Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztolnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztolnie. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 kwietnia 2021

Nowe życie Zbójeckich Skał - drewniana platforma widokowa w Szklarskiej Porębie.

Zbójeckie Skały (686 m n.p.m.) - zwane dawniej Skałami Rzeźnickimi, Grunwaldem lub Zakątkiem Moltkego - przez długi czas były miejscem raczej zapomnianym i niezbyt często odwiedzanym przez turystów. Ich teren od XVII do XIX wieku był regionem górniczym, natomiast po tym okresie ustanowiono je pomnikiem przyrody i nadano im imię słynnego pruskiego feldmarszałka. 

Zbójeckie Skały na przestrzeni lat bardzo często zmieniały swoje nazwy - jednak zdaje się, że nikt nie dbał jakoś szczególnie pieczołowicie o ich zabezpieczenie i zagospodarowanie. Przez pewien czas funkcjonowała tam wprawdzie gospoda z pokojami gościnnymi - ale potem nie działo się nic, co mogłoby przywrócić temu miejscu jego dawną świetność. Sytuacja zmieniła się dopiero za sprawą nowoczesnej platformy widokowej,oddanej do użytku w 2020 roku. To właśnie ona przyciągnęła w te rejony szerokie rzesze zwiedzających i sprawiła, że Zbójeckie Skały znów zaczęły tętnić życiem.


By dotrzeć do Zbójeckich Skał, najlepiej zostawić samochód nieopodal Szklarskiej Poręby, na parkingu przy słynnym Zakręcie Śmierci. Wiedzie stamtąd niezbyt wymagająca trasa przez Mniszy Las, na której kierujemy się oznaczeniami żółtego i czarnego szlaku. Po drodze mijamy liczne formacje skalne,a także zejście do dawnej kopalni pirytu - zwanego również "złotem głupców", ze względu na swoje uderzające podobieństwo do tego szlachetnego kruszcu.  

Piryt był niegdyś wykorzystywany do produkcji kwasu siarkowego - stąd też przy wejściu do sztolni nadal unosi się charakterystyczny siarkowy zapach. Obecny stan wyrobiska znacząco różni się od jego pierwotnego wyglądu - ponieważ najstarszy środkowy korytarz uległ zawaleniu i nigdy nie został odbudowany. Dostęp do kopalni jest w tej chwili bardzo łatwy, choć osobiście nie zdecydowaliśmy się na jej dalszą eksplorację. Mimo wszystko uważam, że warto zboczyć odrobinę z głównej trasy i zaprezentować dziecku taką górniczo-geologiczną ciekawostkę.


Po jakichś 40 minutach naszym oczom ukazuje się wreszcie niewielka górska wiata z ławeczkami i miejscem do rozpalenia ogniska oraz sama platforma widokowa - drewniana konstrukcja na stalowych filarach o łącznej powierzchni około 180 metrów kwadratowych. Z platformy rozciąga się iście bajeczny panoramiczny widok na Karkonosze, ruiny Zamku Chojnik i wszystkie okoliczne szczyty (w naszej opinii jeszcze piękniejszy niż ten, który jakiś czas temu mieliśmy okazję podziwiać razem z alpakami w okolicach Chybotka). Dodatkowo we wczesnych godzinach porannych praktycznie nie ma tam innych turystów, więc cała atrakcja pozostawała do naszego wyłącznego użytku - a to jest dla nas zawsze wielki plus, ponieważ bardzo nie lubimy dzikich tłumów :) 

Generalnie cała trasa z Zakrętu Śmierci na Zbójeckie Skały jest raczej lekka i przyjemna, nie wymaga jakiejś super kondycji czy specjalnego przygotowania i można śmiało wyruszyć w nią nawet z małymi dziećmi (wózków natomiast nie polecam, ponieważ po drodze bywa dość nierówno i błotniście). W okolicy przecina się mnóstwo innych ciekawych szlaków turystycznych - a przede wszystkim Szlak Waloński (czyli dawny trakt, którym podążali poszukiwacze minerałów i kamieni szlachetnych). W samej Szklarskiej Porębie też jak wiadomo nie brakuje najróżniejszych atrakcji - i nawet my jako stali bywalcy tamtych rejonów nigdy nie możemy narzekać na nudę oraz brak nowych wrażeń :) 


 
Gdybyście w międzyczasie zgłodnieli i mieli ochotę 
na pysznego pandemicznego burgera z widokiem na Szrenicę ;) -
serdecznie polecamy Wam również Bistro na Widoku (ulica Jedności Narodowej 15/1)
 

niedziela, 15 stycznia 2017

Zima w Górach Sowich - czyli krótka bajka o tym, jak zachłysnąć się życiem...


Takie buziaki potrafią rozgrzać serducho nawet w największe styczniowe mrozy -
więc na szczęście nie zamarzłam dzisiaj na kość i jestem w stanie napisać dla Was ten zimowy, weekendowy post.

(Choć palce nadal mam trochę zgrabiałe po całym dniu spędzonym na dworze -
a  zatem najprawdopodobniej więcej będzie w nim zdjęć, niż tekstu).


Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami... -
było sobie pewne piękne i bardzo malownicze miejsce, 
w którym mgła otulała górskie szczyty niczym miękka puchowa kołderka :)


To właśnie w tym miejscu - znanym powszechnie jako Góry Sowie w Środkowych Sudetach
mały Bąbel po raz pierwszy w swoim 2,5-letnim życiu przekonał się, 
czym jest prawdziwa zima, trzaskający mróz i wysokie śnieżne zaspy.


Każdy centymetr ośnieżonego górskiego zbocza badał z wielką uwagą, ciekawością i pietyzmem -
aż biały puch przesypywał się zupełnie bezkarnie za cholewki dziecięcych kozaczków 
w rozmiarze 26 (o mój Boże, jak ta maleńka stópka szybko urosła!)


Mały Bąbel odwiedził Góry Sowie razem z mamą,
która najbardziej lubi go tulić i całować - 
oraz uwieczniać spędzone wspólnie chwile na zdjęciach ... 

(a w swoim toczku ze sztucznego futra wygląda 
trochę jak sąsiadka zza naszej wschodniej granicy ;))




...a także z tatą, z którym najfajniej jest 
wbiegać na sam szczyt stromego wzniesienia,
urządzać bitwy na śnieżki i zbierać znalezione po drodze gałęzie ;)




Mały Bąbel na trasie swojej wyprawy w Góry Sowie 
wielokrotnie zaglądał to tu, to tam...




...ale jedyną sową, jaką udało mu się odnaleźć -
była ta strzegąca Zamku Grodno 

(który nigdy chyba nie robi na turystach tak wielkiego wrażenia,
jak właśnie w samym środku zimy - 
kiedy wręcz idealnie wpisuje się w ten surowy, 
ośnieżony krajobraz dookoła).



Potem dostrzegł Bąbel jeszcze jedno, 
naprawdę niesamowite zjawisko !

Cała woda w Jeziorze Bystrzyckim pokryła się grubą warstwą lodu -
tylko gdzieniegdzie naznaczoną przeręblami
przez miejscowych pasjonatów wędkarstwa.  

(A przecież pamiętał ją doskonale sprzed zaledwie kilku miesięcy -
kiedy jeszcze znajdowała się w stanie ciekłym,
pozwalała na chlapanie, pluskanie, taplanie i plumkanie ! ;) )



Na sam koniec wycieczki nasz mały podróżnik 
postanowił zawitać też do podziemi. 

W Walimskich Sztolniach pokazano nam i opowiedziano 
kawałek naprawdę smutnej i bolesnej historii -
ale na szczęście on niewiele jeszcze z tego zrozumiał...

Najbardziej cieszył się z tego kasku, który miał na głowie -
i krzyczał głośno "Niebo, niebo!", kiedy ciasne ściany i sufit kopalni 
już przestały go ograniczać...