piątek, 12 maja 2017

Jak napisać życiorys do ośrodka adopcyjnego + pełen wykaz potrzebnych dokumentów.


Kiedy zaczynaliśmy naszą procedurę adopcyjną - wizyty w ośrodku i spotkania z jego pracownikami niejednokrotnie kojarzyły się nam z...rekrutacją na jakieś bardzo odpowiedzialne stanowisko w firmie. 

Moim zdaniem nie ma się  co oburzać na takie skojarzenie i porównanie - mimo że  nie o pracę  chodzi, a o dziecko - ponieważ oba te procesy są długotrwałe, wieloetapowe i wymagają od nas w pewnym sensie udowodnienia, że to właśnie my będziemy odpowiednimi kandydatami. 

Różnica polega oczywiście na tym, że pracę można w każdej chwili zmienić i się "przebranżowić" - natomiast swoją rodzicielską rolę pełni się już zawsze i jest się związanym z tym małym człowiekiem na całe życie  (co za tym idzie - odpowiedzialność też jest nieporównywalnie  większa!)

Jak przy każdej takiej "rekrutacji" - potrzebne są pewne określone dokumenty, które trzeba złożyć. Ich wykaz może się nieznacznie różnić w poszczególnych instytucjach (znajdziecie go na końcu tego wpisu) - ale na pewno pojawi się wśród nich życiorys do ośrodka adopcyjnego.

CV życiorys do ośrodka adopcyjnego
 
Życiorys do ośrodka adopcyjnego - co w nim zawrzeć?

O ile tradycyjny życiorys dla pracodawcy skupia się głównie na zdobytym wykształceniu i doświadczeniu zawodowym, a zainteresowania i cechy osobowości kandydata ukazuje w bardzo ograniczonym zakresie - o tyle w życiorysie do ośrodka adopcyjnego proporcje te zostają odwrócone.  

Dla pań z naszego ośrodka najważniejsze było nasze dzieciństwo. Polecono nam skupić się na relacjach, jakie mieliśmy z rodzicami, rodzeństwem oraz innymi znaczącymi dla nas członkami rodziny. Mieliśmy opowiedzieć o tym, w jakim duchu zostaliśmy wychowani i jakie ważne wartości wynieśliśmy że swojego rodzinnego domu. (Na spotkaniu z psychologiem zostaliśmy potem dopytani również o ewentualne deficyty i życiowe straty, których doświadczyliśmy w najmłodszych latach).  

Oczywiście w CV do ośrodka adopcyjnego nie sposób pominąć też edukacji oraz ścieżki zawodowej - jednak to był chyba najkrótszy akapit w moim życiorysie. Bardzo szybko zaczęłam odsłaniać przed paniami kulisy naszego pierwszego spotkania, czasów narzeczeństwa i wszystkich tych zdarzeń,  które po pięciu latach znajomości zaprowadziły nas przed ołtarz.  

Opowiedziałam też o tym, jak najczęściej spędzamy czas, jakie są nasze pasje i zainteresowania, jaki tryb życia wiedziemy - i jakie są nasze plany i widoki na przyszłość, kiedy dziecko już pojawi się w naszej rodzinie.
 
Na koniec wspomniałam jeszcze o nieudanych staraniach, medycznych przyczynach naszych niepowodzeń, dojrzewaniu do decyzji o adopcji oraz naszej motywacji, która skłoniła nas do pierwszej wizyty w ośrodku. Ta ostatnia - choć dzieli się ją na tę "z braku" i "z nadmiaru" i choć uważa się ją za jeden z najważniejszych psychologicznych aspektów przysposobienia - jest zwykle oczywista i niewydumana: po prostu CHCEMY BYĆ RODZICAMI. 

CV życiorys do ośrodka adopcyjnego

 Życiorys do ośrodka adopcyjnego - pisać odręcznie  czy na komputerze?

Podobno niektóre ośrodki wymagają pisma odręcznego - i jest to zdecydowanie milej widziane, ponieważ wtedy dokument nabiera bardziej osobistego charakteru. U nas akurat takiego wymogu nie było - więc wystukaliśmy swoje życiorysy na komputerze, a potem złożyliśmy na nich jedynie odręczny podpis (koniecznie !)  

Jak długie powinno być CV do ośrodka adopcyjnego?

W zasadzie każda odpowiedź na to pytanie jest  dobra - bo nie ma tutaj żadnych odgórnie narzuconych wymogów i wytycznych. Ja napisałam aż sześć stron formatu A4 - natomiast bardziej oszczędny w słowach Bąblowy Tato zmieścił się na dwóch. Nie ma też jednego "prawidłowego" wzoru czy szablonu  - ponieważ jest to raczej dość luźna forma wypowiedzi, która ma przede wszystkim przybliżyć pracownikom ośrodka Waszą osobę i dać się  im lepiej poznać.  

Czy pisać życiorysy do ośrodka adopcyjnego wspólnie, czy samodzielnie? 

Z całą pewnością nie powinno być to tradycyjne CV, napisane bardzo lakonicznie czy od myślników. Tutaj zdecydowanie ważniejszą rolę odgrywa warstwa emocjonalna - a nie suche fakty, daty i wydarzenia. Dlatego też znacznie lepiej, jeśli każde z małżonków pisze swój życiorys zupełnie samodzielnie  - ponieważ każdy z nas najlepiej zna swoje odczucia, które na pewno jeszcze niejednokrotnie w trakcie całej późniejszej procedury adopcyjnej będą dyskutowane i poddawane analizie. 

CV życiorys do ośrodka adopcyjnego

Wykaz dokumentów do ośrodka adopcyjnego -
(tych mniej i bardziej oczywistych). *

Poza życiorysem przyszli rodzice adopcyjni zobowiązani są dostarczyć do ośrodka :

"list motywacyjny" (uzasadnienie, dlaczego chcecie adoptować dziecko)
opinię z zakładu pracy (czasami również opinię / rekomendację od znajomych )
zaświadczenie od ginekologa o leczeniu w kierunku niepłodności
podanie do ośrodka o pomoc w dokonaniu przysposobienia
zaświadczenie lekarskie o ogólnym stanie zdrowia
PIT za poprzedni okres rozliczeniowy
skrócony odpis aktu małżeństwa
 zaświadczenie z pracy o zarobkach
zaświadczenie o niekaralności

zaświadczenie z poradni przeciwalkoholowej oraz psychiatrycznej,
że nigdy nie było się ich pacjentem (ale UWAGA ! - nie wolno absolutnie się do takiej poradni rejestrować w celu uzyskania dokumentu - ponieważ to już jest równoznaczne 
z wciągnięciem do rejestru pacjentów ! )  

Nam przydały się również papiery nieco mniej oczywiste 
i rzadziej spotykane na listach wymogów:

 prześwietlenie RTG klatki piersiowej
wyniki badania WZW (odczyn Wassermana)
po którym notabene poczuliśmy się jak osoby posądzane o rozwiązłość, 
ponieważ jest to badanie wykrywające kiłę

___________________________________

* lista tworzona w oparciu o nasze osobiste doświadczenia - może się nieznacznie różnić w poszczególnych ośrodkach

57 komentarzy:

  1. Ciekawy wpis i na pewno wielu osobom się przydadzą te informacje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że to się wielu osobom przyda!!!
    Może komuś się wydawać, że to sporo wymagań, ALE moim zdaniem oddając komuś dziecko trzeba być pewnym, że spełnia wszystkie wymagania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymagań niby sporo - ale jeśli człowiek się odpowiednio za to zbierze, to załatwianie całej tej papierologii nie trwa dłużej niż 2-3 dni. W niektórych instytucjach nasze wnioski były załatwiane nieodpłatnie i poza kolejką - z adnotacją "proszę za te pieniążki kupić coś adoptowanemu dzieciątku".

      Usuń
  3. Nam dawali listę tematów, które powinny być zawarte w takim życiorysie. Na każdy z nich napisaliśmy średnio 1 czy 2 zdania, co w sumie dalo niewiele ponad 1 strone A4 i to tez wystarczyło.
    Artykuł z pewnością przyda się wielu osobom, bo pamiętam jak sama szukałam informacji jak napisać taki życiorys, ostatecznie zdecydowałam się na wersję minimum, ale może inni są bardziej wylewni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie każdy ośrodek pomyślał o takiej liście - bo na pewno byłoby to dla wielu par spore ułatwienie (ja akurat nigdy nie miałam problemów z pisaniem - ale wiem po moim mężu, że dla niektórych osób napisanie chociażby jednej strony to już wielkie wyzwanie).

      Usuń
  4. Dużo tej papierologii, ale z drugiej strony to dobrze, bo dzieci nie powinny trafiać do rodziny, która nie jest w stanie zapewnić im odpowiednio dobrych warunków do życia. Może i proces adopcyjny się wtedy przedłuża, ale tu chodzi o przyszłość dziecka, które już sporo przeszło w swoim krótkim życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo - a niejednocześnie niedużo. Cała ta lista wygląda wprawdzie na obszerną - ale staranie się o wszystkie zawarte na niej dokumenty wcale nie trwa długo.

      Inna sprawa, że ma się pewne poczucie niesprawiedliwości - bo przecież rodziców biologicznych nikt pod tym kątem nie sprawdza i nie "prześwietla".

      Z perspektywy czasu - wiemy , że było to potrzebne nie tylko ośrodkowi, ale również nam: żeby lepiej poznać siebie i własne emocje :)

      Usuń
  5. Świetnie to wszystko zebrałaś i podałaś, doskonale pozwala zorientować się czego ośrodki adopcyjne oczekują, a przy okazji dać sposobność przyszłym rodzicom do przemyślenia wybranych aspektów adopcji, jak i własnych o niej przekonań. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się - chociaż oczywiście wiadomo, że w każdym ośrodku jest inaczej i że człowiek przekonuje się o tym dopiero w momencie, kiedy sam przekroczy progi danej instytucji :)

      Usuń
    2. Ale to już są nieduże zmiany, liczy się ogólna idea. Ciekawy pomysł z tym postem, mam wrażenie, że wielu osobom pomoże, nie tylko w wymiarze przygotowywania samych dokumentów. :)

      Usuń
  6. U nas w oa nazywa się rzeczony życiorys HISTORIĄ ŻYCIA i składa się z 4 głównych punktów. Owa historia powinna zawierać: okres dzieciństwa(miejsce zamieszkania, wykształcenie rodziców, dom rodzinny, kontakty z rodziną, rodzeństwo; młodość (szkoła, okres przedmałżeński, zainteresowania, kontakty z rówieśnikami); małżeństwo (historia znajomości, relacje małżeńskie); praca, zainteresowania.
    Napisałam dość szczegółowo, ale może komuś się przyda;-)
    Ja też napisałam chyba z 7 stron A4, a mój mąż niecałe 3 strony;-0 U nas na szczęście nie było wymaganej opinii z miejsca pracy tylko od znajomych.
    Kiedy po raz drugi składaliśmy podanie do oa nie wymagano już od nas ani opinii psychiatry, ani tym bardziej zaświadczenia od ginekologa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam napisać, że najgorszy problem mieliśmy z napisaniem "podania o dziecko", no bo jak to mamy sobie wymagać, preferować, wybierać to lub tamto?????
      Za drugim razem już poszło nam lepiej, choć nadal mieliśmy mieszane uczucia...

      Usuń
    2. No to w sumie podobnie jak u nas - tylko nazewnictwo inne :)

      Mężczyźni zazwyczaj są mniej wylewni - i szczerze mówiąc aż się dziwiłam, że mojemu mężowi w ogóle udało się cokolwiek samodzielnie sklecić ;)

      A drugi raz chyba z reguły jest nieco prostszy, szybszy, mniej skomplikowany i obwarowany mniejszą ilością procedur - tak przynajmniej wynika z naszych rozmów z osobami, które się na niego zdecydowały :)

      Usuń
    3. Jeśli chodzi o podanie - też początkowo miałam mieszane uczucia. Najlepiej chyba pisać je jako podanie o pomoc w przysposobieniu - a nie myśleć o nim jako o podaniu o dziecko, bo to faktycznie brzmi dość dziwnie...

      Usuń
  7. Witam
    Co do poradni psychiatrycznej. OA a dokładniej sąd może chcieć (domagać się) zaświadczenia od lekarza psychiatry "o braku przeciwwskazań do adopcji". Jest to klasyczny "dupochron"... Lekarz na prośbę o wystawienie takiego zaświadczenia najprawdopodobniej zareaguje zdziwieniem - bo jak tu określić stan klienta (nie pacjenta) na podstawie krótkiej wizyty, rozmowy.
    A tak btw nawet wizyta prywatna wymaga rejestracji... Natomiast ważne by samo zaświadczenie miało odpowiednią formę i rzeczywiście lepiej unikać sformułowania "pacjent".
    Pozdr
    Mariusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My te się musieliśmy zarejestrować, ale z adnotacją ,że my w sprawie opinii dla oa.

      Usuń
    2. Takich "dupochronów" jest w moim odczuciu więcej - i zgadzam się z z Tobą w 100%, że żaden psychiatra nie jest w stanie ocenić faktycznego stanu psychicznego pacjenta po zaledwie jednej wizycie. Ot, taka podkładka dla pracowników ośrodka - co jest w sumie smutne i trochę straszne, bo ośrodkowe testy psychologiczne też do zbyt wnikliwych w moim odczuciu nie należą.

      Usuń
  8. Spore wymogi, ale myślę, ze to konieczne, bo w sumie powierza się komuś małego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, to zrozumiałe...Choć w sumie - rodzicom biologicznym nikt takich wymogów nie stawia (a czasami szkoda, słysząc o tylu przypadkach zaniedbań, znęcania się i katowania dzieci właśnie w biologicznych rodzinach).

      Usuń
  9. Bardzo cenne rady. Z pewnością wiele osób z będzie mogło z nich skorzystać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że właśnie tak będzie - bo my mamy już to wszystko za sobą, więc tego typu teksty powstają głównie z myślą o przyszłych rodzicach adopcyjnych :)

      Usuń
  10. Aż mi się przypomniało nasze bieganie po sądach i lekarzach :)
    Nasz OA wymagał nieco mniejszej liczby dokumentów: nie potrzebowaliśmy opinii od pracodawcy ani zaświadczenia z poradni leczenia uzależnień. Ten ostatni wymóg w ogóle jest dziwny, bo zaświadczenie z jednej poradni nie dowodzi przecież, że nie było się pacjentem w drugiej ;)

    Fajnie, że zebrałaś to wszystko w jednym wpisie. I gratuluję 6 stron życiorysu! Ja się cudem zmieściłam na dwóch ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie ten "dupochron", już wcześniej wspomniany. Bo gdyby nie daj Boże okazało się, że w rodzinie adopcyjnej dochodzi jednak do pewnych niepożądanych procederów i sytuacji - to pracownicy ośrodka mają wtedy ręce czyste, bo psychiatra "zaświadczył" przecież, że para jest całkiem w porządku i że nie wykazuje żadnych zaburzeń czy dewiacji.

      A odnośnie życiorysu - możecie przybić sobie piątkę z Bąblowym Tatą :)

      Usuń
  11. Nawet nie wiedziałam, że to tyle biegania. Bardzo potrzebny i pomocny wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszym przypadku akurat zgromadzenie tych wszystkich świstków przebiegło raczej bezboleśnie - i bardziej postrzegam to właśnie jako "odbębnianie" formalności, niż jako naprawdę wnikliwą analizę naszej psychiki czy kondycji naszego małżeństwa.

      Usuń
  12. Kilka rzeczy mnie zdziwiło. Z jednej strony to, o czym już wspomniano - zaświadczenie o nieuczęszczaniu na terapię uzależnień oraz zaświadczenie o braku chorób psychicznych... W takiej Warszawie jest mnóstwo poradni i przychodni, w innych miastach też. Nie sposób sprawdzić, że takie zaświadczenie jest rzetelne. Z drugiej strony, i to mnie bardziej ciekawi, zaświadczenie od lekarza o leczeniu niepłodności... Czy w Polsce pary, które nie zmagają się z problemem niepłodności nie mogą adoptować dzieci? To wydaje się straszne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest tylko świstek - taka prawda. Gdyby coś się w przyszłości działo - to panie z ośrodka będą zwolnione z odpowiedzialności. Dokumenty zgromadzone w teczce, odfajkowane na liście - i tyle.

      A zaświadczenie od ginekologa było wymienione w spisie potrzebnych dokumentów - ale myślę, że tu akurat duże znaczenie miały indywidualne rozmowy z kandydatami. W naszej grupie znalazła się jedna para, która mogła mieć dzieci biologiczne - a mimo to zdecydowała się na adopcję i nie robiono jej w związku z tym żadnych problemów. Także wszystko zależy od konkretnej sytuacji, motywacji, gotowości małżonków i wielu innych, złożonych czynników.

      Usuń
  13. Mogę się jedynie domyślać, że napisanie takiego CV to najtrudniejsze spośród wszystkich dotychczas stworzonych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie nie. Dla mojego męża - pewnie w 100% by się z Tobą zgodził :) Ja akurat od zawsze lubiłam pisać i moje prace w liceum czy na studiach były zazwyczaj najdłuższe i najbardziej wyczerpujące ze wszystkich pozostawionych do oceny - więc można powiedzieć, że bardzo mi się to zadanie podobało :)

      Usuń
  14. wszystko bardzo jasno i dokładnie opisałaś - wpis z pewnością przyda się wielu osobom

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę, że wpis przyda się wielu osobom. Znam kilka rodzin adopcyjnych i wiem, że muszą wykazywać się także nie lada cierpliwością, bo trwa to kilka lat 😞

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszym przypadku - dwa lata od momentu pierwszej wizyty w ośrodku do pierwszego spotkania z synkiem. Wtedy rzeczywiście bardzo się dłużyło - ale po wszystkim człowiek zapomina o złych rzeczach i pamięta tylko to, co dobre :)

      Usuń
  16. Ciezki temat ale podziwiam wszystkich, którzy się na adopcję decydują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten podziw to akurat mnie dziwi z kolei - no ale chyba muszę się do niego przyzwyczaić...

      Usuń
  17. Nie miałam pojęcia, że starając się o adopcję trzeba wypełnić takie góry dokumentów i zaliczyć tyle formalności. Chociaż z drugiej strony to chyba lepiej, że dokładnie sprawdzają kto chce wziąć dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się , to lepiej - ale jeszcze lepiej by było (takie odnoszę wrażenie), gdyby i rodziców biologicznych poddawano takim wnikliwym obserwacjom...To oczywiście nierealne - jednak niektórym bardzo by się przydało.

      Usuń
  18. Skąd ja to znam - mój życiorys 6 stron, a mojego M. cała 1 i jakby mógł to w punktach ;)Nasz ośrodek zaskoczył nas bardzo pozytywnie, dokumentów również mieliśmy złożyć mniej np. o opinii z pracy, zaświadczeniu z poradni psychiatrycznej lub kliniki leczenia niepłodności nie było mowy. Jedynie ten czas oczekiwania zdecydowanie dłuższy- od kwalifikacji musimy czekać jakieś 2-3 lata ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na FB napisała do mnie jedna Czytelniczka, która zdecydowała się na adopcję zagraniczną - i tam nawet papiery dotyczące kompleksowego przeglądu auta musieli dostarczyć - plus po 6 referencji dla każdego z małżonków. Także, sytuacja w Polsce nie jest w świetle ilości dokumentów aż taka tragiczna ;)

      A ten czas oczekiwania u Was faktycznie długi :( U nas było to równe 9 miesięcy. Nie zastanawialiście się, żeby spróbować również w innych ośrodkach - i ustawić się w kilku "kolejkach" ? Podobno tak też można - ale nie wiem, jak byłoby to odebrane przez pracowników Waszego OA...

      Usuń
    2. No widzę, że każdy ośrodek ma swoje wytyczne w sprawie dokumentów, nasz podszedł do sprawy bardzo "po ludzku".
      Cudownie, że czekaliście tylko 9 mcy, czyli adopcyjna ciąża ;) Nasza będzie raczej słoniowa, bo dziś podobno wszędzie są takie kolejki w ośrodkach, tzn jeśli decyduje się na 1 lub 2 dzieci. Powiedziano nam, że w przypadku 3 będziemy czekać do roku, ale 3 chyba nas przerasta.. Myślałam o "ustawieniu się w kilku kolejkach" w różnych ośrodkach, ale podobno większość ośrodków patrzy na to mało przychylnie. Praktykują raczej zgłaszanie dziecka do Centralnej Bazy Ośrodków, jeśli w ich własnym nie ma kandydatów aktualnie i do takiej adopcji zgłosiliśmy chęć, tzn że możemy pojechać w każdy rejon Polski, jeśli tylko znajdzie się nasze dziecko. A teraz 10 kg cierpliwości poproszę i jakoś zleci ten czas ;)

      Usuń
  19. Czy opis dzieciństwa i brak lub słaba relacja z rodzicami miałaby duży wpływ na wynik procesu adopcyjnego? Pytam czysto z ciekawości. O ile CV do pracy przychodzi mi całkiem łatwo o tyle to co teraz napisałaś nastręczyłoby mi trochę problemów.

    Bardzo ważna uwaga o rejestracji aby uzyskać ten dokument o tym, że nie było się pacjentem. Przez głupi błąd zrozumienia o co chodzi można narobić sobie bardzo wiele problemów.

    I co, nie macie kiły? :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś wpływ mogłaby mieć faktycznie - bo to jeden z bardzo ważnych aspektów. Ale myślę, że samo CV nie przesądziłoby tutaj sprawy - bo pracownicy OA w sytuacji jakichkolwiek wątpliwości dopytują małżonków, zapraszają ich na dodatkowe rozmowy i spotkania. Choć oczywiście odbiór danych kandydatów przez osobę psychologa czy pedagoga jest nadal raczej subiektywny - i niekoniecznie pokrywa się ze stanem faktycznym...Niekiedy pary, które w jednym ośrodku zostały odprawione z kwitkiem - w innym zostają przyjęte z otwartymi ramionami.

      Kiły nie mamy - ufff, co za ulga ;) Ale wstyd było prosić o takie badanie - panie w laboratorium diagnostycznym dość dziwnie i podejrzliwie na nas patrzyły ;)

      Usuń
  20. W momencie gromadzenia dokumentów to Tata Tygrysa był bardziej biegły w pisaniu, niż ja, a w przypadku życiorysu wyszło odwrotnie. Ja nie miałam problemu, Mąż się męczył. Nie mieliśmy wytycznych, ale jakoś tak intuicyjnie skupiliśmy się na relacjach, wartościach, pasjach. Gorzej było z "podaniem". Podeszliśmy do niego technicznie, bez emocji jak w życiorysie. Nie wymagano od nas zaświadczenia od ginekologa, Pit-u, ale tak jak piszesz każdy Ośrodek ma swoje wytyczne. Nasz bezpośredni przełożony miał problem, bo musiał napisać opinię o nas obojgu. Napisał jedną, w którym zawarł informacje o każdym z nas i o nas, jako małżeństwie i nie było problemu. Od nas wymagano jeszcze wspólnej fotografii i tu mieliśmy problem w wyborem. Wzięliśmy kilka, a panie wybrały jedno. A oświadczenie z sądu wzięły na siebie. Wydaje się, że sporo tego, ale nie przypominam sobie, żeby skompletowanie dokumentów było jakoś szczególnie uciążliwie. Gorzej było przy składaniu wniosku do sądu o przysposobienie Tygrysa, bo trzeba było zaktualizować niektóre dokumenty, a czasu było mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda jest taka, że ja musiałam swojego ówczesnego pracodawcę okłamać (z braku zaufania do niego i obawy przed zwolnieniem) - i powiedziałam mu, że opinia potrzebna jest mi po to, by zaciągnąć kredyt w banku.

      No tak, zdjęcie też było konieczne - ale podobno głównie po to, by podczas debaty kwalifikacyjnej wszyscy pracownicy dobrze kojarzyli, o którą konkretną parę chodzi ;)

      A kompletowanie dokumentów dla nas też uciążliwe nie było - bo chyba wszystko zależy od nastawienia, a my podeszliśmy do tego bardzo konkretnie i zadaniowo i potraktowaliśmy to po prostu jako kolejny punkt do "odhaczenia" na naszej liście.

      Usuń
  21. Dzięki za pomocny artykuł. Wychodzi na to, że przyszli rodzice powinni być bardziej święci od papieża. I tak średni rodzice (nie idealni) są lepsi niż ośrodek adopcyjny. Ja rozumiem, że są procedury, ale nie powinno tak być

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej święci od papieża z całą pewnością nie jesteśmy - a jednak kwalifikację dostaliśmy, więc aż tak źle nie było :)

      Poza tym - to wszystko tylko świstki. Ważne - ale nie najważniejsze. Na dobrą sprawę prawie każdy z nich można sobie "załatwić" - więc bardziej stanowią one podkładkę dla ośrodka adopcyjnego, niż rzeczywisty sposób weryfikacji kandydatów (od tego są już rozmowy z psychologiem, udział w warsztatach, wywiad środowiskowy i cała reszta procedur).

      Usuń
  22. Żeby wszyscy ludzie przed zajściem w ciążę mieli takie prześwietlenie, to byłoby więcej odpowiedzialnych rodziców! bardzo dobrze, że tak sprawdzają, chodzi on dobro dzieci, ale mam wrażenie, że cięzko przejść tą rekrutacje... przecież to trzeba być świetym....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim odczuciu, z perspektywy czasu, nie było aż tak ciężko - choć na tamtym etapie faktycznie mieliśmy momenty załamki, kiedy chcieliśmy rzucić to wszystko w cholerę.

      I uważam, że wcale nie trzeba być idealnym ani tym bardziej nie powinno się takiego wzoru wszelkich cnót odgrywać - bo po prostu nikt w to nie uwierzy ;) Panie w OA doskonale wiedzą, że nie ma ludzi pozbawionych słabości - same też pewnie je mają, więc raczej można liczyć na ich normalne,ludzkie podejście :)

      Usuń
  23. Super wpis i właśnie bardzo mi nim pomogłaś zawodowo. Dziękuję!!!

    OdpowiedzUsuń
  24. Ciekawe jak się podchodzi do tego, że jedn rodzić nie pracuje oraz, że pochodzi z rodziny niezbyt dobrej (ojciec alkoholik i było niewesoło)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jesteś nieoceniona kopalnia wiedzy :)
    Nie mi ona potrzebna, ale nigdy nic nie wiadomo. Moja Zuza ma spore problemy zdrowotne które mogą spowodować niegdyś przydatna nam ta wiedzę...
    Lubię czytać Ciebie, bo tak po ludzku "oswajasz" :)
    Moja siostra cioteczna przechodziła całą ta szamotaninę biurokratyczną, najpierw jako rodzina zastępcza, potem rodzice adopcyjny. Wiem z jej opowiadań jak to wygląda, ale wszystko jest do przejscia, prawda :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Super, że opisałaś to tak jasno i czytelnie. Słysząc słowo życiorys można naprawdę się zastanawiać o co chodzi i jak to napisać.
    Zapisuję sobie ten post razem z poprzednimi, żeby mieć taki mały "przewodnik" gdy przyjdzie pora :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Fajnie, że piszesz takie posty, które nie jednej osobie mogą pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  28. Opis konkretny i przydatny dla osób które nie wiedzą pd czego zacząć. Brawo !!!

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo pomocny wpis, wiele osób z mojego otoczenia stara się o adopcję, niektórym już się udało <3

    OdpowiedzUsuń
  30. Bardzo przydatny poradnik, a niektórymi dokumentami mnie wprawiłaś w osłupienie :O

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie opinie, sugestie, nieskrępowana wymiana zdań, a nawet konstruktywna krytyka - mile widziane :)