Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TEN telefon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TEN telefon. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 marca 2017

"Adopcja dziecka jest darem" - gościnna opowieść adopcyjnej mamy.



Któregoś dnia zauważyłam na Facebooku pewien komentarz świadczący o tym, że jego Autorka jest mamą adopcyjną. Z ciekawości zajrzałam na Jej profil oraz prowadzoną przez Nią stronę internetową - i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu okazało się, że wcale nie jesteśmy sobie tak zupełnie obce :) Co więcej - byłyśmy nawet w tej samej grupie podczas naszych warsztatów w ośrodku adopcyjnym (jaki ten wirtualny świat jest w gruncie rzeczy mały !) 

Jeżeli macie już trochę dosyć moich osobistych wynurzeń na temat macierzyństwa i adopcji dziecka - dzisiaj posłuchajcie tego, co ma Wam do powiedzenia Ola. Przy okazji zapraszam również na jej bloga - gdzie znajdziecie zdecydowanie więcej takich pięknych, płynących z serca tekstów. 

 ____________________________________


"Adopcja dziecka jest darem"


„Byłem dzieckiem nienarodzonym i przyjęliście mnie, pozwoliliście Mi się urodzić. Byłem dzieckiem opuszczonym i staliście się dla Mnie Rodziną Byłem dzieckiem osieroconym a adoptowaliście Mnie wychowując jak Wasze dziecię.” 

Św. Jan Paweł II , List do Rodzin 1994r.


Już prawie dwa lata minęły od czasu, gdy adoptowaliśmy dziecko – Chłopczyka. Tomuś miał wtedy zaledwie kilka miesięcy. Pamiętam, gdy po raz pierwszy nam go przyniesiono w domu dziecka. Miał wielkie, smutne oczy, którymi tak uważnie na nas spojrzał. Potem jednak szybko powrócił do swego zamkniętego świata. Zamkniętego na dwa sposoby. 

Wewnętrzne zamknięcie polegało na tym, że  po chwili zainteresowania zapadł w coś w rodzaju letargu. Nie reagował na nic co go otaczało. Na nas już więcej też nie. 

Zamknięcie zewnętrzne dotyczyło miejsca, w którym przebywał. Jego całym światem był mały pokój, w którym oprócz jego łóżeczka były jeszcze cztery inne łóżka. W nich również leżały niemowlęta. To właśnie w tym pokoju był karmiony, kąpany, przewijany. Nie znał świata zewnętrznego. Nie pamiętał, jak przewożono go po urodzeniu ze szpitala. Od tamtej pory nigdy nie wychodził na zewnątrz. Nie wiedział czym jest niebo, ziemia, słońce, nigdy nie poczuł porywu wiatru, zapachu lata, czy jesieni. 

Był nauczony jeść zawsze do końca, całą butelkę mleka, bo następna była dopiero za kilka godzin. Nie budził się też w nocy na posiłek, potrafił wytrzymać do rana. Zasypiał przy zaświeconym świetle. Nikt nie myślał, czy mu to przeszkadza. Do hałasu i płaczu innych dzieci też musiał się przyzwyczaić. Nauczył się sam utulać do snu, obejmując się małymi rączkami. Nasze dziecko adopcyjne nie miało łatwo.

Pamiętam z tego okresu inne niemowlę (Anię - córkę naszych przyjaciół). Dziewczynka była noszona, przytulana, głaskana, całowana. Gdy spała wszyscy chodzili na palcach, by nie zakłócić jej snu. Co jakiś czas się przebudzała by jeść, zaspokajając przy okazji nie tylko potrzebę głodu, ale również i potrzebę bliskości. Wtedy mama przecież była tylko dla niej. Ania była dzieckiem ciekawym świata, radosnym. Chodziła z rodzicami na długie spacery. Znała i wiedziała to wszystko, czego nigdy nie doświadczył Tomuś. 

Dwie historie, ale jakże różne. 
Jakże zupełnie inny start w życie. 
Historia odrzucenia i historia wielkiej miłości.

Ale te historie już się nie różnią. W pewnym momencie stały się do siebie tak bardzo podobne. A patrząc teraz na Tomka i Anię trudno poznać, jaki był ich początek. To wielki dar stanąć na drodze małego dziecka i zmienić jego historię. Odrzucenie wypełnić miłością. Patrzeć jak dziecko rozkwita, jak pięknieje, gdy czuje się kochane i „jedyne - niepowtarzalne” dla swoich rodziców. Adopcja dziecka jest darem – tak właśnie lubię o niej myśleć… i na pewno nie jest czymś „zamiast”.


_____________________________

Autorką powyższego tekstu jest Ola, 
prowadząca stronę www.childadoption.eu