ja, jeśli już musiałabym taką opcję rozważyć to poszłabym w kierunku niani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że byłam przekonana, że podejmiesz ostatecznie inną decyzję. Gdyby mój M. mógł pozwolić sobie na pracę w domu i chociaż wymieniać się ze mną w opiece przy Młodym, na pewno chciałabym popracować przynajmniej na jakąś część etatu - żeby całkiem nie wypaść z obiegu, nie "zdziczeć" i nie zapomnieć, jak to jest ;) Ale każdy wybiera po swojemu i każdy sam wie najlepiej, co jest jemu i jego dziecku w danym momencie potrzebne :)

      Usuń
  6. W takiej sytuacji,to wspaniale że możecie sobie pozwolić na przeczekanie.
    Ja,poniekąd tez jestem z Riczątkiem z wyboru,ale szczerze powiedziawszy to już mnie ciągnie do pracy i finanse też się domagają poprawy.Na szczęscie mam opcje dziadków ( tesciów ) a w gorszym wypadku w okrojonej wersji czyli dziadka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niby jestem z wyboru, lecz jednak czasami tęskni mi się za jeszcze jakimś zajęciem, kontaktem ze światem zewnętrznym i samorealizacją na płaszczyznach innych niż macierzyństwo. Już nawet nie o pieniądze chodzi, bo jakieś tam "wacikowe" mam z tego, co sobie zdalnie po nocach i w porze drzemek dorobię. No ale cóż - to nie moje potrzeby są w tej chwili najważniejsze i liczyłam się z tym, że z pewnych rzeczy trzeba będzie na jakiś czas zrezygnować :)

      Dziadkowie u nas dają ciała ostatnimi czasy - więc na ich pomoc (inną niż doraźna, w nagłych sytuacjach) liczyć nie mogę.

      Usuń
  7. Ja nie mam dokąd wracać, to po pierwsze. Po drugie u Nas nie ma żadnego żłobka. Nie mam więc wyboru jakby nie patrzeć. Muszę siedzieć z Filipem w tych czterech ścianach ;) Jedno jest pewne, chciałabym żeby miał jakiś kontakt z dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ten "powrót" to też miała być tak naprawdę zmiana i początek w zupełnie innym, nowym miejscu. Liczę na to, że jeszcze nadarzy się taka okazja, kiedy wychowawczy dobiegnie końca :)

      Usuń
  8. O, no proszę- ależ się wstrzeliłaś z tematem :) Byłam dziś u fryzjera a tam właśnie temat żłobków na tapecie. Co ciekawego się dowiedziałam? Żłobki to zło :) A tak serio- ja nie mam zdania. Żadna z dziewczyn nie chodziła, dzieci znajomych też nie. Wiem jedno- nie wiem co prawda, jak moje dziewczyny zareagowałyby na żłobek (podejrzewam, że cyckowa Lila przeżyłaby dramat), ale ja-mama bym nie podołała psychicznie. Dla mnie przy Lilce, wstyd się kurna przyznać, ale te prawie 3lata, kiedy zaczynała przedszkole, to było za szybko :) I dobrze, że zdobyłam się na zdrowy rozsądek i dałam Jej tam pójść, bo odnalazła się tam świetnie, ale ja swoje odchorowałam. No co poradzę- taki już ze mnie typ :)
    A na Was i na Bąbla przyjdzie ten właściwy czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to od bardzo wielu czynników zależy - a przede wszystkim od samego dziecka. Siostra mojego M. chodziła do żłobka i teściowie do tej pory nie mogą nachwalić się zarówno samej instytucji, jak i postępów, które ich latorośl tam poczyniła. Małż też niejednokrotnie opowiadał mi, że siostra świetnie się tam odnalazła, nawet nie chciała do domu wracać, a poza tym ruszyła z kopyta z wieloma umiejętnościami, które wcześniej szły jej dość opornie i z mozołem - chyba na zasadzie takiej, że zaczęła naśladować w nich inne dzieci i stała się bardziej samodzielna, bo nie mogła już liczyć na to, że ktoś ją we wszystkim wyręczy ;)

      Usuń
  9. U nas stuknęło w połowie lutego dwa lata jak jestem z Hanią. I powiem szczerze, że też nie żałuję;-)Przede wszystkim, co już wielokrotnie podkreślałam, ten czas był/jest mi potrzebny aby pogłębić więź między nami. Poza tym dokładnie powtórzę za mamą Smerfa w imię czego - tej samorealizacji, pieniędzy, ucieczki z domu? Skłamałabym gdybym powiedziała, że zawsze jest pięknie, idealnie i sielska-anielsko. Ale znalazłam wentyl dla siebie - fitness 3 razy w tygodniu, na który nigdy nie miałam czasu ani sił, spotkania z psiapsiółkami przynajmniej raz w miesiącu, spacery z psiacą i kosmetyczka;-0 To pozwala mi złapać oddech. Ponadto aby wszystkie dni nie były takie same chodziłyśmy z Hanią najpierw na warsztaty sensoryczne, później zajęcia muzyczne, a teraz na zajęcia zabawowo-adaptacyjne przygotowujące do przedszkola. Nasza codzienność to posiłki, sprzątanie, zabawa, spacer, czasem nuda, bajki w tv, moje dwie "przerwy" na kawę oraz internet;-0 I nie ukrywam, że im Hania starsza tym przyjemniejsza jest ta nasza codzienność;-)
    Żłobek to raczej "przechowalnia" dzieci, ale czasami jedyne wyjście dla rodziców. Moja siostra właśnie od kwietnia wraca do pracy na pół etatu i początkowo tez chciała posłać swojego synka do prywatnego żłobka - Młody ma rok i 3 miesiące. Jednak po "oględzinach" owych żłobków powiedziała, że za skarby świata nie pośle tam swego jedynaka. Ostatecznie zdecydowali się na opiekunkę i wciągu dwóch tygodni znalazła odpowiednia kandydatkę.
    Z kolei moja psiapsiółka posłała do państwowego żłobka swojego 4 miesięcznego synka i przeżył;-0 Młody wyrósł na super kontaktowego młodego człowieka, ciekawego świata. Nie ma reguły. Wszystko zależy od dziecka, od rodziców i naszych wymagań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie twierdzę, że nasza codzienność z Bąblem jest "be" - też robimy razem mnóstwo fajnych rzeczy, które podobają się całej rodzinie, też staramy się spędzać ten czas produktywnie i aktywnie (choć w naszej okolicy tego typu zajęć i warsztatów trzeba ze świecą szukać - i większość z nich odbywa się właśnie wyłącznie w ramach żłobków albo przedszkoli). Ale jednak czasami czuję, że własne potrzeby odkładam w ten sposób na półkę i pozwalam im tam kurzem obrastać - i uczucie to jest zupełnie niezależne od tego, co razem z Synkiem wspólnie na co dzień przeżywamy i czym wypełniamy sobie czas.

      A ze żłobkami jest dokładnie tak, jak piszesz: nie ma reguły :) Nam wprawdzie takie rozwiązanie nie "przypasowało" w tym momencie, ale przykład synka Twojej przyjaciółki i młodszej siostry mojego M. (z komentarza powyżej) świadczy o tym, że niektóre dzieci mogą przejść przez to bez uszczerbku i jeszcze wynieść pewne korzyści :)

      Usuń
    2. Te uczucie jest mi znane dlatego znalazłam takie zajęcia dla siebie, o których - wcześniej przed Hanią - nawet nie pomyślałam. Fitness - nie mam czasu, kosmetyczka - bez przesady, szkoda kasy, psiapsiółki owszem, ale najlepiej niech wpadną do mnie i nie za często;-0 Poza tym ja trochę starsza jestem i może już mniej mam tych potrzeb - taki wapniak ze mnie się zrobił;-0 W Twoim wieku to jeszcze walczyłam z niepłodnością i dopiero kiełkowała we mnie myśl o adopcji, a mamą zostałam w wieku prawie 35 lat.
      Mam nadzieje, że uda Ci się zdmuchnąć ten kurz i spełnić się choć troszkę na innym polu, bo jak wiadomo szczęśliwa i spełniona mama to szczęśliwe dziecko;-)No i pamiętaj, że TY to Ty, a my to my;-0

      Usuń
    3. Mnie jest już na pewno łatwiej, niż na początku - ale jednak myślę sobie, że kurcze, przecież po coś te studia robiłam, coś chciałabym z tego jeszcze wynieść i uszczknąć dla siebie, jakoś to wykorzystać i przełożyć na poprawę swojej sytuacji zawodowej. A tu czas leci - i niekiedy obawiam się, że dyplomem będę mogła sobie najwyżej ściany wytapetować albo tyłek podetrzeć, jeśli nie zdecyduję się w najbliższej przyszłości na jakieś poważniejsze kroki i zmiany ;)

      Usuń
    4. Bo ambitna bestia jesteś;-)
      Nie wiem czy Cię to pocieszy, ale też tak czasami sobie myślę. I, że ten dyplom, podyplomówke, kursy państwowe i szkolenia to sobie oprawię w ramkę i powieszę nad kuchenką;-0 Ale tylko w chwilach głębokiego kryzysu;-)
      Potem przypominam sobie moją bujną "karierę", moje innowacje, pracę jaką włożyłam aby najpierw zmienić postrzeganie mojej komórki organizacyjnej w świadomości wszystkich "biurw", potem zmodernizować działanie i metody pracy w zespole, potem zaczął się okres małych i dużych osiągnięć, z co za tym idzie fantastyczne wyniki kontroli zewnętrznych, jakieś premie nieduże itp.,aby na samym końcu dowiedzieć się, że niektóre osoby które dezorganizują naszą pracę w zespole są "równi i równiejsi" i po 1,5 roku bicia się ze swoimi myślami złożyłam wypowiedzenie - i już mi się odechciewa powrotu do pracy;-)
      Najpierw muszę zmienić swoje podejście idealistyczne do pracy, ludzi, aby móc ponownie pomyśleć na poważnie o "karierze";-)
      Hania od września pójdzie do przedszkola i wtedy to już na pewno zacznę intensywnie myśleć o robocie, to pewne.

      Usuń
  10. Dla mnie temat, jak wiesz, na czasie. Chłopcy w tym tygodniu mieli mieć adaptację, ale całą rodzinę dopadł wirus i się tak zawirusowaliśmy.
    Nie wiem jak to będzie u nas, ale powiem Ci, że przez ostatnie 7 miesięcy chodziliśmy do różnych klubów malucha i Alurka za każdym razem szedł do dzieci i do pań jak w dym, natomiast Bazyliszek długo, długo trzymał się mojej spódnicy i zawsze musiałam być "pod ręką" (zawsze byłam, bo w klubach czy na zajęciach rodzice są zawsze obok). Po jakimś czasie mu się to zmieniło, ale było to chyba 2-3 miesiące. Więc widać ile może trwać adaptacja.
    Wyobrażam sobie, ze te wszystkie zajęcia, o których piszesz są formą zabawy, ale ja podejrzliwie patrzę na zbyt dużą ofertę zajęć dla dzieci szczególnie w żłobkach i przedszkolach prywatnych. Uważam, że to moze być przeciążające dla dzieci, które potrafią się skupić na czymś 5-10, maksymalnie 15 minut.
    Dobrze, że spróbowaliście i dobrze, że pokierowaliście się swoją intuicją. Intuicja matki wie co jest najlepsze dla jej dziecka.
    :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, to forma typowo zabawowa - i żadna z tych aktywności nie trwała na tyle długo, żeby dzieci zbyt mocno umęczyć czy na śmierć zanudzić ;) Bąbel wydawał się nawet zadowolony w niektórych momentach - ale tylko dopóki byliśmy stale przy nim i nigdzie się nie oddalaliśmy, bo kiedy odeszliśmy choćby kawałek dalej od razu porzucał dzieci, opiekunki i wszelkie zajęcia i pędził za nami, ile miał sił w nogach ;)

      Nasze intuicje zupełnie niezależnie od siebie powiedziały głośne i stanowcze "NIE" - a Wam życzę wyborów jak najbardziej optymalnych dla Czupurków i w zgodzie ze sobą :*

      Usuń
  11. Nie wiem czemu, ale nigdy nie posłałabym swojej córki do żłobka nawet gdy zmusiłaby mnie do tegl sytuacja.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od pewnego czasu staram się unikać w swoim słowniku tego "nigdy", ponieważ życie już niejednokrotnie moje wcześniejsze poglądy zweryfikowało i nie wiadomo, czym nas jeszcze zaskoczy. Pozdrowienia :)

      Usuń
  12. Żłobek od zawsze był dla mnie czymś niedobrym, bo i dziecko jeszcze takie małe, nie rozumie czemu mama go zostawia, i narażone jest na choroby. Co innego przedszkole, kiedy to dziecko jest ww wieku, że garnie się do innych dzieci, ale...uważam, że mamy same wiedzą, kiedy wysłac dziecko czy to do żłobka, czy do przedszkola, my matki to czujemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno częściowo zależy to do wieku, ale bardziej chyba od dziecięcego charakteru i indywidualnych predyspozycji. Ja poszłam dopiero do zerówki - w wieku 6 lat - i przez kilka miesięcy płakałam i histeryzowałam do tego stopnia, że opiekunki często musiały dzwonić po moich rodziców, żeby zabrali mnie do domu ;) Może działo się tak po części dlatego, że z kolei zbyt długo zostałam w domu "przetrzymana" i nie miałam żadnego wcześniejszego kontaktu z placówką tego typu.

      Usuń
  13. Nie jestem pedagogiem, ani wybitym specjalistom, ale twierdzenie, że roczne dziecko potrzebuje kontaktu z rówieśnikami do mnie nie przemawia. Dziecko w tym wieku cechuje ciekawość a nie wspólna zabawa z równolatkami. Dzieci dopiero w wieku ok4 lat zaczynają razem się bawić a wcześniej to krążą wokół siebie jak satelity:) Inna sprawą jest siedzieć razem w piaskownicy przez pół godziny lub w klubie na dywanie a inną spędzać kilka godzin bez rodziców w Żłobku. Nie neguje tej instytucji, bo życie różnie się po prostu układa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku dziecka rocznego nawet się nad tym nie zastanawiałam i było oczywiste, że zostaję z Bąblem w domu. Jednak teraz, kiedy coraz bliżej nam do drugich urodzin uważam, że ten kontakt z innymi dziećmi powinien być częstszy i bardziej intensywny - bo inaczej wychowamy odludka, który potem nie będzie zupełnie wiedział, jak ma się w grupie zachować. Ale po tej naszej "adaptacji" zgadzam się, że kilkugodzinny pobyt w żłobku nie byłby dla Bąbla dobrym rozwiązaniem - chyba raczej postaramy się zapewnić mu więcej spotkań z rówieśnikami w innych miejscach, a zbliżające się cieplejsze pory roku powinny temu sprzyjać :)

      Usuń
  14. Z takich powodów mój mąż został z Młodym w domu. Uznałam, że kasa kasą a rodzic rodzicem. Poszedł do przedszkola przed 3 urodzinami, bo wtedy już widziałam w nim skrajnego ekstrawertyka. Zatem w pierwszej grupie bywał od 8:30 do 11:30. Bywał. gdy nie była chory ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po ostatnich doświadczeniach myślę, że u nas też odbędzie się to w podobnym wieku - i wtedy już będziemy musieli swoje odcierpieć i jakoś tę rozłąkę przetrwać, bo prawda jest taka, że nie planuję być w domu w nieskończoność, a im dłuższą będę miał przerwę, tym trudniej będzie mi się potem na rynku pracy na nowo odnaleźć.

      Usuń
  15. Ja miałam zupełnie odwrotnie, planowałam żłobek przed roczkiem (to takie plany z ciąży) :) a teraz patrząc na swoją córcie, nie widzę możliwości, żeby poszła przed 2 urodzinami :) Możemy sobie na to pozwolić więc korzystamy :) i bardzo nam tak dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas do drugich urodzin zostało już zaledwie 3,5 miesiąca, więc w tej chwili myślę sobie, że dopiero w okolicach trzecich urodzinek coś się zmieni :) No chyba że jakiś przełom nastąpi i Bąbel nagle wykaże wielkie ciągoty w kierunku socjalizacji ;)

      Usuń
  16. Wróciłam do pracy, kiedy Marysia miała 8 miesięcy. Mała poszła do żłobka, przez kilka dni było ciężko, potem już jakoś poszło, Marysia szybko polubiła nowe miejsce. Ale gdybym miała wybór - zostałabym z nią w domu chociaż 2 lata.
    Antoszek ma 7 miesięcy. Dziękuję niebiosom, że teraz macierzyński trwa rok. Jak sobie pomyślę, że Mały miałby pójść teraz do żłobka, to gęsiej skórki dostaję - nie dlatego, że żłobek taki be, tylko dlatego, że Antoszek to jest wyjątkowa kluseczka mamusi. Serio, na krok mnie nie odstaje i wyje, jak tylko ktoś obcy na niego popatrzy. Zapłakałby się na śmierć w żłobku, a ja razem z nim.
    Mam nadzieję, że za pół roku będzie mu już łatwiej, bo niestety nie będę mogła z nim dłużej zostać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też mamy właśnie taką kluseczkę, choć teraz i tak trochę mniej przytulaśną ze względu na bunt dwulatka ;) - także doskonale rozumiem, jak się czujesz i mam nadzieję, że mimo wszystko jakoś uda się Wam przetrwać rozstanie albo że nie będzie ono jednak wcale konieczne...

      Usuń
  17. Nic na siłę jeśli nie czujesz\nie czujecie, ze to ten moment i że Synal jest gotowy, to nie ma sensu. Ja chodziłam do żłobka, ale nie pamiętam jak to było ;) Teraz od wielu lat w naszym mieście nie ma żłobka, więc nie mieliśmy takiego dylematu-posłać Syna czy nie. Poszedł jako prawie 3-latek do przedszkola i wszystko było ok :) U Was zapewne też tak będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie nie czujemy! U nas w miejscowości też żłobka nie uświadczysz, więc w grę wchodziłyby jedynie ponad dwudziestokilometrowe dojazdy - co było kolejnym mocnym argumentem "przeciw".

      Usuń
  18. Przeczytałam wczoraj wieczorem twojego posta i pół nocy nie mogłam zasnąć (drugie pół nie mogłam zasnąć przymusowo przez Bartoszkę)nóż w serce:( Ja też nie wyobrażam posłać do żłobka synka ale sytuacja nas zmusza, kredyt itd babci też nie mamy na miejscu, więc pozostaje nam opiekunka bądź żłobek. Nie umiem się oswoić z tą myślą ... dziewczyny z bloku przekonują że to dobre rozwiażanie i że nie będzie złe, ale ja nie potrafię się przekonać, dla mnie sama myśl o tym jest ogromny stres już teraz, choć do decyzji i powrotu do pracy jest jeszcze trochę miesięcy. Muszę się z tym oswoić, jakoś poukładać w swojej głowie. Nie mamy wyjścia:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że to łatwo powiedzieć, ale nie martw się na zapas - może akurat u Was takie rozwiązanie faktycznie okaże się nie najgorsze, a Bartoszek szybko przywyknie i będzie należał do tych maluszków, które chętnie do żłobka uczęszczają. Jeśli Twoje znajome też mają pociechy w takim miejscu, to może Wam sporo ułatwić - bo dzieci będą się już troszkę ze sobą "znały" i będzie im razem choć odrobinkę raźniej...

      A z tymi dziadkami bywa różnie - i nie zawsze tak różowo, jakby się tego człowiek mógł spodziewać. My mamy swoich dosłownie parę metrów dalej, ale bardzo szybko wycofali się z wcześniejszych deklaracji odnośnie długoterminowej opieki nad Bąblem - i mieli głęboko gdzieś, że wiele rzeczy w naszym życiu właśnie pod to sobie poukładaliśmy, łącznie z mieszkaniem i zaciągniętym na nie kredytem...

      Usuń
  19. Wszystko oczywiście zależy od sytuacji w domu. Ja suedziałam z dziećmi w domu długo i uważam to za bezcenne, ale teź nie mogę powiedzieć ze gdyby sytuacja finansowa była trudna to bym ich nie posłała wcześniej. Jedno pragnę podkreślić. Nie sądzcie, że tylko w prywatnych żłobkach jest dobra opieka dla dzieci. Moje dziewczyny chodzą do państwowego i jestem bardzo zadowolona. Duże przedszkole to wprawie duże grupy, ale panie to spokojnie ogarniają, ale to też większe place zabaw, większa integracja w grupie i moźliwość wyboru bratniej duszy. Dobrze, że macie wybór i poślesz synka wtedy kiedy będziecie wspólnie na to gotowi. Ja uważam że zdecydowanie łatwiej jest maluszkowi jak jest odpieluchowany. Pozdtawiamy Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W najbliższych nam miastach wybór żłobków jest dość mocno ograniczony, a te państwowe nie cieszą się zbyt dobrą opinią. W jednym toczy się nawet aktualnie postępowanie wobec opiekunek odnośnie znęcania się nad dziećmi, a o innym słyszałam od rodziców, że maluchy są tam np. zbyt natarczywie, na silę zmuszane do jedzenia...Poza tym dla mnie grupa 30 dzieci, nad którą usiłują zapanować zaledwie dwie opiekunki - to jednak trochę za dużo, bym zdecydowała się posłać tam synka...I zgadzam się, że pewne sprawy - jak odpieluchowanie, samodzielne jedzenie oraz ubieranie się - z pewnością by nam tę decyzję ułatwiły...

      Usuń
  20. Sprawdziliście i wiecie. Dobrze, że sytuacja nie zmusza Was do oddania Bąbla do żłobka.
    W naszym mieście (tym drugim, wiesz o co chodzi) jeden państwowy żłobek, do którego i tak się nie kwalifikujemy i prywatne klubiki. Nie wiem, jak wygląda sytuacja tych drugich. Mam nadzieję, że Mama udźwignie opiekę nad Synkiem i nie będę musiała sprawdzać. Póki, co obie jesteśmy w stresie :) Na ten moment chciałabym, żeby Babcia została z Młodym do okolic 3 urodzin, a potem przedszkole. Ale na wszelki wypadek po Twoim poście dziś rozmawiałam czy w razie czego nie zostałaby z Młodym dłużej. Zielone światło jest, a co życie przyniesie zobaczymy.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby wszystko poszło zgodnie z Waszym planem i Babcinymi deklaracjami :) A jednak zawsze warto mieć jakieś wyjście awaryjne na wszelki wypadek, gdyby gdzieś po drodze plan nie wypalił - więc może dobrze byłoby rozejrzeć się po tych prywatnych klubikach i przynajmniej orientacyjnie zasięgnąć języka ;)

      Usuń
  21. No widzisz. I dobrze, że słuchasz siebie, Bąbla i sytuacja nie zmusza Was do podjęcia takiej decyzji wbrew Waszej woli. Są dzieci, które w żłobku odnalazłyby się idealnie, ale ja mimo wszystko cieszę się, że nic nie muszę w tym względzie, podobnie jak Wy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie jakikolwiek przymus nie jest fajny - zwłaszcza jeśli chodzi o dziecko i jego wychowanie :)

      Usuń
  22. Pewnie mnie zlinczujecie ale ja uważam,że żłobek to zło :-/
    Dziecko dopiero w wieku ok.3lat emocjonalnie przygotowuje się do tego etapu.

    Zło,czasem konieczne:-/

    Jeżeli nie ma wyjścia,bo tak też się zdarza i jest to chyba dla wszystkich oczywiste,wybrałabym nianię,ale z nimi to też różnie bywa(z doświadczenia).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikogo nie będę tu linczować, ale powiem tak : ZŁY żłobek to zło, natomiast ten DOBRY dla niektórych dzieci i ich rodziców może okazać się prawdziwym wybawieniem - i nadal tak uważam, choć sami nie skorzystamy z jego usług :)

      W tym konkretnym miejscu podobało mi się to, że rodzic ma internetowy podgląd na grupę, w której przebywa dziecko - i gdybym miała kiedyś zdecydować się na nianię, to o podobny monitoring na pewno zadbalibyśmy we własnym mieszkaniu...

      Usuń
  23. Mnie też wydaje się, że żłobek - szczególnie dla dziecka poniżej 2-go roku życia - to nie jest dobry pomysł. Ja, co prawda, musiałam posłać córeczkę do żłobka, ale Bogu dziękuję, że miała już skończona 2 latka.
    I przez pierwsze miesiące chodziła tylko na kilka godzin, potem dopiero na dłużej.
    Żłobek był kameralny, na naszym osiedlu, więc to też miało znaczenie, że nie jakoś daleko, że nie zupełnie inne otoczenie, tylko bardzo znajome.
    Byłam zmuszona posłać ją do tego żłobka, ale gdybym miała inną sytuację, to wybrałabym opcję tylko 1-2 dni w tygodniu, tylko po to, aby mieć chwilę dla siebie, móc w zająć się innymi zajęciami, móc wyjść np. do lekarza itp.
    Córeczka bardzo przeżywała rozstania ze mną, później panie mówiły, że szybko się uspokajała, a jak po nią przychodziłam, widziałam, że jest w dobrym nastroju.
    Co nie zmienia faktu, że i tak jestem przeciwna posyłaniu małych dzieci do żłobków. Też widziałam, jak te maluchy czekały na rodziców...to był smutny widok.
    Takie szkraby do 3-go roku życia, a już szczególnie, kiedy mają mniej niż 2 latka, przede wszystkim potrzebują mamy, taty, poczucia bezpieczeństwa, nawet pewnej monotonii i powtarzalności.
    Teraz moja córeczka jest w wieku przedszkolnym i chodzi do przedszkola, a ja widzę, że to jest dopiero moment, kiedy dziecko rzeczywiście jest gotowe na rozstanie z mamą, kiedy jest w stanie korzystać z zajęć w grupie, cieszy ją przebywanie z innymi dziećmi, itp.
    Tak więc moim zdaniem, to, że Bąbelek pozostanie z Tobą, wyjdzie jemu naprawdę na dobre.
    Zawsze możesz z nim chodzić na zajęcia do klubu malucha, na plac zabaw, są też takie klubokawiarnie dla dzieci, gdzie mama może spokojnie napić się kawy, coś zjeść, poczytać gazetę, a dziecko może pobawić się w drugiej części kawiarni, gdzie są zabawki.
    Pomyślałam sobie też, że to, że tak trudno było Bąblowi rozstać się z Wami, to świadczy o tym, że już zbudowaliście głęboką więź :)
    Pozdrawiam :) Anna-Róża

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opcję 1-2 dni w tygodniu też w pewnym momencie rozważaliśmy, ale panie nam to stanowczo odradziły (choć i takie pakiety mają w swojej ofercie). I w sumie chyba miały rację - bo lepiej, żeby dziecko miało pewną ciągłość i świadomość, że będzie w żłobku codziennie, a nie tylko wybiórczo. Inaczej może się buntować i myśleć sobie np. "skoro wczoraj nie musiałem tam być, to dlaczego dzisiaj muszę? - wolę znów zostać z mamą w domu"...

      Na szczęście już przestaliśmy się nad tym zastanawiać i nie spędza nam to snu z powiek ;) Zacznie się od nowa, kiedy przyjdzie czas na przedszkole i pierwsze poważne, związane z tym rozstanie...

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  24. ja nawet jak przyszedł czas przedszkola to miałąm problem z tym, żeby moje Bąki tam pchnąć, ale zmieniłam nastawianie i teraz wiem, że dużu poszedł do Pkola za późno, ale żłobek to inna sprawa... nie puściłabym, jeśli bym nie musiała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I na tym właśnie stanęło - aktualnie czuję ogromną ulgę, że nie jesteśmy postawieni pod ścianą i mam nadzieję, że sytuacja ta nie ulegnie w najbliższym czasie żadnym zmianom.

      Usuń
  25. Skoro nie masz potrzeby by wracać do pracy, korzystaj kochana z tego, że możesz towarzyszyć swemu dziecku o każdej porze dnia.
    Ja niestety szybko musiałam wrócić do pracy i zdecydowałam się na opiekunkę. Wiem, że nic nie zastąpi dziecku matki, jednakże czasami siła wyższa nam na to nie pozwala.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam jakiejś bardzo naglącej i palącej potrzeby finansowej, natomiast z moimi osobistymi potrzebami...cóż, bywa różnie...Ale jednak teraz najbardziej liczy się dla mnie Bąbel i korzyści, jakie on wyniesie - a na realizację moich własnych projektów jeszcze kiedyś przyjdzie czas (mam nadzieję :) )

      Usuń
  26. Wiem, że niektórzy nie mają komfortu wyboru, czy wrócić do pracy, czy nie. Ale mam podobne odczucia do Twoich - dla mnie to jest smutne, że tak małe dziecko musi być z dala od mamy przez tyle godzin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, kiedy przychodzili rodzice to te małe buźki od razu się rozpromieniały i odnosiłam wrażenie, że aż błagały, by je stamtąd jak najszybciej zabrać i wracać do domu...Może ja sobie tylko tak dodaję i to wszystko uwypuklam - ale Mąż miał bardzo podobne odczucia do moich, więc to chyba jednak o czymś świadczy...

      Usuń
  27. Ja dawałam kubula do żłobka na kilka godzin.. przed przedszkolem - by się zaklimatyzowal..
    By wiedział jak jest w przedszkolu.
    Nie jestem bardzo zaa ani też przeciw - wydaje mi się że to indywidualna decyzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście - wszystko zależy od dziecka, rodzica, określonej sytuacji. Dobre rozwiązanie to takie, które się po prostu sprawdza i zdaje egzamin w konkretnym, indywidualnym przypadku :)

      Usuń
  28. Ja się boję, że nie będę potrafiła 'oderwać' się od dziecka. Żłobek to ciężki temat. Fajnie jak rodzic ma wybór. Może wybrać ten najlepszy dla swojego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zastanawiam się, kto bardziej przeżyje rozstanie związane z przedszkolem - ja czy Bąbel - i kto okupi je większym emocjonalnym kosztem. Mam nadzieję, że do tego czasu sytuacja się trochę wyklaruje, a nasze więzi będą wciąż silne, lecz pozwalające na taką chwilową separację ;)

      Usuń
  29. Ja Ci się wcale nie dziwię, moja Myszka do tej pory chodzi tylko na 4 godziny do przedszkola. PO co ma tracić czas na leżakowanie skoro i tak nie śpi, może w domu posiedzieć z mamusią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla nas generalnie ten żłobkowy "rozkład jazdy" był zupełnie inny od tego, który Młody ma w domu - np. największa aktywność w porach, kiedy on zwykle drzemie, i odwrotnie. Myślę, że bardzo trudno byłoby przyzwyczaić go do tej nowej rutyny, totalnie oderwanej od jego dotychczasowych przyzwyczajeń.

      Usuń
  30. Wszystko ma swoje plusy i minusy i wszystko zależy od punktu widzenia. Z punktu widzenia faceta, żłobek ma same plusy, natomiast patrząc ze strony matki, żłobek zabiera jej bezcenny czas, który mogłaby spędzić z własnym dzieckiem. Uważam, że dziecko możliwie jak najwcześniej powinno uczyć sie współżyć z rówieśnikami i uczyć się tym samym samych przydatnych zachować. Dzięki temu będzie mu łatwiej gdy podrośnie :P Jeśli chodzi o mnie to będę chciał aby mój syn uczęszczał do żłóbka nawet gdy jego mama będzie mogła pozwolić sobie na siedzenie w domu. Niech siedzi, należy się jej jak psu zupa, ale dziecko w żłobku to czas poświęcony na samodzielną naukę. W życiu różnie bywa. Jednie posyłają dzieci do żłobka bo muszą, inni nie biorą tej możliwości pod uwagę. Ja uważam, że dziecko od mamy nauczy się tego co powinno, ale nie nauczy się wszystkiego co umieć powinno. Bąbelkowa Mamo zrobiłaś bardzo dobrze :) Wcześniej błądziłaś nie myśląc o żłobku, ale się nawróciłaś za co należy się ukłon oraz pochwała HA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie się nie nawróciłam! Miałam tylko taki chwilowy impuls, który został - że tak powiem - zduszony w zarodku ;) A czy dla faceta faktycznie same plusy? Niekoniecznie. Mój Małżonek najwyraźniej spojrzał na to wszystko z perspektywy 20-miesięcznego dziecka - i również bardzo mocno zaoponował przeciwko takiemu rozwiązaniu. Także można uznać, że oboje "wymiękliśmy" ;)

      Usuń
  31. Tak różnie się to wszystko układa i zmienia w trakcie, a nawet czasem już po podjęciu decyzji...
    Ja miałam Ł w żłobku. Takim prywatnym (nie miałam szans na klasyczny) i strasznie drogim. Był wspaniały, najcudowniejsze miejsce na świecie. Uwielbiające dzieci ciocie, domowa atmosfera, cudo! Ł potrafiła mi płakać w sobotę, że chce iść do żlobka ;)
    A teraz z F mam nianię, nigdy bym nie wpadła na to, że to rozwązanie będzie dla nas, ale tak wyszło - żłobek odpadł nam na starcie, musieliśmy mieć opiekę w domu.
    I też jest super.
    Ale tak ogólnie, to chce mi się do domu wrócić ;)

    Jeśli czujesz, że chcesz i możesz sobie na to pozwolić, dobrze, że zostajesz w domu. Ja trochę żałuję, że wróciłam do pracy.
    Mam też wrażenie, że nadchodzi taki moment, że się chce, czuje, że to już. Z córką taki miałam ;)
    Trzymajcie się cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że tak świetnie trafiliście i ze żłobkiem, i z nianią :)Ale tak czy siak życzę Ci z całego serca, byś już wkrótce do domu wróciła - przy okazji kolejnego maluszka w Waszych szeregach :*

      Usuń
  32. Nigdy się nie zastanawiałam nad tym czy kiedyś moje dziecko pójdzie do żłobka ale może dlatego że mieszkamy na wsi i trzeba by dowozić do miasta,nie wiem jak by to byłoiggdybym otrzymała propozycję pracy ale myślę że prędzej szukała bym pomocy ze strony rodziny,choć wiem że nie każdy ma taką możliwość.nie neguje żłobków bo wiem że niektórzy nie mają wyjścia A leżąc z Młodym w szpitalu dużo się o tym na słuchałam.Dobrze, że mogę siedzieć w domu i dac z siebie jak najwięcej mojemu szkrabowi.Myślę że Dobrze wybrałaś.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My również na wsi i też musielibyśmy do miasta dowozić - więc w razie "W" nie moglibyśmy pojawić się natychmiast, co także mocno nas przystopowało...U mnie pewne widoki na pracę się akurat pojawiły, ale ostatecznie pomyślałam sobie "jak nie ta, to inna - a dziecko mam przecież tylko jedno" :)

      Usuń
  33. Mój Jaś poszedł do żłobka jak miał 7,5 mc i nie żałuję. Uwielbia dzieci i jest bardzo otwarty niekiedy chyba nawet za bardzo :D Lubi do niego chodzić chodź po roku uczęszczania miał miesięczny kryzys kiedy absolutnie trzeba go tam było "ciągnąc". Dzieciaki czekają pod drzwiami mniej więcej w porach odbierania bo już wiedzą że zaraz rodzic po nie przyjdzie to całkiem normalne, one tęsknią za nami a my za nimi. Trzeba tylko znaleźć żłobek gdzie jest dobra atmosfera inie koniecznie najbardziej wypasione zabawki i multum dodatkowych zajęć. Często bywa tak, że to my nie jesteśmy gotowi na rozłąkę a nie dziecko :)

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)