Pokazywanie postów oznaczonych etykietą leczenie niepłodności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą leczenie niepłodności. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 lutego 2018

#DBAMboKOCHAM - Jak dbać o związek w konfrontacji i walce z niepłodnością ?


 Jak niepłodność wpływa na związek i relacje ?

Chyba żadnej z par, która borykała się (lub też nadal boryka) z niepłodnością - nie trzeba przekonywać, że jest to ogromne obciążenie finansowe, fizyczne, a przede wszystkim psychiczne.  W dłuższej perspektywie czasowej niemal na pewno doprowadzi ono do jakichś zawirowań, fermentów i zgrzytów w naszym związku oraz w relacjach z partnerem. 

Niby przyrzekamy sobie tę "miłość, wierność i uczciwość małżeńską". Niby ma ta nasza przysięga obowiązywać "w zdrowiu i w chorobie" oraz "dopóki śmierć nas nie rozłączy" - ale jak wiadomo w praktyce bywa z tym naprawdę różnie, a problemy z zajściem w ciążę i niemożność poczęcia dziecka są dla wielu par przysłowiowym...gwoździem do trumny.
 
niepłodność, leczenie niepłodności, adopcja, adopcja dziecka, in vitro, naprotechnologia, związek, małżeństwo, partnerstwo, terapia, DBAMboKOCHAM, kampania społeczna, oswajamy adopcję, strata, żałoba, walka z niepłodnością, wpływ niepłodności na związek
pixabay.com

  Jeszcze nie mamy dziecka -
a już zawładnęło ono całym naszym życiem...
 
Świat osoby niepłodnej wygląda zazwyczaj "nieco" inaczej, niż w przypadku osoby w pełni zdrowej. Jest to świat postrzegany z perspektywy ginekologicznego fotela albo szpitalnego łóżka. Jest to świat widziany przez pryzmat kolejnych badań , wyników, leków i zabiegów. Jest to świat, w którym dominuje ogromne poczucie niesprawiedliwości i obezwładniająca niemoc. To świat, który po prostu boli - i w którym nasz niedoskonały organizm co rusz nas zawodzi i staje się naszym wrogiem. I my w tym świecie niepłodności również mamy poczucie, że zawiedliśmy siebie i partnera - choć nie powinno tak być, bo przecież nie ma w tym naszej winy...

Zawsze powtarzałam, że dla osoby niepłodnej przeciętna wizyta lekarska nie trwa jak zawsze około 15 czy 20 minut. W naszej głowie ona trwa w gruncie rzeczy nieprzerwanie - ponieważ wciąż o niej myślimy, zastanawiamy się, analizujemy, poszukujemy co rusz to nowych informacji. Tak naprawdę nawet długo po wyjściu z gabinetu - nadal jesteśmy w nim mentalnie i uporczywie staramy się "oszacować" swoje szanse na powodzenie w kolejnym cyklu...

Kiedy starania przeradzają się w obsesję

Wydaje mi się, że ten graniczny moment bardzo trudno uchwycić. Najprawdopodobniej musiałby wypowiedzieć się tutaj wykwalifikowany psycholog - ale dla mnie jest to chyba punkt, gdy ludzie kompletnie odcinają się od reszty świata i "zafiksowują" wyłącznie na jednym problemie, całkowicie podporządkowując mu życie...   

Może nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy - ale coraz bardziej jesteście niewolnikami niepłodności. To ona dyktuje Wam warunki, wyznacza rytm każdego dnia i każe podejmować takie, a nie inne decyzje. Wasze życie staje się jałowe, monotematyczne i zorientowane jednokierunkowo. Stopniowo zrywacie kontakty ze znajomymi - ponieważ każde ich pytanie zadaje ból, a widok ciężarnej koleżanki czy sąsiadki pchającej dziecięcy wózek tnie Wasze emocje na kawałki niczym ostry nóż.

Jedyną oazą na Waszej pustyni okazuje się wizja upragnionej ciąży, na zmianę przybliżająca się do Was lub oddalająca - zależnie od rezultatów kolejnych medycznych  konsultacji. A kiedy znów dostrzegacie na ciążowym teście zaledwie jedną, cieniutką kreskę - po raz kolejny dociera do Was, że Wasza oaza może być tylko mirażem, złudą i zgubną fatamorganą...Zapętlacie się coraz bardziej. 

niepłodność, leczenie niepłodności, adopcja, adopcja dziecka, in vitro, naprotechnologia, związek, małżeństwo, partnerstwo, terapia, DBAMboKOCHAM, kampania społeczna, oswajamy adopcję, strata, żałoba, walka z niepłodnością, wpływ niepłodności na związek
pixabay.com
  
"Zostawi mnie, bo jestem niepłodna..."

Nawet jeśli nasz związek ma bardzo solidne podstawy - jest oparty na miłości, wzajemnym zaufaniu, szacunku i innych  trwałych, konkretnych fundamentach - to po kilku latach bezskutecznych starań prędzej czy później pojawia się w głowie osoby niepłodnej myśl: "A co będzie, jeśli on/ona zostawi mnie dla kogoś innego - bardziej płodnego, nie mającego tego typu problemów?" 

Często dochodzi wręcz do sytuacji, w której sam(a) oznajmiasz swojemu partnerowi: "Odejdź ode mnie, dopóki jeszcze masz czas i szansę ułożyć swoje życie na nowo. Znajdź sobie kogoś, z kim będziesz szczęśliwy - kto da Ci dziecko, spełni Twoje marzenie o rodzicielstwie, z kim nie będziesz musiał wciąż walczyć i przegrywać".

Takie myśli pojawiają się mimowolnie - nawet jeśli druga osoba nigdy w żaden sposób nie okazała nam i nie dała odczuć, że ma do nas jakikolwiek żal czy pretensje...Nawet jeśli w gruncie rzeczy wiemy, że ktoś kocha nas bez względu na wszystko - i że nasze zdolności rozrodcze nie mają tu nic do rzeczy...
 
 Niepłodność to problem dwojga ludzi !

Może dotyczyć ona w większym stopniu kobiety lub mężczyzny - ale ostatecznie jest to problem Was obojga. Dobrze byłoby zatem, gdybyście przeszli przez to wszystko wspólnie, ręka w rękę - zamiast odwracać się do siebie plecami i zamykać jeszcze bardziej we własnej, hermetycznej skorupie.  

niepłodność, leczenie niepłodności, adopcja, adopcja dziecka, in vitro, naprotechnologia, związek, małżeństwo, partnerstwo, terapia, DBAMboKOCHAM, kampania społeczna, oswajamy adopcję, strata, żałoba, walka z niepłodnością, wpływ niepłodności na związek
pixabay.com
 
Jak dbać o związek w obliczu niepłodności ?

Nie czyńcie z dziecka jedynego celu i sensu swojego życia.  Wiem, że łatwo powiedzieć - ale to pierwsza rzecz, jaka przychodzi mi do głowy - i najważniejsza nauka, jaką wynieśliśmy (już na późniejszym etapie) z warsztatów w ośrodku adopcyjnym.  

Przypomnijcie sobie też o innych marzeniach, które zawsze chcieliście zrealizować - i dzięki którym uda Wam się do siebie znowu zbliżyć. Nie pozwólcie, żeby ta wieczna pogoń za drugą kreską całkowicie zniszczyła Wasz związek - bo czasami kiedy wreszcie pojawia się dziecko, to między partnerami nie ma już czego ratować... 

Spróbujcie nie traktować się instrumentalnie.  Pomyślcie o momencie, kiedy się w sobie zakochaliście - i kiedy jeszcze najprawdopodobniej wcale nie planowaliście potomstwa. Co w sobie lubiliście ? Dlaczego uwielbialiście przebywać w swoim towarzystwie? Czy nadal jesteście w stanie postrzegać swojego partnera w kategoriach innych niż - przepraszam, będzie brutalnie - "dawca nasienia" ? 

Chodźcie na randki i pamiętajcie o drobnych gestach. Pocałunek, przytulenie, śniadanie do łóżka. Ciepły koc i gorąca herbata, kiedy druga osoba wraca przemarznięta z pracy. Kwiaty zupełnie bez okazji. Śmieszny liścik zostawiony na lodówce przed wyjściem z domu. Niby tak niewiele - a tak dużo może między Wami odmienić. Inwestujcie zatem także w swój związek - a nie tylko w potencjalne rodzicielstwo. 

Rozmawiajcie i przepracowujcie swoje emocje - a jeśli czasami rozmowa nie pomoże to płaczcie, krzyczcie i rzucajcie talerzami (byle niezbyt często). Chodzi o to, żeby uzewnętrzniać swoje uczucia i nie tłamsić ich w sobie - bo w końcu i tak eksplodują ze zdwojoną siłą albo (co gorsza) zupełnie zniszczą Was od środka.   

Bądźcie ze sobą - a nie tylko obok siebie. Zwracajcie uwagę na stan psychiczny drugiej osoby - i pomagajcie sobie nawzajem przetrwać to, co najtrudniejsze. Nie naciskajcie, nie wywierajcie presji - poczekajcie cierpliwie, aż kolejne decyzje w pełni w Was dojrzeją.  

Jeśli nie radzicie sobie we własnym zakresie - zwróćcie się po pomoc do profesjonalisty.  Aktualnie jest już naprawdę spore grono terapeutów i psychologów, wyspecjalizowanych w problemie niepłodności. Nie wahajcie się zapukać do ich drzwi - bo może to właśnie oni pomogą Wam dostrzec coś, czego sami od wielu lat nie jesteście w stanie zobaczyć ?  

Pamiętajcie, że niepłodność Was nie definiuje. Nie czyni z Was ludzi mniej wartościowych czy wybrakowanych, gorszego męża ani gorszej żony - a sens swojemu życiu możecie nadać na tysiąc różnych sposobów. Wasze szczęście to nie jest coś, co przychodzi do Was z zewnątrz - to w sobie musicie je odnaleźć !
 
Podziękujcie sobie nawzajem. Za to, że jesteście. Za to, że trwacie. Jeśli nie zniszczył Was wróg tak potężny i podstępny jak niepłodność - to przecież znaczy, że macie u swojego boku właśnie TEGO, odpowiedniego człowieka ! 

DBAJCIE - bo przecież KOCHACIE. 

 _________________________________

Tekst powstał w ramach kampanii #DBAMboKOCHAM,  zainicjowanej przez Dagmarę z bloga Socjopatka.pl oraz Magdalenę z Savethemagicmoments. 

Do kampanii zaproszono blogerów parentingowych i lifestylowych - a także blogujących terapeutów, coachów, psychologów i małżeństwa multikulturowe. Wszystko po to, by ukazać Czytelnikom najróżniejsze perspektywy i spojrzenia na związek i partnerstwo. Miłość ma przecież wiele różnych twarzy i wymiarów - ale niezależnie od kontekstu, zawsze trzeba o nią dbać i troskliwie ją pielęgnować.

niepłodność, leczenie niepłodności, adopcja, adopcja dziecka, in vitro, naprotechnologia, związek, małżeństwo, partnerstwo, terapia, DBAMboKOCHAM, kampania społeczna, oswajamy adopcję, strata, żałoba, walka z niepłodnością, wpływ niepłodności na związek

wtorek, 11 października 2016

Nie trać czasu na niepłodność !


Tytuł tego posta może zabrzmieć myląco i zupełnie się niektórym z Was nie spodobać. Bo co to znaczy "nie trać czasu"? Przecież niepłodność to choroba, która pojawia się i daje o sobie znać samoistnie. Wiadomo, że nikt jej sobie dobrowolnie nie wybiera na towarzyszkę życia. Nikt nie marzy o tym, żeby pielgrzymować całymi latami po najróżniejszych gabinetach lekarskich, poddawać się kolejnym badaniom, zabiegom i faszerować kolejnymi przepisanymi pigułkami. Oczywiste jest też, że każda z nas wolałaby w tym czasie zajmować się setką innych, przyjemniejszych rzeczy - zamiast tkwić w poczekalni w kilkugodzinnych kolejkach i podporządkowywać całe swoje życie poszczególnym fazom cyklu.

Każda z nas wolałaby chociażby jeść romantyczną kolację z mężem, spacerować z koleżanką po centrum handlowym czy nawet spędzać wieczór w domu, z dobrą książką i kubkiem gorącej herbaty - a nie rozkładać nogi na fotelu ginekologicznym, pod halogenowym ostrzałem zabiegowej lampy. A już na pewno wolałaby każda z nas buszować wśród regałów pełnych mikroskopijnych ubranek, urządzać dziecięcy pokoik albo organizować bardzo popularny ostatnio "baby shower" - zamiast po raz trzeci w miesiącu podziwiać na USG swoje jakże bogate wnętrze, w którym jednak znów żaden maleńki osobnik nie zechciał się zadomowić.

Źródło: Internet

Osobiście mam za sobą zaledwie trzyletnie leczenie niepłodności. Stosunkowo krótkie w porównaniu z niektórymi parami - a i tak postrzegane przeze mnie jako "wycinek z życiorysu". Kiedy cofam się myślami do tamtego okresu, pamiętam tylko niekończące się posiedzenia  w poczekalniach i na diagnostyce, kilkukrotne zmiany lekarzy i szpitali, rozpoznawczą wizytę w Invimedzie, rekonesans wśród ośrodków adopcyjnych, najróżniejsze wyniki, poziomy hormonów, rezonanse, tomografie, badania drożności jajowodów, następujące po sobie laparoskopie i laparotomie...Gdyby moje ówczesne życie było powieścią – zasadnicza część jej akcji toczyłaby się w samochodzie, podczas dojazdów do tych wszystkich rozsianych po kilku województwach miejsc…

Prawda jest taka, że na pewne aspekty leczenia nic nie możemy poradzić. Nie da się ich w żaden sposób przyspieszyć, obejść ani przeskoczyć - bo trzeba ciągle na coś czekać: na termin wizyty, na wyniki z laboratorium, na owulację, na efekty działania jakiegoś nowego leku i reakcję naszego organizmu. Jednak wiadomość, którą dostałam ostatnio od jednej z Czytelniczek – uświadomiła mi pewną bardzo ważną rzecz: że u schyłku roku 2016 osoby niepłodne chyba faktycznie muszą zacząć działać pod jeszcze większą presją czasu…

„Zazdroszczę Ci, że masz to wszystko już za sobą - i że możesz tulić w ramionach małego Bąbelka, podczas gdy ja jestem dopiero na początku swojej drogi i w obecnej sytuacji tak naprawdę nie wiem, jak długo ona potrwa i czy kiedykolwiek uda mi się dotrzeć do końca(…)" – napisała do mnie Magda.

Źródło: Internet

Jeśli mam być z Wami zupełnie szczera - to ja też autentycznie cieszę się, że nasze starania o ciążę 
(a potem również o adopcję) nie przypadły na końcówkę tego feralnego 2016.  

Wprawdzie już parę lat temu w niektórych głowach kiełkowały z całą pewnością najróżniejsze pomysły - ale wtedy jeszcze nie miały one szans uzyskać legitymizacji i stać się powszechnie obowiązującym prawem. Aktualnie kolejne projekty ustaw mnożą się w sejmowych ławach i kuluarach niczym grzyby po ulewnym deszczu - i tak naprawdę nie znamy dnia ani godziny, kiedy podjęta zostanie następna próba sforsowania któregoś z nich, ku rozpaczy wszystkich niepłodnych par...

Najpierw był projekt "firmowany" twarzą posła Klawitera, który teoretycznie miał jedynie ograniczyć procedurę in vitro do jednego zabiegu przy użyciu zaledwie jednego zarodka - natomiast w praktyce ze względu na horrendalnie wysokie koszty i nikłe szanse powodzenia stanowiłby pewnie jej całkowitą eliminację. Na szczęście kilka dni temu został on przez (nie)miłościwie nam panujących odrzucony - choć tak naprawdę nie wiadomo przecież, z czym jeszcze do nas wrócą i czy ten ich wielki comeback nie okaże się katastrofalny w skutkach...

Teraz coraz częściej pojawiają się również informacje odnośnie tego, że w przyszłym roku z braku stosownych środków budżetowych zredukowana może zostać liczba funkcjonujących aktualnie ośrodków adopcyjnych. Jeśli taki scenariusz się sprawdzi, zadania realizowane do tej pory na danym terenie przez kilka różnych ośrodków zostaną przekazane tylko jednemu, publicznemu - i nawet nie chcę wyobrażać sobie, jak bardzo wydłuży się wówczas czas oczekiwania na odbycie kursu, który przecież nawet do tej pory nie należał do najkrótszych.
 
Gdybym dopiero w tym feralnym roku 2016 rozpoczynała  jakiekolwiek procedury - czy to związane z in vitro, czy z adopcją - to najprawdopodobniej czułabym się jak osoba przyparta do muru i mająca nóż na gardle. Zdążę - czy nie zdążę? Uda mi się – czy się nie uda? Zostanę mamą w ciągu najbliższych kilku lat – czy też wizja mojego macierzyństwa stanie się dla mnie równie odległa, jak lot w kosmos?

Źródło: Internet

Już wtedy wiedziałam, że nie powinniśmy z mężem swoich decyzji zbyt mocno odwlekać, bo spędzony bezczynnie i upływający nieubłaganie czas nie wpływa korzystnie ani na moją rezerwę jajnikową, ani na psychikę. Gdzieś w tle podejmowanych przez nas działań i tak wciąż słyszałam tykanie tego osławionego zegara biologicznego…Ale jednak mimo to czułam, że możemy te decyzje podejmować w miarę na spokojnie, rozważywszy wszystkie argumenty „za” i „przeciw” – i że nie wisi nad nami żaden ustawodawczy czy budżetowy "bat", który w każdej chwili może spaść na nasze głowy…