Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie 2016. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie 2016. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 grudnia 2016

"I bądźmy wszyscy dziwakami !" - czyli więcej człowieczeństwa w człowieku...

Wyjątkowo paskudnie było tego dnia. Od rana lało, zimno jak diabli i generalnie bardzo mało świątecznie. Może więc i dziwić się nie powinnam, że wszyscy ci ludzie jacyś tacy nieżyczliwi, nieuśmiechnięci, we własnych światach na głucho pozamykani...

Kobieta weszła do busa przed samym Wrocławiem. Taka typowa babunia - starej daty, z chustą na głowie i wielką kraciasta torbą w pomarszczonych dłoniach. "Pewnie na targ jedzie" - pomyślałam, bo akurat przypadał dzień tygodnia, kiedy na Dworcu Świebodzkim  handel pełną gębą się odbywa. 

Może uznacie to za głupie, ale lubię czasami przeprowadzić coś w rodzaju społecznego eksperymentu. Ocenić przez chwilę sytuację z pozycji zewnętrznego obserwatora, wyciągnąć wnioski, własne hipotezy potwierdzić lub obalić. Odczekałam więc bardzo krótką chwilę na reakcję współpasażerów - i tak jak przypuszczałam, w przeładowanym busie żaden z nich nie ustąpił kobiecinie miejsca. Młody chłopak tuż obok nagle zaczął intensywnie wgapiać się w okno (jakby w ogóle dało się coś sensownego tam dojrzeć w panującym o tej porze półmroku). Drugi naciągnął kaptur bluzy jeszcze głębiej na twarz - i symulował, że właśnie ucina sobie krótką drzemkę...

"Proszę usiąść." - wstałam i przepuściłam babcię w wąskim przejściu pomiędzy fotelami. 

"Dziękuję, skarbeńku. Ja niedaleko jadę, tylko dwa przystanki. Za chwilę się z powrotem zamienimy." - uśmiechnęła się i usiadła, stawiając kraciastą torbę obok moich nóg.

Reszta drogi minęła nam w milczeniu. Nie rozmawiałyśmy ze sobą, bo i o czym? Dopiero kiedy wysiadała, jeszcze raz mi podziękowała - a ja gorliwie zapewniłam, że absolutnie nie ma za co. Zamykając za sobą drzwi busa, rzuciła na odchodne : "Dziękuję pięknie, panie kierowco. Do widzenia wszystkim, miłego dnia i wesołych Świąt."

Kierowca milczał jak zaklęty, nikt inny też się nie odezwał. Tylko ja odpowiedziałam jej podobnymi słowami - i cholernie przykro mi się zrobiło, a trochę nawet głupio za tych wszystkich ludzi, w których życzliwości nie starczyło nawet na takie krótkie i grzecznościowe pozdrowienia...

Już po wyjściu kobiety usłyszałam tylko komentarz "Dziwaczka!", rzucony tonem dość szorstkim i pogardliwym. No tak...w tych czasach faktycznie uśmiechnąć się do zupełnie obcego człowieka, zamienić z nim parę słów, zareagować z sympatią na jakiś jego gest - to wszystko zaczyna być tak rzadko spotykane i nietypowe, że aż jako dziwactwo się jawi...

Dlatego też z okazji zbliżających się Świąt nie życzę pięknie ustrojonych mieszkań, bogato zastawionych stołów, wspaniałych prezentów pod choinką. Życzę nam wszystkim, żebyśmy zawsze chcieli i potrafili być takimi "dziwakami"... (I ja to piszę - osoba również w pewnym sensie aspołeczna, której jednak tego typu sytuacje potrafią dać mocno do myślenia...)

Wszystkiego dobrego - i jeszcze więcej człowieczeństwa w człowieku! 


 

  

środa, 30 listopada 2016

Wspólne blogowanie przy choince : Czym zająć dziecko przed Bożym Narodzeniem?

Dzisiejszy post powstał w ramach "Wspólnego blogowania przy choince", którego pomysłodawczynią jest Paulina z bloga Oli Loli New Life. W ramach projektu każdego dnia jedna z zaangażowanych w niego dziewczyn będzie dzieliła się z czytelnikami swoimi świątecznymi przepisami,  pomysłami na prezenty i ozdoby oraz wszystkim innym, co w jej przekonaniu w jakiś sposób wiąże się z Bożym Narodzeniem. Można powiedzieć, że jest to coś w rodzaju blogerskiego kalendarza adwentowego, którego odsłony będą pojawiać się w 24 postach różnych autorek :)

A co u nas przed Świętami? Popatrzcie i poczytajcie :)

Świąteczne pierniki z masy solnej.

Przepis na masę jest naprawdę banalnie prosty. Potrzebujemy tylko szklanki mąki, szklanki soli, odrobiny wody i oleju. Mieszamy to wszystko ze sobą, zagniatamy na jednolitą masę - a potem dajemy dziecku wałek do ciasta i przymykamy oko na brudne blaty i podłogi ;) 

Nasze pierniki powinny piec się w temperaturze 180 stopni około godziny - choć wszystko zależy od ich grubości oraz tego, jak bardzo chcemy je przyrumienić. Po wyciągnięciu z piekarnika malujemy je zwykłymi farbkami plakatowymi - i przygotowujemy się na to, że dziecko każe nam ich "próbować" i sprawdzać, czy wyszły naprawdę smaczne ;)




Bożonarodzeniowe dekoracje.

Do ich wykonania użyliśmy naszych ulubionych - i chyba najbardziej uniwersalnych - jednorazowych talerzyków. Przy ich pomocy wyczarowaliśmy całą ekipę świątecznych towarzyszy - Mikołaja, renifera i bałwanka, którzy zgodnie z dyspozycjami Bąbla zawiśli na naszych drzwiach balkonowych.

Co więcej, przedziwnym zbiegiem okoliczności zostali zauważeni i namierzeni przez panie z naszej miejscowej świetlicy. W taki oto sposób dostaliśmy zamówienie na kilka kolejnych zestawów podobnych cudaków,  mających zdobić ściany i estradę podczas tegorocznego spotkania dzieci z Mikołajem ;)




Pada śnieg, sztuczny śnieg...

To była dla Bąbla chyba największa frajda - bo mógł się do woli wybrudzić, wyciapać i wysmarować przy okazji mnie i wszystko dookoła :) Sztuczny śnieg robimy z mąki ziemniaczanej i najtańszej pianki do golenia - dlatego raczej nie polecam go dla najmłodszych dzieci, które nadal są na etapie pakowania wszystkiego do buzi. 

Powstała w ten sposób masa faktycznie do złudzenia przypomina autentyczny biały puch. Można wycinać z niej różne kształty foremkami, kroić ją drewnianym nożykiem, lepić śnieżne kule i bałwana. U nas natomiast największym powodzeniem cieszyła się zabawa w "odśnieżanie" przy pomocy zabawkowego spychu ;) To bardzo fajna alternatywa zwłaszcza dla rejonów takich jak nasz - w których prawdziwego śniegu z roku na rok coraz mniej lub...wcale.




Czyja to zguba?

Możecie wierzyć lub nie - ale tę zabawę przygotowałam, kiedy Bąbla jeszcze nie było na świecie ;) W trakcie dłużącego się oczekiwania na telefon z ośrodka adopcyjnego wymalowałam 9 reniferów o różnych kolorach nosków - i wycięłam dla nich kokardy w takich samych odcieniach. Zadaniem dziecka jest tu oczywiście dopasowanie danej kokardki do odpowiadającego jej noska. Świetna nauka kolorów, przy której Bąbel zawsze powtarza, uszczęśliwiony: "lenifelek już nie płacze, bo znalazłem mu kokalde" ;) 

To tylko jedna z wielu naszych świątecznych zabaw tego typu - i tak naprawdę można przygotować ich całe mnóstwo, a jedynym ograniczeniem jest tutaj Wasza kreatywność oraz czas potrzebny na ich wykonanie. 




Pyszności do karmnika.

Karmnik za domem pamiętam doskonale jeszcze z własnego dzieciństwa. Mogłam godzinami przesiadywać w oknie, obserwować sikorki i innych gości, którzy zdecydowali się do niego przyfrunąć. Własnego karmnika ze względu na sąsiadów postawić nie możemy - ale regularnie zanosimy z Bąblem pyszności do tego, który nadal stoi w ogrodzie moich rodziców . 

W tym roku postanowiliśmy przygotować dla ptaków prawdziwą ucztę z płatków owsianych, kukurydzianych i orzechów. Żeby było jeszcze bardziej świątecznie, zrobiliśmy to w formie jadalnych bombek do zawieszenia w karmniku albo na gałęziach drzew. 

Najpierw sporządziliśmy coś w rodzaju kleju z wody, mąki i żelatyny. Potem wymieszaliśmy go dokładnie z pozostałymi składnikami, przełożyliśmy do sylikonowych foremek na muffinki i przypiekliśmy w piekarniku - lecz niezbyt mocno, żeby ptaszki bez trudu sobie poradziły. Trzeba też pamiętać o zrobieniu w każdym krążku dziurki, przez którą później przeciągniemy jakiś sznurek czy wstążkę.
 




A jak Wam minęły ostatnie dni listopada?

Jeżeli macie jakieś własne ciekawe pomysły, jak wprowadzić dziecko w świąteczną atmosferę -
bez skrępowania dzielcie się nimi w komentarzach :)

sobota, 19 listopada 2016

Trzy (trochę nietypowe) rzeczy, które zamierzam zrobić przed Świętami.

Nie - nie będzie to post o pieczeniu pierników, ubieraniu choinki, własnoręcznie wykonanym kalendarzu adwentowym czy wyborze odpowiednich prezentów dla najbliższych (choć tym też planuję się zająć w niedługiej perspektywie czasowej).

Będzie o czymś zupełnie innym - co wydaje mi się dużo bardziej istotne i wymagające znacznie większego zaangażowania. Czasami również pokonania wielu kilometrów albo (jedynie pozornie niedużej) odległości pomiędzy jednym a drugim człowiekiem...


"WSIĄŚĆ DO POCIĄGU BYLE JAKIEGO..."

Tak, chciałabym wyjechać na trochę. Tak grudniowo, nietypowo, przedświątecznie - akurat wtedy kiedy wszyscy rozglądają się za odpowiednio rozłożystą choinką albo wystarczająco dużym karpiem na wigilijną wieczerzę.

Ten pomysł w zasadzie już rok temu chodził mi po głowie. Realizacji się wprawdzie nie doczekał - jednak przez całych 12 miesięcy wracał do mnie wciąż od nowa, jak wyrzucony w powietrze bumerang. Nawet moja siostra -  typ absolutnej domatorki - znalazła dla swojej klasy jakieś tanie wycieczki szkolne i zabiera dzieciaki do Pragi na dwa czy trzy dni.

Pogrzebałam, poszukałam, porozglądałam się...Niestety, oferty indywidualne dla rodzin z dzieckiem w okresie przedświątecznym nie prezentują się już tak korzystnie cenowo - ale może jednak uda się nam wysupłać trochę grosza i zabrać Bąbla w jakieś fajne miejsce w Polsce :)

WYŻSZY POZIOM KOBIECOŚCI

Po drugie - również pewna konferencja mi się marzy i śni po nocach. Podobno bardzo kobieca, dająca inspirację, niesamowicie motywująca do dalszego rozwoju i działania...A w dodatku prowadzona przez Małgorzatę Ohme, którą bardzo cenię i czasami mogę nawet nie przeczytać jakiegoś kolejnego rozdziału na zajęcia - ale na jej artykuły zawsze znajdę wolną chwilkę :)

Od dziewczyn, które już wcześniej w pierwszej edycji tego wydarzenia uczestniczyły - wiem, że to prawdziwy powiew wiatru w żagle. Zwłaszcza dla osób takich jak ja - które jeszcze nie do końca w swoje siły uwierzyły i jeszcze niezupełnie lubią się takimi, jakie są...

I tak myślę sobie, że chyba faktycznie się do tej Warszawy wybiorę. Może ktoś mnie tam utwierdzi w przekonaniu, że nie ma rzeczy niemożliwych i że można zacząć zmieniać siebie i swoje życie na lepsze w każdym jego momencie, bez względu na okoliczności.  A może po prostu posłucham sobie kilku interesujących prelekcji i wypiję dobrą kawę w typowo babskim, sfeminizowanym towarzystwie. Tak naprawdę każda z tych dwóch opcji wydaje mi się równie dobra ;)

KOMPLETNIE O SOBIE ZAPOMNIEĆ

Kiedy już zrobię to wszystko powyżej - chciałabym skupić się na innych. Tych bardziej potrzebujących, w gorszym położeniu - którym akurat tego do uśmiechu i chwili radości potrzeba, czego mam w sobie całkiem sporo.

Już od kilku dni praca u nas wre, a paczki i kartki świąteczne dla dzieci z domów dziecka i pensjonariuszy Domu Pomocy Społecznej tworzą się w każdej wolnej chwili. Bąbel czasami mi w tym pomaga, częściej przeszkadza - ale prawie zawsze towarzyszy. A ja coraz częściej zastanawiam się, czy to nie w tym kierunku powinnam pójść, jeśli chodzi o wybór specjalności na studiach - i zająć się raczej terapią albo pedagogiką opiekuńczo-wychowawczą, zamiast tej planowanej wczesnoszkolnej.

I jeszcze jedna rzecz, którą już od dawna rozważam - wreszcie zaczęła nabierać dla mnie coraz bardziej realnych kształtów... Kiedy sama walczyłam o zdrowie i borykałam się z niepłodnością - najprawdopodobniej nie byłam najwłaściwszą kandydatką na to stanowisko...Lecz teraz mogę już chyba podzielić się z Wami informacją, że w mojej szafie zawiśnie wkrótce żółta koszulka wolontariusza hospicyjnego...


  Postaram się opowiedzieć Wam o tym wszystkim, w kilku najbliższych postach.

czwartek, 20 października 2016

"Blogerzy dzieciom z domów dziecka" - zrobimy razem coś pożytecznego?

Post świąteczny w październiku? A co tam! Dlaczego nie?! Skoro w większości miast i galerii handlowych fala świątecznych ozdób, świątecznej muzyki i innego świątecznego kiczu zalewa nas mniej więcej w tym samym czasie, w którym zapalamy świeczkę na grobach naszych zmarłych - to i ja mogę popełnić post świąteczny już teraz, na zapas, żeby potem nie robić tego w biegu pomiędzy karpiem a barszczem z uszkami ! 

A tak zupełnie poważnie - chciałam napisać Wam dzisiaj o pewnej akcji, w którą zaangażowałam się z wielkim entuzjazmem, przyjemnością i wzruszeniem. Mowa tutaj o projekcie "Blogerzy dzieciom z domów dziecka", którego pomysłodawczynią i główną organizatorką jest 16-letnia Agata. 

***
 
Nasz Bąbelek spędził w DD niespełna trzy pierwsze miesiące swojego życia. Ja spędziłam w podobnym przybytku kilka miesięcy swojej studenckiej praktyki, a z różnymi placówkami opiekuńczymi miałam do czynienia właściwie przez cały pięcioletni okres wyższej edukacji. 

W związku z powyższym wiem, że domy dziecka są bardzo różne. Są takie, w których wykonuje się swoją pracę naprawdę z powołania - oraz takie, gdzie biurokracja okazuje się ważniejsza niż potrzeby i problemy wychowanków. Są takie, gdzie dzieci mają do dyspozycji pięknie wyremontowane sale, zasypiają w nowiutkich łóżeczkach, bawią się zabawkami wiodących firm i noszą zadbane, niezniszczone ubrania - oraz takie z odrapanymi ścianami, gdzie na grupę pięciorga dwulatków przypada jedna sfatygowana maskotka i kartonowa książeczka z postrzępionymi brzegami, a dziecięce ciuszki po prostu rozsypują się w rękach ze starości...

Jest natomiast jedna rzecz, która wszystkie te miejsca łączy - ich wychowankom najczęściej bardzo brakuje rodziców i prawdziwego domu, a okres Bożego Narodzenia jest dla nich szczególnie smutny i przygnębiający. 

***

W placówkach niestety ten czas nie prezentuje się tak radośnie, sielsko i beztrosko, jak w większości polskich domów - i jeszcze intensywniej przypomina dzieciom o tym, że ich życie różni się od życia przeważającej części rówieśników. Często wychowawcy starają się w jakiś sposób umilić im ten trudny moment w roku - stworzyć chociaż namiastkę rodzinnej, ciepłej, świątecznej atmosfery i odwrócić ich uwagę od spraw mniej przyjemnych. W tym roku również my - blogerzy - możemy się chociaż w minimalnym stopniu do tego przyczynić. 

Wystarczy napisać list, wierszyk, opowiadanie - i wysłać stworzoną przez siebie świąteczną kartkę do jednego lub kilku domów dziecka, które zdecydowały się wziąć udział w akcji. Można też dołączyć do swoich kartek maskotki czy jakiś inny drobiazg - jednak najważniejsze są tutaj płynące z serca słowa i życzenia. Coś, co ma rozweselić. Naprawdę - nic trudnego czy wymagającego wielkiego nakładu pracy oraz czasu! W końcu pisanie całkiem nieźle Wam idzie - jest Waszą pasją, sposobem na życie, czasami również pracą :) 

Takie kartki są potem odczytywane przez opiekunów podczas wspólnych posiłków albo w czasie przeznaczonym na czytanie bajek. A ponieważ jest to już druga edycja akcji - wiadomo nam, że pierwsza wywołała na buziach dzieci naprawdę mnóstwo uśmiechów i radości !

***

Co zrobić, żeby również wziąć udział w tej inicjatywie? Wystarczy dołączyć do tej grupy na Facebooku - tam znajdziecie już wszystkie potrzebne informacje, a za jakiś czas pojawi się też pełna lista domów dziecka, do których będzie można słać swoje kartki oraz inną twórczość.  


EDIT:

Do promowania akcji przyłączyli się również przedstawiciele Poczty Kartkowej, 
którzy zaproponowali możliwość bezpłatnego nadania części kartek za ich pośrednictwem. 

Wierzę, że dzięki ich zaangażowaniu o całej inicjatywie dowie się jeszcze szersze grono osób -
a uśmiech zagości na twarzach jeszcze większej ilości dzieciaków :)