Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój dwulatka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój dwulatka. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 stycznia 2017

Pod naszym łóżkiem mieszkają potwory !

Tak właściwie to od pewnego czasu mieszkają już niemal wszędzie - i pod łóżkiem, i za ścianą, i w ciemnej kuchni, i za zamkniętymi drzwiami łazienki...Ukrywają się nawet w wielkim pudle z Bąblowymi zabawkami i wyzierają złowrogo spomiędzy sukienek wiszących w mojej szafie...A przede wszystkim - mieszkają w Bąblowej wyobraźni, w której najwyraźniej jest im bardzo wygodnie  i przytulnie, ponieważ nijak nie da się ich stamtąd wyeksmitować...

fot. Laure Fauvel

Zaczęło się w zasadzie z dnia na dzień - bez jakichkolwiek sygnałów ostrzegawczych 
i zapowiedzi czekającej nas "inwazji".

Młody praktycznie od samego początku dość kiepsko znosił zapadające wokół niego ciemności - ale do tej pory wystarczała zapalona lampka przy łóżku i ulubiony pluszak, do którego można się było przytulić. Od jakiegoś czasu natomiast wymagana jest również nocna obecność rodziców w dziecięcym pokoju - najlepiej obojga na raz, aczkolwiek chętniej pełnimy z Bąblowym Tatą naprzemienne dyżury, żeby każde z nas mogło uszczknąć dla siebie chociaż kilka godzinek względnie spokojnego snu.

Oprócz tego nie ma też mowy o samotnym wchodzeniu do jakiegokolwiek pomieszczenia, natomiast wszystkie drzwi w naszym mieszkaniu muszą być zawsze pootwierane na oścież - zapewne w celu weryfikacji i zdobycia pewności, że nic upiornego się za nimi nie czai...Odnoszę wrażenie, że Bąblowa wyobraźnia zupełnie niespodziewanie przeszła z trybu OFF na naprawdę zawrotne, pełne obroty - zupełnie tak jak koń przechodzi ze spokojnego stępa do szaleńczego galopu, kiedy coś go nagle wystraszy...

fot. Laure Fauvel

Nawet kilka ostatnich spacerów nastręczyło nam pewnych stresów i trudności - ponieważ każdy odciśnięty w śniegu ślad należał zdaniem Bąbla do jakiegoś groźnego monstrum. Większość trasy pokonywaliśmy zatem, niosąc Juniora na rękach - i usiłując wytłumaczyć mu, że to nie żaden potwór te odciski zostawił, lecz okoliczne psy i koty...

Zdaje się, że to po prostu taki (nieunikniony?) etap rozwoju.

Nie zaszły u nas ostatnimi czasy żadne poważne zmiany ani traumatyczne wydarzenia, które mogłyby te lęki wywołać. W naszym domu w zasadzie nie ogląda się telewizji - a nawet jeśli pozwalamy Młodemu na jakąś bajkę od czasu do czasu, to zawsze dokonujemy ich wstępnej selekcji i wybieramy te pozbawione przemocy oraz drastycznych scen. Nie straszymy też żadną "babą jagą", "dziadem" ani "policjantem"...

Choć z drugiej strony już niejeden raz przekonałam się, że nawet coś, co nam może wydawać się zupełnie błahe i w naszym odczuciu nie grożące żadnymi przykrymi konsekwencjami - dla dziecka urasta do rangi największego stresora EVER (jak na przykład recytowany kiedyś przeze mnie klasyk Brzechwy o "złym dziku, co ma ostre kły" - po którym Bąbel przez długi czas konsekwentnie odmawiał jakichkolwiek wycieczek do lasu...)

fot. Laure Fauvel

Jak sobie radzić z takimi lękami?

Tutaj mam niestety pewien dylemat. Niektóre poradniki podają bowiem, żeby stworzyć z dzieckiem jakiś wspólny rytuał "przeganiania potwora" - na przykład wymiatania go spod łóżka miotłą, posypywania "magicznym pyłkiem" (brokatem?) albo spryskiwania "czarodziejskim sprayem"(odświeżaczem powietrza?)

Ja nie do końca jestem do takich metod przekonana, bo skoro potwora trzeba przeganiać - to zakładamy i zgadzamy się, że on faktycznie istnieje. Póki co skupiam się więc na przytulaniu i spokojnych wyjaśnieniach, że żadne zło się w naszym mieszkaniu nie zalęgło - że nie ma się czego bać i że żadne potwory nie istnieją, że są tylko na niby albo tylko wtedy, kiedy się przyśnią...

Nie wiem, na ile ta moja racjonalna argumentacja jest w stanie dotrzeć do 2,5-latka...
Może Wy mi coś podpowiecie w tym temacie?

czwartek, 9 czerwca 2016

Wszystkiego najlepszego, Synku !

Kochany Bąbelku,

to już dwa lata mijają, odkąd pojawiłeś się na świecie - i 21 miesięcy, odkąd jesteś z nami. A ja nadal tak samo się wzruszam, kiedy na Ciebie patrzę i czytam jeden z nielicznych zapisów w Twojej pierwszej książeczce zdrowia: "kontakt skóra do skóry : krótki" - bo osobiście mogłabym tulić Cię bez przerwy, przez cały czas, i nigdy z tego przywileju nie rezygnować...


Przede wszystkim chciałabym Ci w tym moim liście podziękować. 

Za to, że zupełnie odmieniłeś nasze życie i nadałeś mu całkiem nowy, unikalny sens. 

Za każde wypowiedziane przez Ciebie "mama", "kocham" i "moja, moja, moja!" - kiedy podbiegasz do mnie i ściskasz w pasie z całej siły, aż tchu mi brak. Ale również za każde "ziostaw!", "odejć!" i "NIEEE!!!", którymi tak wspaniale ćwiczysz moją cierpliwość i urządzasz mi trening, na jaki nie mogłabym liczyć nawet u najsłynniejszego mistrza filozofii zen ;)

Za każde Twoje spojrzenie zza firanki nieprawdopodobnie długich rzęs - i to radosne, i to ciekawe świata, i to z jakiegoś powodu zagniewane, i to bardzo senne wieczorową porą, które jednak wciąż domaga się mojej uwagi i kolejnej bajki na dobranoc. 

Za każdą wspólną, rodzinną wyprawę - i tę pieszą, i samochodową, i rowerową, kiedy to pokrzykujesz zza moich pleców "MAMA, JEĆ! SIBKO!", ponieważ najwyraźniej podobnie jak ja lubisz czuć ten wiatr we włosach i adrenalinę, która zawsze szybkiej jeździe towarzyszy :)

Za to, że dzięki Tobie każdego dnia i w każdej godzinie mogę być wielkim podróżnikiem i odkrywcą - nawet jeśli na początkowym etapie swojego macierzyństwa przemieszczałam się jedynie w obrębie pobliskiego parku oraz osiedlowej piaskownicy ;)


Co też takiego mogę zatem odkrywać?

Przede wszystkim - małego człowieka, który pewnego dnia pojawił się w moim życiu i nadal stanowi dla mnie wielką zagadkę, pasjonującą przygodę, ogromne wyzwanie i niezbadaną tajemnicę. Codziennie uczę się o nim czegoś nowego i poznaję go coraz lepiej (zarówno od tej dobrej, jak i trochę mniej korzystnej strony ;) )

Poza tym - wraz z macierzyństwem odkryłam nową jakość i radość życia, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Nauczyłam się od Ciebie cieszyć każdą drobnostką - dumać w skupieniu nad każdym małym listkiem na drzewie, kamyczkiem czy kwiatkiem. Porównywać chmury (jakże poetycko! ;) ) do kłębuszków cukrowej waty i rozpoznawać w nich kształty ogromnych smoków, bajkowych zwierzątek i walecznych rycerzy :)


I jeszcze jedno. Dzięki Tobie odkryłam również...samą siebie. Codziennie odnajduję w sobie takie pokłady macierzyńskiego instynktu, zrozumienia, czułości i troski, o jakie w czasach przed dzieckiem nigdy w życiu bym się nie posądziła. Żyję uważniej i bardziej świadomie - bo już nie tylko dla siebie ! Spoglądam wgłąb własnego "ja" z jeszcze większym entuzjazmem i fascynacją - coraz bardziej ciekawa, co też takiego tam odnajdę...

Nie zawsze jest nam ze sobą łatwo. Nie zawsze moje macierzyństwo mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Czasami zdarza się, że jestem mamą-gradową chmurą, której tylko resztką sił udaje się nie rozpętać prawdziwej burzy z piorunami. Ale to wszystko nieważne - bo jesteś !  

Dlatego jeszcze raz dziękuję Ci za Twoją obecność w naszym życiu. 

Być Twoją mamą - to dla mnie wielka duma i ogromny zaszczyt...  

W dniu Twoich drugich urodzin życzę Ci, żebyś był szczęśliwy. Tak po prostu.